niedziela, 15 września 2013

Rozdział 38.

~~~ Lilianna ~~~

Wpatrywałam się w zdjęcie Ed'a z jakąś szatynką o zielonych oczach. Uśmiechali się szeroko, przy czym mieli roztargane włosy. Ramka wraz ze zdjęciem była na szafce nocnej. Wiedziałam co to znaczy. Jest przywiązany do tej dziewczyny. Zastanawiałam sie kto to. Starałam sobie ją przypomnieć. Widziałam ją, w Wigilię, za Londynem w przydrożnym barze, wraz z Ed'em i jego kolegami.
Od tyłu zaszedł mnie rudzielec o błękitnych oczach. Pocałował mnie w policzek i wtulił się we mnie. Nie zdążyłam odłożyć zdjęcia na szafkę, kiedy chłopak zapytał.:
-Co robisz z moim zdjęciem?
Jego głos nie był pretensjonalny, a wręcz wesoły.
-Nic takiego.-odpowiedziałam.-Kto to?-wskazałam kciukiem prawej ręki na szatynkę.
-To Noel.-spojrzał na mnie badawczo.-Jest nieszkodliwa, nie musisz się martwić.-oznajmił śmiejąc się.
-Nie jestem zazdrosna!-odsunęłam się od niego i stanęłam do niego przodem.
-Jasne, jasne.-zabrał mi ramkę i postawił ją na meblu.
Zaśmiał się jeszcze raz i pocałował mnie w usta.
-Jest przyjaciółką moją, musisz to zaakceptować.
Wiedziałam już kto to. To dziewczyna, przez którą Danielle czuła się zagrożona. Idiotka ta moja kuzynka.
-Nie zamierzam z nią mieć innych kontaktów, okay?-mówił.
-Okay, wierzę ci.-tym razem to ja pocałowałam go w usta.

~~~ Patrick ~~~

Jej ciepło, które wytwarzała wtulona we mnie, przyprawiało mnie o zawrót głowy. Mimo, że dla niej to było nic, ja czułem się naprawdę dobrze, kiedy dzieliła ze mną swoje ciepło. Jej smutek miał wpływ na mnie, w pewien sposób czułem niepokój. Czułem się potwornie wiedząc, że Sonia jest skrzywdzona. Chciałem ją jakoś wesprzeć, a jednocześnie wiedziałem, że nie mogę. Gdybym zaczął podchodzić do niej bardziej prywatnie, wszystko by się rozwaliło. Mimo, że pragnę jej, nie mogę być pewien na 100%, że kiedy już będziemy razem, że nadal tak będzie, możliwe, że ona jest zwykłą moją zachcianką. Zdecydowałem, że postaram się zdusić to zauroczenie w zarodku, wziąłem tydzień wolnego.

~~~ Noel ~~~


Wstałam i wybiegłam z pokoju.
Muszę znaleźć się jak najdalej stąd. To był głupi pomysł! Po co tutaj w ogóle przyszłam?!

Zbiegłam po schodach i otwierałam właśnie drzwi, gdy poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Siłą rozpędu wpadłam... w ramiona Ruperta. Objął mnie mocno i zaczął całować moje oczy, policzki a w końcu usta. To nie był nachalny pocałunek - to były ciepłe i delikatne usta mężczyzny. Całował mnie subtelnie, a ja poddawałam się temu w oszołomieniu. Palce jednej dłoni wplótł mi we włosy, drugą obejmując mnie w pasie i przyciągając mocno. Nie zdążyłam zareagować, byłam zbytnio zszokowana jego zachowaniem. Nie byłam pewna co robi, dlaczego?
Po chwili szok minął, odsunęliśmy się od siebie. Spojrzeliśmy na siebie.
-Nie gniewasz się na mnie?-zapytałam z lekką obawą.
Rupert spojrzał na mnie wzrokiem pełnym zrozumienia oraz miłością, której nadal nie byłam pewna.
-Nie gniewam się na ciebie, bo nie mam o co. Wyraziłaś swoją niepewność, do wszystkiego co cię otacza, do wszystkich ludzi, cenię to. Może nam się udać, wystarczy, że mi zaufasz.-czułam jak jego dłonie nadal trzymają mnie za biodra.
-Ale Rupert, ja nie umiem ufać nikomu. Łatwiej jest mi uciekać, niż stawić czoła przed tym co może się stać.-wyznałam mu, a moje oczy zaczęły wydzielać słoną ciecz, której tak nienawidziłam.
-Noel, ważne, ze dostrzegasz swoje ucieczki. Powiem ci szczerze, że nie warto uciekać, sam tak robiłem, a jednak zacząłem ufać ludziom.-otarł kciukiem pojedynczą łzę spływającą po moim poliku.
-Ludzie nas ranią, zawsze będzie nam źle.-mój głos przybrał lekko na histerii.
-Ja wolę ufać ludziom i od czasu do czasu się na kimś zawieść, niż żyć zamknięty sam w sobie. Noel, pozwoliłaś, aby Ed ponownie został twoim przyjacielem, zaufałaś mu - dlaczego mi nie możesz? Kocham cię jak wariat, szaleniec i nie wstydzę się tego przyznać. Uwielbiam twój śmiech, twoje zdenerwowanie kiedy nie znasz słowa w krzyżówce - kocham cię wtedy, gdy masz złe dni oraz gdy jesteś wściekła o nic. Nie potrafię wyobrazić sobie siebie bez ciebie, bez twoich szmaragdowych oczu, charakterystycznym śmiechu oraz ironizowaniu różnych spraw. Twoje wady są mi nie groźne, a zalety doceniam. Twoje uwielbienie do Dr. House w wieczory, gdy nie masz ochoty na nic - nigdy nie zabroniłbym ci go oglądać, choć są to powtórki, nawet dołączyłbym. Prosiłbym cię, abyś została moją żoną, lecz nie sądzę by to była idealne propozycja w tej oto chwili. Chyba, że chcesz?-uklęknął przede mną i złapał mnie za prawą dłoń.
Patrzyłam na niego w osłupieniu. Oboje nic nie mówiliśmy, a nasze oczy krzyżowały się spojrzeniami.
-Wariat!-zaśmiałam się nerwowo i wyrwałam delikatnie moją dłoń z jego.-Wstań.-uśmiechnęłam się do niego.
Wstał z kolana na obie nogi uśmiechając się szeroko.
-No co? Nie chcesz wyjść za mnie?-puścił mi oczko.
-Nawet jeśli chcę, to nie w tej chwili.-położyłam moją prawą dłoń na jego policzku.-Spróbujmy być ze sobą, ale szczerość musi być, okay?
-Oczywiście.-przytaknął i pocałował mnie mocno.

środa, 11 września 2013

Rozdział 37.

~~~ Sonia ~~~

-Noel, musisz się z nią spotkać.-powiedziałam do siostry, która tępo patrzyła przed siebie.
-Nie mam zamiaru.-mówiła obojętnym głosem.
Westchnęłam i opadłam na krzesło w restauracji z rezygnacją. Stała na środku pokoju, wpatrując się w okno. Oddychała płytko, a dłonie jej się trzęsły.
-Rób jak uważasz, ale pamiętaj, że matkę ma się tylko jedną.-wstałam od stolika.
Spojrzała na mnie gwałtownie zaczęła machać dłońmi.
-Ona już dawno przestała być dla mnie matką!-była zdenerwowana.
-Nie myślisz tak, dobrze wiem, że nadal ją kochasz. Cokolwiek powiesz, nie zmienisz faktu, że to nasza matka!
-Nie muszę nic mówić! Jej zachowanie tylko świadczy o tym, że nie jest moją matką! To, że mnie urodziła, nie oznacza, że jest moją matką, aby być matką, trzeba się tak zachowywać.-mówiła.
-Chcesz powiedzieć, że źle się zachowuje, to ją dyskwalifikuje z bycia naszą matką?! Boże, jaka ty jesteś głupia!
-Jesteś do niej podobna.-spojrzała na mnie z pogardą, której nigdy w jej oczach nie widziałam.-Też nie jesteś matką Nikki, wstydzisz się jej, a to cię dyskwalifikuje z bycia jej matką.
Wyszła z pośpiechem z restauracji Patricka. Byłam w głębi duszy szczęśliwa, że restauracja oficjalnie była nieczynna.
Byłam upokorzona, wściekła i zaczęłam płakać. Jak długo chciałabym zaprzeczać jej słowom, jej stwierdzeniom, wiedziałam, że ma rację. Czułam, że jestem złą matką, że Amanda jest złą matką.
Ale przecież ludziom musi się wybaczać ich błędy, przecież nigdy nie jest za późno, prawda?
Już wątpiłam we wszystkie moje przekonania. Już nie czułam sie taka mądra jak zawsze. To była taka sytuacja, w której uświadamiasz sobie, że byłaś w błędzie i zaczynasz mieć wątpliwości co do reszty twoich idei. Zaczęłam się obawiać, że jeśli w czymś się myliłam, muszę mylić się też w jeszcze czymś.
Ukryłam dłońmi moje oczy i szlochałam, to wtedy ciepłe dłonie Patricka owinęły mnie i jego spokojny głos mnie uspokajał.
-Shhh...

~~~ Ed ~~~

-Lili. Piękne imię.-powiedziałem wpatrując się w nią.
Uśmiechnęła się szeroko.
-Moja mama uwielbiała te kwiaty.-widziałem w jej oczach smutek, ale był niezbyt rozległy.
-Dobrze wytrzymujesz z myślą, że jej nie ma obok ciebie.-stwierdziłem, a dziewczyna dziwnie zagryzła dolną wargę.
Jęknęła cicho i spojrzała na mnie spokojnie.
-Niecałe 4 dni temu odzyskałam spokój po jej śmierci.-wyznała, na co ją przytuliłem.-Moja żałoba trwała ponad 5 lat.
-Jesteś silna.-ucałowałem ją w czoło, wtulając ją w siebie.

~~~ Noel ~~~

Nie byłam pewna co tutaj robię. Może chciałam wyprostować coś? A może po prostu potrzebowałam na kilka minut przyjaciela? A może po prostu lubię wywoływać zawiłe sytuacje? Sama zgubiłam się mentalnie. Jednego byłam pewna, stałam przed domem Ruperta Grinta, mężczyzny, którego okropnie okłamałam na temat mojej seksualności i do tego odtrącałam wiele razy. Wstydziłam się swoich czynów. Nie byłam pewna czego od niego chciałam. Miałam zamiar zapukać w drzwi od jego domu, nawet już podniosłam prawą rękę. W ostatniej chwili się rozmyśliłam i uciekłam stamtąd. Teraz widziałam to wyraźnie, jestem po prostu tchórzem.

~~~ Louis ~~~

-Przepraszam cię.-stanąłem za szatynem i przeprosiłem cicho.
Harry obrócił się do mnie przodem, był nieprzejęty.
-Przeprosiny nic nie zmienią, Louie.
-Dlaczego tak mówisz?-byłem zaskoczony jego słowami.
Chłopak po prostu pokiwał głową i zagryzł nerwowo wewnętrzną cześć lewego policzka.
-Uważam, że tym razem, ten konflikt, to za dużo, słowa tutaj nic nie zdziałają. Zraniłeś mnie.
-Wiem i za to przepraszam cię!
-Nie. Ty sam nie wiesz za co przepraszasz.-odparł chłodno i odszedł, nie obracając się do mnie ani razu.
Straciłem pewność czy wiem za co przeprosiłem przed chwilą. Wyprowadził mnie z równowagi. Czułem sie źle z myślą, że mój przyjaciel, z którym rozmawiałem na wszystkie tematy, odrzucił mnie, mimo, że ja odrzuciłem go pierwszy. Czułem się beznadziejnie. Wiedziałem, że winić mogę tylko samego siebie.


~~~ Amanda ~~~

-Jak tam przygotowania kochanie?-pocałował mnie w polik Nicholas.
-Dobrze.-oznajmiłam przeglądając katalog z butami do sukni ślubnej.
-Będziesz pięknie wyglądać.
Podniosłam wzrok na niego.
-Skąd wiesz?
Byłam pewna, że nie widział mojej sukni, ani nawet nie wie jaką fryzurę będę mieć. Nawet buty poszukuję dla ściemy. Wszystko już mam.
-Czuję to.-pocałował mnie w usta.
Całus został odwzajemniony. Ta czułość przerodziła sie w coś większego. Z małego pocałunku, zrodził się namiętny seks.


________________________

Powiadamiam, że zbliżamy się do końca! Zostało jedynie ok. 3 rozdziały i już epilog! :) Zapraszam się do zapoznania się z moimi pozostałymi blogami, które powrócą do swojej działalności pod koniec września.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 36.

~~~ Danielle ~~~

-Jesteś fałszywa!-wykrzyczałam do Lilianny.-Jak możesz umawiać się z Ed'em, kiedy jeszcze mogę się z nim zejść!
-Nie okłamuj siebie, nie będziecie już razem.-jej sztywny, spokojny głos mnie jeszcze bardziej rozzłościł.
-Suka!-uderzyłam ją z otwartej dłoni w prawy polik i wybiegłam z domu wujka.
Jak ona mogła?! Zdradziła mnie.. No dobra, nie miałyśmy jakiegoś super kontaktu, ale jesteśmy kuzynkami, tak się nie robi!
Byłam wściekła, a jednak nie potrafiłam zrozumieć tej ulgi jaką poczułam dowiadując się, że Ed znalazł sobie kogoś. Nie wiedziałam dlaczego, ale pragnęłam mieć kogoś innego, kogoś kim on nie jest.


~~~ Amanda ~~~

Zapukałam delikatnie w drzwi. Czekałam około 2 minuty, dopiero wtedy otworzyła mi Noel. Dziewczyna na mój widok wypuściła czarnego kota z rąk do wewnątrz domu i spojrzała na mnie wilkiem.
-Czego chcesz?-zaczęła ostro.
Westchnęłam ciężko.
-Mogę wejść?-zapytałam.
-Wolałabym nie.-odparła.
Zmierzyła mnie badawczo. Przykro mi było, że własna córka nie chciała mnie wpuścić do jej mieszkania. No, ale co zrobić, jak sobie pościeliłam, tak się wyśpię.
Grymas wypłynął na jej twarz. Wyglądała naprawdę zabawnie. Jak mała dziewczynka, której coś nie pasowało. Byłam zaskoczona kiedy uchyliła bardziej drzwi.
-Możesz wejść, ale nie panosz się po moim domu, nawet nie czuj się jak u siebie, bo jesteś u mnie, nie u siebie.-mówiła ostro.-Zaproponowałabym coś do picia, ale dopiero co się wprowadziłam i jeszcze nie zrobiłam zakupów, sama jadam i pijam na mieście.-ciągnęła.
Doszłyśmy do salonu, jasnego i szklanego salonu. Byłam pod wrażeniem. Moja córka miała gust, nawet dobry. Usiadła na białej sofie i zaprosiła mnie, abym się dosiadła, co zrobiłam.
Spojrzała na mnie uważnie i powiedziała.:
-No? To czego chcesz?
-Czy muszę coś chcieć, aby odwiedzić córkę? Aby odświeżyć kontakt?
-Jakoś przez ostatnie ponad pięć lat jakoś nie spieszyło ci się o mnie i Sonie troszczyć.
-To nie prawda.-powiedziałam szybko.
-Nie?-zakpiła.-Wiesz, istnieje coś takiego jak telefon, albo choćby pieprzona kartka na święta czy urodziny.
Miała rację, mogłam tego tak bardzo nie zaniedbać. To przecież moje córki.
-Czasem mówią, że lepiej późno niż wcale.-odparłam.
Dziewczyna wstała ze sofy i spojrzała na mnie jak na wariatkę.
-Czasem jest za późno i zalicza się do wcale.-powiedziała oschle.
-Daj pokój..
-Nawet nie wiesz, że Sonia ma córkę!-wykrzyczała zirytowana.-Tak bardzo się nami interesujesz!
-Co? Jestem babcią?-byłam całkowicie zaskoczona.
-Tak dobry masz kontakt z Sonią, a nawet bała ci się powiedzieć, że ma dziecko!
-Pewnie chciała powiedzieć mi kiedy będzie gotowa.-usprawiedliwiałam ją.
-Jasne!
-Myślisz, że ja od razu powiedziałam Nicholasowi o was? O moich córkach?!
Dziewczyna stanęła w miejscu, całkowicie zbita z tropu. Patrzyła na mnie jakbym ją ukuła szpilką. A ja się złapałam za usta, powiedziałam za dużo, a teraz będę miała nauczkę.
-Kto to Nicholas?-jej głos należał do tych, które nie zapowiadają niczego wielkiego.
Poprawiłam włosy i wstałam z kanapy. Odchrząknęłam.
-To mój narzeczony.-oznajmiłam jej, a ona zaczęła się dziwnie śmiać.
Patrzyłam na nią niezrozumiale.
-Coś sie stało?
Dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie bezsłownie, szybko przestała się nerwowo śmiać.
-Ile z nim jesteś?-zapytała głośno i oskarżycielsko.
Nie potrafiłam nic powiedzieć, nie mogłam. Jakby mój język zesztywniał. Bałam się. Obawiałam się tego co zaraz nadejdzie.
-Jaki czas już się z nim spotykasz?!-wykrzyczała.
Poczułam to. Poczułam jej złość, żal, smutek i co najgorsze obwinianie mnie o wszystko. Moje oczy się zaszkliły.
-Około cztery lata.-powiedziałam szeptem.
Jej źrenice się rozszerzyły z zaskoczenia.
-Wynoś się z mojego domu!-wykrzyczała, ale ja tam stałam, czułam jakby to była wieczność.
Noel nie czekała. Złapała mnie mocno za ramię i szybkim krokiem wyprowadziła mnie za drzwi jej domu, słyszałam jak zamyka drzwi na klucz.
Teraz wiedziałam o co jej chodziło. Jej cały gniew. Wszystko krążyło wokół mojego wielkiego błędu. Wiedziałam, że będzie zła na mnie, że będzie miała do mnie żal. Jednak nie spodziewałam się, że będzie aż tak bardzo rozpamiętywać.
Stałam przed jej drzwiami i po prostu zezwalałam łzom zlatywać po moich policzkach. Tak bardzo chciałam jej przebaczenia, a jednak wiedziałam, że Noel, już od dziecka, przebaczać nie potrafi, nie taką krzywdę jaką ja jej wyrządziłam.

~~~ Rupert ~~~

-Mówię ci, ona nie jest lesbijką.-Ed śmiał się ze mnie.
-Nawet jeśli, nie chcę już z nią być, znajdę kogoś równie dobrego.
Mnie do śmiechu nie było. Poczułem się naprawdę odrzucony.
-Weź się uspokój.
-Nie!-byłem oburzony.-Gdyby chciała się ze mną choćby umówić, nie kłamałaby o takim czymś! Ona mnie nie chce, dlatego wymyśliła takie kłamstwo.
-Przesadzasz. Rozumiem, skłamała, ale to dlatego, że cię kocha, ale nie zna tego uczucia, boi się.-mówił, a mnie nerwy zżerały.
-Nie. Nie ośmieszę się po raz kolejny. Czas, żeby ona zaczęła o coś walczyć.-powiedziałem szczerze.
Jeśli ona naprawdę mnie lubi, zachce jej się polubić i te uczucie, będzie o mnie walczyć, ja mam już dośc upokarzania się.
Ed patrzył na mnie w ciszy co najmniej 3 minuty zanim odchrząknął.
-Może masz rację.-powiedział, na co się uśmiechnąłem.

~~~ Harry ~~~

-To co się dzieje?-spytał mnie Niall.
Blondyn podał mi herbatę i dosiadł się do mnie, na swoją sofę. Chłopak jest moim szczerym kumplem, tak jak Liam, potrafi pomóc, a jednak to Louis był moim przyjacielem, właśnie, był. Spojrzałem na niego.
-Nic, tylko ja i Louis już się nie przyjaźnimy.-odparłem uśmiechając się nerwowo.
Niall był zaskoczony.
-Tylko? Harry, to jest dużo. Przykro mi.-poklepał mnie po ramieniu.
-Najgorsze jest to, że to on zrezygnował. Myślałem, że naprawdę mu zależy..
-Louis po prostu czasem rezygnuje.
-Tym razem ze mnie. To boli.
-Wiem.-przytulił mnie, kiedy tylko zobaczył łzy w moich oczach.-Obiecuję ci, że przejrzy niedługo na oczy. Będzie żałował i wasza przyjaźń powróci.
-Tylko, że nie wiem czy jest co ratować. Rzecz w tym.. Z przyjaźni nie można zrezygnować, a po kilku dniach znowu być przyjaciółmi. Jeśli z czegoś sie rezygnuje, to na zawsze. Myślę, że nie potrafię mu wybaczyć.
Blondyn spojrzał na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
-Harry. Nie bądź dla niego surowy. Mimo wszystko, mu naprawdę zależy na tobie.
-No właśnie nie jestem tego taki pewien.-uśmiechnąłem się przez łzy.


_______________

Tak wiem, znowu płacz w kolejnym rozdziale, ale już tak bywa!
Muszę doprowadzić do końca wątki i czasem pojawia się ból.. :-)