Mieliście kiedyś takie uczucie, że fizycznie gdzieś byliście, ale psychicznie tam nie byliście? Jakby umysł był daleko od ciała? Takie uczucia ostatnio mam. Nie chcę się użalać, wręcz zaczynałam samą siebie nie rozumieć.
Byłam w sklepie, w lewej ręce trzymałam plastikowy koszyk a w prawej miałam gazetę, na którą tylko patrzyłam. Nie czytałam jej ani nawet nie przyglądałam jej się. Stałam i nic nie robiłam. Nie myślałam, nie czułam, byłam daleko.
Dopiero kiedy ktoś zaczął obok mnie odchrząkiwać, wróciłam umysłem. Rozejrzałam się po sklepie, za mną stał rudzielec, którego widziałam niecały tydzień temu w parku. Myślałam, że mam zwidy, jednakże nawet kiedy przetarłam oczy - on nadal stał za mną i uśmiechał się rozbawiony moim zachowaniem. Postawiłam koszyk na podłogę a gazetę odłożyłam na półkę.
-Noel.-wymówił moje imię z zabawnym akcentem.
-Skąd.. Skąd znasz moje imię?-byłam zaskoczona a ten tylko sie zaśmiał.
-Wyjawiłaś mi je w parku.-odparł z uśmiechem.
-Czyli ty istniejesz? Nie przewidziało mi się?
-Nie. Naprawdę tutaj jestem.-nadal nie wierzyłam.
-Uszczypniesz mnie?-zapytałam, co ten uczynił.
Nie było mocno, jednak lekko też tego bym nie nazwała. Od razu złapałam się za prawe ramię lewą dłonią. Jednakże wątpliwości nie ustawały. Podniosłam wzrok na niego, przestałam masować ramię i chciałam go dotknąć. Prawa dłoń zaczęła się przysuwać w jego stronę. Powoli dotknęłam jego ramienia. Rudzielec uśmiechnął się jak dziecko, z resztą, dołączyłam do niego, nawet się cicho zaśmiałam się. Kiedy przekonałam się, że naprawdę jest tutaj - odsunęłam od niego moją dłoń.
~~~ Sonia ~~~
-
Ale ja nie jestem złą czarownicą. Krzyknęła szybko ruda kobieta.-powiedziałam akcentując każde słowo czytając bajkę na drzemkę Nikki.
-Jak to nie?-zakpił mężczyzna.-Będziesz mi wciskać, że jesteś dobrą wiedźmą, która niby nie pożera dzieci?-zaśmiał jej się w twarz przystawiając jej pistolet do głowy.
-Czarownice się dzielą na dwie grupy, jedne zjadając dzieci i są złe, a drugie nie zjadają dzieci i pomagają innym.-kobieta starała się mówić spokojnie.-Ja jestem dobra, nie pożeram innych.
-Jakoś ci nie wierzę.-łowca pociągnął za spust, jednak ta nie wystrzeliła.-Coś ty zrobiła?!
-Czary.-uśmiechnęła się w półmroku, po czym odsunęła go od siebie czarami i zniknęła w mgle, która nadeszła znikąd. Kobieta zniknęła i do dziś podobno nikt jej nie znalazł. Mówią, że czarownica się ukrywa lub zmarła. -Jednak pamiętaj skarbie, że to tylko bajka.-spojrzałam na córkę.
Mała blondyneczka już zasnęła. Odłożyłam książkę na półkę przy łóżku i wstałam na nogi. Przed zamknięciem drzwi od zewnątrz jeszcze zerknęłam na Nikolę. Odwróciłam się i zobaczyłam moją matkę, moją i Noel matkę.
-Co ty tu znowu robisz? Noel zaraz wraca z zakupów, jak cię zobaczy, wścieknie się.-powiedziałam w jej kierunku.
-Czyli nie powiedziałaś jej, że spotkałaś się ze mną w dni kiedy wasz ojciec miał wypadek?-zapytała, nie chcąc usłyszeć odpowiedzi, odwróciła się do mnie plecami.
-Nie.-odpowiedziałam nijak.
-Dlaczego?-szybko się do mnie odwróciła.
-Ona nie chce wiedzieć. Kilka tygodni temu kiedy zapytałam się czy zadzwoni do ciebie, zaczęła wyzywać cię od najgorszych. Jak na razie, nie chce cię w swoim życiu, za to ja przeciwnie.-odparłam z delikatnym uśmiechem.
-Nie sądzisz, że jak się dowie, że jednak spotkałaś się ze mną, to się obrazi?
-Już nie rozmawia z nikim, więc jakiejś wielkiej afery nie zrobi.
~~~ Liliana ~~~
-Jak to jest być osobą, która mogła by się zabić i nikt by się nie przejął?-do mojego stolika podeszła największa idiotka pod słońcem a jednocześnie moja kuzynka.
-Odwal się, Danielle.-powiedziałam bez emocji.
-Niby czemu?-zaśmiała się a jej różowe końcówki włosów podskakiwały.-Mamy piękny, słoneczny dzień, a ja lubię czasem go sobie jeszcze bardziej umilić.-dosiadła się do mnie.
-Ja też sobie go umilę i z wielką radochą przypomnę ci, że jesteś singlem, że Ed Sheeran zerwał z tobą.-mój uśmiech lepiej się prezentował niż jej zirytowana buzia.
-To ja z nim zerwałam, z resztą nie ma co rozpowiadać o tym, niedługo powrócimy do siebie, w wielkim stylu. Ale jak na razie jest w Nowym Jorku.-starała się ukryć zażenowanie.
-Jesteś głupia jeśli uważasz, że nadal będzie cie chciał.

-Ja jestem głupia? On nie lubi zmian, będzie chciał mnie, nie może o mnie zapomnieć.
-W takim razie czemu nie odbiera od ciebie połączeń telefonicznych?
-Bo musi dużo przemyśleć.
-Jesteś po prostu głupia i zaślepiona, niedługo pewnie ogłuchniesz od swojej głupoty.-wstałam z krzesełka ogrodowego i poszłam do wewnątrz domu, do mojego pokoju, do mojej samotni, trzymając w ręce książkę.