piątek, 11 października 2013

Rozdział 41.

~~~ Patrick ~~~

Tak długo czekałem na ten moment. Mimo spędzonego czasu osobno, nadal ją kochałem, wręcz poczułem, że darzę ją większym uczuciem, niż dostrzegałem. Chciałem ją pocałować, od samego wejścia do lokalu. Nie potrafiłem być aż tydzień na wolnym, już po 12 godzinach, chciałem przy niej stać, przytulić ją i ucałować. Pragnąłem ją, potrzebowałem jej ciepła.
Kiedy wszedłem do lokalu, patrzyła na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, w pełni zaskoczona, ale uśmiechnęła się.
-To jak, szefie, tylko 12 godzin wolnego?-zaśmiała się.
-Nie potrzeba było mi więcej, aby coś zrozumieć.-poszliśmy do mojego gabinetu.
-To znaczy co?
-To, że cię kocham, Sonia.
Chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem subtelnie. Dziewczyna chwilę nie odwzajemniała pocałunku, zapewne z powodu szoku, ale w mgnieniu oka poddała się pocałunkowi.

~~~ Ed ~~~

-Jestem niepewna czegoś i chcę tobie coś powiedzieć, potrzebuję rady, a jako, że jesteśmy przyjaciółmi.. Bo nimi jesteśmy, prawda?-Noel dziwnie się zachowywała.
-Tak jesteśmy przyjaciółmi.-odpowiedziałem obawiając się o czym ona chce rozmawiać.
Na zewnątrz zaczynało się robić ciemno, co było normalne biorąc pod uwagę to, że była zima.
Szatynka była w totalnej rozsypce. Jej oczy były pełne łez, które czekały na dobry moment, aby wypłynąć. Jej usta zrobiły się czerwone z niemocy i żalu, który czuła. 
-Nie wiem co robić!
-Powiedz co się stało, może pomogę.-szepnąłem do niej.
Patrzyła na mnie niepewnie. Westchnęła ciężko i zaczęła mówić.:
-Około miesiąc temu, dowiedziałam sie o tym, że nie mogę mieć dzieci. Od ponad 13 nastu miesięcy nie mam okresu, to było dziwne i na początku grudnia poszłam do ginekologa, dowiedziałam się, że przeszłam przedwczesną menopauzę. Nie wiem jak o tym powiedzieć Rupertowi. Źle sie z tym czuję. Nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że nie urodzę mojego dziecka, że nie będę mogła być matką.
Z każdym następnym smutnym słowem, czułem się nie na miejscu. Byłem całkowicie zaskoczony i żałowałem, że to ja byłem pierwszy, który się dowiedział, co gorsze - miałem udzielić jej rady, nie to, że nie chciałem, bałem się, że doradzę jej źle. Bałem się cokolwiek powiedzieć, obawiałem się, że tylko pogorszę jej stan psychiczny. 
-No, co powiesz?-patrzyła na mnie pełna zguby.
Odchrząknąłem, jednocześnie łapiąc się za głowę.
-Nie powinnaś się bać powiedzieć Ruperowi prawdy. On cię kocha, zrozumie i pokocha jeszcze bardziej.-powiedziałem jej pewnym głosem, mimo, że sam nie byłem pewny niczego.
Wiedziałem, że potrzebuje kogoś, kto jej pomoże, da choćby nadzieję.
Dziewczyna patrzyła na mnie zawiedziona. Jej oczy się zaszkliły, mocno pociągnęła nosem. 
-Od zawsze Rupert chciał mieć dużą rodzinę.-powiedziała rozżalona.-Jak możesz wierzyć w słowa, że pokocha mnie bardziej, kiedy mu powiem, że nie mogę mu urodzić nawet jednego?!
Wybuchnęła płaczem i złapała swoimi dłońmi swoją twarz. Wiedziałem o jego priorytetach, że pragnie mieć przede wszystkim dużo dzieci, chce być ojcem, który sobie poradził z gromadką dzieci. Byłem pewny, że jej nie zostawi z powodu jej braku mocy posiadania dzieci, ale nie mogłem jej obiecać, że jego miłość będzie równie sina. Znam Ruperta, nawet dobrze, ale nie mam kurwa zielonego pojęcia jak postąpi! Jak mogła właśnie do mnie przyjść?!
-Jesteś moim przyjacielem.-powiedziała cicho, nie patrząc na mnie.-Powinieneś mi coś doradzić.-szeptała.-A nie, mówić, że powinnam mu wszystko powiedzieć, że zrozumie!
Wybuchła złością, wstała z kanapy i wyszła czym prędzej z salonu.
Zawaliłem. Znowu. Wiedziałem o co jej chodzi, czułem jej uczucia, a nic nie zrobiłem. Byłem pewny, że kryje się o wiele, wiele więcej spraw, które sprawiły u niej taki humor.
Noel także pragnęła od dzieciństwa, że będzie miała gromadkę dzieci, zawsze stawiała, że chłopców będzie miała najwięcej, po prostu tak czuła. Najwyraźniej myliła się, Bóg nie obdarzył jej tym darem.. W sumie, co tutaj ma Bóg do jej niepłodności? Coraz częściej wątpię w boga, po prostu zaczyna mi się wydawać, że nie istnieje. 

~~~ Sonia ~~~

-Dzwonimy, aby panią poinformować, że mimo, że pani nie zezwoliła na odłączenie aparatury od pani ojca, jego funkcje mózgu, ustały. Proszę poinformować o śmierci bliskich i w ciągu tygodnia odebrać zwłoki Finna Globala.-powiedział mężczyzna w słuchawce, dzwoniący ze szpitala.
Załamałam się, kolejna sprawa, która rozdzieli mnie z Noel. Moja własna siostra mnie będzie nienawidzić, kiedy jej to wszystko powiem..

~~~ Noel ~~~

Weszłam niepewnie do mojego mieszkania. Byłam niespokojna, chciałam płakać, przejść do sedna, w którym on kłamie, że jest wszystko w porządku i zapewnia, że jego miłość nie jest mniejsza, chciałam już, aby mnie przytulił w teraźniejszości, żeby za kilka miesięcy ze mną zerwał i było po sprawie. Miałam pesymistyczne myśli, które zaczynały mi sie wydawać jedyną opcją.
-Co się stało, kochanie?-spytał podchodząc do mnie.
Spojrzałam na niego, głęboko w oczy. Przełknęłam ślinę cicho, wpatrując się w niego.
Po prostu powiedz to prosto z mostu.
-Rupert.. Jestem bezpłodna.-wyszeptałam mu.


~~~ Patrick ~~~ 

Podeszła do mnie Sonia z nieszczęśliwą miną. Nic nie mówiąc, wtuliła się we mnie. Po chwili odsunęła się ode mnie i spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
-Spierdoliłam wszystko, wiesz, Patrick? Jak własna matka może wstydzić się swojego dziecka? Jak można okłamać siostrę, w sprawie stanu zdrowia ojca? Jak mogłam się spotkać z Amandą, kiedy sama mam nadal do niej uraz? Jak mogę być sobą, i być z tego dumna?!
Rozpłakała się, nie patrząc czy ktoś usłyszy nas z mojego gabinetu. Otarłem kciukiem o jej polik, po którym spływała łza. 
-Wszystko będzie dobrze.-obiecałem jej.-Noel ci wybaczy, tak samo Nikki. A z Amandą się zobaczy, może się zmieniła na lepsze.
Przytuliła mnie szybko, podziękowała i szybko zaczęła wycierać twarz od łez, w czym jej pomogłem z uśmiechem. Dotarło do mnie jeszcze bardziej, że naprawdę mi na niej zależy. Po prostu ją pokochałem nieświadomie.

__________________________

No więc, tak kocham tego bloga, że zdecydowałam jeszcze dodać jeden rozdział i dopiero epilog. Tak też przypominam, że to już jest PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ. :)

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 40.

~~~ Noel ~~~

-Odwal się już, okay?!-wykrzyczałam w twarz siostry.
-Nie odwalę się! Jest pewna granica w mówieniu o innych, tą granicę przekroczyłaś, Noel!-Sona była nieźle poirytowana.
-Nie miałaś odwagi, to ja jej powiedziałam o Nikki! Powinnaś być mi wdzięczna.
-Oh, tak, Noel. Jestem ci wdzięczna za wydanie mnie.-mówiła sarkazmem.
-Czyli co?! Wstydzisz się jej? Swojego życia?! Ona jest skarbem!
Sonia zamknęła buzię i wpatrywała się w podłogę.
-Powinnaś być wdzięczna, że ją w ogóle masz.-oznajmiłam jej.-Nawet nie wiesz jaką jesteś szczęściarą, że Nikki jest twoją córką.-powiedziałam jej smutno.
Sonia się nie odezwała przez dłuższą chwilę. Wyglądała jakby nad czymś myślała. 
-Jak możesz mnie osądzać, kiedy sama robisz błędy?!-była wściekła, zaślepiona swoim ograniczonym umysłem.
-Wyjdź z mojego domu.-rozkazałam jej.
Posłuchała. Z nadąsaną miną, wyszła.
Usiadłam na sofie i zanurzyłam się w moich myślach.
Jak mogę ją osądzać? Normalnie. Ona żałuje, że ma dziecko, kiedy ja żałuję, że nie mam. Co za ironia, prawda? Mimo, że bardzo pragnęłam mieć dziecko, wiedziałam, że nie mogę. Od ponad 13 miesięcy nie miałam okresu.. Byłam u ginekologa miesiąc temu, mniej więcej wtedy kiedy był wypadek ojca, nie tylko z powodu taty byłam zdołowana, ale także diagnozą ginekologa. Przeszłam wczesną menopauzę. Nie jest mi dane mieć dziecka naturalnymi siłami. Nie zajdę w ciążę, chyba, że przez in vitro, ale to nie zmienia faktu, że dziecko nie będzie moje. 
To dlatego nie chciałam dać szansy Rupertowi, nie chciałam, żeby cierpiał tak jak ja. Nikt nie wie o diagnozie, która zaważyła na moim całym życiu. Boję się wypowiedzieć te słowa na głos, boję się, że pogodzę się z tym. Cierpię wewnątrz. Nie chcę, aby ból odszedł, nie chcę zapomnieć o mojej niewydolności urodzenia dziecka. 
Zaczęłam płakać. Czułam się okropnie z myślą, że nie będę mogła mieć dziecka, że to właśnie mnie dotknęła ta dolegliwość. Czułam się niewystarczająco dobra, czułam się niekobieco.

~~~ Lilianna ~~~

-Po co to zrobiłaś?-zapytał Ed głaszcząc mnie po prawej dłoni swoim kciukiem.-Dobrze wiesz, że nie powinnaś się wtrącać między nie.
-Wiem, ale może potrzebują pomocy.
Ed prychnął pod nosem.
-Noel, ona, powiedzmy, że nie lubi pomocy zewnętrznej, bo gdyby było inaczej, też bym poszedł do niej.
-A ja ci mówię, że pomogłam jej idąc do niej.
-Wątpię, ale niech ci będzie.
Pocałował mnie czuło w polik.

~~~ Harry ~~~

-Nie musiałeś się mnie bronić, nie jesteśmy przyjaciółmi-podszedłem do Louisa po spotkaniu i w odosobnionym miejscu.
-Wiem.-przyznał Louis.-To nie zmienia faktu, że zawsze pozostaniesz w moim sercu i będziesz moim przyjacielem. Cokolwiek między nami zajdzie, zawsze będę cię kochał, Harry. Jesteś mi bliski i mówiąc, że cię kocham, nie przesadzam. Eleanor to moje dziewczyna i ją kocham bardzo, ale ty jesteś moim przyjacielem i także darzę cię uczuciem, wiesz o tym.
-Zraniłeś mnie, Louis.-oznajmiłem mu smutno.-Wyrzekłeś się mnie. Upokorzyłeś. Zachowałeś się tak, jakby te wszystkie lata, były niczym, jakbym ja był niczym.
-Za to cię przepraszam.-powiedział emocjonalnie.
Widziałem w jego oczach łzy, to mnie dotknęło. 
-Chcę, abyśmy byli nadal przyjaciółmi, potrzebuję tego i mam nadzieję, że ty też potrzebujesz mnie.
Wpatrywałem się w niego i nie mogłem pojąć, dlaczego jeszcze go nie przytuliłem.
-Wierzę ci i tak, potrzebuję cię, bardzo.-powiedziałem, wtulając się w niego.

~~~ Nicholas ~~~

-Kochanie, nie smuć się.-przytuliłem Amandę.-Wszystko będzie dobrze.
-Wcale, że nie będzie. Zraniłam moje córki i nierealne jest, aby były znowu moje.-była rozhisteryzowana.
-Ona zawsze będą twoje, cokolwiek się stanie.
-Ale one nie chcą być moje, w tym problem. Opuściłam je, a teraz nie potrafię ich odzyskać.
-Każda historia ma happy end, będzie dobrze.-pocieszałem ją.
-Chciałabym wierzyć, że ta historia zakończy się happy endem, ale obawiam się, że moje przyszłość nie jest optymistyczna.
-Nie martw się.
-Nie potrafię się nie martwić. Kocham je, zależy mi na nich, a one nawet nie chcą o tym wiedzieć.
-Ale przecież Sonia jest z tobą.
-W sumie to nie jest, okłamała mnie, a kiedy się dowiedziałam, że ma córkę, nakrzyczała na mnie i uciekła.
-Ma córkę?-byłem zaskoczony.
-Tak, Nikki.

~~~ Rupert ~~~

Wszedłem do mieszkania Noel. Dziewczyna siedziała osowiała na kanapie, jej mina wyrażała 0 emocji, tylko oczy były lekko opuchnięte. Wiedziałem, że płakała, ale nie znałem powodu. Dosiadłem się do niej, a ona usiadła na mnie ukradkiem. Szatynka lekko oparła głowę o moje ramię i ciężko jęknęła.
-Co się stało?-spytałem.
-Była tu Sonia, pokłóciłyśmy się.-miała chrypkę, co znaczyło, że było coś jeszcze, ale nie chciała powiedzieć.
-Tylko tyle?
Spojrzała na mnie i szybko spuściła wzrok.
-Tak.-skłamała, wiedziałem.
Nie chciałem, aby powiedziała coś, o czym nie jest gotowa rozmawiać. Poczekam - uznałem.
-Na pewno nie chcesz o tym porozmawiać?-chciałem się upewnić.
-Chcę.-oznajmiła.-Ale nie teraz.
Czułem, że nie powinienem naciskać, więc zostawiłem to tak jak jest. Przytuliłem się bardziej do niej, pozwoliłem sobie na zaśnięcie. Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Podniosłem się ze sofy i poszedłem jej poszukać. Niestety, ale zastałem tylko Alana śpiącego na łóżku w jej sypialni. Wziąłem komórkę telefoniczną w dłoń i zadzwoniłem na jej numer.
-Halo?-odebrała cichym głosem.
-Gdzie jesteś?-spytałem ją, patrząc na godzinę, był 16.
-U ginekologa, rutynowe badanie.
-No dobrze.-uwierzyłem jej.-Kiedy będziesz?
-Za godzinę.-rozłączyła się.

____________

To już przedostatni rozdział. @_@ Niedługo ukaże się ostatni rozdział i epilog. Zapraszam do zakładki "moje inne blogi". :) 

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 39.

~~~ Sonia ~~~

Czy myślenie o swoim pracodawcy jest normalne? Ale nie zwykłe myślenie o nim, chodzi mi o myślenie typu "jaki on przystojny", "czuły" oraz "sympatyczny". Przecież nie powinnam myśleć w taki sposób o moim szefie. Wiedziałam w co się pakowałam. Jestem kobietą, uczucia są u mnie potężne, a poza tym, od zawsze go lubiłam, jednak teraz? Teraz, coś mi odbiło i zakochałam się.
Jego wolne, które wziął, zaskoczyło mnie, odkąd pracuję u niego, nigdy nie wziął wolnego. Wiedziałam, że z błahego powodu by go nie wziął. Martwiłam się.

~~~ Noel ~~~

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przerwałam miksowania masy na ciasto. Poprawiłam prawą ręką kosmyk włosa, który niesfornie przysłaniał mi widok na świat, leżąc na mojej powiece. Nacisnęłam klamkę, otworzyłam drzwi. W wejściu ujrzałam zdenerwowaną brunetkę o jasnych, niebieskich oczach. Zagryzała wargę i przytupywała nogą jakiś rytm. Patrzyła na mnie nerwowo i uśmiechnęła się nieśmiało.
Pamiętałam tą dziewczynę, ale nie wiedziałam czego ode mnie chciała.
-Lilianna.-przedstawiła się.-A ty to Noel, chciałabym porozmawiać.
Na moją twarz wpłynął grymas. Mimo mojej niechęci do wprowadzania nieznajomej do mojego mieszkania, wpuściłam ją. Zaprowadziłam do salonu, pozwoliłam usiąść, dosiadłam się. Czekałam niespokojnie na to, co chciała powiedzieć. Zbierała się do rozmowy około 3 minuty. Przygryzła wargę i złapała ze mną kontakt wzrokowy.
-Nie przyszłam tutaj z powodu Ed'a.-oznajmiła, jej słowa mnie trochę zaskoczyły, ale nie dałam tego po sobie poznać.
Siedziałam oparta, wpatrywałam się w nią i starałam się zrozumieć czego tutaj szuka.
-To wyjaśnij mi, co tutaj robisz?-mętnie zapytałam.
Dziewczyna patrzyła na mnie badawczo, bała się czy mówić. Widziałam po niej jaką trudność jej sprawie zwykłe wyrzucenie z siebie czegokolwiek.
-Boże.. Po prostu powiedz, to co chcesz.-jęknęłam.
-Wysłuchasz mnie?-pokiwałam głową zgadzając się.-Przyszłam tutaj w sprawie twojej matki.
Podniosłam jedną brew i już nastawiłam się sceptycznie do tego co zaczęła mówić.
-Amanda żeni sie z moim ojcem. Wiedz, że nikt mnie nie wysłał tu, a Ed był negatywnie nastawiony do tego spotkania, mówił, abym się nie wtrącała, ale nie mogę. Muszę przyznać, że sama jakoś specjalnie nie przepadam za Amandą, ale jakoś staram się ją zrozumieć, zdzierżyć.
-I?-wybiłam ją ze słowotoku.
-I?-spojrzała na mnie zdenerwowana.
Szatynka złapała się za głowę i zmarszczyła czoło. Westchnęła ciężko.
-Wybacz jej, okay?
-Nie.-odparłam nijako.
Dziewczyna wstała ze sofy i ubrała buty. Podniosła się i popatrzyła na mnie.
-Ona nie jest taka zła, za jaką ją bierzesz.-powiedziała, a ja uśmiechnęłam się ironicznie.
Nie wstając, powiedziałam.: "Ona jest taka cudowna, że aż śmiać mi się chce."
-Nie mówię, że jest cudowna, mówię, że nie jest taka zła, za jaką ją bierzesz.
-Skończ.-ucięłam.
Dziewczyna cicho coś mruknęła. Poprawiła włosy patrząc na mnie.
-Zapraszam cię na dzisiejszą kolację, jeśli choć trochę wzięłaś do siebie to co powiedziałam, przyjdziesz.
Zamknęła za sobą drzwi, a ja uderzyłam pięścią w poduszkę na sofie. Nie miałam humoru iść na tą pieprzoną kolację, a jednak zaczęłam być ciekawa czy naprawdę Amanda się zmieniła? Czy choć trochę zmądrzała? Czy nie podda sie i będzie choć z nimi w jakimś sensie rodziną? Ja zamknęłam rozdział z nią w roli głównej, już dawno, ale to nie zmienia faktu, że jestem ciekawa. Znienawidziłam swoją ciekawość. Mimo, że miałam dzisiejszy wieczór spędzić z Rupertem, wiedziałam, że nie mogę opuścić dzisiejszej kolacji. Czułam się mimo wszystko, potrzebna tam. Wiedziałam, że Sonia tam będzie, i nowy facet Amandy. Nie chciałam iść, a jednak, wstałam z łóżka i podeszłam do miejsca, w którym Lilianna ubierała obuwie, leżała tam kartka z adresem domu i godziną, na którą mam tam być. Poszłam do kuchni i kończyłam biszkopta.

~~~ Louis ~~~

Harry Styles z One Direction nagrał piosenkę solo, czy zespół się rozpadł?!
Patrzyłem na notkę na serwisie o plotkach, o gwiazdach i różnych sławach. Wszedłem na Youtube i zacząłem szukać nowej piosenki Harry'ego. Nic nam nie mówił, że chce nagrywać sam. To było dziwne, kiedy zacząłem słuchać piosenki Harry Styles - Don't Let Me Go. Piosenka trafiła w mój obieg mózgu. Czułem się jakbym się dusił. Do oczu automatycznie napłynęły mi łzy, zawroty głowy mnie także ogarnęły. Piosenka była dla mnie, wiedziałem to. Nawet z ostatnim zdaniem, nie raz, jako przyjaciele, spaliśmy w jednym łóżku, wiec nie róbmy afery. 
Wyszedłem szybko z mojego pokoju, zostawiając tam laptopa. Wszedłem do salonu, gdzie odbywało się zebranie z menadżerami. Oparłem się o szeroką framugę i obserwowałem wszystkich.
-Pismaki szaleją!-odezwał się Paul, który był poirytowany.-Co ty odpierdalasz, Harry?!
Szatyn wydawał się być umysłem daleko. Nie odzywał się, podniósł tylko głowę i spojrzał na menadżera. Reszta chłopaków także siedziała cicho, nie chciała, aby Paul przeniósł swoją złość na nich. Przyglądałem się Harry'emu, czułem się źle z tym, że mój przyjaciel został skrzyczany. Może i źle postąpił, ale nie sądzę, aby zasługiwał na takie potraktowanie.
-Odwal się, Paul.-powiedziałem do niego.
Mężczyzna wyprostował się i popatrzył się na mnie. Jego złość, została przekazana na mnie, czułem jej ciężar.
-Nie odwalę się! Rzecz w tym, że tej piosenki nikt nie zapomni, a prawie każdy będzie mówił, że Harry znudził się i chce innej kariery.
-Może chce.-odparłem.
-To niech mu się odechce, bo stracicie fanów, a bez fanów, jesteście tylko pięciorgiem chłopaków, którzy dobrze śpiewają i nieźle wyglądają, nic więcej.
-Wiemy.-powiedział Liam.-Ale to nie znaczy, że masz nas tak traktować.
-"Popełnił błąd, ale co się stało to się nie odstanie."-zacytowałem.
-Ten jego błąd, będzie nas kosztować, to pewne. Pismaki mają "informatorów" o tym, że zespół będzie tylko rok i już kończą, zrywają kontrakt. A fani będą się odsuwać od waszej niezgranej paczki, zaczną widzieć w was nieprzyjaciół, będą myśleć, że wcale wam nie zależy na was samych.-jego słowa były prawdziwe, a jednak zaśmiałem się.
-Dowiemy się czy tak będzie w przyszłości, a teraz nie mów już pesymistycznych myśli.-widziałem, że mimo wszystko jego cała złość schodziła z niego stopniowo.-A teraz, powiedz nam kiedy mamy wyjeżdżać do Meksyku?
Ocaliłem Harry'ego przed Paulem. Czułem się dobrze z tym, mimo, że nie oczekiwałem podziękowań od niego.

~~~ Sonia ~~~

-A może przyjdziesz ze swoją córką na kolację?-zapytała Amanda.
Byłam całkowicie zawstydzona, zaskoczona jej słowami.
-Skąd wiesz, że mam córkę?! -wstydziłam się, że prawda wyszła i to nie ode mnie.
-Nie ważne, nie powinnaś się wstydzić tego przede mną.
-Nie mów nic! Ja nie powinnam się wstydzić? Masz cudowne życie? A ja?! Ja mam dziecko!
-Moje życie wcale nie jest takie cudowne.
-Tak? Może powiesz mi o tym, kiedy będę wspominała o twoim bogatym narzeczonym a skończę na nowym starcie w życiu.
-Może jest dobre, ale nie jest idealne.
-Skończ z wymówkami!-byłam rozdrażniona.-Kto ci powiedział, że mam dziecko?!
-Noel kiedy u niej byłam.
-Świetnie.-skomentowałam i wyszłam z jej domu.
Wsiadłam do mojego samochodu i szybko odjechałam. Miałam zamiar pojechać do nowego mieszkania Noel i wyjaśnić jej kilka spraw.

_________________________

Uprzedzam, że nie wiem jakich mają teraz menadżerów One Direction. Pamiętam, że kiedyś na pewno był menadżerem Paul. Upominam, że kończy się blog. :)