czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 35.

~~~ Noel ~~~

-Czego chcesz?-zapytałam wpuszczając Ed'a do mojego mieszkania.
Chłopak zaczął się rozglądać po moim mieszkaniu, następnie mierzył mnie, wyglądał na rozbawionego. Moje mieszkanie było pełne kartonów, różnych pudeł i niepoustawianych mebli, które były nowe i jeszcze we folii. Moja biała koszula była prawie cała mokra, a czarne legginsy były lekko pomoczone, moje włosy, które były poprzednio uczesane w kok, teraz były rozczochrane jakbym się tarzała. Z mojej łazienki dochodziły dziwne miałki, więc rudzielec patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Co to?-wskazał na drzwi.
-Nie ważne. Nie idź tam.-powiedziałam szorstko.
Jak zwykle mnie nie posłuchał. Otworzył drzwi, a na mieszkanie wyleciał mały czarny kot, cały mory, w pianie. Mężczyzna zaczął się śmiać.
-Kot?! Serio?!-śmiał się.
-Znalazłam go obok śmietnika, jest wychudzony, więc myślę, że jest niczyj, a nawet jeśli to opiekunowie byli do bani, że kociak głoduje. Próbowałam go wykąpać, bo dziwnie śmierdział, ale nie daje się. Jest drażliwy. Jego humor nie jest najlepszy.-wskazałam na moje ramię, gdzie była rana, co prawda już opatrzona, ale jednak.-Nieźle, co? Ma niezłe pazurki.-skomentowałam.
Ed złapał kota i wtulił go w siebie, aby się nie wyrywał.
-Mogę?-zapytał a ja przytaknęłam.
Chłopak wsadził kota do wody, ale ten zaczął się wyrywać i znowu wyskoczył z wanny. Rudzielec pogonił za nim, a ja spuściłam wodę. Zdecydowałam, że lepiej, aby opukać go słuchawką od prysznica. Po 3 minutach, już siedzieliśmy pod ścianą, na podłodze, susząc ręcznikami kota. Mały czarnuch jest dziwny, mruczał głośno a go nawet nie pieściliśmy.
-Pewnie jest zadowolony, że kończymy.-zaśmiałam się.
-Pewnie masz rację.-poparł mnie Ed z uśmiechem.-Jak go nazwiesz?-spytał wesoło.
-Nie wiem. Może Alan?
-Niby dlaczego "Alan"?
-Alan znaczy "harmonia", a mnie przyda się spokój wewnętrzny.-odparłam.
-Uzasadnione.

~~~ Sonia ~~~

-Piękna suknia.-powiedziałam wpatrując się w moją rodzicielkę.
Stała przy lustrze i przyglądała się sobie. Jej blada skóra pasowała do tej bieli. Moja matka wyglądała naprawdę uroczo w tej sukni.
-Dość prosta.-odparła Lilianna szeptem.
-Nie chcę innej. To ta.-powiedziała radośnie Amanda.
Przytuliłam się do matki i uśmiechnęłam się do niej.
-Będziesz cudownie wyglądać.-oznajmiłam jej.
-Mam taką nadzieję.-zaśmiała się.
Spojrzałam na szatynkę, moją przyszłą siostrę. Była smutna. Rozumiałam ją, będzie miała nową mamę. Z tego co Amanda powiedziała mi o niej to to, że jej mama umarła w wypadku samochodowym. Już jest 11 stycznia, za 7 dni będzie ich ślub. Nic dziwnego, że dziewczyna ma doła.
Podeszłam do niej, wystawiłam do niej dłonie, chciałam ją uściskać. Jednak kiedy dziewczyna podniosła głowę, dostrzegłam łzy w jej oczach, szybko wybiegła z salonu.
-Co się jej stało?-zapytała zaskoczona zachowaniem Lilianny, Amanda.
-Nie wiem.-odparłam cicho.

~~~ Ed ~~~

-Dobrze się czujesz?-spojrzałem na przyjaciółkę.
-W sumie to tak.-odparła przesuwając sofę razem ze mną pod ścianę.
Wyprostowaliśmy się i patrzyliśmy na siebie.
-Chcesz pogadać?-zapytałem ją.
-Nie na razie. Dokończmy najpierw.-powiedziała zrywając folię ze sofy.

* Godzina później *

Patrzyliśmy na wnętrze jej nowego domu. Było naprawdę ładne. Ogólnie, jej mieszkanie było przestronne, ściany były utrzymane w pastelowych kolorach, a meble były albo ze szkła albo z ciemnego drewna, ale jeśli chodzi o kanapę, łóżka, one były utrzymane w białych odcieniach.
-Po co ci takie duże mieszkanie?-spytałem siadając.
-Nie lubię małych kawalerek, duszę się w nich. Poza tym, dlaczego nie? Stać mnie już na własne mieszkanie.-mówiła z zadowoleniem.
Wpatrywałem się w nią i nie wiedziałem o co chodzi.
-Dostałam pracę w szkole, w High School, za Londynem, w jakimś miasteczku, tyle dobra, że oddalona jest o 20 km.
-Cudownie!-przytuliłem ją.-Ale, skoro dostałaś tam pracę, dlaczego tutaj znalazłaś mieszkanie?
-Wolę mieszkać w mieście, poza tym, mam tutaj blisko do wszystkiego, a tam raczej nie.
-Przyjęli cię, mimo, że jeszcze na studiach wieczorowych jesteś?
-Przyjęli mnie na praktykę, ale od razu powiedzieli, że jeśli dużo uczniów mnie polubi, będą do mnie przychodzić z problemami i będę rozwiązywać konflikty między uczniami, mam już pracę załatwioną po studiach, u nich, jako pełnoetatowy psycholog szkolny.
-Jestem z ciebie dumny.-oznajmiłem szczerząc się do niej.
-Ja z siebie też.-przyznała.

~~~ Lilianna ~~~

-Przepraszam, mamo.-parzyłam na grób mojej rodzicielki.
Położyłam fioletową i niebieską róże na jej nagrobku. Usiadłam na ławeczce przed jej grobem. Nim się obejrzałam, płakałam żałośnie na samo wspomnienie o mojej mamie.
Tak bardzo ją kochałam, a ona mnie opuściła. Nadal ją kocham. Już nikt nie śpiewa przy robieniu naleśników. Nikt nie śmieje się z samego faktu, że dziś niedziela. Nikt nie odwiedza sąsiadów z szarlotką w ręku. Nikt nie spędza ze mną godzin na spacerach w ciszy. Nikt nie wskakuje w ubraniach do jeziora i się śmieje jak szalony. Nikt nie jest taki jaka moja mama była. Wspomnienia zawsze zostaną we mnie, ale wspomnienia to nie to samo co mieć ją przy sobie, w sensie fizycznym.
Poczułam czyjąś obecność jak i dłoń na moim ramieniu. Obróciłam się nagle i spojrzałam na tę osobę. Mój ojciec, miał  łzy w oczach, a jednak się uśmiechał.
-To tutaj znikasz na całe dnie?-spytał łamiącym się głosem.
Milczałam. Dosiadł się do mnie i położył bukiet czerwonych róż na grobie. Owinął swoją dłoń o moje ramiona. Spięłam się automatycznie.
Jego ciepło dobrze na mnie działo, a jednak czułam, że zaraz powiem mu coś niemiłego. Po prostu zawsze czułam się nieswojo w jego towarzystwie, od czasu wypadku.
-Przepraszam, skarbie.. Przepraszam, że nam ją odebrałem.. Przepraszam.-wtulił się we mnie i jak małe dziecko zaczął płakać.
Długo nie wytrzymałam siedząc niewzruszona. I ja dołączyłam do płaczu, wołającego o przebaczenie, o jej powrót, o wszystko co było, żeby zostało przywrócone.

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 34.

~~~ Harry ~~~

-Dlaczego czujesz się taki niepewny swojej seksualności?!-byłem zdenerwowany.
-Nie.-odpowiedział mi.-Chodzi mi oto, że właśnie za bardzo czuję się pewny swojej seksualności, nie pozwolę, aby ktokolwiek mnie obrażał w taki sposób.
-Więc rezygnujesz z naszej przyjaźni, tak?!-byłem nabuzowany złością.
Louis spojrzał na mnie smutno.
-Nie chcę być źle postrzegany.-chciał się usprawiedliwić.-Będzie dobrze.-położył mi dłoń na ramieniu.
Patrzyłem na niego zawiedziony.
-Nie.-zrzuciłem jego rękę.-Nie będzie dobrze. To jest niesprawiedliwe. Jesteś egoistą, wiesz, Louis.
Nie odzywał się do mnie już. Wzrok spuścił i przyglądał się podłodze. Uznałem, że nie warto nic mówić więcej. Nie zmuszę go do niczego, do przyjaźni do mnie. Jest dorosły, wie co lepsze dla niego, a bynajmniej powinien wiedzieć.
Wyszedłem z jego pokoju. Wiedziałem, że moje oczy są czerwone, po pewnym czasie kiedy dotarłem do swojego pokoju, po prostu płakałem jak dziecko. Byłem zawiedziony, urażony i żałośnie łzawy. Byłem naprawdę delikatny jeśli chodzi o tą sferę uczuć. Potrzebowałem psychicznie Louisa, on tego nie rozumiał, mimo, że też potrzebował mnie. To było straszne. Odwrócił się ode mnie, tylko dlatego, żeby dziennikarze, fani i haterzy przestali nas nazywać homoseksualnymi osobami. Na początku, kiedy udawaliśmy zaloty do siebie, było zabawnie, ale teraz? Teraz to wszystko rani nas. Mimo, że nie jestem na tym punkcie taki przewrażliwiony, Louis jest, co jest normalne, jest człowiekiem.

~~~ Noel ~~~

-Nie wygłupiaj się!-zakrzyknęłam za Rupertem, który nie chciał mi otworzyć swoich drzwi.-Naprawdę to, że odrzuciłam cię, jest takie okropne?!-zapytałam go głośno przez drzwi.
-Okropne jest to, że przespałaś się z dziewczyną, i jako jedyny o tym wiem.-usłyszałam jego cichy głos.
On wie.. Boże! Co ja mam teraz zrobić?! Wypierać się?! Powiedzieć, że byłam pijana?! 
-To moje życie!-powiedziałam głośno, a drzwi się otworzyły.
Stał w nich rudzielec z lekko zaczerwionymi oczami, które dodawały mu uroku. Wyglądał na przygnębionego, zdenerwowanego i zirytowanego.
-Twoje życie?!-zapytał retorycznie z goryczą.-Nie rozumiesz?! Ja chcę być twoim życiem! Zanim się z nią ni przespałaś, łudziłem się, że kłamałaś, że boisz się miłości, ale teraz wszystko jest jasne. Jesteś po prostu..-zrobił pauzę i spojrzał na mnie już nie swymi żałośnie zakochanymi oczami a chłodnymi i bezuczuciowymi gałkami ocznymi.-.. Lesbijką.
Zabolało mnie to. Jako jedyna wiedziałam, że lesbijką nie jestem, nawet jeśli przeżyłam swój pierwszy raz z kobietą. Czułam się naprawdę źle, a Rupert tylko dodał oliwy do ognia.
-Nie jestem lesbijką!-wykrzyczałam mu w twarz, ale on już nie uwierzył, po prostu zamknął mi drzwi przed nosem.
Moja samoocena spadła. Stałam się osobą, której nie można ufać, która jest kłamczuchą i nie potrafi się pozbierać. Sama zaczęłam siebie nie lubić. Dostrzegłam z sobie wady, co nie jest miłe. A myślałam, że wszystko będzie dobrze kiedy tutaj przyjdę do niego, wyjaśnię.
Odeszłam spod jego domu i poszłam do mojego mieszkania w kamienicy. Była niedaleko od domu Ruperta, co nie dawało mi jakiś szczególnych uczuć. Byłam wściekła na samą siebie. Nie mogłam zrozumieć dlaczego skłamałam, dlaczego się upiłam i skończyłam w łóżku z Monic. Nie poznawałam siebie.

~~~ Patrick ~~~

Wpatrywałem się niepozornie w Sonię, naprawdę mi się podoba ona. Byłem na zewnątrz restauracji i siedziałem na ławce obok wejścia. Paliłem spokojnie papierosa i patrzyłem na blondynkę.
Jej wygląd: seksowne ciało; zadbane dłonie; malinowe usta, które chciałbym ciągle całować; oczy, które mówią więcej niż usta. Jej osobowość: sympatyczna; akceptująca zdecydowaną większość spraw; ma ogromny urok osobisty; jest arogancka ale ma często podstawy do tego. Jej zachowanie: matczyność dla wszystkich, nie tylko dla swojej córki; potrafi wyjść z każdej sytuacji; nie siedzi w miejscu, jest osobą wielozadaniową; jej śmiech pozwala mi na ogromy uśmiech.
Stała przy drobnej, drewnianej komodzie i coś bazgroliła, kiedy klienci wchodzili i wychodzili zadowoleni. Byłem ciekaw co ona pisała na tej kartce. Chciałem aż tam podbiec i wyrwać jej kartkę, przeczytać ją na głos, jak dziecko, jak 12 letni chłopak, który zauroczył sie w kujonicy, ale jest nieśmiały i tego nie przyznaje.
Powstrzymałem się. Westchnąłem głęboko i poczułem na nowo ten ciężar na moich ramionach, jej odmowę i strasznie wielką presję ze strony rodzicielki, abym wreszcie poszukał kobiety i zaczął związek na dłuższą metę. Sonia nadawała mojemu życiu większy sens.
To zupełnie tak jakbym potrzebował powodu aby wstać z łóżka. To tak jakbym potrzebował Sonii, aby wstać z łóżka. Jakby Sonia była moim powodem. Ale.. Ona mnie nie chce.
Bolało mnie to. Zazwyczaj to ja odtrącałem kobiety, a teraz kobieta, którą pragnę, którą prawdopodobnie potrzebuję sama mnie odtrąciła. Czułem się jak skarcony pies, jeszcze niczego złego nie zrobiłem, a mnie zganiła. To przykre.
Wiem, że związki w pracy są niemile widziane, ale się zdarzają, są akceptowane. Czułem w głębi siebie, że chodzi o coś innego iż praca, wiedziałem, że ona ma inny powód po to, aby mnie odtrącić.
Wpatrywałem się w nią jeszcze chwilę, w jej delikatnie pochyloną postać. Kiedy minęły dwie minuty, wróciłem do swojego biura, uzupełniać dalej papiery, które miałem dostarczyć na jutro do jednego ze sponsorów mojej restauracji.

~~~ Nicholas ~~~

-Amanda!-zawołałem moją narzeczoną, ale nikt się nie zjawił.-Amanda! Widziałaś moją gazetę?!-stałem bezradnie na środku salonu.
-Amanda wyszła.-moja córka, Lili weszła do domu i mi oznajmiła ponuro.
Spojrzałem na nią pytająco.
-Pojechała na ponowne przymierzenie sukni. A gazeta jest na stoliku, za tobą.-powiedziała nie patrząc mi w oczy i zaczęła wchodzić po schodach.
-Dlaczego nie pojechałaś z nią?-spytałem.
-Bo nie. Poza tym, jej córka też nie pojechała z nią, ja też nie musiałam. Mam lepsze rzeczy do roboty niż patrzenie jak Amanda wybiera sukienkę na wasz ślub.
Kiedy już zniknęła za rogiem, musiałem nabrać dużo powietrza i je wypuścić świstem. Byłem zraniony na samą myśl o tym jak moja córka postępuje ze mną, z Amadą. Rozumiem jej złość na mnie, to ja spowodowałem wypadek, to przeze mnie jej matka zginęła, moja żona, ale dlaczego tak męczy Amy? Przecież ona nic złego jej nie zrobiła, ani nie zabiła jednego z jej rodziców. Może odczuwa, że chcę zastąpić jej matkę? To nie jest tak. Po prostu ja też jestem człowiekiem. Nie chce umrzeć sam, chcę być kochanym, chcę mieć na nowo żonę, z którą będę dom, pieniądze oraz rodzinę. Pragnę poznać jej córki jeszcze przed naszym ślubem, ale Sonia nie jest gotowa, a Noel w ogóle nie chce słuchać nawet o Amandzie. To straszne jak córki mogą ziać ogniem w stronę rodziców, tak często, z różnych powodów, bez przerwy.

~~~ Ed ~~~

-Noel! Noel otwórz!-uderzałem rytmicznie w drzwi mojej przyjaciółki.
Kiedy zadzwonił do mnie zmieszany Rupert, kiedy opowiedział mi o wszystkim, złość ogarnęła mój umysł. Czułem się jak w brazylijskim serialu. Moja przyjaciółka lesbijką? Nie uwierzyłem. Nawet jeżeli spała z tamtą dziewczyną, to nie oznacza, że doszła do lesbijskiej drużyny. Błagam. Noel lesbijką? Jakiś kiepski żart. Kiedy rudzielec opowiedział mi o tym jak przyznała mu się do kłamstwa, wiedziałem, że powiedziała prawdę, że nie jest homo. Nie jestem homofobem, ale naprawdę nie wierzę, że osoba, z którą naprawdę dużo czasu przebywałem przez ostatnie miesiące mogłaby mieć taką seksualność. To po prostu nie możliwe.
Drzwi ani drgnęły. Wiedziałem, że dziewczyna nie ma zamiaru otwierać. Zdenerwowałem się.
-Otwórz drzwi do cholery!-krzyknąłem.
Z drzwi obok wychylił się jakiś mężczyzna.
-Proszę o ciszę.-powiedział i wszedł ponownie do swojego mieszkania.
-Przepraszam.-odparłem szybko.
Drzwi od mieszkania Noel wreszcie się otworzyły, a ja zobaczyłem moją przyjaciółkę, która wyglądała strasznie. Prawie w ogóle jej nie poznałem.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 33.

~~~ Noel ~~~

Jest już 5 stycznia, a ja nadal czuję się jakbym dopiero wstała 1 stycznia. Nadal widzę twarz tej dziewczyny, jej nagie ciało. Dreszcze przechodziły mnie kiedy tylko przypominałam sobie urywki kiedy się kochałyśmy w nocy. Mimo, że byłam naprawdę mocno pijana, pamiętałam odrobinę co się działo. Było mi naprawdę przyjemnie. Wątpię, abym była lesbijką, zawsze wolałam chłopaków od dziewczyn, ale teraz? Teraz nie byłam niczego pewna. Miałam mnóstwo obaw. Bo, co jeśli naprawdę jestem homo? Mimo, że się nie czuję tak?
Czułam wstyd i wstręt do samej siebie. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się stało. Alkohol często wzbudzał we mnie dziwne pomysły, które realizowałam, ale takie coś było po raz pierwszy. Nie podobało mi się to. Wiedziałam, że to był błąd, który nie może się powtórzyć.
Usunęłam numer telefonu Monic. Nie mogłam pozwolić sobie na kolejny taki występ, a następnym razem, zadbam, aby Monic, koleżanka kolegi Harry'ego, nie pojawiła się na imprezie, żadnej. Nie chciałabym się na nią natknąć. Wiem, że to egoistyczne, ale nie poradzę nic na to. Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział o tym co sie wydarzyło w nocy. 
Wyszłam z domu Ed'a. Ubrana ruszyłam na przystanek autobusowy, akurat przyjechał, więc wsiadłam do niego. Usiadłam w pierwszy rzędzie czerwonego autobusy, na parterze i czekałam, aż dojedzie do kamienicy, w której się umówiłam z mężczyzną, którego kamienica z kilkoma mieszkaniami jest własnością.

~~~ Ed ~~~

Wpatrywałem się w Ruperta, który wydał mi się przygnębiony. Mówił, że przez najbliższe tygodnie go nie będzie, że jest zajęty. Oznajmił mi, że musi wyjechać do rodziny, że niby jego mama jest chora, z tego co ja słyszałem od niej samej, ma się bardzo dobrze jej zdrowie.
-Nie rozumiem.-odparłem.
Rudzielec spojrzał na mnie zmęczony.
-Jadę do rodziny, nie ma nic w tym zdaniu takiego, czego można by nie zrozumieć., okay?-wydawał się być rozdrażniony.
-O co chodzi?-usiadłem bliżej niego na sofie.-Rozmawiałem tydzień temu z twoją mamą i nic jej nie było, nawet zapewniła mnie, że jeśli by się źle poczuła, zadzwoni do mnie.
Próbowałem się dowiedzieć czegoś więcej. Po zaskoczonej minie chłopaka wiedziałem, że nie spodziewał sie tego.
-O nic, po prostu potrzebuję chwili samotności. Mam dość, okay? Chcę być sam. Muszę przemyśleć co nie co.-wstał z kanapy i ubierał kurtkę.
-Chcesz być sam? Chcesz pomyśleć w samotności? Co ty, zakochałeś się nieszczęśliwie?-zaśmiałem się.
Ten tylko spojrzał nerwowo na mnie i wyszedł w ciszy z mojego domu.
A więc się zakochał. Ciekawe w kim.

~~~ Sonia ~~~ 

-Masz coś dla mnie?-zapytał Patrick wchodząc do swojego gabinetu.
-W sumie to niewiele. Jedynie mogę ci powiedzieć, że sponsorzy się zgadzają na rozbudowanie restauracji.-uśmiechnęłam się do mojego pracodawcy.
Mężczyzna zaśmiał się z radości. Uścisnął mnie lekko i znowu się zaśmiał. Spojrzał na mnie rozradowany.
-Wiesz co to znaczy, So?! To oznacza, że dostaniesz większą pensję, lepsze stanowisko, ale będziesz musiała mi pomagać w najbliższych miesiącach. Teraz się rozbudujemy, a w następnych latach, postawimy nasze restauracje, po jednej w Manchester'ze, Liverpoolu, Portsmouth i Bristolu. Będzie dobrze, naprawdę dobrze.
Był zachwycony z tego wszystko, nie chciałam mu odbierać radości, ale musiałam go ściągnąć na ziemię, za to mi płacił.
-Jeszcze sponsorzy nie wyrazili swojej opinii co do naszych restauracji w miastach, w pozostałej Anglii.-odparłam, a ten wydawał się być nie przejęty.
-Będą zgodni, sfinansują wszystko, bez żadnych oporów. Przynosimy dochody, nasze jedzenie nie jest złe, wyróżniamy się.-był zadowolony z siebie.-W pozytywnym sensie, oczywiście.-dopowiedział.
-Oczywiście.-zaśmiałam się radośnie.

~~~ Louis ~~~

Patrzyłem niespokojnie w sufit i leżałem na moim łóżku. Moje myśli błądziły wokół tego wszystkiego co się dzieje.
-Jestem żałosny..-mówiłem pod nosem cicho do siebie.-Żeby przejmować się opinią innych..
Mimo, że chciałem mieć wszystko w nosie, nie potrafiłem. Nie z tym. Nie byłem homofobem, ale nie chciałem być postrzegany jako homoseksualny mężczyzna. Nie potrafiłbym mieć na to wszystko wylane.
Czułem jak moje oczy zaczynają się szklić, nawet kiedy jest przetarłem, nic nie pomogło. Czułem się źle z tym, że ktoś może w ogóle myśleć w taki sposób o mnie.
Harry też jest emocjonalny, ale.. On zdaje się być mniej wrażliwy na ten temat. Bynajmniej wygląda na to, że mniej go obchodzi czy będą go postrzegać jako geja, niżby mnie. Dlaczego? Dlaczego mnie musi dotykać to, co go nie? Dlaczego mnie nie rusza to co go? Dlaczego się przyjaźnimy, jeśli nie jesteśmy tacy sami?
Będąc z Harrym, automatycznie mój humor się poprawia, ale kiedy nie jestem z nim, nie przeszkadza mi to. To jest dziwne. Czasem się zastanawiam czy to wszystko w ogóle ma sens. Jakoś nie mogę uwierzyć, że to wszystko zniknie pewnego dnia. Trudno mi pojąć fakt, że pismaki przestaną opowiadać bzdury o naszej orientacji seksualnej. Chyba nikt nie chciałby, aby ktoś postrzegał go w inny sposób, niż on jest.

~~~ Liliana ~~~

Na samo wspomnienie tego dnia, wzbierała się we mnie złość. Nie mogłam powstrzymać uderzenia w poduszkę kiedy powróciłam myślami do tamtej sytuacji.
Podałam rękę niewysokiej blondynce.
-Lili.-powiedziałam.
-Sonia.-odparła z uśmiechem.
Była taka swobodna. Nie przeszkadzało jej, że jej matka odeszła od jej ojca, od niej i jej siostry, aby znaleźć sobie wdowca i wychowywać jego córkę. Dla mnie ta cała sytuacja była chora. A ten ślub?! Ha ha ha, ogromny, kiepski żart. Najgorsze było to, że ich pieprzona ceremonia ślubna miała się odbyć tydzień po ważnej dla mnie dacie, dacie śmierci mojej mamy, Anastazji. Może to głupie ale ciągle żyłam w nadziei, że moja rodzicielka powróci do mnie, że wszystko znów będzie dobrze, ale jak można się domyśleć, nie powróciła do mnie. Miała wypadek samochodowy, mój ojciec prowadził, ale to ona zginęła, co jest niesprawiedliwe. 
Wróciłam myślami do świata rzeczywistego.
-Więc już przeglądałaś wcześniej suknie ślubne?-spytała córka Amandy.
-Tak, ale nie mam określonego typu sukni.-odparła przyglądając się suknią na wieszakach.
Znalazłam wzrokiem kremową sofę w ogromnym, białym pokoju, usiadłam na niej. Nie chciało mi się kroczyć przy tej jędzy. Jakoś nie zależało mi na tym. Zawsze wtrąca się tam, gdzie nie trzeba - najbardziej denerwująca mnie cecha.
-A może ty mi pomożesz?-moja przyszła macocha spojrzała na mnie.
Zmierzyłam ją oraz suknie wiszące na wieszakach. Dwie blondynki się zaśmiały.
-Nie, dzięki.
-Nienawidzi zakupów.-usprawiedliwiła mnie Amanda, a Sonia uśmiechnęła się szeroko.
-Noel też nie lubi spędzać godzin w sklepach, szczególnie jak to nie jej zakupy.
Jeżeli "Noel", druga córka Amandy jest taka jak ją opisuje Sonia, chyba się polubimy, tym bardziej, że wcale nie jest zadowolona, że ich matka kręci się wokół nich po tylu latach.
Brała mnie wściekłość na samą myśl, że ojciec dziś zaproponował przyspieszyć datę ślubu, o tydzień wcześniej, w ten sam dzień, co mama zginęła z jego winy. Nie mogłam tego pojąć. To było dla mnie naprawdę dotykające.
Śmierć mojej mamy, to był mój słaby punkt, a on chciał zbezcześcić jej dzień?!

~~~ Noel ~~~


-Kupiłam mieszkanie.-oznajmiłam na podwórzu Ed'owi.
Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
-Nie wiedziałem nic o tym, że nawet zamierzasz.-przyznał.
-Nie chciałam zapeszać.-oznajmiłam mu.
Zaciągnęłam się spokojnie papierosem, a rudzielec po raz kolejny był zdziwiony.
-Ty palisz?-zapytał retorycznie.
-Ty też i się nie czepiam.-odparłam z uśmiechem.
-Nie spodziewałem się.-oznajmił.-Zawsze wypierałaś się, że kiedykolwiek zaczniesz palić.
-Mieliśmy po 12 lat, wyluzuj.
-Wiem, Noel.
Spojrzał na mnie tymi swoimi oczami. Przejrzał mnie.
-To ty, prawda? To ty doprowadziłaś Ruperta do wyjazdu na kilka tygodni?
Odwróciłam się od niego, ale za chwilę stanął przede mną.
-Odpowiedz mi.
-Tak.-westchnęłam ciężko.-Ja.
-Jak?-był naprawdę zaskoczony, że ja i jego przyjaciel w pewien sposób polubiliśmy się, a raczej on mnie, z tego co wiadomo oficjalnie każdemu.
-Jakoś sie we mnie zadurzył, ale gwarantuję ci, że mu przejdzie, to tylko głupie zauroczenie.-odparłam spokojnie zaciągając się papierosem.
-On już dawno się nie zauroczył. Musi być coś w tobie co mu się naprawdę podoba.
-Chcesz powiedzieć, że ty się ze mną przyjaźnisz, mimo, że tego czegoś nie mam?-udawałam urażoną.
-Przyjaźnię się z tobą, bo jesteśmy podobni, bo cię lubię.-oznajmił mi z uśmiechem.-On cię mocno polubił bo w tobie coś ujrzał, coś czego już dawno nie widział.-mówił z jakąś zabawną pasją.
-Przejdzie mu.-powiedziałam szorstko.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 32.

~~~ Noel ~~~

Słowa się stały rzeczywistością. Prawie. Tak czy inaczej, poczułam wstręt do samej siebie. Za dużo alkoholu, to po pierwsze. Po drugie - mam nadzieję, że to obędzie się bez kłótni i przykrych słów. 
Co ja zrobiłam?! Dlaczego to zrobiłam?! Przecież nie jestem.. Nigdy nie.. Boże! Kochałam się z obcą mi osobą! Nigdy bym tego nie zrobiła.. Szczególnie z..
Patrzyłam na blond włosy, które były dokoła buzi śpiącej, obcej osoby. Siedziałam na łóżku, z podkurczonymi nogami, rękoma założonymi na ramionach, wpatrując się w osobę, z którą spędziłam jedną noc.
Nie mogłam zebrać myśli. Ciągle tylko myślałam o tym, że ktoś się dowie. Że będzie awantura z tym kimś, kto właśnie zaczynał się przebudzać w moim łóżku. Że ktoś zacznie spostrzegać mnie w zły sposób.
-To był błąd.-szepnęłam do blondynki, kiedy ta się obudziła i usiadła po turecku.
Jej nagie ciało nie wzbudzało we mnie dużo emocji, co było pewnie spowodowane tym, że alkohol wyparował ze mnie, a raczej został już we mnie bardzo mały procent.
Zaczęła mrużyć oczy w świetle słońca. Wzięła kilka głębokich wdechów. Obróciła się, zeszła z łóżka i szybko ubrała swoją sukienkę, która była prosta, siwa, do kolana.
Obróciła się do mnie już ubrana. Uśmiechnęła się szeroko.
-Nie błąd, to była przygoda.-zaśmiała się.
Grymas z moich ust nie znikał.
-Spokojnie. Dla mnie ten sex nie znaczył nic więcej niż dla ciebie.-uspokoiła mnie.
Odetchnęłam z ulgą. Słabo się uśmiechnęłam.
-Było miło.-przyznała.-Nieziemsko miło.-poprawiła się.
Zaśmiałam się nieśmiało.
-To dziwne.. To był mój pierwszy raz z kobietą.-przyznałam się, a ona wydawała się być zaskoczona.
-No, więc, jakbyś chciała przeżyć drugi raz z kobietą, masz mój numer. Dałam ci go wczoraj w nocy. Nazywam się Monic, tak zapisałam się.
-Wątpię, abym zadzwoniła, ale okay, dzięki.-powiedziałam zmieszana.
-Przecież żartuję z tym drugim razem,-oznajmiła, a ja się zaśmiałam.-A może nie..-mój uśmiech nie zniknął.
Porozmawiałyśmy ze sobą, po czym poprosiłam ją, aby wyszła jakoś tak, aby nikt jej nie zobaczył. A jak jednak jej się nie uda, to niech powie, że spała za kanapą. Zgodziła się.
-Już wiem czemu skończyłyśmy w łóżku..-zaśmiałam się do samej siebie kiedy wchodziłam pod prysznic.-Jest naprawdę urocza.-przyznałam.

~~~ Liliana ~~~

Niesamowite wspomnienia, uczucia z wczoraj wciąż krążyły po moim umyśle, po moim ciele. Dreszcze co jakiś czas drażniły moją skórę, na samo przypomnienie wczorajszej nocy. Co prawda nie skoczyło się na seksie, za co jestem wdzięczna, to jednak całusy, którymi zostałam obdarowana przez Ed'a, dostarczały mi wiele emocji. Pewnie wiele dziewczyn cieszyłoby się, gdyby miało szansę się przespać z artystą, ja nie. Nie jestem pewna czy to poważne, to co się dzieje między nami. Poza tym.. Nie chcę tracić dziewictwa z kimś kogo ledwie znam.
-Lili!-mój ojciec zawołał z dołu.
Podniosłam się z podłogi i zbiegłam na dół, po schodach, do salonu.
-Co?-spytałam.
-Jedź z Amandą do salonu, potrzebuje kogoś, aby jej doradził przy wyborze sukni ślubnej. Poza tym, będzie tam jedna z jej dwóch córek. Jedź.-rozkazał.
-Nie.-odparłam.
Mierzyłam się z nim wzrokiem, kiedy blondynka wstała ze sofy.
-Jak nie chce, to jej nie zmuszaj.-powiedziała.
-Ma jechać.-zażądał.
Wsiadłam wściekła do auta. Nie było to dla mnie nowe, że zmuszał mnie do czegoś. Nie byłam zła, że musiałam jechać. Byłam wściekła, bo musiałam jechać z nią. Byłam zdenerwowana, bo miałam poznać jej córkę, moją przyszłą przyrodnią siostrę.

~~~ Rupert ~~~

Byłem zaskoczony widząc jak jakaś ładna blondynka wychodzi z pokoju gościnnego, w którym śpi Noel. Stałem jak kołek przy drzwiach do innego pokoju gościnnego. Wyglądała jakby się skradała do wyjścia. Nie zatrzymałem jej. Nie zadałem pytań. Nie chciałem znać odpowiedzi. Wolałem mieć domysły. Po chwili z pokoju Noel, wyszła Noel. Zauważyła mnie.
-Cześć.-szepnęła i uśmiechnęła się do mnie.
Pokiwałem głową i wszedłem z powrotem do pokoju, w którym spałem. Byłem zawiedziony.
Mimo, że wczorajszej nocy wyznała, że woli dziewczyny niż chłopaków, łudziłem się, że kłamała. Teraz. Kiedy zobaczyłem blondynkę wychodzącą na palcach z jej pokoju, to był głupi widok.
Jestem debilem. Skończony idiota ze mnie. Jak mogłem przez chwilę myśleć, że ktoś taki jak ona, zakocha się we mnie?! Wyglądała mi zawsze na inną, ale nigdy nie przypuszczałbym, że gra w innej drużynie niż ja. Nigdy. W. Życiu.
Poczułem się niedowartościowany. Moja miłość trafiła w nieodpowiednią osobę. Jakby miała chłopaka, zniósłbym to, ale ona ma dziewczynę. Już nie raz się słyszało, że heteroseksualni próbowali zmienić homoseksualną osobę poprzez całowanie z nimi, a nawet seks. Nie chciałem jej zmieniać. Przecież polubiłem ją za to, jaka jest. Jak mógłbym ją teraz zmieniać. Nawet jeżeli by to znaczyło, że musiałbym żyć ze świadomością, iż osoba, w której się zauroczyłem, jest lesbijką.

~~~ Harry ~~~

-Miałeś przyjść.-powiedziałem głośno, budząc szatyna.
Stałem nad nim. Widząc, że nie mam zamiaru wyjść, podniósł się z pozycji leżącej do pozycji siedzącej. Przetarł prawą ręką swoją twarz. Westchnął. Podniósł głowę, wpatrywał się we mnie w milczeniu. Jego wzrok był smutny, żałośnie błagający o spokój. Wiedziałem, że nie chciał, aby tak wyszło, ale mógł od razu powiedzieć co i jak wygląda.
-Dlaczego nie odbierałeś telefonu?-zapytałem siadając na jego ogromne łóżko.
-Paul mi zabrał.-jego głos miał nienaturalną chrypkę.
-Dlaczego nie pożyczyłeś od kogoś i nie zadzwoniłeś?-dopytywałem się.
-Bo nie.-mruknął.-Czego ty chcesz?!-wstał gwałtownie z łóżka i wydarł się na mnie.
-Bo zachowujesz się jakby zależało ci na tym, co o nas pomyślą! Nie jesteśmy gejami! Jesteśmy przyjaciółmi! A raczej tak mi się zdawało, że nimi jesteśmy!-byłem wściekły.
Jego wzrok był lodowaty jak nigdy przedtem. Mierzył mnie wzrokiem, a ja jego. Chciał coś powiedzieć, ale jego usta tylko się rozchyliły. Jego potargane włosy były tylko dowodem na to, że nie spał, jak i jego czerwone, napuchnięte oczy.
-Też cierpię, okay?!-wybuchnął.-Nie rozumiesz, że jak nadal będą spekulować, zmaleje nam fanów?! A to oni nas tak dzielnie wspierają!
-Prawdziwi fani nie odchodzą ot tak. A jak już, to i tak wspierają!
-Wcale, że nie! Poza tym, kiedy będziemy ciągle zaprzeczać, że jesteśmy homoseksualni, będzie coraz więcej osób uważać, że nimi jesteśmy..
Wiedziałem, że ma rację, to taka ironia. Zaprzeczasz - ludzie myślą, że kłamiesz, ale jak powiesz coś więcej - oni mówią, że kłamiesz ponownie.
Usiadłem na jego dwuosobowym łóżku, na którym była szara pościel i czarne poduszki. Potarłem dwoma rękoma twarz. Nie miałem zielonego pojęcia co robić.
-Harry.. Ja nie chce być postrzegany jako gej. Nie jestem nim. Lubię dziewczyny. Kocham Eleanor.-jego głos był łamiący się.
Dosiadł się do mnie. Wiedziałem, że boli go to wszystko, równie mocno co i mnie. Oboje cierpieliśmy, najgorsze było to, że nikogo to nie obchodziło, no, oprócz naszych przyjaciół z zespołu. Liam, Zayn i Niall też są ograniczeni przez menadżerów. Niektórzy uważają, że jeżeli nam tak bardzo przeszkadzają teraźniejsi menadżerowie czy ktoś inny, możemy zwolnić i zatrudnić kogoś nowego. No więc to nie takie łatwe.
1. Ktoś kto miałby pracować jako menadżer, musi mieć duże doświadczenie, dużo ludzi go nie ma.
2. Zerwanie umów o pracę dość dużo wynosi pieniędzy.
3. Tacy menadżerowie, znają nasze brudy, w pewnym momencie mogą nas zacząć szantażować, a kiedy pracuję dla nas, nie mogą, ponieważ mamy to zapewnione w umowie.
4. Nie jesteśmy gotowi na zmianę menadżerów.
Czasem ludzie są zbyt aroganccy, aby dostrzec, że nie mają racji, że się mylą, że to wszystko nie jest takie łatwe jak się myśli. Wszystko jest trudniejsze niż można pomyśleć.