sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 13.

~~~ Noel ~~~

Piątek.. Nie powiem, że jestem dobrej myśli co do rozmowy z moim ojcem jutro czy w niedzielę.. Prawdę mówiąc - boję się. Słowa, które może wypowiedzieć mogą boleć - oczywiście nie muszą, może panikuję na zapas, ale.. Właśnie, zawsze jest "ale", to takie denerwujące słowo! Nienawidzę go używać, a tym bardziej słyszeć - ostatecznie mam chęć kogoś udusić, bo wiem iż w takiej sytuacji, kiedy ktoś powie "ale", już wiem, że tego nie dostanę bądź się myliłam. Niestety, ale nie lubię się mylić, nienawidzę nie mieć racji - czuję się jakby dana osoba chciała się wywyższać w ten sposób - ona miała rację i niby jest lepsza, nie ważne, że to ja zawsze miałam rację - tym razem to ona ją ma i pokazuję mi środkowego palca.
Boże! O czym ja do cholery myślę?! Koniec z jedzieniem krówek przed snem. Zawsze po nich miałam rano myśli filozoficzne, ale teraz? Co jest ze mną nie tak..
-Wstawaj już, bo się spóźnisz na rozmowę o pracę!-krzyknęła z głębi domu moja siostra.
-Chyba choroba powróciła!-skłamałam i schowałam się pod łóżko jak kiedyś, gdy nie chciałam iść do szkoły.
Nie musiałam długo czekać, aby Sonia znalazła się w moim pokoju po wypowiedzianych przeze mnie słów. Leżałam pod łóżkiem ledwo oddychając, tym samym patrząc jak nogi mojej siostry przesuwają się powoli.
-Noel, gdzie ty do cholery jesteś?-zapytała zniecierpliwiona.-Nie uważasz, że jesteśmy za duże na takie zabawy?-słyszałam jak otwiera szafę i jest westchnięcie, gdy ściągła pościel z łóżka.-Daj spokój, musisz iść poszukać tej pracy. Nie będziesz wiecznie na moim garnuszku. Dobrze wiesz, że tak nie można.-przymknęłam na chwilę oczy, lecz gdy je otworzyłam wiedziałam twarz Soni - naprzeciwko mnie, a jej oczy były bardzo blisko moich.
-Kurwa!-krzyknęłam wystraszona, a blondynka wpadła w niepohamowany śmiech.
Jeszcze z lekko dygoczącym ciałem yśliznęłam się spod łóżka i spojrzałam morderczym wzrokiem na siostrę.
-I to niby ja jestem dzieckiem?-założyłam dłonie na biodra.
-Chcę zauważyć, że to nie ja schowałam się pod łóżko.-choć nadal się śmiała, zaczęła wstawać z ziemi na nogi.-Poza tym, musisz dziś iść na rozmowę o pracę. Nie mówię, że masz sie trzymać tej pracy - jak znajdziesz lepszą, to odejdzesz z niej.-jęknęłam na jej słowa.
-Ale Sonia..-patrzyłam na nią wzrokiem kochaka ze Shreka i podwinęła dolną wargę do góry.
-Jak dziecko..-zaśmiała się.-Musisz iść się przygotowywać, masz dziś rozmowę o pracę.-położyła przelotnie mi rękę na ramieniu i po chwili ulotniła się z mojego pokoju.
Jeszcze ziewnęłam kilka razy i przeczesałam włosy palacami u rąk. Tupnęłam zderwowana nogą i ruszyłam do łazienki.
Nie chce mi się.. Cholenie mi się nie chce iść na tą rozmowę kwalifikacyjną! Jeszcze gdyby to była praca, na którą mam wykształcenie, ale nie. Mam zostać kelnerką w restauracji, w której pracuje Sona. To idiotyzma, nie ważne co powiem i co zrobie, nie ważne jak bardzo zrażę do siebie dyrektora - praca jest już moja. Zajebiście - nie ma co. Moje wykształcenie opiera się na pedagogice, a nie - na byciu kelnerką. Niestety nikt nie chce przyjąć dziewczyny, która niedawno skończyła studia. No nic, muszę pracować tam - mimo, że nie chcę.
Po umyciu się i wysuszeniu włosów, poszłam do kuchni, w której zastałam Sonie. Uśmiechała sięciepło do mnie, a ja miałam wrażenie, że coś chce powiedzieć.
-Coś ci się stało?-zapytałam lekko zirytowana jej dobrym humorem.
-Tak. To znaczy nie.-jej powieka zacząłe nerwowo drgać.
-Przecież widzę.-usiadłam w ręczniku na krześle przy stole.
-Widzę, że tobie się nie śpieszy.-zmieniła temat, co zauważyłam, lecz uznałam, że lepiej unikać tamtego tematu.
-Zaraz pójdę się ubrać, ale najpierw chcę coś zjeść.-zabrałam sprytnie z jej talerza ostatnią z kanapek z pomidorem.
-Ejj!-chciała mi ją zabrać z rąk, ale na jej nieszczęście polizałam ją i szybko włożyłam do ust.-Fajnie.-mruknęła i włożyła telerz do zlewu.-Dziś ty zmywasz, wieczorem.-dodała, patrząc jak już chcę zabrac sięza zmywanie.
-Ale teraz jest mniej naczyń,-spojrzałam na nią.
-No właśnie. Jako, że zjadłaś moją ostatnią kanapkę, na którą miałam chęć, dziś ty zmywasz po wszystkich.-wyszła z kuchni do Niki, a ja do swojego pokoju.
Po krótkich poszukiwaniach znalazłam "idealny" ubiór na rozmowę o pracę. Wyszłam już umalowana, ubrana i w koturnach. Na korytarzu spotkałam Sonię i Niki. Dziewczyna się zaśmiała i podeszła bliżej mnie, zaczęła przyglądać się krzyżykom - za to moja siostra tylko zmierzyła mnie wzrokiem i wzdychnęła.
-Idziemy.-mruknęła i cała nasza czwórka wyszła z domu.
Wsiedliśmy do samochodu Soni, która ruszyła pod budynek szkolny dziewczynki.
-To cześć mała.-cmoknęłam ją w polika, tym samym zostając w samochodzie.
Moja siostra poszła z Niki do przedszkola, a ja zaczęłam rozmyślać.
Muszę jakoś go zniechęcić, aby mnie nie przyjął do tej nędznej roboty. Co jak co, ale ambicje mam i nie zamierzam obsługiać idiotów, którzy bardzo często sami nie wiedzą co chcą.
-Chcesz go zniechęcić do siebie?-nawet nie zauważyłam jak blondynka wsiadła do auta i je odpaliła.
-Tak jak widzisz.-spojrzałam na nią podderwowana.
-Nie będę cię pouczać, bo chyba sama wiesz co chcesz robić. Pomimo wszystko chcę ci powiedzieć tylko, że nie ważne co zrobisz - masz znaleźć pracę, jako kelnerka albo ktoś inny. Nie ważne jako kto, ważne, że nie będę jako jedyna pracować.-skończyła swój monolog głośnym westchnięciem.
-Znajdę pracę, gdy będzie wystarczająco dobra dla mnie.-mruknęłam.
-Wystarczjąco dobra?-zerknęła na mnie zdziwiona.-Co ty, królewna?-zakpiła.
-Nie, ale słowa, że "żadna praca nie hańbi" to kłamstwo.
-Że niby być kelnerką to jest hańba?
-W moim mniemaniu, owszem. To tak samo jakbym się puszczała za pieniądze.-skłamałam mimo wszystko.
-Ah, Noel. Nigdy nie zrozumię twojego rozumowania. Niestety, ile razy to ja nie chciałam cię zrozumieć - zawsze mi się nie udaje.-zrezynowała i zaparkowała przed restauracją.

~~~ Rupert ~~~

-Ed?!-pukałem w drzwi domu przyjaciela, niestety nikto od dłuższej chwili mi nie otworzył.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wykręciłem numer rudzielca. W ciągu kilku sekund usłyszałem za drzwiami domu dzwonek jego telefonu. Nie minęło kilka sekund, a ja usłyszałem jak coś spada na podłoge i się rozbija. Nie byłem pewny co, więc szybkimi, sprawnymi ruchami złapałem za klamkę i popchnąłem drzwi. Na szczęście były otwarte, więc nie sprawiło mi trudności wejście do środka domu.
-Sheeran, do cholery!-podbiegłem do rudzielca i pomogłem zbierać z podłogi rozbitą szklankę.
Kiedy już szkło znalazło się w koszu na śmieci, spojrzałem na chłopaka. Jego głowa zwisała ponuro w dół, a ręce miał na oczach - chyba nikogo nie zdziwi to, że po chwili usłyszałem dźwięk szlochu.
Westchnąłem i dosiadłem się do przyjaciela na kanapę. Położyłem mu dłoń na ramieniu, a ten się we mnie wtulił.
-Ej, bo pomyślę, że się we mnie zakochałeś.-zażartowałem, a ten zaśmiał się na chwilę, jednak zaraz znów na jego (już odsłoniętą) twarz wtargnął żal oraz smutek.-Co się stało?-zapytałem zdziwiony jego ponurym humorem.
-Danielle.. Ona i ja mamy przerwę, ale nie jestem pewny, czy warunki jakie jej dałem są dobre. Boję się, że znajdzie innego, który będzie dla niej lepszy.-szeptał.
-Nie ma lepszego faceta dla Danielle, niż ty.-dałem mu lekkiego kuksańca w bok.-A teraz powiedz mi szczegółowo, dlaczego daliście sobie przerwę?-spytałem patrząc na niego.
Zaczął opowiadać o dziewczynce, z którą miał wspólną przeszłość - że to ona zrobiła mu lekki burdel w głowie. Nie obwiniał jej, można by powiedzieć, że był promienny kiedy o niej mówił. Był zły na Dan, że nie rozumiała go - choć on tak bardzo potrzebował wsparcia z jej strony.

czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 12.

~~~ Sonia ~~~

Wracałam pieszo z pracy, gdy przede mną nagle zatrzymał się granatowy samochód. Wysiadł z niego rudzielec o błękitnych oczach.
-Rozmawiałaś z nią?-zapytał mnie, a ja podrapałam się nerwowo po głowie.
-Edward, ale czy ja w tej chwili nie zdradzam własniej siostry?-spojrzałam na niego, tak samo zdenerwowana - jak tego dnia, gdy zjawił się w restauracji, gdzie pracuję i po prosił mnie o przysługę.
-Nie. Na pewno nie.-zapewnił.-Prosiłbym cię o wasz adres i zjawiłbym się tam, ale to nie miałoby sensu dla mnie i zapewne dla niej. Chcę się sam przekonać czy jeszcze o mnie pamięta, czy pamięta o nas i naszych spotkaniach.-podniosłam zdziwiona brew.-Co?-zapytał lekko wybity z mówienia.
-Nic.. To znaczy. Jesteś inny, niż kiedyś mi się wydawałeś - możliwe, że dojrzałeś.-zaśmiałam się ciepło, a on się uśmiechnął.
-Może ty dojrzałaś, bo ja nadal jestem tym samym beztroskim dziwakiem co kiedyś. No, może mam więcej zajęć i problemów, ale nadal jestem tak samo inny niż reszta ludzi. Tak inny jak Noel.-poruszał zabawnie brwiami z szerokim uśmiechem na ustach.
-Tak, tak. Pamiętam wasze sobotnie spotkania przed dębem. Nieraz i nie dwa byłam zazdrosna, że z tobą się spotyka - zamiast mnie. To było dość nie miłe uczucie. Byłam bezużyteczna.-na same wpomnienia mój brzuch zaczął mnie nieprzyjemnie kuć.
-Nie byłaś bezużyteczna, byłaś po prostu dzieckiem - a jednak mimo swojej arogancji, ona o tobie wspominała przy mnie. Nieraz opowiadała jak czytałaś jej bajki, bądź wstawiałaś się za nią przed rodzicami.-jego uśmiech był sympatyczny, a oczy lekko zamglone.
-Ed?-nie reagował.-Edward.-pomachałam mu przed oczyma - co i tak nic nie zmieniło.-Edward'zie Christopher'ze Sheeran.-podniosłam ton mojego głosu, lecz nie krzyczałam.
-C.. Co?-zapytał wyrwany z zadumy.
-Odleciałeś.-oznajmiłam mu z rozbawieniem.
-Przepraszam. Czasem tak mam.-uśmiechnął się szerzej.-Ja muszę już iść.-spojrzał nerwowo na telefon.-Tylko nie mów nikomu o tym.-rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie pełne zaufania i wsiadł w swój samochód i odjechał, a ja ruszyłam w drogę do mojego domu.
Mam nadzieję, że nie będzie niczego podejrzewać.. Nie potrafię przed nią czegoś ukryć. A jeśli chodzi o ten wyjazd do naszego ojca.. Nie miłe uczucie nadal trwa, jednak teraz to było z nerwów przed słowami ojca. On nigdy do mnie nie dzwoni, zawsze to Noel jest pierwsza w kolejce. Co jeśli to coś złego? Co jeśli coś mu jest? Nie, nie mogę nawet tak myśleć!
Weszłam do mieszkania, które dzielę z Noel i Nikolą.
-Mamusia!-zapiszczała Niki i wtuliła się we mnie.
-Jak ci minął dzień, słoneczko?-zapytałam córkę kucając przy niej, tym samym odrywając się od moich smutnych myśli.

~~~ Danielle ~~~

Może warto do niego zadzwonić? Przecież go kocham, jest.. Właśnie kim jest dla mnie? Kocham go, jestem tego pewna. Gdy tylko widzę jego uroczy uśmiech, jego błyszczące i śmiejące sie oczy - moje serce zaczyna szybciej bić, a oddech staje się bardzo głęboki. Jego pocałunki są jak lekarstwo na złe dni. Jego przechwalanie się mną przed swoimi przyjaciółmi - zdecydowanie to dodaje mi siły i skrzydeł. Nasze irytujące niekiedy przekomarzanie się - zawsze pomaga mi się skupić, a uśmiech sam umieszcza się na mojej twarzy. Pragnę, kocham, uwielbiam i chcę go mieć na zawsze przy sobie - co więcej, ja go potrzebuję. Nie chcę, aby ta dziewczyna zastąpiła mnie, nawet jeśli to jest jego tylko przyjaciółka. Nie mogę się pogodzić z tym, że to ona miała być powodem chwalenia się przed jego przyjaciółmi. Nie zniosłabym tego, że to ona widziałaby codziennie jego uśmiech i mogłaby skaradać jego pocałunki. Nie.. Nie chcę cierpieć, ale jeśli nie zadzwonię do niego i nie zgodzę się na poszukiwania jej - mogę go stracić, a to za wiele cierpienia. Za wiele cierpienia jak na mnie!
Moje już czerwone oczy szczypały od łez, poliki miały wyżłóbione koryta przez słonawą ciecz, mój umysł wariował przez samotność. Nie było go obok mnie, byłam sama - przez moją głupotę. Przysięgał mi kiedyś, że nie opuści mnie - a mimo wszystko zrobił to. Nie zawiodłam się na nim, zachowałam się jak ostatnia idiotka.
Odkąd skończyłam osiemnaście lat, byliśmy razem. Żar nigdy się nie wypalił między nami - a teraz co? Ja wszytsko zepsułam przez moją chorą zazdrość.
Wstałam z podłogi i wytarłam dłóńmi policzki, które była ponownie mokre od łez. Wyszłam z mojej sypialni, którą zazwyczaj dzieliłam z Ed'em i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro - moje odbicie było przerażające. Moja twarz była pokryta czerwienią, purpurą i dodatkiem była czerń, która spłynęła z pomalowanych rzęs maskarą. Włączyłam chłodną wodę i obmyłam twarz. Nie poczułam się ani nie wyglądałam lepiej. Było tylko gorzej - dzięki orzeźwieniu uświadomiłam sobie jaka jestem żałosna.
Skrzywdziłam go i to bardzo - on zawsze pomagł mi, a ja..? A ja zarzuciłam mu to co najgorsze, potrzebował pragnął pomocy ode mnie - a w zamian dostał nicość, a nawet obraziłam go - odważyłam się zarzucić mu chęć zdrady. Może i dobrze zrobił zostawiając mnie? Nie jestem warta jego, ani trochę..

~~~ Ed ~~~

Usiadłem przy stoliku w kawiarni, która chyba już dawno temu nie była oblegana, ale to chyba lepiej dla mnie. Uwielbiam spokój, a teraz go potrzebuję. Zamówiłem herbatę i za kilka minut dostałem ją od dość miłej kelnerki. Byłem pomiędzy kilkoma uczuciami:
Radość i zdenerwowanie - możliwe, że odzyskam przyjaciółkę z dawnych lat, a wraz z nią moje wspomnienia, jednak nie było to pewne.
Smutek i złość - mój telefon jest cicho co równa się z tym, że prawdopodobnie straciłem kobietę, którą pokochałem jak szaleniec.
Wyjmowałem torebkę herbaty z kubka i co chwilę ją wkładałem z powrotem do środka. Moje myśli krążyły wokół nich. Noel i Danielle - obie z nich były dla mnie niesamowicie ważne. Jednak nie byłem pewien co jest dla mnie ważniejsze. Nie miałem zielonego pojęcia, którą z nim powinienem wybrać - jeśli będę musiał.
Nie chcę wybierać pomiędzy nimi, ale co jeśli się nie polubią. Co jeśli Danielle nie zadzwoni do mnie, a Noel nie przyjdzie pod dąb w sobotę?
Nigdy nie byłem pesymistą, ale teraz sam nie umiałem dogadać się ze samym sobą. Najbardziej bolało mnie to, że Dan - osoba, którą teraz tak bardzo potrzebuję - nie ma jej dla mnie. Boli jak cholera, gdy wiesz, że słowa jakie wypowiedziałeś do kogoś zaledwie kilka dni temu - mogłem ich nie wypowiedzieć, powstrzymać się.
Czasu nie cofnę, a ona zadzwoni do mnie kiedy będzie gotowa na rozmowę oraz będzie ufała w pełni mojej osobie.
Ta myśl ciągnęła się za mną cały dzień. Miałem nadzieję, że Danielle zadzwoni do mnie, że mnie wesprze jeszcze tego samego dnia - niestety, przeliczyłem się.

wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 11.

~~~ Ed ~~~

-Chciałbym się dowiedzieć czy jest możliwość, że przez tyle lat nie odzyskałem pamięci związaną z jedną osobą.-zapytałem lekarza, który znał moją sytuację.
Mężczyzna spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem.
-Może bardziej rozwiniesz swoją wypowiedź?-zapytał przyglądając się mi.
-Pamiętam rodzinę i większość znajomych, ale moją przyjaciółkę, która była prawie najważniejsza dla mnie - ona jest pustką w moim umyśle. Przypominam sobie ją z wielkim umiarem. Jak to możliwe? Tyle lat, a ja dopiero teraz zaczynam miewać wspomnienia z nią w roli głównej.-usiadłem na krześle i spojrzałem na łysiejącą już głowę doktora.
-Jest taka możliwość.-stwierdził patrząc w moją kartę.
-Ale jak?-zirytowałem się.
-Prosto z mostu?-zapytał, a ja kiwnąłem głową, że tak.-Nikt jej nie wspominał przy tobie, a ona pewnie nie miała kontaktu z tobą, więc to utrudniło odzyskanie pamięci w pełni. Zapewne niedawno spotkałeś ją i stąd nagłe wspomnienia - a rzadkie są dlatego, że pewnie prawie w ogóle się nie spotykacie.-jego głos był obojętny, a jednak współczucie było wyczuwalne.
-A czy odzyskam wspomnienia z nią w pełni?-zapytałem z nadzieją.
-Niestety, ale zapewnic w 100% ciebie nie mogę. Mózg człowieka jest nie wyobrażalnie skomplikowany. Każdy inaczej przeżywa różne sytuacje, dlatego nie bądź zbytnio podekscytowany tymi wpomnieniami. Mogą jeszcze przypominać ci się różne momenty w życiu, o których nie pamiętałeś - jednak możliwość, że zaprzestanies przypominać sobie przeszłość, jest dość duża. Pomimo wszystko nie trać nadziei. Jeśli będziesz spotykać się częściej ze swoją dawną przyjaciółkę, twoje szanse na odzyskanie wspomnień wzrosną.-uśmiechnął się lekko.-Coś jeszcze?-zapytał.
-Nie, dziękuję.-ubrałem się i wyszedłem z budynku.
Możliwość odzyskania wspomnień z Nią jest minimalna.. Tym bardziej, że nie wiem gdzie ona jest. Muszę ją znaleźć.
Ruszyłem do galerii handlowej, w poszukiwaniu Noel.

~~~ Noel ~~~

-Źle się czuję..-wydusiłam z siebie pomiędzy bólami gardła.
-Czyli co? Znów pracy nie będziesz szukała pracy?-Sonia złożyła dłonie na piersiach.
-Jestem chora!-mój głos zmienił się nie do poznania.
-Niech ci będzie, ale...
-Zawsze musi być jakieś ale.-westchnęłam.
-Ale..-wznowiła.-Musisz pojechać w sobotę do ojca.-powiedziała patrząc w bliżej nie określony punkt.
-Po co?-zapytałam przykrywając się szczelniej pościelą.
-Chciał z nami obiema rozmawiać, ale ja muszę zostać w pracy. Nie dali mi wolnego, więc ja pojadę tam w niedzielę, a ty z soboty na niedzielę tam przenocujesz.
-To po co ja mam w sobotę jechać?-spytałam, a ta zgromiła mnie wzrokiem.
-Bo tak.-wyszłam czym prędzej z mojego pokoju.
Świetnie.. Bosko. Sobota u ojca w Framlingham - to się źle skończy.. Mam przeczucie i wcale nie przypomina dobrego. Ojciec nigdy nie dzwonił najpierw do Soni - zawsze do mnie. Coś jest na rzeczy. A co do uczuć to są dość dziwne - smutne ale też ekscytujące - to bardzo, bardzo dziwne.

~~~ Danielle ~~~

-Ed, nie rozumiem cię. Chcesz, abym ci pomoagła jakąś Noel szukać?-zdziwiłam się.
-To nie jest jakaś Noel, ona jest przyjaciółką z mojego dzieciństwa. To pomożesz?-uwziął się.
-Mam ci pomóc po to, aby to ona mnie zastąpiła, prawda?!-zdenerwowałam się.
-O czym ty mówisz?-najwidoczniej był zirytowany i zaskoczony moim pytaniem.
-O to, że ja ciebie już niezaspokajam fizycznie i psychicznie - więc poszukujesz "przyjaciółki" z dawnych lat.-zrobiłam cudzysłów rękoma.
-Oszalałaś?! Kocham cię, ale ona też jest dla mnie ważna!-jego oczom brakowało wesołych ogników w oczach - tych, które tak kochałam.
-Przez tyle lat nie pamiętałeś jej, nawet nie wiedziałeś, że taki ktoś był w twoim życiu. Ed, wiesz co ja widzę - najwidoczniej ona nie była taka ważna.-położyłam dłonie na jego ramionach.
-Wiesz co ja widzę?-pokiwałam głową na "nie".-To, że ty mnie nie rozumiesz i najwidoczniej sprawia ci to kłopot w pomocy mi w znalezieniu jej. Chyba powinniśmy wziąć kilka dni spokoju. Wiesz ty nie dzwonisz - ani ja. Dopiero, gdy zrozumiesz, że ona jest dla mnie ważna tak bardzo jak i ty - i nie mam zamiaru cię zastępować nią - zadzwoń do mnie.-chłopak wyszedł czym prędzej z mojego domu.
Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, łzy bezradności i żalu - żalu, który mimo wszystko był spowodowany moją głupotą oraz niechęcią w poszukiwaniu tej dziewczyny.

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 10.

-Edward'zie, może położysz się.-zaproponawała rodzicielka chłopca.
-Ale ja nie jestem śpiący.-ledwie wymówił te słowa i ziewnął.
-Właśnie widzę.-zaśmiała się ciepło.
-Kiedy będziemy na miejscu?-zapytał brat chłopca, również z rudymi kędziorkami.
-Za jakiech trzy godziny..-odpowiedział ojciec prowadząc samochód.
-To może faktycznie połóżmy się do snu.-zaproponował jeden z chłopców.
-No dobrze.-poparł go brat.
Oparli się o siebie bokami i zamknęli oczy, pogrążając się w marzeniach i snach. Ciemne otoczenie dodawała pewnego uroku tej nocy. Uroku, ale też samotności. Jeden z chłopaców, którego oczy były bardziej lazurowego koloru, które były bardzo wesołe oraz przyjazne - wiedział, że coś się dzieje, coś niepożądanego. Mimo wszelkich smutnych uczuć oraz myśli, które krążyły samotnie po jego głowie - zasnął snem, który stawał sie coraz bardziej mocniejszy.

~~~ kilka dni poźniej ~~~

Dom, w którym zamieszkała rodzina był dość duży, znajdował się na obrzeżu Londynu. Cała czwórka zasiadła do stołu, w jadalni i zaczęła jeść późne śniadanie.
-Kiedy wracamy?-zapytał chłopiec patrząc na matkę.
-Ale Ed..-zaczęła matka lekko zdenerwowana.
-Nie wracamy już do Framlingham.-powiedział szybko ojciec, a chłopca zamurowało.
-Jak to nie wracamy?!-wstał od stołu i potargał rude włosy ze zdenerwowaniem.
-Po prostu. Trzeba zacząć od nowa.-wtrącił się brat.
-Zacząć od nowa? Co z Noel?!-wyrzucił z żalem.
-Spokojnie, nie krzycz.-ojciec starał się uspokoić jednego z synów.
-Tutaj też znajdziesz przyjaciół. Może będą jeszcze fajniejsi niż Noel.-uśmiechnęła się lekko matka, a ja uderzyłem pięścią w stół.
-Nawet tak nie mów! Ona była kimś wyjątkowym! Była inna, niż wszyscy. Ona mnie rozumiała i będzie mnie szukać. Nawet się nie pożegnałem!-wykrzyczał wściekły i wybiegł z nowego domu.
Ulice Londynu były zatłoczone, choć zapowiadało się na deszcz i czarne chmury już wisiały nad miastem - ludzie nadal krążyli po obrzeżach miasta. Trzynastoletni rudzielec biegnął najszybciej jak potrafił. Potrącał przypadkowo ludzi, których następnie szybko przepraszał i ponownie biegnął przed siebie. Zatrzymał się dopiero w parku, w miejscu, w którym czuł się dość dobrze w porządku. Otóż zanalazł się pod dużym dębem, takim jak w parku Framlingham. Chłopiec poczuł jak wielka złość się w nim wzbiera, a chmury zaczynają wydzielać krople deszczu.
-Nie minął tydzień, a ja już tęsknię za nią..-szepnął do siebie i oparł bezwładnie głowę o pień drzewa.

...

Szybkim tempem trzynastoletnia szatynka wybiegła z domu na spotkanie z przyjacilem, z którym nie widziała się już kilka dni.
-Noel, tylko wróć na obiad!-jeszcze krzyknęła za nią matka.
W szkole nie widziała go, choć ich lekcje nie raz się krzyżowały - na korytarzach i przy szafce, także brakowało jego osoby..
Pobiegła pod stary dąb, jak zawsze w sobotę. Nastolatka niezastając przyjaciela przy ich drzewie lekko się zmartwiła.
Zawsze przychodził..!
Kiedyś gdy dziewczynka zapomniała przyjść na czas pod dąb nie odzywał się do niej przez trzy godziny - tylko tyle wytrzymał. Szmaragdooka dziewczynka pobiegła do domu, w którym zazwyczaj nie przebywała - do domu Ed'a.
Nie lubiła siedzieć w domu, a szególnie u Sheeran'ów. Dogadywała się z państwem Sheeran, bynajmniej nie byli dla niej nie mili. Problem stanowił jego brat. Ed zawsze uważał, że on po prostu ją "lubi" trochę bardziej - jednak dla niej wieczne głupie odzywki nie były jedym ze sposobów na podrywa - uznała, że najzwyczajniej na świecie,  nie lubi jej. Chcąc, nie chcąc - ruszyła do domu państwa Sheeran.
Stanęła przed wielkimi ciemnymi drzwiami i zapukała trzy razy, jak miała w zwyczaju. Po chwili w drzwiach ukazała się postać starszej pani z siwymi włosami.
-Dzień dobry, zastałam Ed'a Sheeran'a?-zapytała z lekkim błyskiem w oku.
-Przykro mi, ale nie. Wyjechali do Londynu.-odpowiedziała.
Wyjechali?
-Kiedy wrócą?-spytała przygaszona, ale też lekko zdenerwowana.
-Nie wiem. Wynajęto mi mieszkanie na pół roku. Może wrócą. Nie martw się.-kobieta uśmiechnęła się ciepło do szatynki.
-Dziękuję..-mruknęła.-Do widzenia.-obróciła się na pięcie i pobiegła do domu.
Jej przyjaciel wyjechał, bez pożegnania. On musi wrócić. Musi!
Wbiegła do swojego pokoju i skuliła się pod biurkiem. Łzy ściekały jej na policzki i dłonie, którymi starała je zachamować - jednak wszystko na nic.  Jej nogi zaczęły biec do domu, w którym wcale nie było lepiej, jednak tam był spokoój, którego tak bardzo potrzebowała. Wbiegła do domu, nic nie mówiąc - pobiegła do swojego pokoju i zamnkęła drzwi na klucz. Nawet nie doszła do łóżka, a jej nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa - tak jak dłonie - na jeden, wszystkie członki ciała dziewczyny runęły bezsilnie na podłogę. Szatynka skuliła się i pozwoliła słonym łzom moczyć jej bluzkę oraz poliki.
Wiedziała jedno; on odszedł, a ona nie ma z kim dzielić się słowami oraz muzyka, którą tak kochała gdy ją twarzył - ona zaprzestała istnieć. A może się nie podda? Może dlatego wyjechał, aby się spełniać? Może.. Oby wrócił. Wrócił i przeprosił, że opuścił nasze spotkanie przed dębem. Naszym dębem, pod którym zdobyliśmy tak dużo wspomnień.

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 9.

-Znowu idziesz sięz nim spotkać?-zakpiła blondynka.
-Jak chcesz to możesz popuszczać z nami statki z pamieru.-szatynka uśmiechnęła się w stronę siostry.
-Nie chcę puszczać tych głupich statków, one i tak przemoknął, i zatoną.
-Dziewczynki, spokój!-ojciec ubrał buty i wyszedł z domu.
-Mamo, Noel znów wychodzi do tego rudzielca!-oburzona blondynka wtuliła się w matkę.
-I co z tego?!-szatynka ubrała ciemną kurteczkę.
-Kochanie, Sonia, po prostu jest zazdrosna, że nie spędzasz z nią czasu.-matka pogłaskała po głowach obie córki.
-I co ja mam zrobić z tym, mamo? Mamy po siedem lat, nich zaakceptuje to, że mam przyjaciela. Ona ma masę przyjaciółek, a ja nie. Nie zrezygnuję z niego, tylko dlatego, że ona tego chce!-szatynka wybiegła z domu, na spotkanie z przyjacielem.
Dziewczynka zabawnie omijając kałuże, biegła do parku. Zawsze w soboty spotykała się z przyjacielem się pod starym dębem, tym razem nie miało być inaczej.
-Wreszcie jesteś!-chłopiec o rudych włosach ucieszył się na widok dziewczynki.
-A jak miałabym nie przyjść.-przytulili się i usiedli na mokrej, a jakże zielonej trawie.
-Chodź, widziałem niedaleko idealne miejsce do puszczanie naszych statków.-mały chłopiec o lazurowych oczach wstał z miejsca.
-Ale Ed..-wstała i spojrzeli na siebie.
-Coś nie tak?-nierozumiał.
-Gdzie masz statki?-rozgądała się, a on chichotał.
-Są już na miejscu.-uśmiechnął się i ruszył przed siebie.
-Kto pierwszy!-krzyknęła i pognała do przodu.
Ognistowłosy chłopiec gonił ją i jak przystało na prawdziwego przyjaciela, wyścignął ją.
-Wygrałem!-cieszył się.
-Ej!-oburzyła sie.-To nie sprawiedliwe.-założyła ręce na biodrach.
-Jak to nie sprawiedliwe?-zdziwił się.
-Jestem dziewczynką, powinieneś dać mi wygrać.-złożyła usta w dzióbek.
-Wcale, że nie! Nie potrafisz przegrywać!
-Nie przegrałam!
-A właśnie, że tak!
-A właśniem, że nie!-dzieci sprzeczały się o wygraną.
Ciemnowłosa dziewczynka potknęła się, czym zakończyła sporzeczkę. Upadła w błoto i cała się utaplała w nim.
-Coś się stało?-podszedł do niej chłopiec i spojrzał w jej szmaragdowe oczy, chichotając z jej wyglądu.
-Moja noga mnie boli.-uklęknął przed nią i złapał ja za lewą kostkę.
Szatynka złapała go za szyję i wtuliła się w niego. Teraz to obydwoje śmiali się ze swojego wyglądu.
-Jesteśmy cali w błocie!-rzucił z uśmiechem mały Ed.
-Moja mama nie będzie zadowolona.-drobna Noel złapała w ręce błoto, tak jak przyjaciel.
-W takim razie jak zareagują na to?-chłopiec i dziewczyna w tym samym czasie rzucili w siebie błotem.
-Hahaha!-śmiały sie razem dzieci.
Chwilę się rzucały mółem, po czym przerwali śmiechy i zabawę.
-Mieliśmy puszczać statki.-dziewczyna podniosła się na chude nóżki.
-Racja.-chłopiec wstał i spojrzał na przyjaciółkę.-Zabawnie wyglądasz!
-Ty też!
Ponownie wybuchnęli śmiechem.
-Statki już czekają.-Ed wyjął zza drzewa reklamówkę, w której było kilka statków.
-Zaraz powinno padać.-Noel spoglądała na ciemne chmury otaczające ich.
-W takim razie, to idealna pora.-wyciągnął trzy statki.-Jaki chcesz?-zapytał szatynkę.
-Zielony!-ekcytacja krążyła po całym ciele małej dziewczynki.
-Ja biorę niebieski. Czerwony wypuścimy razem, okay?
-Dobrze.
Dzieci złapali za swoje statki oraz razem za czerwony i podeszli do kałuży. Położyli swoje i razem, starannie puścili czerwonego na płytką kałużę. Deszcz delikatnie pieścił ich twarze oraz ciała. Statki zaczęły nasiąkać wodą, jednakże nie płynęły.

-Coś nie tak. Miało być inaczej.-chłopiec myślał na głos.
-Mówiła, że się nie uda. Sonia miała rację.-dziewczyna założyła ręce na klatce piersiowej i złożyła usta w dzióbek niezadowolna z racji siostry.
-Nie przejmuj się. Ona pewnie też próbowała, dlatego wiedziała to przed nami. Poza tym jest fajnie!-wziął za ręce przyjaciółkę i zaczęli kręcić kółka w deszczu.
-Będziemy chorzy!-dzieci nadal się poddawały tańcu w deszczu, który przeradzał się w ulewę.
-W takim razie..-dzieci zatrzymały się.-.. Kto pierwszy w domach!-wykrzyczał chłopiec i ruszyli w szybkim biegu do swoich domów, ze śmiejącymi sie mordkami.

~~~ Noel, noc ~~~

Co za sen! Znów.. Powtarzające sie wspomnienia. Najpiękniejsze wspomnienia, najbardziej bolą..
Obróciłam się na brzuch i zamknęłam szkliste oczy. Sen nie przychodził, a kolejne wspomnienia nawiedzały mnie. Te lazurowe oczy. Ten uśmiech, jego dziecięce ubytki. Jego ogniste włosy i sposób w jaki wymawiał w dzieciństwie moje imię. Podniosłam się z łóżka i wtuliłam w siebie pluszaka, którego kupiłam w dziale dziecięcym.
Teraz mam pewność, że przynajmniej on mnie nie zapomni oraz mam kogoś do przytulenia bez powodu..

~~~ Ed, noc ~~~

Kto to był? Ta drobna szatynka. Jej oczy, takie szmaragdowe. Podobne do tych, które ma tamta dziewczyna z baru. Czy to właśnie ona, to ona była moją przyjaciółką zabaw? Czy może sen płata mi figle i wspomnienie nie istnieje?

Poczułem jak kruche ciało Dan wtula się w moje jedno z ramion.
-Śpisz?-szepnąłem do dziewczyny, jednak nie usłyszałem odpowiedzi.
Ona sobie słodko śpi, a ja nie mogę zasnąć..
Zostając w tej samej pozycji, zamknąłem oczy. Sen poraz kolejny był mi obcy tej nocy. Nie pojawił się ponownie. A myśli krążyły wokół niej. Wokół jej szmaragdowych oczu, ciemnych włosów i imienia, które znałem.
Noel, czy to właśnie ty, wykradłaś mi się ze wspomnień?

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 8.

~~~ Noel ~~~

-Sonia znów marudzisz.-jęknęłam.-Biesz byle jaki i chodź.
-Ale ja nie wiem jaki chcę. Dobrze wiesz, że trudno wybrać między różowym a błękitnym kolorem. Tym bardziej, że muszę być pewna, że będę w tym chodzić!-So zdenerwowała się i rzuciła we mnie czerwonym sweterkiem.-Może ty też coś sobie kupisz?-zapytała porównując różowy i błękitnym sweter do siebie.
-Jak ja nienawidzę robić z tobą zakupów ciuchowych!-odrzuciłam w nią czerwony sweter i podniosłam się z ziemi.-Zaraz wracam, sprawdzę, czy Niki nie zgubiła się na dziale dziecięcym.-ruszyłam w stronę zabawek i pluszaków.
Źeby być aż tak niezdecydowanym.. Boże co ja z nią mam, nimb o rok starsza, a czasem zachowuje się jak 12 latka..
Wchodząc do tego działu spodziewałam się trochę mniejszego ruchu. Dzieci ganiały się z pistoletami w rękach, a inne oglądały jakieś bajki wyświetlane na dość dużym ekranie.
-Nikola!-przeciskałam się pomiędzy dziećmi.
Niki obróciła sie z wielkimi oczami i coś powiedziała do dzieci w swojim wieku.
-Niki, miałaś dziesięć minut temu przyjść do nas.-oburzyłam sie i poprawiłam jej włosy.
-Noel, robisz mi obciach.-szepnęła, a ja zaśmiałam się.
-Widzę, że jesteś już bardzo duża, skoro tak twierdzisz.-mała pokiwała głową i złożyła swoje usta w dziubek.
-Jestem bardzo dużą damą.-oznajmiła.
-W takim razie, bardzo duża damo, udaj się ze mną do sklepu z ubraniami, a później odpalimy naszą srebną karetę i udamy się do naszego zamku.-mała zaczęła chichotać, tak jak niektóre dzieci.
Za sobą usłyszałam śmiech, ale nie dziecka. To był zdecydowanie dorosły głos, męski.. Obróciłam się i spojtrzałam na osobę, która miała rozczochrane, rude włosy. Lazurowy kolor oczu chłopaka znów uderzył we mnie, a jego uśmiech znów na swój sposób powalił na kolana.
-Ed..-zdziwiłam się.
-Dziewczyna z baru.-pokiwał głową na mój widok i uśmiechnął się poraz kolejny.
Czy właśnie tym dla niego jestem? Dziewczyną, która spotkał w barze..
-Idziemy?-Niki złapała mnie za rękę.
-O, to twoja córka?-zrobił dość duże oczy.
-Nie.-zaprzeczyłam szybko, a Ed spojrzał na mnie zaciekawiony.-To moja siostrzenica.-uśmiechnęłam sie lekko.
-Noel..-jęknęła blondynka ściskając moją dłoń.
-Musimy już iść.-zwróciłam się do rudowłosego i ruszyłam razem z Nikol do Soni.

~~~ Ed ~~~

Noel..? Przecież znam to imię. Tylko skąd. Może to było przed tym jak.. Nie, to niemożliwe. Chociaż..? Może z tego powodu też słabo pamiętam Conrad'a.
Złapałem za dłoń mojego kuzyna, Colina i wyszedłem z nim ze sklepu.
-Gdzie idziemy?-przerwał ciszę chłopiec.
-Jak to gdzie? Do kina!-krzyknęłam uradowany.

~~~ Harry ~~~

-Tak, będę za kilka minut. Już wjeżdżam na parking.-rozmawiałem przez telefon z Paul'em, wjeżdżając do galerii handlowej.
-Pospiesz się.-mówił zdyszany, a w słuchawce było słychać masę pisków.
-Paul..-przerwałem, gdy zobaczyłem jak ktoś we mnie wjechał.-Kurwa!-zaklnąłem.
Rzuciłem komurkę na siedzienie pasażera i wybiegłem z mojego samochodu. Spojrzałem na przednią maskę i aż pisnąłem na widok wgniecenia.
-Nie umiesz prowadzić?!-krzyknąłem na blondynkę, która miała błękitne przestraszone oczy.
-Przepraszam.-wydusiła z siebie.
-Przepraszam!? Przepraszam!?-zdenerwowałem się.
-Nie krzycz na mnie! Zgłoś się pod ten adres.-blondynka podała mi jakąś wizytówkę i wsiadła do auta, w którym były jeszcze dwie osoby.
Patrzyłem jak blondynka rozmawia z inną dziewczyną, po chwili byłem świadkiem odjazdy srebnego autokaru. Wsiadłem do mojego samochodu i uderzyłem w kierownice.
-Kurwa!-znów zaklnąłem.
-Harry! Harry!-słyszałem cicgy głos, który porównałem do Paula.
Podniosłem telefon, przyłożyłem go do ucha i odpaliłem samochód.
-Co się stało?!-mężczyzna zdenerwował się.
-Jakaś dziewczyna wjechała w mój samochód. Muszę się później zadzwonić pod numer, który mi dała.-uspokoiłem sie trochę i zaparkowałem na wolnym miejscu.
-Czekamy na ciebie.-oznajmił i sie rozłączył.

~~~ Sonia ~~~

-Masz szczęście, że nie wezwał policji.-zaśmiała sie Noel.
-Jakie to szczęście. Mam nadzieję, że się wypłacę. Ten samochód nie kosztował mało.-zaklnęłam cicho.
-Mamo..
-Co?-spojrzałam w lusterko na małą.
-Będzie dobrze.-na jej słowa uśmiech wkradł się na moje usta.
-Może masz rację.
let__s_play_by_beorange.jpg-Na pewno ma, tylko teraz obserwuj drogę i nie myśl o niebieskich migdałach.-moja siostra zaczęła znów chichotać.
-A o zielonych można?-nie powiedziałam tego, lecz moje myśli były dość głośne.
Wyda to się dziwne, zabawne, nie realne, ale tak jest. Może nie zakochałem sie, ale conajmniej mnie zauroczył. To prawda spotkaliśmy sie w nie najlepszych warunkach i do tego krzyczał na mnie. Jednak to nie znaczy, że już nigdy się nie spotkamy..

wtorek, 11 grudnia 2012

Rozdział 7.

~~~ Ed, wieczór, pub ~~~


-Kim była ta dziewczyna?-zapytałem Conrad'a, po wyjściu szatynki z pubu.
-Naprawdę jej nie pamiętasz?-chłopak był zdziwiony tak bardzo, jak ja.
-Nie zgrywam się. Powiedz, chociaż jej imię.-blondyn był nieprzekonany.-Proszę.
Spojrzał na mnie badawczo i westchnął.
-Powiem ci tylko tyle, że zabolało ją, że jej nie pamiętasz. Nie powiem ci kto to, ale dam radę. Musisz sięgnąć pamięcią do lat, gdy jeszcze mieszkałeś w Framlingham.-patrzyłem na niego z podniesioną brwiom.-Nie licz na dalsze wskazówki, nawet nie powiem ci gdy zgadniesz. A teraz przepraszam, ale mam innych klientów.-chłopak zdenerwowany moim brakiem pamięci, ponownił robienie drinków.
Odszedłem od baru i usiadłem obok Hazzy. Chłopaki coś mówili, ale mnie zastanawiała dziewczyna, która wydaje się znajoma, a jednak nie pamiętna.
Może to moja była dziewczyna..? Nie, na pewno nie. Wyglądała na bardziej koleżankę, przecież gdyby była fanką albo byłą dziewczyną to by się na mnie "rzuciła". No dobra, nie jestem aż tak sławny, ale przecież gdy już mam fanki, to znajdą sie takie, które o mnie marzą..
-Rudzielec!-krzyknął zirytowany Rupert, tym samym wyrywając mnie z moich "złotych myśli".
-Co?-spojrzałem na niego zdezorientowany.
-Mówiłem, że muszę już iść.-zmarszczył brwi.
-Dlaczego?-zdziwiłem się, a Harry zaśmiał się.
-Mówiłem.-podkreślił, a ja spojrzałem na niego przepraszająco, na co westchnął.-Muszę przygotować się do wyjazdu do mojej rodziny.-wstał i uścisnął dłoń z Harrym i ze mną.-Cześć.-wyszedł czym prędzej.
-Nad czym rozmyślasz?-szatyn uśmiechnął się ciekawsko, a ja roześmiałem się.
-Wiedziałeś tą dziewczynę przy bardze, gdy ja tam poszedłem?-zapytałem.
-Yhm, razem z Rupert'em przyglądaliśmy się tej szatynce, a co?
-Podobno chodziłe ze mną do szkoły w Framlingham, ale jej nie pamiętam. Dziwne, nie sądzisz?
-Trochę, może fanka.
-Nie.. Nawet Conrad się zdziwił, że jej nie pamiętam.
-W takim razie musiała być kimś ważnym w twoim dzieciństwie..-Harry mruknął pod nosem i ledwo usłyszałem.
Spojrzałem w kierunku, w którym patrzył chłopak. Moja dziewczyna właśnie wyginała ciała o w swojej nowej sukience od tiffaniego.
-Musisz znaleźć sobie dziewczyne, bo ta jest już zajęta.-wypiłem do końca piwo i wstałem z miejsca.
Podszedłem do Danielle od tyłu i położyłem jej moje dłonie na jej biodrach. Dziewczyna szybko się obróciła w moją stronę.
-O, to ty.-uśmiechnęła się z ulgą, a ja wpiłem się w jej usta.-A to za co?-zapytała szczerząc się.
-Za naszą znajomość, związek, ciebie i miłość.-kolejny pocałunek odwzajemniła.
Byłem pewny, że to ona jest moją przyszłością. Chwilami czułem się jak rozpływam pod jej ciepłem. Mam uczucie, że to ta "jedyna".

~~~ Ed, jutrzejszy dzień, ranek ~~~
Otworzyłem leniwie oczy i wyłączyłem głupi dzwoniący budzik, który grał na szafce w pokoju Dan, w jej domu. Obróciłem się na prawy bok i przytuliłem się do nagiego ciała dziewczyny.
-Wstajemy?-zapytała nadal leżąc do mnie tyłem.
-Nie chce mi się.-mruknąłem i zakryłem się bardziej pościelą.
-Ed..-jęknęł, gdy dotknąłem jej środka uda.
-No co?-zaśmiałem się i wynurzyłem spod kołdry przed dziewczyną.
-Przestań.-uśmiechnęła się, gdy przejechałem dłonią po jej talii.
-W nocy ci się podobało.-zanurzyłem się pod pościelą i pocałowałem jej brzuch, a ona zaczęła chichotać.
-Daj spokój, muszę iść do pracy.-powiedziała, ale nie podniosła się z łóżka.
-Ty daj spokój.-złapałem za jej pierś, a ona zaczęła jeszcze bardziej się śmiać.
-Ed.-była poważna, więc odsłoniłem moją rozczochraną czuprynę i spojrzałem na nią.
-Co?
-Kocham cię.-wpiła się w moje usta, co odwzajemniłem.
Pocałunki stały się namiętne i w pewnym momnecie zaczęły zjeżdżać niżej. Jak zwykle nasze pieszczoty przerodziły się w coś.. W cos większego i bardziej dzikiego.

~~~ Danielle, popołudnie, dom Ed'a ~~~

-Nie uwierzysz co mi się przytrafiło w Milkshake'u.-wparowałam do sypialni, w której Ed nadal grzał łóżko.
Zdjęłam bluzkę i w samym staniku i spodenkach zaczęłam szukać nowego t-shirt'u. Rudzielec wstał cicho z łóżka i podszedł do mnie. Pocałował mój kark i wymruczał.
-Chcesz uwierzyć w coś, na co ja mam ochotę?-zaśmiałam się pod nosem i obróciłam w jego stronę.
Spojrzałam na niego mrużąc oczy.
-Danielle.-jęknął, a ja podniosłam brew i wyszczerzyłam zęby.
-Nie ma.-oznajmiłam.-Nie przyzwyczajaj się.-chłopak wyprostował się i zrobił oczy ze shreka.
-Plosie..-wyjęczał jak małe dziecko w sklepie, gdy chce jakąś zabawkę.
Patrzyłam na niego z wielkim uśmiechem na twarzy.
Mógł, może mieć każdą, a jednak to ja mam to szczęście. Jego wyrozumiałość, poczucie humoru. Jego uśmiech, śmiech i oczy. Jego ciągła chęć dzielenia się jedzeniem, pocałunkami i ciałem. Jest inny, jest moim ideałem!
Nim spostrzegłam co on kombinuje, jego ręce powędrowały na moje biodra, a język w moje usta. Odwzajemniając pocałunki, zaczęłam wypierać z siebie całą złą energę, z całego zdarzenia.

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział 6.

-Wstawaj!-poraz kolejny Sonia krzyknęła do mnie.
-Mówiłam, że nie!-odkrzyknęłam jej.
Słyszałam kroki, później drzwi - od mojego pokoju - otwierające się.
-Wstawaj do cholery. Masz znaleźć pracę i mnie to nieobchodzi. Wczorajszy wieczór o tym przesądził!-złapała za kordłę i zrzuciła ją na podłogę.
-Znajdę pracę, ale daj mi spokój dziasiaj.-wzięłam kordłę i ponownie się nią owinęłam.-Nie pamiętał mnie. Po tylu latach miałam szansę z nim porozmawiać, a ja co? Mogłam mu przypomniec chociaż moje głupie imę!-krzyknęłam z płaczem i bardziej sie wtuliłam w poduszkę i pościel.
Po chwili usłyszałam tylko westchnięcie i zamykające się drzwi.
Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć. Niestety myśli o dwóch rudzielcach oraz szatynie nie dawały mi spać.
Mój Ed.. Mój przyjaciel znalazł innych przyjaciół. Nie jestem mu potrzebna, nawet nie pamiętał mojego imienia. Szkoda..

~~~ Trzy dni później ~~~

-Noel odprowadzisz Niki do przedszkola?-weszła do mojego pokoju Sonia.
-Yhm..-mruknęłam i przerzuciałam sie na kolejny bok, leżąc na łóżku.
-Tylko nie zapomnij. Lekcje zaczynają się o dziewiątej, a już jest ósma trzydzieści.-ubierała szary płaszcz na siebie.
-W porządku.-podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Cześć. Będę pod wieczór, wiec później też ją odbierz.-pocałowała mnie w polik i wyszła z domu.
Wzydychnęłam i podniosłam się z mojego ukochanego łóżka. Weszłam do pokoju Nikol, ona ubrana w różową piżamie, tańczyła do jakiejś piosenki popu.
-Ubieraj się. Zaraz do przedszkola idziesz.-powiedziałam jej.
-Ale zatańczysz ze mną?-podeszła do mnie i złapała mnie za dłonie.
-Nie mam ochoty, Niki. Kiedy indziej.-zostawiłam ją w pokoju i poszłam do łazienki.
Moje odbicie wyglądało dość strasznie. Wyglądałam jak jeden z upiorów ze Scooby Doo. Włączyłam chłodną wodę i opukałam twarz. Nie dało to wielkich polepszeń, ale moja cera już lepiej się prezentowała. Następnie weszłam pod prysznic. Umyta i z wysuszonymi włosami pomaszerowałąm się ubrać. Ubrałam się w  to  (bez telefonu). Nie miałam ochoty na coś bardziej wykwintego. Tym bardziej, że mój humor tylko mógł znieść dresy.
-Jesteś już gotowa?-ponownie weszłam do pokoju Niki.
-Tylko buty.-powiedziała i pobiegła ubierać obuwie.
-To chodźmy.-zabrałam jej plecak z przedpokoju i zamknęłam drzwi na klucz od zewnątrz.-Masz.-wręczyłam jej plecak i szybkimi krokami zaczęłyśzmy zbiegać ze schodów.
W mędzy czasie związałam włosy w koka i sprawdziłam godzinę, która wskazywała na 8.40.
-Niki musimy już być na miejscu. Guzdrasz się.-powiedziałam zatrzymując się przy niej.
-Mam krótkie nogi! Nie umiem szybko chodzić.-mała założyła dłonie na piersi i tupnęła nogą, na co ja pierwszy raz od czterech dni wybuchłam śmiechem.
-Chodź.-wziełam ją na "barana" i biegłam przed siebie, trzymajac małą. Nim się obejrzałyśmy, stałyśmy przed kolorowym budynkiem szkoły.
-To co Niki. Przyjdę po ciebie o czternastej.-powiedziałam i odstawiłam ją do prawidłowej klasy.
-Cześć.-przytuliła mnie i weszła do środka klasy.
Czym prędzej wyszłam ze szkoły i pobiegłam do centrum Londynu. Musiałam dzisiaj odebrać "MOJE" prawo jazdy.
Wreszcie będę mogła jeździć samochodem..
Odebrałam mój dokument, na którym mimo wszstko nie wyglądałam aż tak źle.
Zadecydowałam, że pójdę jeszcze do Milkshake City, po czekoladowego shake'a. Niestety odrazu na wejściu wpadłam na kogoś..
Kogoś komu najwidoczniej wpadłam w paradę, ponieważ zaczął piszczeć jak jakaś postać z japońskiego serialu animowego.
-Co ty do cholery zrobiłaś!!!-zapiszczała brunetka o dziwacznych końcówkach włosów, którem miały ciemno różowy kolor.
-Niby co takiego?-rozejrzałam się i zobaczyłam, że dana dziewczyna ma torebkę bluzkę shake'm o smaku "truskawkowym".-A to.. To pewnie zejdzie w praniu.-oświeciłam ją, na co ona spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem.
-Zejdzie w praniu? To Gucci!-krzyknęła wściekła, a ja już wiedziałam, że będę musiała jej zapłacić za ten badziew..

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 5.

Stałam przed lustrem i przyglądałam sie moim specjalnie kręconym włosom i ślicznej sukience. http://www.faslook.pl/collection/16-17/ Jeszcze przeczesałam palcami loki na głowie i wyszłam z łazienki.
-Widzę, że planów nie zmieniłaś.-Sonia stała przede mną z założonymi rękami.
-Nie.-odpowiedziałam jej i założyłam szpilki.
-Gdzie ciociu idziesz?-spytała mała wychylając głowę.
-Niki idź do swojego pokoju.-rozkazała siostra, a mała ją wysłuchała.-A tobie mówię, to się źle skończy.
-Nie denerwuj się tak..-wywróciłam oczami na słowa So.
-Mam się nie denerwować?-zakpiła.-Moja siostra idzie na impreze, gdzie nie zna nikogo. D tego ubrałaś się, jakbyś czekała na okazję!-Sonia podniosła ton.
Przesadziła.. Zdecydowanie przesadziła..
Nim zdążyłam przemyśleć wszystko, moja dłoń wylądowała na policzku mojej siostry.
-Nigdy nie mów tak do mnie.-wyszłam z domu biorąc torebkę.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę najbliższego klubu. Droga niesamowicie minęła szybko, co dziwne jak na ulice w centrum Londynu .
W mgnieniu oka byłam już pod klubem, z którego wychodził zielono - morskie światła. Zaparkowałam auto i zaknęłam je. Weszłam do pubu i zaczęłam od "małej" dawki alkoholu.
Przez powiedzenie "małej", mam na myśli kilka kieliszków czystej oraz ze trzy kolorowe drinki.
Nim spostrzegłam bawiłam się aż za dobrze.
Dołek zmusił mnie to alkoholu i imprezy. Nigdy za nimi nie przepadałam i przepadać nie będę. Moja siostra nie miała prawa mnie obrażać. Wcale nie czekam na okazję. To jest nie do pomyślenia, po prostu chcę oderwać się od rzeczywistości. Miała rację w jednym; nie powinnam wtedy iść na jego koncert, to tylko zburzyło mój mur obojętności. Teraz łudzę się, że zapomnę o wszytskim pijąc alkohol i bawiąc się z nieznanymi ludźmi..
Kolejny ktoś przechwycił mnie do tańca. Spojrzałam na twarz mojego partnera w tańcu. Jego rude włosy przypominały mi o moim dawnym przyjacielu, jednak oczy były inne. Byłe piękne, takie kocio - szare. Uśmiech malujący się na jego wyrazistej twarzy był tak uroczy, że musiałam odwzajemnić go.
W tle grała piosenka Enrique Iglesias - Tonight.



Całą piosenkę przetańczyliśmy nie jako przytulańca ani typowo dyskotekowym stylu. Ten taniec był w stylu "szybkigo towarzyskiego".
Po skończonym tańcu podziękował i odszedł do swojego stolika. Było ciemno, ale zauważyłam szatyna i drugiego rudzielca. Nie miałam ochoty na kolejny taniec. Poszłam do baru napić się czegoś.
-Poproszę jeszcze raz to samo.-powiedziałam do kelnera, który już dobrze mnie poznał.
Bynajmniej tak wydawało mi się, bo jaki nieznajomy twierdziłby, że kiedyś chodziliśmy do tej samej klasy w Anglii. Zastanawiałam się kim może być chłopak, jednak nie mogłam sobie przypomnieć. Być może to była wina alkoholu, może słabej pamięci, tak czy inaczej nie pamiętałam go.
Przypomnę go sobie, gdy nie będę miała alkoholu we krwi..
Usiadłam na wysokim stołku i zaczęłam sączyć czerwonego drinka.
-Skąd ja cię znam?-zadałam mu pytanie, a on się uśmiechnął.
-Chodziliśmy razem na matematykę i angielski w 2 i 3 klasie.-oznajmił przyrządzając drinki dla klientów.
-Hymm..-złapałam się za głowę.-Nie pamiętam cię.-przyznałam.-Może powiesz jak się nazywasz?-zapytałam.
-Conrad Find.
-Czekaj.. Cos mi świta. To ty byłeś tym chłopakiem, co zabierał dzieciom słodycze!-wykrzyczałam ze śmiechem, na co on też zaczął się śmiać.
-Może raz lub dwa "pożyczyłem" sobie i nie zwróciłem słodyczy. Wcale ich nie kradłem.-wyszczerzył zęby.
-Tak, tak. Ja już to znam. Szkoda, że to ja byłam kozłem ofiarnym. Raz ktoś ukradł galaretkę ze szkolenej stołuwki, nikt nie wskazał na ciebie tylko na mnie!-oburzylam się ze śmiechem.
-Przeprosiłem.-zaśmiał się.
-Owszem, ale dopiero po tygodniu. Niektórzy nadal mówią, że to ja zabrałam cały zapas galaretek..
-Widzę, że zbiera wam się na wspomnienia z Framlingham.-odezwał się głos z tyłu.
Nie poznałam go za bardzo, był inny. Obróciłam się na krześle, a Find spojrzał na gościa.
Rude, roztrzepane włosy okalały jego twarz, a błękitne oczyska nadal przypominały morze za dnia.
-Ed?-wyjąkałam.
-Tak.. Tylko nie wrzeszcz.-zaczął skię śmiać.
-Dlaczego miałabym wrzeszczeć?-spytałam.
-Nie wiem, może jesteś rozwrzeszoną fanką?-zaczął się uśmiechać ciepło i dosiadł sie do nas.
Nie rozpoznał mnie.. Nie pamięta. Tak jak myślałam.
Obróciłam się do Conrada i zamówiłam kolejnego czerwonego drinka.
-Musze cie znać, skoro wy razem chodziliście na zajęcia. Musiałem z tobą też chodzić na lekcje.-złapał się za brodę.
-Coś podać?-spytał się Ed'a, Conrad.
-Piwo.-co chciał to dostał, jednak nadal przypominał sobie wpatrując się w moją twarz.
-Naprawdę nie pamiętasz mnie?-spojrzałam na niego niedowierzając.
-Powinnienem?-patrzył na mój wyraz twarzy.-Okay, powinnienem.-głośno myślał.-Powiedz mi jak masz na imię. Tylko tyle.-jego oczy uśmiechnęły sie wesoło.
-Ty naprawdę nie pamiętasz.-szepnęłam.-On pamięta mnie.-wskazałam na Conrada.-A ty nie?-mówiłam już głośniej.
Nie krzyczałam, acz kolwiek nie szeptałam.
Wszyscy wiedzieli, że to my jesteśmy przyjaciółmi. Każdy uważał nas za dwójkę dobranych dziwaków. Oboje zrywaliśmy się ze szkoły, oboje śmialiśmy sie ze straych żartów. Niektórzy nawet myśleli, że jesteśmy parą, jednak tak nie było.
Co mi po tylu latach przyjaźni i tylu latach tęsknoty, jeśli on mnie nie pamięta.
-Przykro mi, ale nie pamiętam ciebie.-przestał się uśmiechać.
Było widać, że jest mu przykro i głupio, ale co z tego? Mój "przyjaciel" nie pamięta mnie.
Poczułam jak w mojej torebce coś dzwoni. Wziełam telefon do ręki i spojrzałam na wyświetlać.
Połączenie od "Sonia".. Cholera..
Odebrałam:
-Gdzie ty jesteś?!-krzyczała.
-A co?-spytałam obojętnie.
-Czekam przed barem i lepiej, abyś pojawiła sie tutaj, bo raczej nie chcesz, abym po ciebie przyszła do środka!-była oburzona.

Zakończyłam rozmowę i schowałam telefon z powrotem do torebki.
-Muszę już isć.-zapłaciłam za drinki.-Dzięki za.. Rozmowę.-spojrzałam ostatni raz na Ed'a, który stał jak kołek nie wiedząc co się dzieje.
Przecisnęłam się przez ludzi i szybko dotarłam przed budynek. Na parkingu, obok mojego samochodu stała osoba. Wiedziałam, że to moja siostra, jej blond włosy widać z odległości.
Podeszłam do niej.
-Wsiadaj i daj mi kluczyki.-zażądała.  
Jako, że nie miałam ochoty na jej humorki wykonałam wszystko co chciała.  
Dojechałyśmy w grobowej ciszy do domu. Zdjęłam szpilki i szybkimi krokami zasuwałam na górę, po schodach do mieszkania. Wbiegłam do swojego pokoju i rzuciłam buty na podłogę. W szybkim tempie moja torebka, kolczyki i sukienka dołączyły do obuwia na podłodze.  
Nim się obejrzałam, słodko chrapałam pod kołdrą, na moim wygodnym łóżku. 
Jednak myśl, że Ed mnie nie rozpoznał, że mnie nie pamięta. Tym byłam przerażona. Ja się, aż tak bardzo nie zmieniłam... A on nawet nie pamiętał mojego imienia. Szanse, że to nie "ten" Ed, są marne. To, że o mnie zapomniał są o wiele, wiele większe. Conrad, z którym wcale aż tak bardzo się nie kontaktowałam, on mnie pamięta. Ed, z którym przyjaźniłam się tyle lat, o mnie zapomniał. Nie nakazuję mu pamiętania o mnie, ale przecież.. Przecież o powinnien wiedzieć!

sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 4.

Obudziłam się niezbyt wyspana. Plecy mnie nie bolały, po prostu mój troszkę ponury humor wrócił..
Podniosłam się z podłogi i rozglądnęłam się po kuchni w odszukaniu mojej siostry. Jednak nie było jej. Na stole zobaczyłam kartkę, na której coś było napisane.
Wzięłam pergamin do ręki i zaczęłam czytać.
Noel...
Musiałam iść do pracy.
Odprowadź na dziewiątą Niki do przedszkola. Później możesz robić co chcesz.
Chociaż nie..
Proszę cię.. Każę ci, ZNAJDŹ SOBIE PRACĘ!
Nie chcę być nie miła, ale musisz też pracować.
Nie musisz natarczywie jej szukać, ale chociaż spróbuj!
Uśmiechnęłam się do siebie, gdy czytałam jej bazgroły. Zgniotłam kartkę w jednej dłoni i wyrzuciłam ją do kosza na śmieci. Wzrokiem poszukałam mojego telefonu, który leżał na stole. Wzięłam do ręki pomarańczową nokię e72. Godzina wzkazywała.. 08.39?! Szybkim krokiem udałam się do pokoju Nikol. Za szybko. Z wilkim hukiem upadłam tyłkiem na podłogę. Gdy już pozbierałam się z ziemi, spojrzałam na łóżko Niki. Zastałam tam, coś co mnie dość zdziwiło..
Moja siostra siedząca na łóżku z jej córką, śmiejące się ze mnie.
-Zaspałaś.-oznajmiła nadal się śmiając moja siostra.
Spojrzałam na nią wzrokiem, który nazwam "Odwal sie ode mnie i nie odzywaj przez najbliższy czas". Wyszłam z pokoju Nikol trzaskając drzwiami. Odrazu poszłam do swojego pokoju i zamknęłam go na klucz. Nie miałam ochoty na rozmowę, tym bardziej, że oszukały mnie..












 
Może i przesadzam, ale nie mam humoru na żarty. Nie powinnam się obrażać o byle co, ale naprawdę nie wiem co powinnam zrobić. Jestem po prostu bezradna. Nie lubię czuć niemocy, to okropne uczucie.. Zdecydowałam, że dziesiejszy dzień przesiedzę u siebie w pokoju, a wieczorem pójdę na imprezę. Bynajmniej oderwę się od rzeczywistości, może choć by na chwilię zapomnę.. Położyłam się na łóżko i zamknęłam oczy. Nie spałam, nie mogłam po prostu myślałam o nim. O jego niebieskich oczach, uroczo pomarańczowych włosach i zawsze nie ładzie na głowie. Zawsze miałam uczucie, że brak mi czegoś. Dokładniej to odkąd skończyłam 10 lat, zawsze czułam brak czegoś w duszy. Nie miałam przyjaciół, takich, którym mówi się wszystko. Miałam znajomych.. Ale co mi po nich? Nie umiałam, nie umiem i nie sądzę, abym kiedyś mogła się otworzyć przed kimś kto nie jest Ed'em. To prawda, miłam chłopaków, ale.. Oni byli tylko chłopakami, którzy zabierali mnie na randki i inne. Nigdy nie kochałam. Nie mówią, że nic do nich nie czułam, ale nie było to jakieś specjalne uczucie. Edward był inny. Nigdy nie traktowałam go jako "chłopaka", bardziej "przyjaciela". Mogłam mu powiedzieć wszytsko, tylko teraz kwestia. Może tylko dlatego, że byliśmy dziećmi i nie miałam co takiego ukrywać..? To znaczy.. Każde dziecko ma coś do ukrycia, a jedną tajęmnicę dzieliłam z nim, nawet kilka - dziesiąt więcej niż jedną. Jednak to tylko jedna była i jest naprawdę godna opowiedzenia. To ona pokazała mi, że mam przed sobą prawdziewgo przyjaciela.
Pamiętam ten dzień, jakby to było zaledwie wczoraj, a było gdy miałam 5 lat. Mimo, że to właśnie wtedy poznałam przyjaciela. To już wtedy było pewno, że będę przez niego cierpieć.
-Idźcie się pobawić. My zaraz do was dojdziemy.-powiedzieli rodzice w parku do dwóch małych dziewczynek.
Sztaynka od razu pognała przed siebie. Blondynka nie chcąc być gorsza, także pobiegła - za szatynką - w ten sam kierunek. Szatynka ukryła się za starym drzewem. Wiedziała, że siostra będzie jej szukać. Schowała się za pniem i przykucła. Ciemnowłosa dziewczynka nasłuchiwała czy nikt nie idzie. Nie słyszała kroków tylko śmiech. Otworzyła oczy i dostrzegła przed sobą niskiego chłopca o ognistych włosach. Jego lazurowe oczy przyglądały jej sie z ciekawością, a jego usta wydzielały zabawny chichot.
-Co robisz?-spytał nadal delikatnie śmiejąc się.
-Ciii..-położyła wskazujący paluszek na swoich ustach.
-Coś się stało?-sytał już ciszej.
-Siostra mnie szuka.-oznajmiła cicho.
-Mogę z tobą się pochować?-nawet nie czekał i dosiadł się do niej w ten sposób, że nie było widać ich oboje.
-Nie powiedziałam czy możesz.-dziewczynka troszkę się zirytowała.
-A nie zgodziłabyś się?-uśmiechnął sie, a jego braki w zębach dodawały mu uroku.
-No dobrze. Możesz chować się ze mną, ale masz być cicho.-dziewczynka wydawałą sie być bardzo skupiona przysłuchiwaniu się, czy nkit nie idzie.
-Gdzie mieszkasz?-chłopiec szeptał.
-Nie powinnam tego mówić nieznajomym.-dziewczynka uśmiechnęła się, co chłopiec  odwzajemnił.
-Tylko okolicę. Powiem ci czy mieszkamy obok siebie. Bo jeśli tak, to moglibyśmy spotykac się częściej.-chłopiec także zaczął przysłuchiwać się odgłosom.
-Mieszkam obok "taaakiego wielkiego sklepu".-szatynka pokazała ogromy sklep rękoma.
-Ja też. Mieszam w tym białym domu, a ty?-szepnął rudzielec.
-Ja w tym z ciemnego drewna.-odszepnęła mu.
-Podobno tam straszy.-chłopiec zaśmiał się.
-To nie prawda!-oburzyła się dziewczynka.
-Cii..-uciszył ją.-Nie twierdzę, że ja w to wierzę. Myślę, że fajne są tam kryjówki.-chłopiec rozmarzył się.
-Masz rację. Jest ich pełno.-dziewczynka zachichotała.
-Mam cię!-krzyknęła blondynka łapiąc za ramię dziewczynki.
-Oooo!-wystraszyły się dzieci.
-Musimy już wracać. Rodzice nam każą.-blonynka podała rękę chłopcu.-Jestem Sonia.
-Ed.-przedstawił jej się, jednak po chwili obrócił się w stronę szatynki.-A ty jak sienazywasz?-spytał zaciekawiony.
-Noel..-podłam mu dłoń, ale on jej nie przyjął, on po prostu mnie przytulił.
To właśnie w tej chwili wiedziałam, że mam przyjaciela.
Zyskanie przyjaciela było dla mnie radochą. Jednak strata przyjaciela dała mi o wiele, wiele smutku i żalu.