niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 19.

~~~ Danielle ~~~

Wzięłam prysznic, umyłam włosy, wyszłam z kabiny prysznicowej, wysuszyłam włosy, ubrałam się, i zjadłam zwykłe płatki z mlekiem. Mój humor był jak u zombie, a była dopiero trzynasta. Mój umysł wciąż krążył w okół słów, które wypowiedział do mnie Harry, kiedy tu był wczoraj - w niedzielę.
Dziewczyna o brązowych włosach z różowymi końcówkami siedziała bezczynnie na podłodze i oglądała jakąś denną komedię romantyczną, przy tym wpychając w siebie waniliowe lody. W pewnym momencie usłyszała dzwonek do jej drzwi. Wstała niechętnie i odstawiła lody na stolik. Podeszła do drzwi z wielkim ociąganiem i spojrzała przez judasza. 
-Otwórz! Musimy porozmawiać!-krzyczał szatyn z lokami na głowie, a jego zielonkawe oczy błyszczał zirytowane, jednak dziewczyna nawet nie miała zamiaru go wpuszczać - ze względu emocjonalnej rozsypki oraz ze względu na jej niechlujny ubiór. 
-Wiem, że tam jesteś!-nie poddawał się.
Szatynka oparła się plecami o drzwi, zjechała w dół i siedząc na podłodze, czekała aż szatyn odejdzie, jednak on nawet o tym teraz nie myślał.
-Danielle! Nie zachowuj się jak dziecko! Dobrze wiesz, że on nie chce cię zamienić na Noel! To jego przyjaciółka! Tylko!-chłopak uderzał w drzwi wiedząc, że dziewczyna słucha co on donośnie mówi przez drzwi.
-A jeśli zmieni?-jej głos był cichy i bezsilny, ale tak głośny, że chłopak usłyszał ją.
-Nie zrobi tego. Doprowadź się do porządku i idź z nim porozmawiać. Rozmowa jest potrzebna wszystkim.-szatyn szybko pobiegł przed siebie, tak szybko, że nawet Danielle, która otworzyła drzwi już go nie zastała.
Myśli o tym jak Noel może wyglądać i pewnie jest super ładna, podrywa jej chłopaka zdusiły się myślami, chcącymi poznać przyjaciółkę z dzieciństwa Ed'a. Jej Ed'a - chyba..
Wyszłam trzymając w ręce torebkę i klucze od samochodu i domu. Zamknęłam mieszkanie i weszłam do samochodu, stojącego na podjeździe. Odpaliłam auto i wyjechałam z mojego osiedla. Wjechałam w centrum Londynu i jechałam dość małym korkiem. Po kilkunastu minutach dojechałem do małej kawiarenki, w której zawsze jadałam pyszne ciasta z Ed'em. Wyszłam z auta z nadzieją, że już jest - kiedy go zobaczyłam jakoś moje myśli zaczęły wariować. Weszłam do kawiarenki, on nawet nie drgnął i nawet nie spojrzał na mnie. Podeszłam do jego stolika z powolnym krokiem.
-Przepraszam, że ci nie ufałam.-wydusiłam z siebie.
Momentalnie chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie.
-Nie musisz przepraszać. Ja tylko chcę zrozumienia.-wstał z miejsca.
Patrzyliśmy na siebie z troską. Widziałam jego przemęczone oczy, różowe poliki oraz jego włosy były.. uczesane? Było z nim źle..
Szybko wtuliłam się w niego, a on lekko zdziwiony tym odwzajemnił uścisk.

~~~ Sonia ~~~

Na samo wspomnienie jego uśmiechu przeszedł mnie dziwny dreszcz i uczucie tęsknoty. Stałam w kuchni, parzyłam herbatę i wspominałam wczorajszy dzień.
Blondynka weszła do restauracji i  od razu wypatrzyła szatyna z zielonymi oczami przy stoliku obok okna. Podeszła do niego i nawet nie usiadła. Z jej ust od razu wyfrunęły słowa:
-Załatwmy to od razu. Ile muszę ci zapłacić?
Szatyn wstał i uśmiechnął się szeroko z pośpiechu dziewczyny.
-Harry.-wyciągnął dłoń.
Dziewczynę zdziwiło spokojne zachowanie szatyna. Przypomniała sobie o czymś, jednak po chwili pokiwała głową w dziwny sposób, jakby chciała pozbyć się tej myśli.
Wyciągnęła dłoń i uścisnęła rękę chłopaka.
-Sonia.-odwzajemniła uśmiech Harry'emu.
-Miło mi poznać, mimo tego, że spotkaliśmy się tutaj z powodu zderzenia.-szatyn usiadł przy stole, na krześle.-Usiądziesz?-spojrzał na nią z dołu.
Blondynka nie była pewna, czy chce zasiąść dłużej ale nie dała się prosić. Dosiadła się do chłopaka.
-Myślę, że tyle wystarczy.-Sonia wypisała czek i podała chłopakowi go.
Harry spojrzał na czek a później na dziewczynę i zaśmiał się.
-Za mało?-blondynka zaczęła wypisywać kolejny czek, kiedy szatyn położył dłoń na jej, która wypisywała czek.
-Daj spokój. Nie chcę pieniędzy. Nie umówiłem się z tobą ze względu na moje auto, które swoją drogą jest już naprawione.-chłopak się zaśmiał, a dziewczyna otworzyła lekko usta ze zdziwienia.
-Co?-dziewczyna się zirytowała.-Dałam się wykiwać. Boże..-zaczęła się podnosić i zbierać czeki, wkładając je do torebki.
-Mam do ciebie sprawę, nie polegającą na pieniądzach.-zaznaczył, a Sonia zmierzyła go wzrokiem.
-Czego chcesz?-jej serdeczność zmieniła się w zdenerwowanie na samo wspomnienie o jej "cudownym" byłym chłopaku, którry zawsze czegoś od niej oczekiwał.
-Miałabyś chęć wyskoczyć ze mną gdzieś czasem?-zapytał wstając od stolika i patrząc na dziewczynę, która wydawała się być bardzo, bardzo zdziwiona.
-Żartujesz sobie ze mnie?-zapytała nie wierząc.
-Nie żartuję. Po co miałbym to robić. To jak wyskoczymy gdzieś? Na kawę, na drinka?-nie poddawał się, a dziewczyna już zakładała na siebie torebkę.
-Przykro mi, ale jestem zajęta.-dziewczyna już chciała odejść, kiedy ten położył jej dłoń na ramieniu.-Co?-obróciła się zirytowana.
-Masz mój numer. Zadzwoń kiedy już będziesz nie zajęta.-wręczył jej wizytówkę i zaczął się ubierać w czarny płaszcz.
Sonia spojrzała na wizytówkę i włożyła ja mimo wszystko do torebki. Westchnęła i już zaczęła szybko przebierać nogami w kierunku wyjścia z kawiarenki. 
Harry szybko zapłacił za kawę z mlekiem i wyszedł z budynku - myśląc o ślicznej blondynce, która wydała mu się naprawdę wartościową i piękną dziewczyną.
Opierałam się o blat kuchenny z kubkiem w ręce.
-Był miły..-szepnęłam do siebie.
-Mamo, kto był miły?-do kuchni weszła Nikki trzymając swojego pluszaka w rękach.
-Nikt skarbie.-odstawiłam kubek na blat i przytuliłam małą.

~~~ Noel ~~~

Wypatrywałam rudzielca po całej sali. W końcu zobaczyłam go na samym końcu, w kącie.
Nic się nie zmienił.. Jak zawsze nie chce się rzucać w oczy.
Stawiałam kroki w jego kierunku, uważając aby nie potknąć się o wystające nogi małych dzieci. Trochę byłam zdziwiona kiedy ustalaliśmy gdzie się spotkamy. Wybrałam, że ma być 16.00, a on uznał, że Milkshake City będzie idealnym miejscem - zgodziłam się, choć uznałam, że to dziecinny pomysł, w sumie.. normalny.
-Cześć, Ed.-uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym usiedliśmy.
Patrzyliśmy na siebie z zainteresowanie, choć żadne z nas nie odezwało się. Porównywałam jak bardzo się zmienił. Prawdę mówiąc chyba nic, no może stał się bardziej przystojny, ale nic poza tym.
Ciekawe czy nosi dalej okulary.. Może już z nich wyrósł? Ciekawie wyglądałby teraz w jego dziecięcych okularach. Pamiętam jak w wieku 10 lat zaczął się sprzeciwiać i nie zakładał ich do szkoły. Wszyscy śmiali się z niego, nawet czasem mi rechot wydarł się z gardła, ale on za mnie tez miał śmiechy, szczególnie jak kiedyś utknęłam w damskiej ubikacji a drzwi trzeba było wyważyć..
Wróciłam myślami do teraźniejszości i zauważyłam, ze przy nas są czekoladowe shake. Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie, a on tylko wyszczerzył się jeszcze bardziej.
-No co? Kiedyś lubiłaś czekoladę. Może powiesz mi, że teraz jesteś na diecie i jej nie lubisz?-zakpił.
-Nie jestem na diecie. Nigdy nie rzuciłabym czekolady.-na dowód tego zaczęłam pić mojego shake.
-W takim razie.. Chcesz poznać moich przyjaciół?-zapytał zaraz po tym jak pociągnął jednego łyka swojego napoju.
-A więc gdybym była na diecie, nie przedstawiłbyś mnie im?-zaśmialiśmy się.
-Wiesz, mogłabyś źle na nich wpłynąć.-dałam mu kuksańca w bok.-To jak, chcesz ich poznać?
-Tak, tak, ale nie teraz - kiedyś na pewno.-uśmiechnęliśmy się do siebie.-A teraz powiedz mi - jakaś dziewczyna skradła ci serce i nie chce oddać?-zarecytowałam jak szekspira.
Zmierzyliśmy siebie dość poważnym wzrokiem.
-Wiesz.. Jest jedna taka, ale ona nie jest pewna..-wyglądał jakby bał się powiedzieć mi.
-Ed!-chłopak podniósł ledwo spojrzenie na mnie.-Jesteśmy dawnymi przyjaciółmi, którzy chcą odzyskać więź, która nas kiedyś łączyła. Prawda?-chłopak pokiwał głową na "tak".
-Danielle chyba mi nie ufa.-wydusił z siebie.
-Danielle?-uśmiechnęłam się.-Ładne imię. W związku z czym ci nie ufa?-zapytałam.
Chłopak ponownie zmierzył mnie zdenerwowanym wzrokiem.
-W związku z tobą. Ona boi się, ze chcę odnowić przyjaźń z tobą tylko dlatego, żeby ją zdradzić.-Ed patrzył badawczo na mnie, a ja wybuchnęłam lekko nieczule na głos śmiechem.
-Daj spokój! Jest tak?-zaśmiałam się po raz kolejny.
-Oczywiście, że nie.-odpowiedział szybko.
-No właśnie, tego się trzymaj. Nie kochasz mnie, więc nie mamy się o co martwić. Musisz pokazać jej, że ją  kochasz i nie myślisz nawet o tym, aby zdradzić ją.-uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił.
-Ale jak to zrobić?-zapytał już mniej przygnębiony.
-Mam pomysł, ale nie wiem czy wypali.-pokiwaliśmy jednocześnie głowami z uśmiechemi jak za dawnych czasów i wybuchnęliśmy śmiechem. 

czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 18.

~~~ Ed ~~~

-I jak było u Noel? Pojawiła się?-zapytał uśmiechnięty Harry.
-Owszem, pojawiła się.-wyznałem.
-I???-chłopak nie mógł opanować swojego zachwytu.
-Nic, mam się spotkać z nią w ten poniedziałek.-oznajmiłem z widocznym zachwytem.
-Opowiadaj! Jest taka jak kiedyś czy się zmieniła?-szatyn nadawał na szybkich obrotach.
-Jest taka sama, ale trochę inaczej wygląda.-wstałem z szarej sofy i poszedłem do kuchni, zaparzyć herbatę.
Moje kroki niosły się po całym domu Ruperta. Byłem pewny, że zaraz obudzi się i jego humor nie będzie sympatyczny. Nalałem wody do elektrycznego czajnika i wstawiłem go do gotowania. Do trzech kubków włożyłem po jednej torebce herbaty. Po chwili usłyszałem jak Harry wyłącza telewizor i jego szybkie kroki także niosą się po całym domu.
-Tak myślałem, że jak zwykle parzysz herbatę..-szepnął szatyn.
-Muszę pomyśleć, daj mi spokój.-mój humor uległ zmianie.
-O czym? O tym jak głośniej chodzić?-do kuchni wszedł rudzielec z niezwykle zirytowanym wyrazem twarzy.
-Nie.-zaprzeczyłem.-Danielle jeszcze nie zadzwoniła. To znaczy wczoraj, rano zadzwoniła do mnie, ale kiedy odebrałem - ona się rozłączyła i  tyle z naszej rozmowy.-zalałem herbaty i wziąłem swój kubek do ręki, następnie usiałem przy stole.
-Zadzwoni.-wiedziałem, że Harry sam wątpi w swoje słowa.
-Ja uważam, że sam powinieneś o nią zawalczyć. Oczywiście później będziesz musiał jej powiedzieć, że bez zaufania wasz związek nie przetrwa, ale tak czy inaczej - powinieneś jej pokazać, że jesteś przy niej.-Rupert wydawał się być dumny ze swoich słów.
-Wiem, Rupert. Domyślam się, że teraz to ty masz rację, ale nie jestem pewny, czy to ma sens. Ona mi nie ufa i nie sądzę, aby to zrobiła, przecież zadzwonić nie jest trudno..-pochyliłem głowę nad kubkiem i wdychałem gorącą parę unosząca się nad nim.
-Ed, świat za bardzo polega na telefonach - powinieneś jej powiedzieć, żeby przyszła do ciebie, a nie.. zadzwoniła.-Harry zaczął wypijać swoją herbatę w amoku.
-Nie wiem, jak wy, ale ja idę jeszcze spać. Lepiej dla was abyście mnie teraz nie obudzili..-rudzielcowi wrócił ciemny humor.
Chłopak w piżamie pomaszerował do salonu, w którym wygodnie ułożył się na sofie.
-To w końcu co powinienem zrobić?-zadałem sobie szeptem pytanie, na które nie znałem odpowiedzi - bynajmniej  nie byłem pewny.

~~~ Sonia ~~~

-Noel, chodź jedziemy do z powrotem do Londynu.-weszłam smutno do pokoju siostry.
Rzuciła mi krótkie spojrzenie, podniosła się z łózka i wyszła z pokoju. Ruszyłam za nią po schodach, następnie wzięłam na ręce zaspaną Nikki i wyszłyśmy z domu. Uprzednio napisałam do naszego rodziciela, że musimy wyjechać, ponieważ muszę być w pracy, a Nikola w szkole. Byłyśmy cicho w samochodzie, a Nikol delikatnie pochrapywała przez sen. Cisza pomiędzy nami powiększała się z każdą sekundą - co coraz bardziej mnie irytowało, a jednak nic nie robiłam w związku z tym.
Prowadziłam auto w spokoju, a Noel oglądała pejzaż za oknem samochodu. Po jakimś czasie znalazłyśmy się na obrzeżach Londynu, co ucieszyło - zapewne - nas obie.
Kiedy dotarłyśmy do naszej kamienicy, zaparkowałam przed nią i wysiałyśmy ze samochodu. Wzięłam Nikole na ręce, a Noel zamknęła w ciszy auto. Weszłyśmy do naszego mieszkania i od razu rozdzieliłyśmy sie - ja poszłam do pokoju Nikki, a Noel do swojego azylu.
Położyłam małą na jej łóżeczku i sama do niej dołączyłam. Przytuliłam jej ciałko do mojego i  starałam się zasnąć.
-Mamusiu, ja nie chcę spać..-usłyszałam cichy szept mojej małej Nikki.
-Nie chcesz?-zaczęłam ją łaskotać, a ta chichotała.
-Mamo!!!-piszczała śmiejąc sie.
-No co?-podniosłam ją na ręce i razem śmiałyśmy sie.


~~~ Harry ~~~

-Muszę coś załatwić.-powiedziałem i wyszedłem z domu Ruperta.
Wsiadłem do mojego auta i odjechałem w kierunku centrum. W między czasie odnalazłem wizytówkę, którą wręczyła mi niedawno blondynka, która wjechała czołowo w mój samochód.
Sonia Global
+ 48*********
+ 48*********
Ul. **** 6/9 - Restauracja "Noddy's" - od 9 do 18, pon - piątek
-Cholera...-mruknąłem do siebie po cichu, patrząc, że dopiero niedziela.-Ale przecież mogę..
..Zadzwonić.
Wyjąłem telefon i wykręciłem numer dziewczyny. Kilka sygnałów i nic - poczta - kolejny raz, to samo. Jednak nie poddałem się i nadal wykręcałem jej numer - w końcu udało mi się.
-Halo?-odezwał się damski, nie pewny głos.
-Powinienem wcześniej zadzwonić.. Ja w sprawie stłuczki naszych aut, które zdarzyło się w galerii handlowej.-mógłbym przysiąc, ze słyszałem oddech pełen ulgi.

~~~ Sonia ~~~

Czyj to numer? Nieznany.. Co jeśli to matka? Nie.. Nie, na pewno nie. Skoro to nie ona to kto? Muszę odebrać, aby sie dowiedzieć..

-Halo?-odezwałam się.
-Powinienem wcześniej zadzwonić.. Ja w sprawie stłuczki naszych aut, które zdarzyło się w galerii handlowej.-aż mi kamień z serca zleciał.
-Tak, tak pamiętam.
-Spotkajmy się o 17.30 w kawiarni "Leny", dobrze?-zapytał.
-Dziś? No dobrze, będę.-zgodziłam się i rozłączyłam się.

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 17.

~~~ Sonia ~~~

Dzwoniący budzik nie dawał mi spać - chcąc, nie chcąc - powstałam na nogi. Ból głowy nie dawał mi spokoju już od wczoraj, a żołądek odmawiał jedzenia.
-Cholera..-mruknęłam i od razu poleciałam do łazienki.
Schyliłam się nad muszlą klozetową i za długo nie musiałam czekać, aż jedzenie zwróci się przez moją jamę ustną.
-Mamusi co się stało?-przybiegła do mnie wystraszona Niki.
-Nic, kochanie.-zdążyłam tylko to wydusić i znów musiałam się pochylić nad ubikacją.-Idź do swojego pokoju, mamusia zaraz przyjdzie, dobrze?-blondyneczka szybko pokiwała głową i wróciła niechętnie do swojego pokoju.
Po chwili już podnosiłam się z lodowatych kafelek i myłam twarz chłodną wodą. Nie byłam pewna co mi jest. Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni, zaczęłam robić śniadanie - czekoladowe płatki mleczne. Dziś miałam dołączyć do Noel u naszego ojca i wcale nie uśmiechało mi się to. Ojciec nam pomógł i to nie raz, ale coś mnie niepokoi.
Wymioty na pewno z nerwów, przecież w ciąży ani chora nie jestem.. Ale co ojciec może planować, skoro chce z nami porozmawiać, to musi coś być..
-Nikki, chodź na śniadanie.-weszłam do pokoju mojej małej pociechy.
-Dobrze mamo.-wstała znad kolorowanki i ruszyła przede mną do kuchni.

~~~ Danielle ~~~

Leżałam na chłodnej podłodze w mojej sypialni, która cała była owładnięta ciemnią. Miałam dość siebie - najbardziej przerażała mnie myśl, że nie jestem wystarczająco odważna.
Jestem tchórzem.. Nie potrafię do niego zadzwonić, choć jestem pewna, ze mu ufam aż nadto. Jak mogłam być tak głupia, aby się z nim pokłócić? A teraz nie stać mojej porąbanej osobowości, aby się przełamać do zadzwonienia do niego, do Ed'a.
Podniosłam się żałośnie na nogi.
-Nie będzie tak. Nie będzie!-wykrzyczałam pełna bólu wewnętrznego.
W nad mierze złości na samą siebie - wzięłam do ręki telefon i szybko wykręciłam numer do mojego ukochanego rudzielca.
Pierwszy sygnał.. Drugi sygnał.. Trzeci sygnał...
-Danielle?-usłyszałam zdziwiony, zaspany głos Ed'a przez telefon.
Byłam jeszcze bardziej przerażona - właśnie dotarło do mnie co zrobiłam, ja zadzwoniłam do niego! Nie wiedziałam do końca, ale rozłączyłam się. Wygięłam się w łuk i jęknęłam głośno z bezradności oraz rozpaczy za nim.

~~~ Ed ~~~

Przetarłem jeszcze śpiący oczy i spojrzałem na przerwane połączenie od Danielle.
Zadzwoniła. Naprawdę zadzwoniła. Tylko dlaczego się rozłączyła?
Podniosłem się ociężale z łózka i przeczesałem nerwowo włosy. Patrzyłem nadal na zdjęcie widniejące przy numerze dziewczyny.
Czemu ona nie może zaufać mi! Przecież mnie kocha, tak bardzo jak ja ją. To jest aż nie możliwe, że nadal jest tak uparta, że nie chce ze mną porozmawiać!
-Cholera!-kopnąłem zdenerwowany w poduszkę, która leżała bezcelowo na podłodze.
Poduszka zderzyła się z otwieranymi drzwiami od mojego pokoju. Spojrzałem w kierunku osoby, której się nie spodziewałem tutaj.
-No braciszku, widzę, że masz problemy ze złością.-zaśmiał się mój brat, a mi mina zrzedła.
-Co tutaj robisz?-zapytałem zupełnie zaskoczony jego wizytą.
Zmierzył mnie spojrzeniem - od góry do dołu i z dołu do góry.
-Rodzice mnie przysłali, bo się martwią o ciebie.-wyszedł z pokoju w kierunku mojego salonu.
Poszedłem za nim nadal będąc tylko w czarnych bokserkach z niebieskimi paskami.
-Czemu sami nie przyjechali czy przyszli do mnie? Tylko ciebie wysłali?-zapytałem stojąc przed nim.
-Wiesz, że są zajęci. Poza tym wpadli na pomysł, abyśmy zbliżyli się do siebie.-mówił z lekkim przekąsem.
-Nie muszę się zbliżać do ciebie, tym bardziej, że ty odrzucasz moją pomoc.-mierzyliśmy się wzrokami na stojąco.
-Powiedz rodzicom, że to nie ma sensu - nie mi. poza tym nie potrzebuję dodatkowej pomocy, szczególnie przy Kelly.
-Powiem im kiedy będę miał czas. A teraz - nie chcę cię wypraszać, ale nie mam ochoty..
-Sam wyjdę.-przerwał mi.
Obrócił się na pięcie i wyszedł z mojego domu, a ja poszedłem do kuchni napić się wody.

~~~ Noel ~~~

Mijały godziny, a ja nadal leżałam znudzona na moim łóżku i czytałam już dość starą książkę. Nie miałam co robić, tym bardziej, ze ojciec zniknął na cały ranek. Dochodziła już piętnasta, czyli So i Nikki powinny być tu lada chwila. Wstałam zirytowana z łóżka - po raz pierwszy w życiu miałam dość książek. Z nerwów zaczęłam chodzić w kółko po pokoju.
Co on chce nam powiedzieć? Przecież nie może to być aż takie złe.., prawda? Nie chcę nawet słuchać, jeśli to będzie coś niezbyt miłego dla ucha..
-Przestań już tak łazić, bo zaczyna kręcić się w mojej głowie.-powiedziała Sonia świdrując mnie wzrokiem.
-Boże!-krzyknęłam przerażona widiokiem siostry.
-Nie jestem Bogiem..-uśmiechnęłyśmy się do siebie.-gdzie ojciec?-zapytała.
-Nie wiem. Wyszedł o dziewiątej. Gdzie Nikola?-zaczęłam się rozglądać za małą blondyneczką.
-Aktualnie siedzi w salonie i szuka jakiegoś fajnego kanału z bajkami.
-Chodźmy do niej i tak się nudzę.-wyszłyśmy z mojego pokoju do salonu.
Usiadłyśmy na sofie i razem szukałyśmy bajek. Po chwili usłyszałyśmy otwierane drzwi, a w nich naszego ojca. Rzucił nam spojrzenie pełne troski i  niepewności - następnie udał sie do kuchni, a ja i Sonia za nim.

~~~ 4 minuty później ~~~

-Tato, nie przeciągajmy tej chwili w nieskończoność.-stałyśmy przed nim.
-Po prostu powiedz nam o co chodzi.-Sonia już niewytrzymywała napięcia.
Ojciec westchnął i oparł się plecami o kredens, patrząc nam w oczy zaczął mówić.
-Wasza matka wróciła i chce z wami się spotkać.-wydusił z siebie, a my patrzyłyśmy na niego nie dowierzając.
-Żartujesz?-zapytałam, a on pokiwał głową na "nie".
-Kiedy ją spotkałeś i gdzie teraz jest?-zapytała zdenerwowana Sonia.
-Spotkałem ją nie cały miesiąc temu, a gdzie jest to nie wiem. Gdy się namyślicie to macie do niej zadzwonić.-powiedział i położył na stole wizytówkę, następnie wyszedł z kuchni.
Drzwi od domu zabawnie skrzypnęły, co oznaczało, że tato wyszedł z domu.
-Co zamierzasz zrobić?-spytała mnie siostra patrząc z zamglonymi oczami.
-Na pewno się z nią nie spotkam.-odparłam ze złością.-Ona dla mnie nie istnieje, a ty co zrobisz?
-Myślę, aby się z nią spotkać. Wiesz, wyjaśnienia nam się należą.-patrzyła na mnie smutno.
-Jesteś naiwna, Sonia. Odeszła od nas, bo nie chciała nas i tyle. Nie ma czego się doszukiwać. Ich rozwód to jedno, ale ona zerwała z nami kontakt, a my jesteśmy jej córkami - bynajmniej biologicznymi.-opadłam bezsilnie na krzesełko.
-Być może jestem naiwna, ale ja chcę myśleć, że nas kocha - nigdy nie uwierzę, że jest złą matką.-prawie w ogóle nie mrugała.
-Ale ona jest złą matką, zostawiła nas!-podniosłam głos oburzona.
-Mamusiu, co się stało?-przybiegła Niki i wtuliła sie w Sonie, która zaczęła płakać.
Wyszłam z kuchni zdenerwowana. Skierowałam się do mojego pokoju, weszłam do niego i zamknęłam się na klucz. Położyłam sie bezszelestnie na łóżko, po czym patrzyłam na sufit.
Ona chce wrócić do naszego życia?! Jak ona moze, po tylu latach samotności! Ninawidzę jej! Może i Sonia się z nią spotka, ale ja nie mam zamiaru - ona dla mnie nie żyje..
Jedna samotna, szkarłatna łza uleciała na mój polik. Byłam bezradna i nieszczęśliwa - to teraz
potrzebowałabym Ed'a, właśnie teraz..


_______________________________

Witam.. Widzę, że niektórzy opuścili mój blog - mimo wszystko nie jestem zła. Każdy ma swoje wymagania, a ja nie stosuję się do niektórych. Z 60 wejść dziennie zmniejszyło się do ledwo 17.. No cóż - bywa. Jak to ktoś kiedyś powiedział - "Sława przemija".. ^_^
Jak podoba się rozdział? Może być? Czy lepiej coś zmienić?
A co do ciebie P. Hmm.. Może nie powinnam, możliwe, że będę żałować - ale chcę wiedzieć skąd pochodzisz. Z jakiego województwa? Tylko nie kłam.. Proszę, wiem, że to głupie pytanie, ale chcę wiedzieć, czy są szanse, że się spotkamy - nie wiedząc o tym. :-P
A tak poza tym, to ja już mam ferie! Życzę wam (tym, którzy jeszcze nie mają, bądź też zaczynają teraz) miłych i dość ciekawych ferii - mimo wszystko, mam nadzieję, że spędzicie je tam gdzie chcecie. :-)
 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 16.

~~~ Noel ~~~

-Może zacznę od początku.-widziałam po nim, że trudno mu mówić.
Odkąd zamieszkałem w Londynie - szczerze?-przerwał i spojojrzał na mnie.
-Mów, Ed. Oboje będziemy lepiej się rozumieć. Ja będę wiedzieć wszystko o twoim braku wspomnień, a ty się wygadasz. Zapomnij o tych latach rozłąki - bądźmy ze sobą szczerzy..
-..Tak jak kiedyś.-przerwał mi patrząc ciepło w moje oczy, a ja pokiwałam głową z lekkim uśmiechem, który odwzajemnił.
Odkąd zamieszkałem w Londynie, bez ciebie - byłem inny. Nie miałem z kim porozmawiać - wydawało mi się, że jestem kompletnie z innej planety. Moi rodzice nie rozumieli mnie i mojego zachowania, a mój brat zaczął oddalać się ode mnie jeszcze bardziej. W szkole przesiadywałem przerwy oraz lekcje sam. Została mi tylko muzyka, której nie porzuciłem. Mimo wszystko - byłem sam. Chciałem zadzwonić do ciebie, ale wiedziałem, że tylko powiększę tęsknotę za tobą, Noel.-przyglądał się mi cicho.-Kiedy już muzyka nie dawała mi wystarczająco spokoju, zrozumienia ani ciepła - wyszedłem z domu, nawet nie byłem pewny dlaczego i po co. Mijałem przechodniów, którzy patrzyli na mnie jak na wariata, którym w sumie byłem - jednak chodziło o porę, pamiętam, ze było ciemno już. Miałem zaledwie piętnaście lat, nawet nie, więc nie powinnem chodzić sam po mieście o takiej porze. Omijałem tych ludzi i szedłem nadal prosto, kilka skrzyżowań. Coś mnie ciągnęło do przodu.
zdjęcieW pewnym momencie dotarłem w jakiś ciemny zaułek. Czułem strach, a jednoczęsnie chciało mi się śmiać, bo poczułem się jak w słabym horrorze. Kiedy wycofywałem się z tego korytarza, podszedł do mnie jakiś chłopak - było ciemno i nie widziałem jego twarzy, ale po jego posturze zauważyłem, że nie mógł mieć więcej lat niż ja. Podszedł do mnie cicho, a jednak widocznie. Po chwili wyciągnął z kieszeni od spodni jakąś małą torebeczkę z białym proszkiem. Nie trudno zgadnąć, że poddałem się i razem z nim wciągnęliśmy to. W mgnieniu oka poczułem się wolny, jakoś już mi nie zależało na niczym - nie odczuwałem tęsknoty ani smutku, nie było mi też wesoło, jakaś pustka tylko. Później znaleźliśmy razem jakiegoś meżczyznę, który miał alkohol - zaczęliśmy pić, a ja po woli przestałęm kontaktować ze światem. Zaczynałem odczuwać mdłości, coraz większą pustkę umysłową oraz miałem złe przeczucia. Nie władałem swoim ciałem, choć mogłem się poruszać, nie mogłem nic powiedzieć - choć mówiłem i się śmiałem. Zaraz do nas dołączyli inni i  znów pojawiły się prochy oraz alkohol. Nie mogłem nic zrobić, po prostu odczuwałem tak wielką ochotę, aby jeszcze trochę wziąć tego i jeszcze wypić. Nie umiałem się powstrzymać. Czułem jak odpływam, nie tak jak we śnie - moje ręce i nogi zaczęły sztywnieć, a mdłości powiększyły się. Głowa dawała mi oznaki, że ma już dość tak jak reszta ciała, ale ja nie mogłem się powstrzemać - nie chciałem przestać. Na kilka chwil urwał mi się kontakt z rzeczywistością i widziałem tylko czerń. Kiedy znów mogłem wszystko obserwować, zauważyłem, ze szedłem z jakimiś ludźmi po jezdzni. Nie podobało mi się to, ale ciało nadal nie było pod moją kontrolą. Nie potrafiłem zrozumieć co ja robię ani co dokładnie słyszę. W pewnej chwili ktoś zaczął się szturachać z jakimś chłopakiem. Podeszłem i chciałem ich rozdzielić, tak ajk inni, ale oni mnie odepchnęli. Nie zauważyłem ani on nadjeżdżającego samochodu i po prostu wpdłem na niego. Ostatnie co pamiętam to białe światło od samochodu. Obudziłem się w szpitalu, ale nikogo nie rozpoznałem. Miałem braki w pamięci i nie pamiętałem własnych rodziców. Oczywiście po kilku miesiącach odzyskałem wspomnienia i już wiedziałem, że są moją rodziną. Jednak nikt o tobie nie wspominał przy mnie i niestety dopiero od kilku tygodni zaczęłem przypominać sobie o tobie.-jego oczy były pełne bólu, nie wiele myśląc przytuliłam go, a on odwzajemnił ten gest.-Już nigdy nie tknąłem narkotyków, a z alkoholem nie przesadzam.-wyznał cicho.
-Dziękuję Ed, że opowiedziałeś mi i  nie ukrywałeś przede mną tego.-byłam szczęśliwa, że zaufał mi ponownie.
Kiedy już odsunęliśmy się od siebie, położyłam głowę na jego ramię.
-Mam nadzieję, że tęskniełeś za mną tak mocno jak ja, albo skopię ci tyłek.-rzuciłam mu krótkie spojrzenie i znów wpatrywałam się przezd siebie.
Chłopak się zaśmiał na moje słowa.
-Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi twojego śmiechu oraz wkurzającego "obyś był w sobotę!".-zachichotaliśmy wspólnie ze wspomnień.

*** kilka minut później ***

~~~ Ed ~~~

-Nadal uwielbiam zielony.-szepnąłem wpatrzony w tak utęsknione przeze mnie oczy Noel.
Dziewczyna zarechotała się.
-A ja nadal uwielbiam niebieski.-patrzyła na mnie z takim samym zaciekawieniem.-Tylko, że mi chodziło o twój plecak.-zaśmiała się, na co ja szerzej się uśmiechnąłem.
-Zmieniłaś się.-patrzyłem jak zareaguje.
Przez moment po jej twarzy przebiegło zaskoczenie, następnie uśmiechnęła się złowieszczo.
-A ty się zestarzałeś!-wstała i zaczęła biec przed siebie.
Nie czekając na wiele, także wstałem z ziemi i pognałem w stronę szatynki, śmiejąc się jak wariat.
-Złapię cię i będziesz musiała to odwołać!-krzyczałem za nią, nadal ją goniąc po parku.
-Nawet nie zamierzam, staruchu!-słyszałem jak zabawny śmiech wymyka jej się z ust.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku!-po wykrzyknięciu tych słów, schowałem się za naszym starym dębem tak, aby nie było mnie widać.
-Gdzie ty się schowałeś co, Ed?! Zabawy ci w głowie, może nie tak bardzo jesteś stary..-słyszałem jak jej kroki zbliżały się do drzewa.
Kiedy podeszła już wystarczająco blisko - schwytałem ją w ramiona i zaczełem się śmiać jeszcze głośniej.
-Ed, puść mnie!-wierciła się, czym jeszcze bardziej mnie rozbawiła.
-Oh, Noel. Co by ci teraz zrobić?-zadałem retoryczne pytanie nadal trzymając ją w mocnym uścisku.
-Puścić mnie?-uśmiechnęła sie, a po chwili o boje zaczęliśmy się śmiać jak idioci.
-Poproś.-zażądałem, a ona tylko spojrzała na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
-To taki twój nowy fetysz?-zarechotała, a mnie wybiła z rytmu.
-Co?-pomrugałem kilkakrotnie oczami, patrząc na nią.
Kiedy już zobaczyłem, że zaczyna się dusić ze śmiechu, uśmiechnałem się.
-Poproś, abym cię wypuścił.-czekałem, a ona przez śmiech starała się wymówić słowo.
-Prze.. Przepr..-jej chichot zakłócał wymowe słowa.
-Ja czekam.-patrzyłem na nią z przymróżonymi oczami.
-Przeparszam!-wykrzyczała i poddała się śmiechu.
Po chwili puściłem ją, a ona ledwo trzymając się na nogach - nadal rechotała jak pacjentka szpitalu psychiatrycznego.
-Jak dziecko..-śmiałem się razem z nią.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku.-zacytowała mnie zmienionym głosem, co jeszcze bardziej nas rozbawiło.
-Koniec, boli mnie już brzuch.-dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie poważnie.
Nic nie zrobiłem, tylko się śmiałem z jej powagii i to właśnie ją ponownie rozbawiło.
-Ja nie żartuję, przestań się śmiać!-powiedziała z wyrzutem, nadal chichocząc.
-No to przestań sama.-wydusiłem już czerwony od śmiechu.
-Nie mogę!-śmialiśmy się kolejne pięć minut.
Śmiech po woli uciszał się, a my już leżeliśmy na chłodnej trawie.
-Wreście spokój.-westchnęła.-Która godzina?-zapytała od niechcenia.
-Dochodzi już dziewiętnasta.-mruknąłem patrząc na zegarek w telefonie.
-Chciałabym zostać tutaj służej, Ed, ale nie mogę. Obiecałam ojcu, że będę około dziewiętnastej już w domu.-zaczęliśmy sie zbierać z ziemi.
-Nie ma sprawy, ale obiecaj, że spotkamy się w Londynie.-zacząłem wypisywać mój numer komórki na karteczkę.-Zadzwoń, kiedy będziesz miała czas w ponidziałek i spotkamy się.-wymieniliśmy uśmiech.
-A co jeżeli jestem nawiedzoną fanką i rozdam każdemu ten numer?-zarechotała złowrogo.
-Dziwak.-szturchnąłem ją lekko w ramię.
-Ty jeszcze większy!-oburzona uderzyła mnie w ramie i wpadła w gupawkę.
Po chwili kolejnej dawki śmiechu, wzięła ode mnie mój numer i przy okazji dała mi swój numer telefonu.
-To do ponidziałku, Noel.-uścisnąłem ją.
-Do ponidziałku Ed.-odwzajemniła uścisk.
Odsunęliśmy się od siebie z uśmiechami. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Wcisnąłem jeszcze klakson w pożegnaniu i ruszyłem w stronę powrotną do Londynu. A dziewczyna ruszyła do domu swojego ojca.
Kiedy miałem prostą drogę, wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Sonii, siostry Noel. Odebrała już za drugim sygnałem.
-Dziękuję ci Sonia, gdyby nie ty - to pewnie nasze spotkanie byłoby mniej magiczne.-zaśmiałem się.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję, że będziecie przyjaciółmi, tak jak kiedyś - przyda wam się to. Ja muszę lecieć, bo Nikki mnie woła.
-Dziękuję ci jeszcze raz, So.-rozłączyłem się i schowałem telefon do plecaka - jedną dłonią. Włączyłem radio, ale nie rozpoznałem piosenki, granej przez jakiś zespół.
To naprawdę ona - moja Noel! Tęskniłem za jej wiecznymi śmiechami oraz szmaragdowymi oczami - tak to ona miała być moja przyjaciółką od zawsze i na zawsze. Tylko gdzie tu jest Danielle? Może  miała rację? Szukałem Noel tylko, aby ją zastąpić.. Nie, Nie! To nie prawda - Nell jest moją przyjaciółką, nikim więcej - a Dan jest moją miłością.. Prawda?
Byłem rozdarty wewnętrznie. Nie byłem pewny czy Noel i mnie jednak łączy coś więcej - nie byłem pewny swoich uczuć. Byłem zakłopotany, choć nic takiego się nie stało pomiędzy mną a Nell.
Jesteśmy już dorosły, a jednak zauroczenie powróciło - co prawda moja miłość do Dan jest zdecydowanie silniejsza, ale jej tutaj nie ma... Nie ma jej, bo nie potrafi mi zaufać. W związku zaufanie jest potrzebne!

~~~ Danielle ~~~

Muszę do niego zadzwonić - muszę!
Już sięgałam po telefon, ale w ostatniej chwioi - kiedy już wykręcałam jego numer - stchórzyłam.
-Jestem żałosna!-wykrzyczałam na cały dom i pogrążyłam się w kolejnych łzach.
Nie było mi dobrze w obecnej chwili. Niby mu ufałam, ale to uczucie, że może być teraz właśnie z nią - to ono nie pozwalało mi zadzwonić. Mój umysł wymyślał już najgorsze scenariusze tego jak sięśmieją razem, jak patrzą na siebie, jak się całują ze sobą oraz to, ze właśnie mogą się kochać - to było bolesne, choć wiedziałam, że Ed nei zrobi mi tego, to jednak podświadomie moje myśli krążyły w okół tego.
Jestem zazdrosna - przyznaję się, ale kto nie jest kiedy jest zakochany? Kocham go, ale nie potrafię zadzwonić - nie umiem. Jestem za słaba, nie mam odwagii - przecież już nigdy nie będzie tak samo. Niegdy nie będziemy już na siebie patrzeć tak samo, prawda?

~~~ Harry ~~~

-Jak myślisz - spotkają się?-zapytałem Ruperta siedzącego przed telewizorem z pilotem w ręku.
-Na pewno, tylko pytanie czy, aby na pewno się w niej nie zakocha.-zaśmiał się, a mnie mina zrzedła.
-Niby dlaczego ma się w niej zakochać, przecież jest Danielle.-przysiadłem się do niego i patrzyłem na niego.
-Przyjaźnie damsko - męsko to tylko wymysł idiotów, którzy nie umieją wyznać dziewczynie tego, czego czują, bądź na obrót.-odpowiedział nadal oglądając film akcji.
-Ja tam wierzę w przyjaźnie damsko - męskie. Są realne, tym bardziej, że ja się w żadnej nie zakochałem z moich przyjaciółek.-uśmeichnąłem sięzadowolony.
-Są dwa rozwiązania.-spojrzałem na niego zaciekawiony.
-Jakie?-zapytałem, aon także zwrócił się ku mnie.
-Albo jesteś gejem.-oznajmił, a ja chciałem mu przywalić.
-Jesteś idiotą!-oburzyłem się.
-Albo twoje przyjaciółeczki w ukryciu myślały, jakby cię rozebrać.-roześmiał się, a ja nerwowo podrapałem się po głowie.
On naprawdę tak myśli? Oby nie.. Co jeśli am rację, co jeśli one naprawdę chcą ode mnie czegoś więcej..

~~~ Noel ~~~

72d30f97000321774e2c6953.jpgPołożyłam się na łóżko i wtuliłam w siebie małego pluszaka. Nadal nie wierzyłam, że to dzisiejszego dnia spotkałam mojego przyjaciele i do w ponidziałem mam się z nim spotkać - z moim Ed'em! A jednocześnie byłam nadal wstrząśnięta z powodu wypadku, w którym stracił pamięć.
Dlaczego jego rodzina mu o mnie nie wspominała? To troche dziwne, tym bardziej, że zazwyczaj mnie lubili.. Jednak mimo wszystko, Ed nie poddał się i szukał mnie. W jakiś niewiadomy mi sposób, znalazł się tutaj, pod dębem - obok mnie. Na pewno ułożył sobie życie, tylko czemu mi nic nie wspomniał. Zapewne porozmawiamy dłużej w ponidziałek, w Londynie. Boże! Tyle lat czekałam, aby znów go zobaczyć - zobaczyłam go. Tylko, że.. Jesteśmy już dorośli, może nie dojrzali, ale jesteśmy już od kilku lat pełnoletni. Znam tysiące przypadków przyjaciół, którzy są ze sobą bądź kieddyś byli - nie chcę, aby mnie i Ed'a to rozdzieliło. Ja czuję do niego tylko przyjaźń, mimo wszytsko mam nadzieję, że on mnie nie darzy jakimś wyjątkowym uczuciem.. Niby jest udowodnione naukowo, że takie przyjaźnie nie istnieją, chyba, że między homosesualistami - oby się to nie sprawdziło, mimo wszystko.
Położyłam się wygodniej na łóżku i po chwili pogrążyłam się w śnie.

____________________

Nie rozumiem po co pisać długie rozdziały, ale no dobrze - dziś jest wyjątkowo długi.. :-P 
Jednak chcę wam przekazać, żebyście się nie przyzyczajały, bo takie tasiemce są kilkorazowe, a nie wieczne - bynajmniej w moim przypadku. :-D
Jak myślicie; Ed zakocha się w Noel i będę mieli gromadkę dzieci? Czy może Ed opamięta się i sam przyjdzie do Danielle z wielkim bukietem róż? Czy Dan odważy sie zadzwonić to rudzielca i jako, że będą już pogodzeni - będą się kochać całe dnie i noce? ^_^
No to jak, myślicie? o_O HahahahahahaxD.

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 15.

~~~ Noel ~~~

-Zobaczymy się jutro.-szepnęłam do Niki i uścisnęłam ją.
Podniosłam się z kucek na nogi i obróciłam wzrok do mojej siostry.
-Mam nadzieję, że podróż minie ci w dobrym humorze.-jej dobry humor mnie z lekka przerażał.
-Nie wiem co knujesz, ale wiedz, że ci nie wyjdzie.-przytuliłam ją i po chwili oderwałam się od niej.-Tylko powiedz mi czy to nie jest nic złego.-zażądałam i tupnęłam nogą, co u Nikol wywołało śmiech.
-Nie zachowuj się jak dziecko.-cmoknęła zabawnie.-To coś miłego, ale będziesz musiała zrozumieć sama co i jak zrobić.-jej uśmiech zaczął się poszerzeć.
-Zagadka? Świetnie..-zironizowałam.
-Ojj daj spokój. Chodźmy, bo autobus ci ucieknie.-zaczęła mnie i Nikki wyganiać z mieszkania.
-Przypomnij mi jeszcze raz, dlaczego to ja mam się gnieść w autobusie?-Sonia zamknęła drzwi i zaczęła schodzić schodami w dół.
Kiedy już wyszłyśmy z klatki, ja z błękitnym plecakiem, a ona z małą - powtórzyłam pytanie.
-Żebyś nie uciekła.-szepnęła.
Myślałam, że żartuje i zaśmiałam się na jej słowa - jednak ona tego nie zrobiła, a jej mina nie uległa zmianie, nadal była poważna.
-Żartujesz?-szłyśmy dość szybko, ale co chwila żucałyśmy sobie krótkie spojrzenia.
-Tak, tak oczywiście.-dopiero teraz się zaśmiała, ale to nie był normaliny śmiech - przypoinał taki nerwowy, mimo to udałam, że nic nie zauważyłam.
Po chwili byłyśmy na przystanku autobusowym i stał już tam autokar.
-To ja lecę.-jeszcze raz przytuliłam je i szybko wsiadłam do niego.
Wykupiłam jeden bilet do Framlingham, usiadłam blisko okna i już po chwili autobus zaczął ruszać. Nie lubię jeżdzić takim transportem. Nie chodzi o to, że uważam się za kogoś lepszego od innych - po prostu często mnie dopadają mdłości podczas takich jazd, może to głupie, ale taka prawda.
Nie myśląc więcej o nudnościach włożyłam słuchawki od mojego telefonu do uszu i włączyłam piosenki. Od razu włączyłam playlistę, którą najczęściej słucham. Składa się między innymi z : One Republic - Come Home, Ed Sheeran - Firefly, David Guetta - Titanium,  Misha B - Do You Think Of Me, Ed Sheeran - The A Team,  The Fray - Never Say Never, Adele - Don't You Remember,  Linkin Park - Castle Of Glass,  Hedley - Kiss You Inside Out - zawsze słucham ich, aby jakoś zregenrować siły. Może i nie są najnowsze, najlepsze i nie trzymają się jednej grupy muzycznej, ale uwielbiam je i zawsze pomagają mi myśleć.
Mam nadzieję, że to nic groźnego ojciec nie wymyślił. Swoją drogą, po co ja miałam teraz jechać, przecież mogłabym jutro. Co ona znów wymyśliła? Gada jakimiś zagadkami - aż szlag mnie trafia.. A co jeśli to ojciec ma do przekazania miłą wiadomość, a ja się zastanawiam nad ta zagadkę. Może akurat będzie coś takiego i moje oraz Sonii zamartwiania okażą się niepotrzebne. Może i mi nie pokazuje tego, że się martwi o ojca, ale ja to widzę - jej spojrzenie jest dość smutne. Od kiedy byłam na tej rozmowie kwalifikacyjnej, ona zaczęła traktować mnie przedmiotowo. Może sama sobie zasłużyłam, ale przecież to moja siostra do cholery! Może coś ukrywa przede mną. A z resztą i tak to tylko moje podejrzenia i pomysły.
-Framlingham.-wreszcie usłyszałam słowo, na które tak czekałam.
-Do widzenia.-pożegnałam się z kierowcą ciepłym spojrzeniem i wyszłam z autokaru zabierając moją torbę.
Autobus po chwili odjechał, a ja zaczęłam iść w kirunku mojego dawnego domu. Te same drzwia, budynki i ludzie, którzy w ogóle się nie zmienili. Aż dreszcze mi przeszły po całym ciele kiedy tylko zerknęłam na wejście do parku.
Park.. Ciekawe, czy nadal jest tam moje - nie, nie, nasz miejsce. Mój i Edward'a dąb, to jest nasze miejsce. Tylko, że jego tutaj już od dawna nie ma..
Na krótkie myśli zachciało mi się płakać. Mimo wszytsko powstrzymałam łzy i ruszyłam z plecakiem na ramieniu do domu mojego ojca.

~~~ Ed ~~~

-Chcesz mi powiedzieć, że jedziesz do Framlingham tylko po to, aby móc zobaczyć Noel. Poprawka - nawet nie wiesz, czy jązobaczysz, bo jest możlowość, że ruszyła dalej?-zaśmiał sie ironicznie Rupert.
-Przecież to jest ledwo możliwe, żebyście spotkali się po tylu latach. Jesteś pewny, że chcesz być tą ledwo możliwością?-Harry patrzył na mnie jak na dzieciaka, choć to ja jestem starszy od niego.
-Tak, właśnie tak.-spojrzałem na nich oboje i pokiwałem głową w akcie zaangażowania.
Chłopaki wstali i patrzyli chwilę na mnie badawczo.
-W takim razie..-zaczął Rupert.
-Powodzienia!-krzyknęli zgodnie tym samym przytulając mnie po bratersku.
-Dobra, bo mnie udusicie i nie będę mieć możliwości być tym ledwo.-zacząłem sie wyplątywać z ich ramion.
W mgnieniu oka odsunęli się ode mnie, a ich twarze zdobiły uśmiechy, z resztą tak jak moją.
-Jak mnie nie będzie to zajmijcie się kwiatkami.-zaśmialiśmy się.
Wzięłem z podłogi zielony plecak i kluczyki do samochodu. Nie zastanawiając się dwa razy, wsiadłem so mojego samochodu i ruszyłem do Framlingham. Budynki zaczęły zmieniać się w drzewa, następnie w niskie domy i jeszcze więcej drzew.
Jedyna nadzieja.. Oby przyszła. Tak bardzo chcę wyjśnić z nią to wszystko. Chcę, aby było tak jak kiedyś - choć w kilku procentach tak jak kiedyś.
W radiu zaczęła lecieć piosenka "Little Thing" - One Direction, niemal od razu podgłośniłem stację radiową. Słowa śpiewane przez chłopaków, tym samym napisane przeze mnie - przypomniały mi o kimś o kim nie myślałem aż trzy godziny.
Danielle.. Dlaczego ona do mnie nie dzwoni? Może coś sie stało? Może po prostu nie potrafi mi zaufać w takim procencie, jakim ja potrzebuję..
Starałem się nie rozkleić oraz prowadzić samochód w ostrożności. Jednak kiedy usłyszałem słowa śpiewane przez Niall'a:
"If I let you know, I'm here for you,
Maybe you'll love yourself like I love you."
Coś we mnie pękło. Zawsze mi śpiewała i mówiła, że pomimo wszytsko zawsze będzie przy mnie - teraz jej nie było. Nie było jej i to właśnie bolało mnie najbardziej.
Ciesząc się z tego, że już dojechałem do Framlingham - zaparkowałem przed małą kawiarenką. Wysiałem z auta, zabierając ze sobą mój plecak. Zamknąłem samochód i weszłem do kawiarnii. Podeszłem do lady i zamówiłem białą kawę na wynos. Dziewczyna szybko uwinęła się z kawą i podała mi ją. Zapłaciłem i wyszedłem z budynku. Szybkimi krokami udałem się do parku, pod dąb, który znałem aż za dobrze.
Po kilkudziesięciu błyskawicznych krokach znalazłem się przed wielkim, starym dębem. Zobaczyłem ławkę, która stała samotnie pod drzwem i od razu na niej usiadłem. Plecak położyłem na ziemię obok mojej nogi i zacząłem delektować się ciepłym napojem.
Jak na listopadowe popołudnie nie było zimno, lecz ciepłem tego nazwać nie można było.

~~~ Noel ~~~

-Cześć tato.-wtuliłam się lekko w ciało ojca, po chwili jednak się rozdzililiśmy.
-Cześć Noel. Myślałem, że przyjedziesz jutro z siostrą.-wydawał się być zaskoczony moim wczesnym przybyciem.
-Mi za to powiedziała, że mam dziś jechać - nawet nie podała powodu dlaczego.-oznajmiłam.-Rozumiem, że mam spać w moim dawym pokoju?-uśmiechnęliśmy się oboje, po chwili ojcioec kiwnął mi głową na tak.
Nie myśląc wiele, wzięłam mój plecak i poszłam do mojego pokoju. Wysztko było tak jak go zostawiłam kilka miesięcy temu - no może trochę czyściej. Książki na swoim miejscu, a pokój odświeżony. Rzuciłam plecak w kąt pokoju i po chwili z niego wyszłam.
-Tato.-spojrzałam na niego ładnymi oczkami.
-Coś chcesz..-zaśmiał się.
-Mogę wyjść? Będę niedługo, okay?
-Jesteś już dorosła, Noel. Nie musisz się pytać mnie o zgodę, ale chciałbym, abyś wróciła przed dziewiętnastą.-szczęśliwa wtuliłam się w ojca i po chwili wymknęłam się z jego ciepłych ramion.
-Dziękuję.-bąknęłam i szybko wybiegłam z domu.

~~~ Ed ~~~

Więc nie przyjdzie.. Myślałem, że będzie tutaj. Przecież jest sobota.
Rozglądałem się po całym parku, nadal siedząc pod dębem. W chwili, gdy obróciłem głowę w stronę wejścia do parku - ujrzałem ją.
Jednak przyszła. Nie zostawiła soboty..
Wstałem z ławki, obróciłem się w stronę zbliżającej się dziewczyny i uśmiechnąłem się ciepło do niej.
-Witaj, Noel.-patrzyliśmy na siebie z wielką tęsknotą.
-Pamiętasz..-szpnęła i wtuliła się w moją klatkę piersiową.
Nie zastanawiając się, przytuliłem ją mocno. Czerpaliśmy jak najwięcej przyjemności z tej chwili, z tego uścisku po latach.
-Tęskiniłem.-nadal trzymając ją w ramionach, wyznałem jej zgodnie z prawdą.
-Ja też, dziwaku.-uśmiechnąłem się na jej słowa, zapewne ona także.
-Nie jestem większym dziwakiem, niż ty, dziwaku.-zaczęliśmy się śmiać jak kiedyś, tak samo szalenie.


__________________________________

Z góry przepraszam za błędy. Spieszyłam się i narazie nie mam zbytnio czasu na poprawienie ich. :-)

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 14.

~~~ Ed ~~~

-Powinieneś dać jej trochę czasu.-Rupert położył mi dłóń na ramieniu i uśmiechnął się do mnie.
-Wiem, ale po prostu obawiam się, że ona nie zadzwoni.-przeczesałem nerwowo palcami włosy.
-Jak kocha to zadzwoni, a jestem pewny, że szaleje za tobą, tak bardzo jak i ty za nią.-pokiwał główą pocieszająco.
-Jesteś pewny?-zapytałem z nikłą nadzieją.
-Gołym okiem widać po niej miłość do ciebie, a po tobie do niej. Jestem pewny, że gdy będzie gotowa - zadzwoni do ciebie.-wstał z mojej sofy i zmierzył mnie wzrokiem.-Wyglądasz jak duch. Masz iść wziąć prysznic, bo zaczynasz..-powąchał mnie i odsunął się ode mnie z niesmaczoną miną.
Wiedziałem, że chce poprawić mi humor i próbuje mnie rozbawić.
-Jeśli ja mam się wykąpać, to ty też - nie pachniesz tak ładnie jak myślisz, brudasie!-zaczęliśmy się naśmiewać z siebie.
-Proponujesz mi wspólny prysznic?-Rupert zabawnie poruszał brwiami.
-Czubek.-skomentowałem go i pobiegłem szybko pod prysznic - sam.
Weszłem do kabiny już nagi i zacząłem zmywać z siebie większość problemów. Tym samym zacząłem myśleć o pierwszym spotkaniu Danielle przeze mnie.

***

-Przepraszam, wiem, że to nie moja sprawa, ale czy mógłbym w czymś ci pomóc?-osiemnastoletni chłopak o rudych włosach i lazurowych oczach podszedł do płaczącej dziewczyny niewiele od niego młodszej.
-C..Co? Nie, nikt nie może mi pomóc..-wyszlochała i mocniej podciągnęła nogi do swoch piersi siedząc.
-Płaczesz, więc pozwól, że chociaż cię wysłucham.-uśmiechnął sie lekko i dosiadł się do dziewczyny na podłodze w szpitalnym korytarzu.
Szatynka spojrzała przez łzy głęboko w ciepłe oczy rudzielca i westchnęła.
-Moja ciotka zachorowała na złośliwego guza piersi i miał przerzuty na płuca oraz węzły chłonne.-dziewczyna łkała.-Ona umiera..-chłopak kiedy tylko usłyszał słowa dziewczyny przytlił ją mocno, a ta wtuliła się w niego.
-Cii..-uspokajał ją.-Spokojnie..-kołysał ją delikatnie.
-Nie mam nikogo oprócz niej, a ona nie ma więcej niż tygodnia!-rozpałakała się ponownie, a chłopak zaczął nucić pod nosem dla jej w rytm jaki grał niedawno na gitarze.
Dziewczyna początkowo nawet nie zauważyła, że chłopak nucąc piękną melodię - przygląda się jej z wielkim zachwyceniem, wychwyciła jego spojrzenie dopiero kiedy zapadła między cisza.
-Znasz jeszcze jakąś?-jej czekoladowe oczy uniosły się lekko do góry nadal ze łzami.
-Oczywiście.-rudzielec przystąpił do kolejnej znanej mu melodii.
Wymyślił ją zaraz po przeprowadzce do Londynu. Po wypadku, w domu znalazł nuty zapisane na kartce i wydały mu się bardzo znajome te nuty. Nie był pewny, dlaczego nazwał całą piosenkę "Noel" - kiedyś spytał rodziców dlaczego taka nazwa, oni odpowiedzieli ciszą. Teraz musiał powrócić do szpitala choć nie chciał, musiał ponieważ częste migreny powróciły.
Szatynka po chwili zaczęła myśleć o powodzie jego przybycia, w pewnym momencie podniosła oczy i przyjrzała mu się.
-Coś się stało?-zapytał chłopak tym samym przerywając nucenie.
-Czemu jesteś w szpitalu?-na pytanie dziewczyny trochę się zniesmaczył, co ona zobaczyła.-Jak nie chcesz to nie mów.-oznajmiła mu, kiedy ten dość długo nie podejmował głosu.
Jego lazurowe oczyska patrzyła w jej czekoladowe i zastanawiał się, czy jest warta opowiedzenia jej tej historii.
-Miałem..-zaczynał ślamazarnie.
-Ed Sheeran?-przerwał im lekarz, który pojawił się znikąd.
-Tak?-rudzielec szybko się podniósł.
-Sala wolna, czas zacząć rezonans magnetyczny.-mężczyzna uśmiechnął się dodając otuchy.
W mgnieniu oka obok całej trójki pojawila się pielęgniarka.
-Danielle, twoja ciocia pyta o ciebie.-odezwła się ciepło, na co dziewczyna szybko poderwała sie do góry z podłogi.
Nastolatkowie spojrzeli na siebie z nieznomym im wstydem z powodu, że on ją przytulał - a ona z wielką przyjemnością poddawała się delikatnemu i miłemu kołysaniu.
-Spotkamy się, na pewno.-dziewczyna już spokojniejsza na słowa chłopaka, pobiegła szybko do sali, w której leżała ciotka.
Chłopiec o ognistych włosach również szybko trafił do sali, w której miał badanie.

***

Tak głęboko byłem wpatrzony w te wspomnienie, że nawet nie usłyszałem, że Rupert wali w drzwi od łazienki.
-Ed, do cholery!-czym prędzej owinąłem ręcznik wokół moich bioder i otworzyłem drzwi.-Kurwa, Edward! Wiesz jak się przeraziłem, jak nie otwierałeś tych piepszonych drzwi?!-chłopak wykrzyczał kiedy zgarbym ruchem byłem już otulony w jego ramionach.
-Ahh.. Rupert, nie wiedziałem, że aż tak ci na mnie zależy.-zaśmiałem się.
-Jesteś idiotą. Jesteśmy przyjaciółmi od dobrych kilku lat. Mam nadzieje, że pozostaniemy nimi na większość naszego życia, więc nawet nie planuj samobójstwa.-zastrzegł mnie.
-Nawet nie zamierzam. Nie wiem w jaką depresję musiałbym popaść, aby choć o tym pomyśleć.-powiedziałem prawdę i odsunąłem się już od jego ciała.
-To dobrze, a teraz moja kolej na prysznic.-tak szybko wszedł do pomieszczenia z wanną, że nie zdążyłem zabrać moich rzeczy.
No nic..
Poszedłem do mojego pokoju i przebrałem się w t-shirt i jeansy. Usiadłem na sofie w salonie i zacząłem oglądać jakiś program telewizyjny, który był naprawdę bez sensu. Nie wiedziałem o czym rozmawiają ci ludzie z telewizji, dopiero kiedy jakaś kobieta zaczęła śpiewać - spostrzegłem, że jest wyłączony głos. Lekko zdezorientowany włączyłem głos i przeraziłem się. Kobieta sama w sobie nie była brzydka, ale jej głos - nie chcę być nie miły, ale to nawet śpiewaniem nazwać nie było można. Nie zdążyłem nawet wyłączyć dźwięku, kiedy do pokoju wszedł już ubrany rudzielec z mokrymi włosami. Chłopak przysiadł się do mnie i spojrzał zdziowiony na telewizor.
-Oglądasz to czy żartujesz?-zaczął się śmiać.
-Sprawdzałem co leci i jakoś trafiłem na ten program, ale nadal nie wiem co to jest.-wstałem z sofy i poszedłem po ręcznik - po chwili wróciłem z nim w dłoni.
-To co mam ci wysłuszyć włosy?-zapytałem już z ręcznikiem w dłoniach.
-Czemu nie.-zgodził się.
Włożyłem mu ręcznik na głowie i szybko zacząłem pocierać nim o jego głowę. Po chwili zdjąłem ręcznik. Włosy Ruperta były naelektryzowane i zabawnie stały do góry. Oboje zanieśliśmy się wesołym śmiechem.

~~~ Patrick ~~~

-Sonia, ty chyba mnie nie rozumiesz.-spojrzałem nadal zdenerwowany na blondynkę.
-Podaj powód, taki, który wyklucza Noel, aby pracowała w "Noddy's".-dziewczyna założyła dłonie na piersiach i patrzyła na mnie dość uciążliwie.
-Ona nie chce tej pracy.-oparłem się o moje biurko, a ona tylko westchnęła.-Na pytanie "dlaczego chciałaby tutaj pracować?", wiesz po odpowiedziała?-spojrzałem lekko zirytowant na nią, a ona pokiwała głową na "nie".-Otóż, ona stwierdziła, że "jest do tego zmuszana i jej wiara w Boga nie pozwala jej na pracę w barze" - kiedy jej powiedziałem, że to nie bar a restauracja, ona nadal sięupierała przy barze.
-Tylko dlatego jej nie przyjąłeś?-jej wzrok się wzmocnił i stał się oburzony.
-Nie chcę mieć z nią problemów. Nie kręcą mnie pracownicy, którzy sami nei wiedzą co chcą robić ze sobą. U nas potrzeba pracowników, którzy się starają, a nie. Chciałem ją przjąć ze względu na ciebie, ale nie mogę, ponieważ jej nie zależy - niestety Sonia.-dziewczyna nadal podburzona wyszła z mojego gabinetu trzaskając drzwiami.
Rozumiem ją, to jej siostra - ale co ja miałem poradzić skoro Noel nie chce pracować tutaj, ja nie zmuszam ludzi do pracy w mojej restauracji. Poza tym wyglądąłajak emo,brakowała czarnych powiek i ciemnych ust. Szkoda mówić..

~~~ Noel ~~~

Oby Sonia nie nalegała na kolejną rozmowę z tym Patrick'iem. Mimo wszystko nie chcę tej pracy. Co z tego, że będę zarabiać - skoro ja chcę robić cos innego niż zbierać zamówienia innych ludzi.
Przebrana już w luźnych ciuchach - rozwaliłam się na sofie w salonie, włączyłam telewizor na kanał "E4" i akurat leciały nastoletnie matki. Oglądając serial lekko dotknęło mnie to - pewnie to głupie, ale tak się stało.
Moja siostra w wieku dziewiętnastu lat zaszła w ciążę, niby nie tak wcześnie, a jednak dotknęło to mnie, ojca i oczywiście Sonię. Nasza matka.. Pewnie nadal nie wie, że została babcią, szczerze - nie widzieliśmy się z nią od siedmiu lat. Raz przysłała nam kartkę świąteczną i to było może z trzy lata temu - nie uwzględniła tam nikogo - napisała "dla rodziny Global", tylko tyle. Nie zadzwoniła ani nic, jakbyśmy nie mieli matki. Była nam potrzebna,szczególnie kiedy Sonia urodziła i żadna z nas nie wiedziała jak zająć się małą, a ojciec pracował, a kiedy wracał z pracy był zmęczony i rzadko nam pomagał.
Po chwili przemyśleń usłyszałam odgłos otwieranego zamka w drzwiach od mieszkania. Obróciłam głowę i ujrzałam Sonię, która rzuciła mi krótkie, wkurzone spojrzenie i poganała do swojego pokoju.
Świetnie.. Znów będzie wściekła, ale co miałam poradzić? Musiałam jakoś go odstraszyć, prawda?
Ponownie usłyszałam otwieranie drzwi, tym razem od sypialni So.
-Idziemy odebrać Nikki, a później masz się spakować, bo jutro jest już sobota.-przebrana Sonia stanęła przede mną, wyłączjąc serial.
-Idziemy?-spojrzałam na nią lekko zszokowana.
-Idziesz ze mną.-oznajmiła poważnie, a ja tylko jęknęłam.
Mimo wszystko podniosłam się ciężale i wyszłyśmy z domu, zamykając drzwi na klucz.