środa, 20 lutego 2013

Rozdział 22.

~~~ Noel ~~~

-Jeszcze raz. Zerwaliście ze sobą, bo ona nadal ci nie ufa. A moja rada, abyście porozmawiali i wytłumaczyli sobie wszystko - poszła się pieprzyć?-patrzyłam na rudzielca, który nie wyglądał dobrze.
Ed tylko pokiwał smętnie głową i sięgnął po kolejną butelkę piwa.
-Nie wiem co ci poradzić. Widocznie moje rady nie nadają się do użycia, jak widać.-dotknęłam swojego podbródka nerwowo i zagryzłam wargi jednocześnie.-Cholera..-mruknęłam do siebie.
-To nie twoja wina. To ja zakochałem się w dziewczynie, która po trzech latach w związku ze mną nie potrafi mi w pełni zaufać.-pociągnął porządnego łyka alkoholu.
Zmierzyłam go wzrokiem, a następnie odchrząknęłam.-To, które to już piwo z kolei?-spytałam go.
-Chyba trzecie.-nawet nie spojrzał w moją stronę.
-Ed!-krzyknęłam, a ten wystraszony spojrzał na mnie.
-Co?!-odstawił szybko butelkę i stanął na nogi patrząc na mnie.
-Przestań pić.-mruknęłam.
-Nie będziesz mi rozkazywać co mam robić a co nie.-usiadł ponownie na podłodze i sięgnął ponownie po butelkę piwa.
Wstałam z podłogi i westchnęłam.
-Nie rozkazuję ci, tylko ostrzegam, żebyś nie popadł w uzależnienie. To kolejny dzień z rzędu kiedy pijesz.-Ed nadal pił procentowy napój.
-To nie twoja sprawa czy wpadnę w nałóg, czy nie. Daj mi spokój i zajmij się swoim życiem! O ile wiem to nie ja nie mam pracy i jestem utrzymankiem własnej siostry!-stanął na nogi i patrzył na mnie zdenerwowany.
-Dobra!-wybuchnęłam.-Jak sobie chcesz! Dam ci twój wymarzony spokój! Użalaj się nadal nad sobą, że dziewczyna jest pusta i cię zostawiła! A ode mnie się odpierdol!-nie przejmując się jego wzrokiem, który ani trochę nie zelżał, wyszłam szybkim krokiem z jego domu.
Chce mieć spokój, dobra! Jak sobie chce. Jeśli chce się użalać nad sobą - proszę bardzo. Nie będę się wtrąć skoro mam mu nie "rozkazywać".. Co go ugryzło, aby uczepić się mnie..
Zamykając drzwi od jego domu wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę, a w moich oczach zawitał widok jakiegoś szatyna.

~~~ Sonia ~~~

-Halo?-odezwał się głos kobiety w telefonie.
-..-milczałam.
-Kim jesteś?-głos kobiety nadal był chłodny.
-..-milczałam.
-Sonia?-głos mojej matki był zaskoczony, tak samo ja.
-..-milczałam zaskoczona, że wiedziała kim jestem po głosie.
-Sonia..-słyszałam jej pewność.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?-spytałam od razu.
-Ojciec powiedział, że któraś z was do mnie zadzwoni. Od razu pomyślałam o tobie, jako, że Noel raczej nie potrzebuje mnie.-słyszałam, że jest radosna, a jednak przygnębiona.
-To nie tak, że cię nie potrzebuje, po prostu nie potrafi szybko wybaczać.-pocieszyłam ją, a ona westchnęła na moje słowa.
-Po co zadzwoniłaś? Coś się stało?-pytała.
-Chciałabym się z tobą spotkać.-powiedziałam jeszcze niezdecydowana.
-.. Tak?! O Boże! Myślałam, że sie przesłyszałam! Oczywiście, że się z tobą spotkam.-mówiła jak w jakimś toku.
-Cieszę się.-zaśmiałam się.-Może spotkamy się w sobotę kawiarni, która jest przy London Eye o 16?-spytałam.
-Oczywiście, będę.-szybko odpowiedziała.
-To do zobaczenia.-pożegnałam się i rozłączyłam.
Położyłam się na sofę i odchyliłam głowę.
Wreszcie się z nią spotkam i wyjaśnię sobie z nią wszystkie sprawy..

~~~ Harry ~~~ 

-Przepraszam to moja wina..-powiedziała szatynka o zielonych oczach patrząc na mnie dość zaskoczona.

-Niekoniecznie.-powiedziałem, a ona spojrzała na mnie jeszcze bardziej zdziwiona.-Możliwe, że los płata nam figle albo Bóg zadecydował, że poznamy się w takich okolicznościach.-jej spojrzenie była znudzone i wyglądało na to, że mówiła "koleś idź do psychologa bo masz problemy".-Ale bardziej możliwe jest to, ze po prostu to była także moja wina, jako, że też się zamyśliłem.-uśmiechnąłem się w jej stronę czarująco.
Dziewczyna przechyliła głowę na bok i przyjrzała mi się.
-Gdzieś cię widziałam..-mruknęła nadal patrząc na mnie.
Oby nie jakaś kolejna nawiedzona fanka..
-Może nie, w sumie nie wiem.-wyprostowała się.
-Wychodzisz od Ed'a?-spytałem retorycznie.
Ona odwróciła się i spojrzała na drzwi, później znów spojrzała na mnie zaskoczona.
-To tak miał na imię ten chłopak.. Naprawdę nie wiedziałam..-szatynka zakryła usta dłoniom.
Otworzyłem usta, ale nie wydały się z nich dźwięki.
Jest pijany i przespał się z tą dziewczyną!? Zabiję go! Gdzie on ma odpowiedzialność?!
-Wiem, że to nie moja sprawa, ale czy wy..-spytałem dla pewności.
-Co my?-dziewczyna nadal była zaskoczona.
-No, robiliście to?-byłem zakłopotany.
-To co robiliśmy jest poufne! Jeśli chcesz wiedzieć co robiliśmy lepiej powiedz mi kim ty jesteś dla niego? Chłopakiem?-zapytała patrząc na mnie poważnie.
-Co? Chłopakiem!? Nie!-zaprzeczyłem od razu kiedy zrozumiałem słowa dziewczyny.
Szatynka zaraz po moich słowach roześmiała się.
-Naprawdę! Jesteśmy tylko przyjaciółmi.-dodałem.
Patrzyłem na dziewczynę, która nadal się śmiałą jak opętana.
-Co ci jest?-nie wytrzymałem i zapytałem ją.
Szatynka jeszcze chwilę się śmiała, aż w końcu wyprostowała się i spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Nie spałam z nim, nigdy - to po pierwsze. Po drugie - jestem Noel.-wyciągnęła dłoń w moją stronę.
Zmierzyłem wzrokiem dziewczynę, która podobno była dawną przyjaciółką rudzielca.
-Ja jestem Harry. Nie wierzę. Tak wygląda słynna Noel?-zaśmiałem się i uścisnąłem jej dłoń.
-A co? Spodziewałeś się miss?-patrzyliśmy na siebie.
-Nie, nie. Jesteś ładna, tylko, że nie wierzę, że wreszcie cię poznałem.-powiedziałem prawdę.-A tak poza tym to jak się ma Ed?
Westchnęła, a jej mina zrzedła.
-Jesteś chłopakiem, więc coś poradzisz na jego doła. Albo nic nie rób, bo cię tak samo zjedzie jak mnie. Wiesz co, śpieszę się i nie mam czasu rozmawiać. Cześć.-nim zdążyłem coś powiedzieć, ona była co najmniej 100 metrów ode mnie.
Wszedłem do domu Ed'a z niewielkim strachem o co chodziło Noel. Kiedy pojawiłem się w salonie dotarł do mnie odór alkoholu, a widok pustych i pełnych butelek po piwie i kilka po wódce mnie zszokował oraz zemdlił.

czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 21.

~~~ Harry ~~~

-Wrócę później.-Rupert wyszedł z mojego mieszkania.
-Coś mu się stało?-zapytałem Ed'a.
-Jego rodzina pilnie poszukuje mu dziewczyny, już był na pięciu randkach w ciemno, żadna nie wypaliła.-zaśmiał się.
-Nie dziwię się, on za bardzo wybredza.-podniosłem brwi i je opuściłem patrząc na leżącego na sofie Ed'a.
-Zauważ, że ty tez nie masz dziewczyny.-ten też podniósł zabawnie brwi do góry po czym je opuścił w dół.
-Ej! Ja mam jeszcze czas. Dopiero osiemnastka mi wybiła.-oburzyłem się.
-Tak, jasne. Już w lutym wybije ci dziewiętnastka, więc coraz starszy się robisz.-zaczął się śmiać, a ja chwyciłem poduszkę, którą miałem obok siebie i rzuciłem nią w rudzielca.

~~~ Rupert ~~~

Spojrzałem wymownie na blondynkę, która stała przy drzwiach do baru, miała na sobie leginsy i błękitną tunikę. Stanąłem w miejscu i zaśmiałem się na widok dość ładnej dziewczyny - patrząc, że jest zima i jest co najmniej minus piętnaście stopni celsjusza.
-To na pewno się nie uda..-mruknąłem cicho do samego siebie.
Dziewczyna do brzydkich nie należała, ale nie mogłem pozwolić sobie na danie jej jakiejkolwiek 
nadziei, ponieważ nie wyobrażałem sobie, że będzie miała mi coś więcej do zaproponowania niż 
swoje ciało. Nie wyglądała źle, ale wolałbym, aby miała coś więcej niż tylko ciało. 
Westchnąłem jeszcze i obróciłem się na pięcie. Zacząłem przechodzić pomiędzy ludźmi, którzy 
spieszyli się w swoje strony.


~~~ Ed ~~~

Śmiałem się z Harry'm kiedy telefon szatyna zaczął dzwonić. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i mruknął coś niezrozumiałego.
-Coś się stało, Louis?-zapytał dość strapionym głosem.-.. Jasne.. Teraz? .. Będę, nie ma sprawy.-rozłączył się i spojrzał na mnie z zamglonymi oczami.
-Co jest?-spytałem.
-Louis pokłócił sie z Eleanor i nagle przypomniał sobie, że istnieję.-przewrócił oczami, a ja położyłem mu dłoń na ramię.
-Daj mu szansę, kolejną szansę, nawet jeśli spotkasz się z nim w jego domu.-chłopak pokiwał głową.
-Wiesz to jest męczące. Louis jest jak brat, ale od kilku miesięcy jest dla mnie obcy, jakby coś ukrywał albo wstydził się mnie. Nie jesteśmy razem więc niby nie powinienem tak reagować, ale jest mi cholernie źle z tym, że jest między nami tak zimno.-widziałem jak jego oczy zaczynają błyszczeć od naciekających łez.
-Nie płacz, Harry. Wasze relacje na pewno się poprawią niedługo.-przytuliłem go, po czym pożegnałem się z nim uściskiem.
Chłopak wychodząc ode mnie, jeszcze się delikatnie uśmiechnął. Chwyciłem za telefon i wybrałem numer Danielle.
-Masz czas?-spytałem dziewczyny.
-Owszem, chcesz przyjść?-szatynka wydawała się być w humorze.
-Tak, musimy porozmawiać.-powiedziałem.
-Musimy porozmawiać? Brzmi groźnie.-zaśmiała się.
-Yhm.. Za kilkanaście minut będę u ciebie.-rozłączyłem się i szybko wyszedłem z mieszkania zamykając je na klucz.


~~~ Danielle ~~~

Wpuściłam rudzielca do mojego domu i rozsiedliśmy się na sofie.
-Myślę, że powinniśmy porozmawiać.-spojrzeliśmy na siebie.
-Po co? Przecież wyjaśniliśmy sobie już wszystko.-starałam się zabrzmieć prawdziwie.
-Nie wyjaśniliśmy sobie niczego. Po prostu mnie przeprosiłaś, a ja ciebie. Nie chcę się kłócić, ale musimy dojść do porozumienia, zanim damy sobie kolejną szansę.-rudzielec brzmiał poważnie, a jego oczy patrzyły na mnie uparcie.
-Ed.. O czym chcesz rozmawiać?-chciałam uniknąć tej rozmowy, bo miałam złe przeczucia.
-Danielle, musisz mi ufać a nie tylko tak mówić. Chcę, a nawet oczekuję, że będziesz ze mną szczera.
-Zarzucasz mi, że kłamię?-wstałam z kanapy i zmierzyłam go wzrokiem.
-Nie, nie!-niemal krzyknął pospiesznie wstając.
-Ale tak to zabrzmiało.-mruknęłam donośnie.
-Daj spokój. Przyznaj, że nadal mi nie wierzysz. Nadal jesteś zdania, że szukam zastępstwa!-na prawdziwe słowa Ed'a zachciało mi się płakać.
Ma rację.. Ma cholerną rację! Nie ufam mu. Nie ufam..
-Przepraszam, ale nie nie potrafię ci zaufać.-rudzielec pokiwał głową w amoku i wybiegł z mojego domu.
Nie minęły nawet trzy sekundy, a łzy popłynęły z moich oczu. Chciałam mu zaufać, ale nie umiałam. Bałam się, że mnie zdradzi z jakąś inną kobietą, ta myśl mnie dobijała.

~~~ Sonia ~~~

-Noel, masz ciemne ubrania do prania?-weszłam do pokoju siostry.
Dziewczyna leżała na łóżku w samej bieliźnie.
-Żartujesz sobie ze mnie?!-szatynka szybko się zakryła, a ja zaśmiałam się z niej.
-Co robisz?-usiadłam na łóżku.
-Weź spadaj, chcę spać. Ubrania się w koszu w łazience i wynocha!-dziewczyna wstała z łóżka i nie zważając, ze jest w samej bieliźnie zaczęła wypychać mnie z jej pokoju.
Kiedy już znalazłam się za drzwiami od jej oazy, westchnęłam na myśl, że ona pójdzie spać, a ja jeszcze muszę wykąpać Nikki i siebie.
Weszłam do pokoju mojej córki, która rysowała kolorowy obrazek.
-Kochanie zaraz będzie kąpiel.-ucałowałam ją w czoło i poszłam do łazienki, gdzie zaczęłam napuszczać ciepłą wodę.
-Mamo już?-obróciłam się w stronę drzwi, w których stała Nikola w samym majteczkach.
-Tak, choć kochanie.

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 20.

~~~ Noel ~~~

Niegdyś idealne małżeństwo, teraz podzieleni - państwo Global kłócili się w kuchni. Już przed kilkoma miesiącami zaczęło się między nimi psuć, relacja między tym dwojgiem jeszcze bardziej się pogorszyła ostatnimi czasy.
-Zarabiam więcej od ciebie, więc to oznacza, że marnujesz moje pieniądze!-wykrzyczał pan Global, kładąc na nacisk "moje".
-Jeśli tak, to ty nadwyrężasz moje ciało!-kobieta zaczęła, a jednak to mężczyzna teraz wychodzi na idiotę.
-Nie kochamy się od czterech miesięcy! Nie dzielimy pocałunków od siedmiu miesięcy! I ty chcesz mi powiedzieć, że nadwyrężam twoje ciało?!-mężczyzna był oburzony.
-A ty chcesz mi powiedzieć, że marnuję twoje pieniądze?! Może za moją pensję mam utrzymać cały dom, dziewczynki i jeszcze nas?!-kobieta była równie oburzona i zdenerwowana.
Kłócili się długo przed i długo po. Jednak tutaj chodzi o wcześniej wspomniane dziewczynki - gdzie one były? Nie, nie było ich w kuchni, nie, nie było ich w salonie i nie, nie były w swoich pokojach ani na dworze. Zaciętą kłótnie obie obserwowały z miejsca, z którego widać dużo, ale osób ukrytych tam nie widać. Otóż miejsce pod schodami, gdzie były różne pakunki, pudła i inne rzeczy, w których dziewczynek nie było widać. Blondynka wyglądała na otępiałą podczas, kiedy patrzyła na kłócących się rodziców. Szatynka miała tłok w głowie, była zdenerwowana i do tego miała ochotę krzyczeć. Było im źle to na pewno, ale czy wiedziały, że ich maleńkie myśli "niech przestaną i niech któreś podda się" przerodzi się w większą kłótnię, rozwód a później kilkoma latami samotności? Nie, nie wiedziały, nawet nie przypuszczały tego - nie chciały ich rozstania, chciały spokoju, który jakby nie było - pojawił się po odejściu matki.

*** Godzina później ***

-Od razu powiedz prawdę! Odchodzisz, bo Noel jest inna i nie radzisz sobie!-ojciec stał naprzeciwko spakowanej, jeszcze - pani Global.
-To nie tak, że nie zależy mi, boję się, że nie dam rady, jasne?!
-Jasne.-mężczyzna otworzył drzwi kobiecie.-Wyjdziesz i nie masz po co wracać. Wyjdziesz, a dziewczynki zapomną o tobie.-mimo słów mężczyzny - kobieta wyszła z torbami z domu.

Podniosłam się pospiesznie z mojego łóżka i krzyknęłam zapobiegawczo - niestety na darmo.
To był tylko sen ze wspomnień..
Miałam złe przeczucie co do mojej matki i Sonii, która chce się z nią spotkać. Byłam wściekła, że znów chce być w naszym życiu, nie wiem czy na pewno nie chciałam jej, ale to po prostu działało na moje myśli negatywnie..
Położyłam się ponownie na łóżku i zaczęłam się zastanawiać o pozytywach i negatywach ponownego pojawienia się mojej matki.

~~~ Ed ~~~

Leżałem na sofie z nogami u góry, a głowa zwisała mi swobodnie. Nim spostrzegłem co się dzieje, Rupert i Harry wlecieli do mojego domu, salonu i rzucili się na mnie. Zaczęli na raz mówić i pokrzykiwać, nie rozumiałem ani słowa z ich paplaniny.
-Cicho!-wydusiłem jak najgłośniej spod ich ciał.
Wyglądało na to, że chyba zapomnieli o co się kłócili, po co przyszli, bo spojrzeli na mnie jak na wariata. Powoli podnieśli się i pomogli mi wstać z podłogi.
-Co wy tu robicie?-zapytałem po chwili, kiedy złapałem oddech.
I znów zaczął się harmider. Dwie osoby nadające tak szybko i tak głośno, ze od razu moja głowa chciała eksplodować. Wsadziłem sobie dwa palce do buzi i głośno zagwizdałem. Cisza jaka nastała aż mnie przeraziła. Patrzyli na mnie i co chwilę zerkali w swoją stronę.
-Po co przyszliście, pojedynczo.-zaznaczyłem.
Uśmiechnęli się do siebie, a później do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, ale nadal nie wiedziałem o co chodzi.
-Jest wtorek, we wtorek zawsze oglądamy horrory.-powiedział Rupert.
-Raz, tylko raz we wtorek oglądaliśmy horror.-powiedziałem zaczepnie, ale oni nadal się głupkowato uśmiechali.
-Słyszeliśmy, że spotkałeś się z Danielle, a później z Noel. Opowiadaj jak było?-Harry wybuchł radośnie i zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać.
Rupert zmierzył go wzrokiem i zaśmiał się z jego podekscytowania. Usiedliśmy na sofie i już spokojniej powiedział.
-No mów, chcemy wiedzieć, czy jesteś już znów z Danielle, a może Noel już zajęła jej miejsce?
-Noel jest moją przyjaciółką, nic więcej.-powiedziałem patrząc groźnie na Hazzę.
-Spokojnie. Tylko tak powiedziałem.-podniósł ręce w geście poddania.
-To powiesz nam, czy jesteś już z Danielle?-Rupert odezwał się rozpychając się i coraz bardziej leżąc na sofie.
-Niby powiedziała, że jest jej przykro, że mi nie wierzyła w moją uczciwość, ale sądzę, że nadal w jakimś procencie nie wierzy mi. A Noel poradziła mi, abym w pewien sposób zadbać o jej wiarę we mnie.-cmoknąłem w powietrzu.
Chłopaki zmierzyli się spojrzeniami.
-A jaki jest ten pomysł?-zapytał Harry.
-Nie powiem, bo zapeszę.-odpowiedziałem dumnie.
-Ale ona wie.-szatyn wyczekiwał aż wyjawię pomysł.
-Noel mi podpowiedziała, dlatego wie. Trudno o osobę, która do mi pomysł i sama o tym nie wiedziała.-zaśmiałem się.
-Ale..-tym razem rudzielec chciał coś powiedzieć.
-Żadnego ale.-powiedziałem i zepchnąłem Ruperta z sofy, na której już nie było miejsca przez jego ciało.
Kiedy jego ciało zderzyło się z podłogą i spojrzał na mnie jak dziecko, któremu odebrało się ulubioną zabawkę - wszyscy zaczęliśmy się śmiać bez opamiętania.

~~~ Sonia ~~~

Zadzwonić? Nie, nie.. Ale może.. Tak, zadzwonię. Ale co jeśli..? Nie, nie mogę..
Biłam się z myślami, czy zadzwonić do szatyna, z którym miałam zderzenie samochodowe. Nie byłam pewna czego on chce ani czego ja oczekuję.
Siedziałam na kanapie wpatrzona w telefon komórkowy. Nawet kiedy usłyszałam jak Noel wchodzi do domu, nie przestałam się wpatrywać w ekranik komórki. Usłyszałam śmiech, który pewnie wydobył się z ust mojej siostry.
-Do kogo chcesz zadzwonić, ale brak ci odwagi?-dosiadła się do mnie, na sofę i patrzyła na mnie prawie nie mrugając.-Do matki?-jej humor się pogorszył.
-Nie, nie do matki.-widziałam na jej twarzy ulgę.-Poznałam niedawno fajnego chłopaka, ale nie wiem czy jest wart zachodu.-powiedziałam, a ona się podniosła z kanapy.
-To sie dowiedz, bo mi świrujesz.-zaśmiała się i poszła do swojego pokoju śmiejąc się ze mnie.