czwartek, 29 listopada 2012

Rozdział 3.

Siedziałam z Sonią w naszej już urządzonej kuchni, a Niki spała w swoim łóżku z przeźroczystym baldachimem.
Spokojnie sączyłyśmy ciepłe herbaty i rozmawiałyśmy o rozpoczęciu nowego życia.
-Noel, powiedz mi, gdzie zniknęłaś wczoraj wieczorem?-spytała moja siostra, a ja zapewne miałam komiczną minę, bo zaczęła się śmiać.-Tylko pytam.
-Byłam..-automatycznie spojrzałam na gazetę, która leżała na blacie, był o niej artykuł o wczorajszym koncercie Ed'a Sheeran'a (nawet nie skontrolowałam mojego spojrzenia i uśmiechu wpływającego na moją twarz).
Sonia spojrzała także na gazetę, na artykuł o nim.
-Nell..-wzdychnęła Sonia.
-Hym?-odwróciałam wzrok od jego zdjęcia i spojrzałam na siostrę.
-Dlaczego tam poszłaś?-zapytała mnie, opuściałam dłonie od kubka i położyłam je na stolik.
-Przeczytałam w interenecie o jego koncercie, a bilety to nie problem.-mówiłam szybko.
-Pytam o powód.-Sonia wyglądała na zdeterminowaną.
-Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Musiałam go zobaczyć, nie na zdjęciu, choć by zdaleka.-czułam jak głos zaczyna mi się łamać.
-Skarbie, nie pamiętasz jak cię zranił znikając bez słowa. Pamiętasz jak długo byłaś w dołku?-złapała mnie za dłonie i ścisnęła je.
-Pamiętam, ale ja na to nic nie poradzę.-wzięłam głęboki oddech, tylko aby łzy nie poleciały z oczu.
-Nie możesz żyć przeszłością. Kiedyś to kiedyś, a teraz to teraz.-mówiła twardo.-Nie powinnaś była otwierać starych ran.-ton jej się zmienił na delikatniejszy.
-Wiem, że nie powinnam. Jednak to uczucie pustki, nadal je mam.-głos mi się załamywał coraz bardziej, a oczy zaczynały wydzielać słoną, przeźroczystą ciecz.
Nie płacz.-szybkim, sprawnym ruchem Sonia przytuła mnie do swojego ciała.
Zamiast ją odtrącić, wtuliłam się w nią. Potrzebowałam ciepła drugiego człowieka. Współczucia nie koniecznie, jednak miałam pewność, że u Sonii litości nie ma. Kiedyś jej powiedziałam, że litość jest czymś czego ja nie uznają i zrozumiała. Stara się mnie nie oceniać, za to jestem jej wdzięczna.
Mała dziewczynka siedziała na parapecie i patrzyła w okno z kubkiem już zimnej herbaty. Czekała na niego. To z nim miała się bawić, miał się zjawić. Nie przyszedł. Kolejny dzień minął, ale on nie przyszedł. Do ciemnego pokoju należącej do skulonej dziewczynki, weszła jej strasza siostra.
-Noel.. Idź spać.-położyła jej dłonie na romionach i spojrzała na nią ze współczuciem.
-On przyjdzie. Na pewno.-dziewczynka nie poddawała się i siedziała nadal doglądając przyjaciela.
-Noel..-szepnęła nadal patrząc na nią.
-Sonia.. Powiedz, że on przyjdzie.-odszepnęła Noel patrząc w oczy siostry.
-Chodźmy spać.-złapała ją mocniej za ramiona i zaczęła ją odciągać od okna.
-Ale przyjdzie jutro?-spytała z nadzieją.
-Nie wiem.-położyła małą do łóżka i usiadła koło niej.
-Dlaczego ty nic nie wiesz?-zdenerwowała się Noel.
-Nie mogę wiedzieć tego. To twój przyjaciel.-Sonia patrzyła na siostrę z litością, co mała zauważyła.
-Nie patrz tak na mnie!-wykrzyczała i podniosła się z łóżka.
-Noel, rodzice kazali nam iść spać. Połóż się z powrotem.-zażądała od siostry, która tego nie uczyniła tylko założyła ręce na swoje drobne biodra.
-Nie będę się tak patrzeć! Ale połóż się z powrotem do łóżka, dobrze?-starała się zmienić spojrzenie i chyba jej się udało, bo Nell ułożyła się na łóżku.
-On nie wróci, prawda?-dziewczynka zaczynała bełkotać, a oczy zaczynały być mokre od łez.
-Chyba nie. Ale nie trać nadziei, może kiedyś znów się spotkacie.-przytuliła siostrę.
-Obiecaj mi, że już nigdy nie spojrzysz na mnie w ten sposób. Nigdy nie będziesz się litować nade mną.-dziewczynka powoli zasypiała.
-Obiecuję.-zarzekła i obie pogrążyły się we śnie, który wyjątkowo szybko nadszedł.
Prawie nic się nie zmieniło. Tylko to, że ona nie patrzyła na mnie z litością oraz gdzie indziej zasnęłyśmy. Nie chodzi o dom, ale pomieszczenie i mebel. Otóż idealnym miejscem na sen okazała się podłoga w kuchni.

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 2.

Zamknęłyśmy na klucz nasze nowe mieszkanie i po schodach ruszyłyśmy na dół.
-Mamo..-jęknęła Nikola zeskakując z jednego schodka na drugi
-Hymm?-Sonia pisała z kimś na telefonie
-Ale mamo..-znów zajęczała
Sonia nie reagowała więc zdecydowałam, że to ja poświęcę uwagę małej.
-Coś się stało?-spytałam otwierając główne drzwi do bloku
-Bolą mnie nogi..-ukucła i nie chciała wyjść z bloku
-A więc teraz "manifestujesz"?-przykucłam przy małej, a Sonia włożyła komórkę do torebki i obróciła się w naszą stronę
-Jeszcze nie przeszłaś trzydziestu metrów, a cię nogi bolą? Niki nie przesadzaj.-Sonia wzięła ją na ręce i zaczęła iść do przodu, a mała uśmiechnęła się szczęśliwa
-Teraz przy najmniej się uśmiecha..-szepnęłam Sonii na ucho.
-Tak.-uśmiechnęła się szeroko i zaczęła nią kręcić kółka.
-Aaa..!-piszczała mała, siedząca na plecach matki.
Po chwili zaprzestała się kręcić i cała nasza trójka zaczęła się śmiać oraz maszerować do sklepu meblowego.
Minęło może 15 minut i dotarłyśmy do sklepu. Weszłyśmy z nadzieją, że odrazu coś wpadnie nam w oko. Niestety tak sięnie stało. Wszystko było albo za kolorowe, albo za ciemne. Nie mogłyśmy zdecydować się na nic.
-Ja tutaj nie widzę niczego co nadawałoby się do naszego mieszkania.-powiedziałam Sonii.
-Ja też za bardzo nie..-Snia wydęła usta i zaczęła kręcić głową, szukając czegoś lepszego, w naszym guście.
-Nie chcę być pesymistką, ale tutaj nic ciekawego nie znajdziemy..-mruknęła niezadowolona Sonia.
-Nie jesteś, chyba masz rację. Jednak jednej z nas tutaj sie podoba.-wyszczerzyłam się do niej.
-Komu?-zaczęła się rozglądać na wszystkie strony.
-Nikoli. Zobacz, chyba polubiła to różowe łóżko. Leży na nim conajmniej dziesięć minut.-podeszłyśmy do niej.
-Niki.. Śpisz?-spytała Sonia lekko szturchając ją w ramie.
-Nie.. Ale chcę to łóżko.-podniosła się do pozycji siedzącej i ziewnęła.
-W sumie nie wygląda źle.. Jak na razie to tylko ono wygląda nawet dobrze.-Sonia podeszła da pracownika przy kasie i zaczęła z nim rozmowę.
-Mama kupi mi łóżko?-spytała mała z iskierkami w oczach.
-Chyba tak. Wreszcie będziesz mieć swoje własne łózko..-zaczęłyśmy z Niki chichotać.
-Dostarczą je około 18 do naszego domu.-oznajmiła moja siostra, która z wielkim optymizmem wzięła Niki na ręce i zaczęła iść w stronę wyjścia z budynku.
-Poczekaj na mnie!-krzyknęłam i zaczęłam je gonić.

~~~ Tego samego dnia, 17 godzina ~~~

Kolejny sklep wcale nie zapowiadał sie lepiej niż poprzedni. Jednak to w nim kupiliśmy pomarańczową sofę, meble do salonu i kuchni oraz puchaty biały dywan do mojego pokoju. Mój pokój był pomarańczowo - brązowy. Pokój Soni skupiał się na bieli oraz czerwieni, a Niki miała pokój z jasnego różu i bieli. Łazienka była zielona, a kuchnia w staromodnym stylu. Za to salon stał się miły dla oka, a jego nowoczesność była bardziej widoczna. Dom stał się dla nas czymś, w czym będziemy czuły się bezpiecznie oraz dobrze. Przecież o to w domu chodzi..














Gdy pracownicy z meblowego wyszli z naszego domu, poprzednio ustawiając meble tak jak poleciłyśmy, weszłyśmy do niego. Po kolei weszłyśmy do pokoi, ostatni był salon. Zgodnie zaczęłyśmy się uśmiechac, cieszyć i skakać z radości.
Wiedziałyśmy jedno; To będzie niezwykła przygoda..

niedziela, 25 listopada 2012

Rozdział 1.

Weszłam cicho do domu. Musiałam uważać, aby nie obudzić mojej siostrzenicy oraz siostry. Czułam się jak nastolatka wracająca z imprezy. Zamknęłam drzwi na klucz i szybkimi krokami poszłam do swojego pokoju. Musiałam uważać i na hałas, ale też na pudła o które możnabyło by się wywrócić. Przeprowadziłam się z moją siostrą i jej córka do Londynu. Dopiero dziś po południ, więc wygląda tutaj dość okropnie.
Byłam wykończona. Przez conajmniej cztery godziny stałam na nogach i słuchałam jak zaczarowana jego głosu. Zawsze wiedziałam, że ma napawdę świetny głos, jednak dziś udowodnił jak bardzo. Chciałam z powortem mojego przyjaciela.
Wymęczona zdjęłam buty i kurtkę. Nie rozbierałam się z moich ubrań. Nie miałam ochoty ani siły. Po prostu rzuciłam się na łóżko i zasnęłam jak niedźwiedź.
Promienie słoneczne wbijały się przez okno, które jeszcze nie miało przywieszonych żaluzji, ani firanki.
Podniosłam się obolała z łóżka, które jako jedyne wyglądało pożądnie w tym domu. Oczywiście nie tylko moje. Mojej siostry tez wyglądało nienagannie. Ale meble były do wymiany oraz w ogóle nie byłyśmy rozpakowane.
W moich ciemnych jeansach i białym sweterku wyszłam z pokoju. Po krótkim holu walały się kartony. Nie spostrzegłam lalki małej Nikoli i zachaczyłam o nią. Wywróciłam się i nie podniosłam się. Rozmyślałam, czy nie zostać tam na wieczność, ale nie miałam wyboru jak podnieść się.
-Nic ci się nie stało!?-krzyknęła Sonia z głębi domu.
-Chyba nie!-odkrzyknęłam jej i starałam się podnieść.
-Niezdara.-skomentowała moja siostra i podała mi rękę, którą przyjęłam.
Już na własnych nogach udałam się do kuchni za Sonią, która ciągle obracała się za mną.
-Spokojnie nie wywrócę się ponownie.-zapewniłam, a ona zaczęłam się śmiać.
-Oby..-nadal słyszałam jak zduszony śmiech wypływający z jej ust.
Usiadłyśmy na chłodnych kafelkach w kuchni i zaczęłyśmy pić ciepłą kawę, która była w dwóch plastikowych kubkach.
-Skąd masz kawę?-spytałam patrząc na siostrę.
-Byłąm w sklepie przed kilkoma minutami. Możliwe, że cie obudziłam.-przyznała się.
-Słońce mnie obudziło, a nie zamykane drzwi.-oznajmiłam jej i uśmiechnęłam się lekko.
-Wygodnie sie spało?-spytała Sonia córkę, która właśnie weszła do pomieszczenia.
-Nie..-jęknęła mała i wtuliła się w ciało swojej matki.
-Trzeba umeblować te mieszkanie.-Sonia kołysała małą do snu.
-Zgadzam się. Dziś o 14 pójdziemy do meblowego. Całe szczęście w tym, że ściany są zrobione.-pociągnęłam kolejnego łyka kawy.
-Dziś o 14.. A co z Nikolą?-spytała.
-Pójdzie z nami. Przecież jej pokój też jej nie dokończony.-uśmiechnęłam się.
-Ona zacznie jęczeć. Wiesz o tym.-odwzajemniła uśmiech.
-Najwyżej później pójdziemy do milkshake city.-uśmiechnęłam się szerzej.
-Fajne..-wymruczała Nikola, po czym zasnęła.
-Okay, ale jak będzie chciała wracać, to ty jej będziesz wyjaśniać czemu nie możemy.-spojrzała na mnie.
-Nie ma sprawy.-puściłam jej oczko, a ona tylko prychła.
Następująco wybuchłyśmy zgodnie śmiechem. Nie był te głośny śmiech. Raczej chichot, tylko aby nie obudzić małej.
 

Prolog.

Oklaski, piski oraz okrzyki dla Niego.
Sama wykrzykiwałam Jego imię.
Czułam jakbym miała zaraz umrzeć z ekscytacji.
Ogółem nie lubiłam koncertów ani imprez.
Należałam do osób, które wolę spędzać czas przd książką, laptopem lub oglądając film we własnym pokoju.
Jednak zrobiłam wyjątek dla Niego.
Choć mnie nie prosił o to, ani mnie nie pamiętał.
Jednak przyszłam na Jego występ.
Po tylu latach musiałam go zobaczyć.
On mnie nie zobaczy, jestem tego pewna.
Zadbałam o to, będąc w środku zamieszania.
Wśród tylu ludzi, nie zobaczy Mnie.
Byłam szczęśliwa, że układa Mu się.
Że jest szczęśliwy, będąc piosenkarzem oraz autorem wielu tekstów.
Cieszyłam się z Jego kariery i szczęścia.
Nadal cieszę się z Jego powodzenia.
Nie zamierzam się wtącać.
Kiedyś sam opóścił Mnie, cierpiałam..
Nie chcę znów Go stracić.
Ale gdyby..
Gdyby przypomniał sobie o Mnie.
O tym co kiedyś było.
Moi znajomi - kiedyś Nasi wspólni - twierdzą, że "kiedyś to kiedyś, a teraz to teraz".
Oni pogodzili się z tym, że bardzo rzadko przyjeżdża do Framlingham w hrabstwie Suffolk.
Ale On do Nich dzwoni, rozmawia oraz przyjeżdża.
Nie do Mnie, ponieważ zapomniał.
Zapomniał o Mnie, o tym co kiedyś nas łączyło.
On układa swoje życie na nowo.
Ale już nie potrafię trzymać się z dala od Niego.
Chcę zobaczyć, czy nadal nas łączy coś, co kiedyś ze mną tworzył..
Tworzył muzykę i przyjaźń..
To było coś naprawdę prawdziwego.