niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 25.

~~~ Noel ~~~

Rozebrałam się do naga i weszłam do wanny pełnej letniej wody. Kiedy tylko położyłam się w wodzie, oparłam dłonie o ścianki wanny i całkowicie się zanurzyłam. Zaczęłam krzyczeć w wodzie. Musiałam się wyżyć, a tylko w taki sposób mogłam przejść nie zauważona przez moją rodzinę. Byłam taka wściekła. Na wszystkich, na siebie. Nie mogłam sobie poradzić z tym wszystkim. Po prostu nie mogłam.

~~~ Nikki ~~~

-Mamusi co się stało?-weszłam do pokoju, na którym siedziała na łóżku.
-Nic skarbie.-posadziła mnie obok siebie.
-Mamo..-zauważyłam jak jej oczy zaczynają błyszczeć od łez.
-Dziadek jest chory i nie wiadomo czy wyzdrowieje, skarbie, po prostu się martwię.-jej głos był taki smutny, a poliki znowu zdobiły łzy.
-Trzeba mieć nadzieję.-wtuliłam się w nią, a ona wybuchła szlochem.

~~~ Ed ~~~

Jej usta.. Były cholernie miękkie.. Były lepsze od Danielle, ale.. Nie czuję nic większego niż przyjaźni do Noel. Jest kochana i przyjazna, ale ona jest moją przyjaciółką, tylko przyjaciółką. Nie kocham jej, to jest pewne. Jest ładna, zgrabna i mądra, ale to tylko przyjaciółka.
-O czym myślisz?-odezwał sie Harry.
-Noel.. Spierdoliłem sprawę.-spojrzałem na przyjaciela, z którym siedziałem w pokoju hotelowym w Nowym Jorku.
-Nie pogodziłeś się z nią?!-krzyknął zdenerwowany.
-Nie, idioto.-szturchnąłem go w ramię.
-To niby dlaczego spierdoliłeś?
-Pocałowałem ją..-mruknąłem pełen winy.-A teraz, kiedy jej ojciec jest w szpitalu, nie mogę być przy niej.-spojrzałem na bruneta.
Chwila ciszy. Loczkowaty odchrząknął.
-Faktycznie spierdoliłeś.-powiedział jakby niewzruszony.-Jak mogłeś pocałować Noel?! Pojebało cie?!-wybuchł.-I co się dzieje z jej ojcem?!-mierzył mnie zdenerwowany.
-Chcieliśmy.. Chciałem sprawdzić czy czuję coś do niej więcej. Ona się zgodziła. Jej usta były miłe, takie ciepłe..-kiedy dotarło do mnie co powiedziałem, spojrzałem na bruneta.
-Co jest z tobą do kurwy nędzy!?-aż podniósł się wściekły.
-Ale nic więcej do niej nie poczułem. Ta chwila, ten całus, nie był aż tak wyjątkowy, wiedziałem, że to był i nadal jest błąd.-szybko powiedziałem.
-A co Noel o tym myśli?-jego złość nie zmniejszyła się.
-Nie wiem. Zaraz jak się pocałowaliśmy, do ich mieszkania wbiegła zapłakana Sonia, ich ojciec miał zawał i w tym samym czasie potrącił go samochód.
-Hardkorowo.
-Nie żartuj, to nie jest śmieszne. Rozmawiałem z Sonią, Noel jest w jakimś dziwnym transie, nic nie je, zaczęła palić na nowo i nic nie mówi. Ich ojciec leży na oddziale intensywnej terapii, jest w stanie krytycznym, choć lekarze dają mu dość duże szanse.-Harry położył mi dłoń na ramieniu.
Mój telefon zadzwonił. Wziąłem go do ręki i spojrzałem na wyświetlacz.
-Kto to?-spytał chłopak.
-Nikt ważny.-odłożyłem telefon na półkę.

~~~ Danielle ~~~

Wzięłam telefon do rąk i ponownie wykręciłam jego numer. Byłam pełna nadziei. Chciałam, aby wreszcie odebrał. Ile można dzwonić. Dzwoniłam co najmniej 3 razy, 5 sms'ów, a on nic.
-No odbierz..-szeptałam dzwoniąc do niego.
Rzuciłam telefon w kąt.
-Czemu nie odbierasz!? Kurwa!
Byłam wściekła. Chciałam się pogodzić, a on nie odbiera. Kiedy wreszcie mogę mu zaufać, go nie ma.
Będę o niego walczyć. Będę i wygram. Muszę wygrać. On jest mój, a ona niech będzie pewna tego, że ona dla niego jest nic nie ważna.


~~~ Amanda ~~~

Biedny Finn.. Choć nie jesteśmy razem, przykro mi, to był mój mąż, moja miłość z dzieciństwa.
Siedziałam na sofie, kiedy Nicholas przyszedł i dosiadł się do mnie.
-Skąd ta zaduma, moja miła.-uwielbiałam jak czasem go ponosiło i mówił jak z jakiegoś romansidła.
Pocałowałam go w policzek i oparłam się o jego ramię.
-Finn, miał zawał, wypadek, przykro mi.-na wspomnienie o moim byłym mężu, Nick się spiął.-Tylko nie mów, że znowu jesteś zazdrosny o niego. Już dawno ci mówiłam, że nie masz o co być zazdrosny!-wstałam z kanapy i spojrzałam na niego zdenerwowana.
-Wiem, że dał ci rozwód bez jakichkolwiek haczyków i nie błagał cię o powrót, ale.. Amanda, ja cię kocham, nie chcę, abyś rozmawiała o nim, nie chcę, abyś o nim w ogóle myślała.-chciał mnie przytulić, ale go odtrąciłam.
-Nie jestem twoją własnością, myślę samodzielnie i nie zakażesz mi o nim myśleć czy rozmawiać. Musisz mi ufać, bez tego nasz związek, małżeństwo nie wypali.-wyszłam z salonu do sypialni.
W sypialni zawsze miałam spokój. Nick przychodził tam tylko wieczorem lub jak chciał przeprosić, ale jak na razie nie zapowiada się na zgodę. Jak zawsze chce mi udowodnić jaki to on męski, poprzez zazdrość, co jest zupełnie nie potrzebne. Kocham go, on to wie, ale dlaczego ciągle mnie widzi w roli idiotki, która tylko czyha, aby go zdradzić?!

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 24.

~~~ Sonia ~~~

-Nie rozumiem, jak to nie możemy tam wejść!?-zapytałam oburzona.
-Spokojnie.-lekarz chciał mnie uspokoić, położył dłoń na moim ramieniu.
-Dzwonił pan do mnie, chcę tam wejść!-strząchnęłam wściekła jego rękę.
-Pani ojciec jest na dziale intensywnej terapii, tam nikt nie wchodzi, chyba, ze dana osoba umiera, wtedy jest możliwość pożegnania się. Pani ojciec nie umiera, więc nie wejdzie tam pani, ani rodzina.-odszedł zezłoszczony.
-Idiota.-prychnęłam siadając na plastikowe krzesełko.
Jak to się mogło stać?! Zawał i potrącenie? Lekarz powiedział, że dostał zawał na środku jezdni, a samochód nie zdążył wyhamować, ale jak szybko ten człowiek musiał jechać, że nie zdążył wyhamować?!
Byłam wściekła na siebie, na ojca i na kierowcę auta, który potrącił ojca. Przeczesałam włosy dłonią nerwowo i rozejrzałam się po białym holu. Nikki leżała na dwóch krzesełkach z zamkniętymi oczami, więc pewnie spała - aż uśmiechnęłam się na ten widok, wyglądała jak mały aniołek. Kiedy zobaczyłam moją siostrę, mój uśmiech gdzieś uleciał. Jej zgarbiona postura, odległy wyraz twarzy, zamglone oczy, ręce skrzyżowane na kolanach - wyglądała po prostu żałośnie, smutno, nieszczęśliwie.
Wyglądała tak jak przed kilkoma latami..

16 letnia brunetka siedziała na ławce pod wielkim, starym dębem. Zegarek na jej nadgarstku już wybił 24, a ona nadal patrzyła niemo przed siebie. Wybiła niedziela, sobota minęła. Nastolatka traciła nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro, tak utęsknione, lepsze jutro. Jej niemy wzrok utkwił w dalszych drzewach i uliczkach. Jej dłonie były już lodowate, czerwone z bólu jaki sobie zadawała wykręcając ręce nieświadomie. Myśli ciągle krążyły w okół wszystkiego smutku jaki jej pozostał. Było z nią źle, czuła to, a teraz tylko pogorszyło się o kilka stopni, tylko. Czuła jak jedna, samotna łza spływa z jej policzka na pomarańczową bluzkę z kocią łapką. Cały dzień czekała na coś co się nie wydarzyło, wiedziała, że się nie wydarzy, ale czekała. Jej postura była naprawdę żałosna, nogi okryte ciemnymi jeansami wydawały się być okrąglejsze ostatnimi latami, bose stopy drżały pod wpływam chłodu. 
Brunetka nawet nie zauważyła jak blondynka, jej siostra przysiadła się do niej. Siostra położyła swoją dłoń na jej ramieniu, ta nadal siedziała niewzruszona. 
-On nie przyjdzie.-blondynka starała się nie zabrzmieć wrednie.
-Wiem.-brunetka szepnęła.
Siostra wzmocniła wzrok na siostrze.-To co tu robisz? Po co na niego czekasz?-pytała spokojnie.
-Źle mi bez niego. Za nią nie tęsknię, ale on.. On jest mi potrzebny. Choć o mnie nie pamięta, ja go potrzebuję.-jej szmaragdowe oczy zaszkliły się mimowolnie.
-Za własną matką nie tęsknisz, a za jakimś chłopakiem tak?-starsza z sióstr nie rozumiała siostry.
-Wiem jak to brzmi. Ale tak jest. On nie jest jakimś chłopakiem. On jest..-zrobiła pauzę.-Był moim przyjacielem.-jej głos się załamał, i choć oczy chciały łzawić, ona na to nie pozwalała.
Sonia przytuliła Noel, choć nadal nie rozumiała jak ktoś może tęsknić za rudzielcem. Był przecież taki odległy od Sonii, nie znała go, oceniła. Nie chciała zrozumieć siostry..
-Na pewno cię pamięta.
-On wydaje albumy. Śpiewa na koncertach. Nie ma czasu na mnie. Nie ma czasu na pamiętanie o mnie. Własna przeszłość obróciła się przeciwko mnie.-dziewczyna wstała.-Nie chcę twojej litości, dobrze o tym wiesz. Daj mi spokój.-brunetka pobiegła szybko do domu wiedząc, że jej siostra nadal będzie miała własne zdanie i będzie drążyć ten temat.

~~~ Ed ~~~

-Lubię moich fanów.. Co ja gadam?! Kocham moich fanów. Jednak czegoś nie rozumiem. Dlaczego trasa jest akurat dziś?!-krzyczałem wściekły do lustra.-Dlaczego akurat teraz?! Teraz kiedy Noel mnie potrzebuje?!
Mój umysł ciągle błądził w okół jej miny kiedy usłyszała od Sonii o wypadku ich ojca. Jej złość i smutek w oczach, żal na ustach.
-Przepraszam, że przeszkadzam w krzyczeniu na samego siebie, do lustra czy gdzie indziej. Zbieraj manatki do autobusu.-weszła wesoło do łazienki w moim domu Taylor.
-Nie mogę jechać.-spojrzałem na nią, a dziewczyna zaśmiała się.
Kiedy zrozumiałą po kilku sekundach, że nie żartuję, spojrzała na mnie jak na wariata.
-Daj spokój. Tyle czekałeś na taką szansę. Nie daj się problemom, one nie uciekną, a taka okazja na pewno.-zagrzewała mnie do walki.
-Pewnie będę tego żałował. Już żałuję, ale muszę.. Zawiadomię go.. On mi pomoże.-mruknąłem do siebie.-No dobra.-spojrzałem na blondynkę.-Pojadę.-starałem się uśmiechnąć, ale wyszedł jakiś grymas.
-Opanuj swe emocje milordzie.-zażartowała dziewczyna.-Jedźmy już.-popchnęła mnie w stronę drzwi.

~~~ Noel ~~~

Dlaczego? Dlaczego znów jestem sama? Niby mam Sonię, Nikki.. Ale dlaczego mnie i Ed'a znów coś rozdziela? Czemu spokojnie nie możemy posiedzieć razem i zanucić jakąś piosenkę? Czemu Ed nie może po prostu pomilczeć ze mną? Czemu go nie ma przy mnie kiedy jestem teraz naprawdę potrzebująca? Dlaczego akurat mój ojciec? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego w połowie odzyskałam jednego mężczyznę, a drugiego w połowie straciłam?! Czemu ktoś zdecydował, że akurat to ja będę miała takiego pecha?! Czemu ten na górze czy na dole się na mnie upierdolił i powiedział 'ty będziesz cierpieć'? 
Mój polik zyskał jedną łzę, jedną jedyną.

-Tato..-szepnęła nastoletnia Noel.
Mężczyzna spojrzał na córkę i przysunął ją do siebie, przytulił.
-Dlaczego akurat nas mama opuściła? Dlaczego akurat mnie zostawił bez słowa przyjaciel?-dziewczynka pytała, a jej ojciec milczał.
-Tato.. Odpowiedz..-jej szept był bardzo wyrazisty, choć smutny.
-Skarbie.. Życie jest niesprawiedliwe. Jednak nie myśl, że inni nie mają problemów. Każdy na swój sposób przechodzi potyczki. Jedni wychodzą cało z problemów, inni nie mają tyle szczęścia. Choć nie raz myślimy, że inni mają łatwiej - na pierwsze oko pewnie i ten ktoś tak myśli, ale głębiej, on czy ona, sami się walczą z własnymi sobą. Nikt nie ma łatwo. Ktoś zdecydował, że ma być tak, że każdy ma odczuwać kopnięcia. Trzeba być silnym i nie ulegać. Masz własne zasady, to dobrze, trzymaj się ich.-pocałował ją czule w czoło.

Jego głos nadal brzęczy mi w głowie.
Jestem silna, ale.. Ja już zaczynam mieć dość..

____________________________________________


Niedawno ktoś mi powiedział, że inni mają łatwiej. Mają problemy, ale mają mimo wszystko łatwiej. Nie będę dokładniej pisać kto, ale dany osobnik jest naprawdę bliski/bliska mnie, choć często sie kłócimy, wytrzymujemy ze sobą. Nie będę wytykać palcami, ale wiedz - choć pewnie nawet nie wiesz, że piszę to do Ciebie - że inni mają problemy, mają nawet czasem gorsze niż my. Często się gubią, choć są rzekomo lepsi od nas, sami bywają gorsi. Nie warto robić głupstw.  Ja też mam dołki, dość często, za często. I choć nie zrobiłam tak jak ty, i choć nawet nie pomyślałam, aby zrobić takim sposobem tego - wiedz, że wiem co czujesz. Wiem, brzmi naprawdę banalnie, ale ja wiem co czujesz. Dziś jest źle, jutro też będzie - to oczywiste. Nie zamierzam zaprzeczać. Jednak jeśli to zrobisz, nie dowiesz się na 100% co stanie się za kilka miesięcy czy lat. Może wreszcie spotkasz tego/tą jedynego/jedyną. Może właśnie za rogiem czeka Cię jakaś przygoda. Może przyjaźń z kimś nowym wzbudzi w Tobie jakieś nowe uczucia.
Teraz piszę do wszystkich. Do każdego kto mnie lubi i do tych którzy nienawidzą. Piszę do Ciebie, Ciebie i Ciebie. Tak Ciebie! Nie próbuj oszukiwać samego siebie kiedy masz problem! Nawet jak będziesz oszukiwać samego siebie, że nie masz problemów, nawet jak będziesz uciekać od problemów - one nie znikną, nadal będą siedzieć w Twojej głowie, będą tak blisko Ciebie. 
Normalne jest mieć złe dni. Kurwa, mieć pierdolenie złe dni, takie chujowe, że nawet czekolada nie poprawia ci humoru! Pewnie myślicie : Idiotka myśli, że wie co czuję.. Myli się! Jest mi dobrze. O czym ty w ogóle pierdolisz?!  Pierdolę o tym, że masz możliwość użalania się nad sobą, jaka/jaki to ty nieszczęśliwy/nieszczęśliwa ALBO wzięcie się w garść i pokazanie innym, że nie jesteś kupą gówna i potrafisz coś!  Wybieraj!!!

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 23.

~~~ Ed ~~~

-Naskoczyłeś na nią!-wykrzyczał Harry do mnie.
-Nie wtrącaj się!-odkrzyknąłem mu.
-Będę się wtrącać, bo jesteś moim przyjacielem! Martwię się o ciebie!-patrzyłem na to jak sięga po kolejną butelkę napoju procentowego.
-Ogarnij się i idź do niej! Dobrze wiesz, że jest jej przykro. Znasz ją, tak? Wiesz, że w jakiś sposób nie jest jej miło.-usiadłem obok chłopaka na podłodze.
Milczał, wyglądał, ze mocno myśli nad czymś.
-Ale co ja mam jej powiedzieć?-spojrzał na mnie smutno, odstawiając butelkę piwa, które jeszcze była półpełna na bok.
-Po prostu przeproś i wyjaśnijcie sobie sprawy, szczególnie twoje załamanie. Ja jedynie ci powiem, że powinieneś nie wracać do tego nałogu, może i nie powinienem ci go wypominać, ale..-wstał z podłogi.-Weź się w garść. Wiem, że tylko mi i Rupertowi powiedziałeś, ale naprawdę musisz zrozumieć, że alkohol to nie jest rozwiązanie na alkohol, może powinieneś porozmawiać i o tym z nią. Jest twoją przyjaciółką, przecież możesz na niej polegać. A i jeszcze jedna rada.-uśmiechnął się idiotycznie.-Weź prysznic!-zaczął się śmiać, a ja tylko mu dałem kuksańca w bok wstając.
-Dzięki.-szatyn poklepał mnie po ramieniu.
Szybkimi krokami pobiegłem  na górę, pod prysznic.

~~~ Sonia ~~~

Ubrałam się i uczesałam. Zjadałam kanapki przygotowane, o dziwo przez Noel, która nie odzywała się do mnie od kilku godzin, a kiedy powiedziałam, że pyszne śniadanie, ona tylko mruknęła coś niezrozumiałego.
-Ja już idę. Nikki jest u Colina jakby co.-wyszłam z mieszkania.
Szłam do kawiarni obok London Eye na spotkanie z moją rodzicielką, z moją matką.

* 40 minut później *

-Mama?-spytałam zaskoczona.
-Sonia! Ślicznie wyglądasz. Jak wyrosłaś..-przytuliła mnie.
Poczułam jej zapach. Pachniała kwiatami, delikatnymi kwiatami. Było mi cholernie dobrze, to czułam. Kiedy odsuwałyśmy się od siebie, mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam zdenerwowana na matkę, po czym wzięłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz : "Nieznany". Westchnęłam i szybko wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham?
-Z tej strony doktor Lener, nie mam dobrych wiadomości. Dzwonię ze szpitala w Framlingham. Pani ojciec dostał zawału, podczas przechodzenia przez jezdnię, potrącił go samochód i niestety, ale jest w śpiączce. Dzwonię do pani, z pytaniem czy przyjedzie pani, czy może powiadomić rodzinę osobiście.
-E.. Oczywiście, powiadomię osobiście rodzinę. Przyjadę jak najszybciej. Dziękuję za wiadomość.
-Przykro mi. Czekam na panią i rodzinę.-rozłączył się.
Spojrzałam spod łez, które zaczęły wypływać z moich oczu na moją nieświadomą matką.
-Ojciec miał zawał i wypadek, muszę jechać do tutejszego szpitala, w Framlingham, z Noel i Nikki. Przykro mi, ale muszę jechać jak najszybciej.
-Oczywiście, rozumiem. Do zobaczenia!-krzyknęła za mną, byłam już od niej co najmniej 20 kroków.
Zaczęłam biec w stronę domu Colina po Nikki, a później do mieszkania, spakować się, ją i jeszcze zawiadomić Noel. 

~~~ Noel ~~~

Usłyszałam dzwonek do drzwi, do mojego i Sonii mieszkania. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. W drzwiach zastałam rudzielca, niebieskookiego rudzielca, rudzielca, na którego byłam wściekła. Szybko zaczęłam zamykać drzwi, ale ten podstawił nogę w szparę i nie mogłam dokończyć zamykania. Jęknęłam z bezsilności.
-Mogę wejść?-spytał.
-A mam inne wyjście?
-Nie.-uśmiechnął się i wszedł do środka.
Zamknęłam drzwi. Poszłam do salonu i usiadłam na sofie, na której już siedział Ed.
-Przepraszam.-powiedział patrząc mi w oczy.
-A wiesz w ogóle za co przepraszasz?-zapytałam mierząc go.
-Za naskoczenie na ciebie, choć chciałaś dobrze.
-Jaki był powód twojego złego samopoczucia? Tylko nie mów, że to przez Danielle, że nie ufa ci.
Widziałam po nim, że nie wie co powiedzieć, że nie chce powiedzieć.
-No mów..-pogoniłam go.
-Może Danielle ma rację. Może dlatego nie walczę teraz o nią. Może naprawdę szukałem cię, tylko po to, aby zobaczyć co do ciebie czuję. Wiesz.. Czy możliwe, abym cię kochał..-widziałam po nim, że jest mu głupio o tym rozmawiać.
-Możemy się przekonać, czy istnieje możliwość, że coś więcej nas łączy, coś więcej niż przyjaźń.-przysunęłam się do niego i przybliżyłam twarz do jego.
Nie widziałam ani trochę zaskoczenia, widziałam ciekawość i niepewność - sama się obawiałam co może wyniknąć z tego pocałunku. Kiedy byłam kilka milimetrów od jego twarzy, zatrzymałam się.
-Ale obiecaj mi, że jeśli to nie to, że jeśli tego nie poczujemy, nie będziemy tego rozpatrywać i zatrzymamy to tylko dla siebie, zgoda?-szeptałam.
-Zgoda, ale co jeśli to będzie to?-wątpił.
-To później się coś wymyśli.
Nie czekając na nic, szybko przybliżyłam usta do jego i musnęłam je lekko.
Nie.. To nie jest to.. On.. Jego usta.. Nie pasują do moich..? 

piątek, 1 marca 2013

Zawieszam!!!

Niestety, ale muszę zawiesić tego bloga.
Obiecuję wam, że wrócę do niego pewnego dnia i go dokończę.
Nie mam czasu a wena także się gdzieś zgubiła.
Powrócę!