niedziela, 3 listopada 2013

Epilog.

Wszystko dzieje się bowiem niespodziewanie.. Każdy oddech czy spojrzenie jest regułą życia, jednak to co mówimy i robimy to nasza wola. Nie rób ani nie mów czegoś, co później będzie ci przynosić wstyd czy nawet wyparcie. Jeśli coś się dzieje przeciwko tobie, staraj się zrozumieć dlaczego i nigdy przenigdy nie mów, że nie ostrzegałam. Każdy am prawo do szczęścia, ty też, ale nie odbieraj innym radości z życia, tylko dlatego, że ty czujesz się jak gówno.

Ten dzień był niesamowicie głośny, szybki i panował zamęt w domy Pana Nicholasa, ogólnie rozgardiasz. Panna "młoda" i pan "młody" nie widzieli siebie już od południa poprzedniego dnia, mimo, że byli w tym samym domu. Nie chcieli przyciągać pecha. Druhny jak i świadkowie usługiwali młodej parze. Nie zapowiadało się na jakąś wielką ceremonię to pewne. Więcej były przyjaciół rodziny niżby rodziny. 
-Amando Global, czy chcesz tego mężczyznę pojąć za męża?-zapytał ksiądz.
-Tak, chcę.-odpowiedziała.
-Czy ty, Nicholasie Cyrus, chcesz pojąć tę kobietę za żonę?
-Tak, chcę.
-Ogłaszam was żoną i mężem. Możesz teraz pocałować pannę młodą.-powiedział ksiądz z uśmiechem na ustach.
Mężczyzna zbliżył się do kobiety i delikatnie musnął je usta.


-Sonia, Nikki, jak miło was tu widzieć.-przywitałam moją córkę i wnuczkę całusem.
-Szczęścia.-powiedziała Noel za plecami Amandy.
Odwróciła się zaskoczona. Szatynka stała w zielonej sukni, trzymając jakiegoś mężczyznę z rudymi włosami za rękę. Dziewczyna była piękna, mimo, że widziałam w jej oczach smutek, na ustach miała uśmiech.
-Noel.-podeszła do niej dwa kroki.-Nie spodziewałam się ciebie tutaj.-powiedziała szczerze kobieta w bieli.
-Czyli mogę już iść?-nerwowo uścisnęła rękę swojej matki.
Rupert ścisnął lewą dłoń Noel, aby dodać jej otuchy.
-Słyszałam, że Finn zmarł, przykro mi.-zmieniła temat Amanda.
-Nie chcę o tym rozmawiać.-ucięła i odwróciła się od niej.
Noel widząc Ed'a i Liliannę, podeszła do nich wraz z Rupertem, zostawiając Sonię, Nikki z matką. Amanda był zmieszana zachowaniem jednej z jej córek.
-To i tak postęp, że przyszła.-powiedziała Sonia do swojej matki.
-Wiem.-przytaknęła córce.

-Przyszłaś.-zachwyciła się Lilianna na widok przyjaciółki jej chłopaka.
-Rupert mnie przekonał.-odparła wywracając oczami.
Ed uśmiechnął się szeroko do przyjaciela o tym samym kolorze włosów.
-Dzięki.-szepnął mu do ucha.
-Nie ma za co, sam jestem za tym, aby Noel i jej rodzina polepszyli wobec siebie stosunki.-oznajmił Rupert.
-A tak poza tym, Noel chcesz wybrać się jutro ze mną na zakupy?-Lili chciała nawiązać lepszą znajomość z Noel.
Szatynka bacznie obserwowała Liliannę. Nie była pewna jej intencji, ale nic nie mówiła szczególnego. Uśmiechnęła się trochę krzywo i pokiwała głową.
-Nie sądzę, abym miało mi się stać od jakiś zakupów.

* 5 lat później *

~ u Sonii ~

-Nikki! Albert! Które z was rozbiło wazon?!-blondynka krzyczała na cały dom poszukując swoich dzieci.
-Daj im spokój.. To dzieci.-Patryk zaśmiał się.
-Mam rozumieć, że ich bronisz?
-Owszem.
-A może coś się za tym kryje?
-Może nie.
-To ty rozbiłeś ten wazon, przyznaj się.-dziewczyna nie dawała za wygraną.
-Nie ważne.-mężczyzna zaczął uciekać po całym domu przed swoją nieskazitelnie piękną kobietą, przy tym się śmiejąc z jej zdenerwowania.-Nikt nie będzie tęsknić za tym ohydnym wazonem, zrobiłem ci przysługę!

~  u Noel ~ 

Szatynka była bardzo podekscytowana idąc do domu z pracy w high school. Wchodząc do mieszkania, które dzieliła z Rupertem, zobaczyła, że mają gości. Zdjęła buty i dosiadła się na sofie, która była już zajmowana przez jej narzeczonego, Ed'a i Liliannę.
-Co się dzieje?-zapytała Noel.
-Coś niesamowitego.-powiedział Rupert.-Powiedziałem im, że mamy wiadomość.
-Chyba ty, bo ja nie mam nic do powiedzenia, jeszcze.-Noel był zdenerwowana, ale uśmiech z twarzy nie zniknął.
-Noel..-chłopak wziął ją za rękę.-Już czas, chociaż im powiedzmy.
-To co się dzieje?-spytała się zniecierpliwiona Lili.
-Jestem w ciąży, 10 tydzień.-wyjaśniła szatynka z zaszklonymi oczami.
Przyjaciele wyszczerzyli zęby z radości.
-To cud!
-Nie wątpliwie to zaszczyt dowiedzieć się pierwsi, że naszej Noel się poszczęściło.-Ed mnie przytulił.
-Wyjaśnienie jest proste, po raz drugi zdecydowaliśmy się na in vitro i tym razem poszczęściło się nam.-Rupert pocałował mnie w czoło i położył swoją dłoń na moim brzuchu.
-Też mamy niespodziankę.-odparła Lili i podniosła swoją lewą dłoń.-Ed oświadczył się wczoraj.
-Gratuluję.-powiedzieliśmy na raz, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.

~ u Harry'ego ~

-Uwielbiam naszą karierę.-dosiadł się Harry na kanapę do Louisa i pozostałych chłopaków z One Direction.
-My wszyscy to uwielbiamy, Harry.-Zayn bawił się w telefonie, ale czuł, że musiał mu to powiedzieć.
-Tak, tak, wiem. Ale nie mogę się nadziwić ich.-Harry uśmiechnął się do Louisa.-Mam dla ciebie kostium, Louis, pokochasz ich jeszcze bardziej, przyszła paczka do ciebie.
Louis spojrzał na stolik przed nimi wszystkimi. Ogromna paczka. Szatyn nie czekał na nic, rzucił się na paczkę jak szalony, mimo, że była otwarta, z oporem mu szło, aby wyjąć kostium z niej. Udało się po kilku minutach. Louis z ogromnym uśmiechem założył na siebie kostium- Marchewkę - po czym zaczął w niej tańczyć. Chłopaki zaczęli się śmiać i po kolei dołączali do dziwnego tańca chłopaka.
-Świr.-zaśmiał sie Harry i jako ostatnio dołączył do chłopaków.

________________________

Nienawidzę pisać epilogów. Zawsze są kiepskie. No. Jako, że piszę inne blogi, chcę was zaprosić do zakładki "Moje inne blogi" i poszukać coś dla siebie. A tak poza tym, ruszył mój blog ponownie "Love They Say". :)

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 42.

~~~ Rupert ~~~

Chodziłem w kółko w mieszkaniu Noel, w salonie, kiedy ona siedziała na sofie ze spuszczoną głową.
Jak to możliwe, aby w wieku 20 lat przechodzić menopauzę? To prawie nie możliwe. Właśnie.. prawie. Akurat mnie to musiało spotkać. Boże.. O czym ja gadam! To ją spotkało! To ona nie może zajść w ciążę! Ja jestem 100% zdrowy.
Nie wiedziałem, na kogo mam być wściekły. Czy w ogóle powinienem pałać złością.
Nie może mieć dzieci. Ja chcę mieć dzieci.. Zaadoptować, in vitro lub nie mieć żadnego potomka.
Nie wchodziło nawet w grę rozstać się z nią, tylko dlatego, że nie może mi urodzić normalnie dziecka. Byłem zdruzgotany myślą, że mógłbym należeć do rodzaju mężczyzn, którzy nie ma ją w ogóle dzieci lub do tych, którzy decydują się na rozstanie z kobietami, które nie mogą zajść w ciążę. Nie miałem pojęcia co robić.
-Powiedz coś.-szepnęła Noel, która nie odważyła się podnieść wzroku.
Przestałem chodzić po pokoju i spojrzałem na nią pełen..
Właśnie, pełen czego? Zdenerwowania? Troski? Zakłopotania? Chęci ucieczki? Pragnienia powiedzenia jej, że wszystko będzie dobrze, mimo, że nie byłem tego pewny? Miłości, która mogłaby nie przetrwać próby? 
Bałem się cokolwiek powiedzieć, w tym rzecz. Obawiałem się, że powiem coś co będę żałował. Nie mogłem wyjść, nic nie mówiąc, uderzyło by to ją.
Teraz, wiem dlaczego na początku nie chciała się wiązać i wymyślała te bajki.
Usiadłem obok niej, od razu zobaczyłem jak się spięła przy mojej obecności. Wpatrywałem się w jej spuszczone oczy, które były pełne łez. Jej mina była tylko dowodem na to, jak strasznie się czuła.
-Zawiodłam cię.-jej łamiący się głos mnie przerażał.-Nie mogę mieć dzieci. Kto chce być z kobietą, która nie może mieć dzieci..
-Nie zawiodłaś mnie.-nie pozwoliłem jej mówić dalej.
Szatynka natychmiast podniosła głowę i spojrzała na mnie nerwowo. Nie wierzyła mi, a jej oczy zaczęły wypuszczać po kolei łzy. Położyłem moje dłonie na jej ramionach i patrząc w oczy, wyznałem.: "Miłość jest jak róża. Ogólnie ma kolce i piękno. Kiedy ktoś chce ją przywłaszczyć sobie, często używa się sekatora, my użyjemy dłoni, aby ją posiąść. Jestem pewien, że będzie boleć pewnymi czasami nas ręka, ale poradzimy sobie. Róża jest tak piękna, że nie warto się poddawać, mimo, że kolce kują nas mocno."
Noel patrzyła na mnie płacząc. Wycierała regularnie krople łez, ale na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech.
-Rupert..
-Tak?-spytałem z troską, którą zawsze ją obdarowywałem.
-To najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek do mnie powiedziano.
Po jej strachu nie widziałem już nawet cienia. Wtuliła się we mnie i pozwoliła cieknąć łzom. Objąłem ją mocno i ucałowałem we włosy z tyłu głowy. Zrozumiałem to ze zdwojoną siłą, Kocham Ją, mocno. To znaczy, już dawniej czułem do niej silne uczucia, ale dopiero teraz, po tylu miesiącach, mogłem nazwać to miłością.

~~~ Lilianna ~~~

-Ojcze..-weszłam do salonu trzymając za rękę rudzielca.-To Ed, mój chłopak.-przedstawiłam ojcu.
Ojciec siedzący na sofie, pijący kawę, czytający gazetę, spojrzał na mnie i na chłopaka. Zostawił wszystko i podszedł do nas.
-Mam rozumieć, że bierzecie sobie na poważnie i dlatego mi go przedstawiasz?-spytał.
-Tak, bierzemy siebie na poważnie.-odparłam z uśmiechem.
-Nicholas.
-Edward.
Uścisnęli sobie dłonie i uśmiechnęli się do siebie. Byłam szalenie dumna z siebie, z nich. Po raz pierwszy od lat, łączyła mnie z ojcem ta duma z tego, czego dokonaliśmy razem. Przedstawiłam chłopaka, którego kochałam, który miałam chęć, aby został ze mną do końca mojego życia. Rozumiałam, dlaczego Danielle była o niego taka zazdrosna, też nie chciałabym, aby ktoś mi go odebrał, ale takie jest już życie, ludzie przychodzą i odchodzą z naszego życia, trzeba się z tym pogodzić.

~~~ Sonia ~~~

-Mamo..-Nikki spojrzała na mnie pełna ekscytacji.
-Tak?-przestałam zmywać naczynia i odwróciłam się do niej.
-Wyjdziemy dziś gdzieś?-zapytała, na co się uśmiechnęłam.
-Pada deszcz, kochanie.-uklęknęłam przed nią i pocałowałam ją w policzek.
-To co.. Może pójdziemy do cioci Noel?
Mój humor się pogorszył, natychmiastowo. Moja córka nie miała pojęcia co się dzieje między mną a Noel. Nie chciałam, aby była świadkiem naszej kolejnej kłótni.
-Nie mogę, Nikki, nie dziś, może kiedy indziej.-ucięłam i wstałam na nogi z klęczek.
Odwróciłam się i wznowiłam mycie naczyń. Uszami byłam nadal obok niej, słyszałam jak cicho jęknęła zawiedziona, słyszałam jak jej drobnymi nóżkami pobiegła do swojego pokoju. Nie chciałam, aby Nikola widziała jak okropnie dogaduję się z moją siostrą, nie chciałam, aby brała z tego przykład jak zachowywać się wobec rodzeństwa, tym bardziej, że już za niecałe 9 miesięcy, przywita brata lub siostrę.


* Ten sam dzień, południe *

-Dzięki, że ją popilnujesz, po prostu mam ważną sprawę, która nie może czekać.-powiedziałam do Patricka po czym go pocałowałam prosto w usta.
-Nic się nie stało. Będę miał przy najmniej okazję do poznania bliżej twojej córki.-uśmiechnął się szeroko do mnie i Nikki.

* Godzina później *

- [..] Przepraszam cię Noel, że wcześniej ci nie powiedziałam, ale bałam się twojej reakcji.-zakończyłam wyjaśnianie, że nasz ojciec umarł 5 dni temu.
Szatynka w ogólnie nie reagowała, była jak duch, nie byłam pewna czy to przeze mnie, czy ma też inne problemy. Jej oczy się zaszkliły, po czym szybko usiadła. Dołączyłam do niej, następnie owinęłam wokół niej moje dłonie. Pozwoliłam jej się wypłakać, co więcej, dołączyłam do niej. Kilka dni przed drugim ślubem naszej matki, nasz ojciec zmarł. Mimo, że to nie miało związku ze sobą, to był pierwszy raz w moim życiu, kiedy zrozumiałam, że moi rodzice naprawdę się nie zejdą, w końcu jedno z nich nie żyje, a drugie będzie miało innego małżonka. Może to dziecinne, że nigdy nie zwątpiłam, że moi rodzice będą razem, ale tak już dzieci z rozbitych rodzin mają, zawsze chcą wierzyć, że ich rodzice wrócą do siebie, no, chyba, że zostały skrzywdzone..
Noel odsunęła się trochę ode mnie i spojrzała na mnie smutno.
-Jestem bezpłodna.-wyznała, nie wiedziałam co robić, jak zareagować.
To był dla mnie szok, nie tylko, że to powiedziałam, ale też, że w ogóle jest bezpłodna, w całej naszej rodzinie, to prawie niemożliwe. Właśnie.. "prawie".
-Skąd pewność?
-Od długa okresu nie miałam, poszłam w grudniu do ginekologa, wyszło co wyszło.. Przeszłam przedwczesną menopauzę, nie zajdę na pewno w ciążę przez sam seks, mogę spróbować in vitro, ale też małe szanse są na to. Pewnie skończę bez dzieci lub z adoptowanymi.
Widziałam jej przybicie, jej niechęć do wszystkiego. Kiedy siostra ci mówi, że nie może nie mieć dzieci, kiedy ty dowiedziałaś się, że jesteś po raz drugi w ciąży.
-Przykro mi.-powiedziałam szczerze.
-Mi też.-przyznała.
-Rupert wie?-zapytałam.
Nie odpowiadała od ponad minuty. Była pełna smutku, od którego nie mogła uciec. Współczułam jej, ale nie potrafiłam się wczuć w jej sytuację, po prostu nie mogłam. Było mi żal tego, że nie może mieć dzieci, ale potrafiłam sobie wyobrazić, że ja nie mogłabym mieć dzieci. Najwyraźniej jestem w pewien sposób ograniczona.

~~~ Harry ~~~

-Przepraszam cię, naprawdę.-Louis spojrzał na mnie pełen żalu.
-Wiem.
Nie wiedziałam co dalej mówić. Byłem przerażony myślą, że mógłbym być sam, że do końca mojego życia, nie znajdę tak samo dobrego przyjaciela, z którym mógłbym porozmawiać o wszystkim. No dobrze, zranił mnie, odwrócił się ode mnie, ale teraz chce przyjaźni znów i naprawdę wątpię, aby po raz drugi się odsunął ode mnie.
-Ale?-Louis był zdenerwowany moją ciszą.
-Nie ma żadnego ale, jest i. Wiem, że jest ci przykro i wybaczam ci. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez ciebie, jako mojego przyjaciela, potrzebuję się jak powietrza.
Louis przytulił mnie szczęśliwy, co sprawiło, że byłem naprawdę zadowolony, że mam przy sobie ponownie mojego przyjaciela.

________________________

Przykro mi, że taki krótki i tak długo na niego czekano, ale wena nie przychodzi.. Nie wiem czy to dobrze, ale czuję ulgę na samą myśl, że kończę. :) Niedługo Epilooog!