~~~ Rupert ~~~
-Bal maskowy?-zaśmiałem się z pomysłu Harry'ego.
-No tak. Czemu niby nie?-szatyn spojrzał na mnie.
-No nic, nic.-śmiech nie zniknął z mojej buzi.
-A ja uważam, że to dobry pomysł.-Ed zaczął się przyglądać zamówionym przez Harry'ego alkoholu.
-A ty czasem nie przesadzasz?-spytałem mierząc go.
-Spokojnie. Nie przesadzę z tym.-podniósł jedną z butelek.-Będę miał towarzystwo, a nie chcę zrobić złego wrażenia.
-Czyżby nasz Teddy się zadużył w szatynce, której imienia nie zna?-zaśmiałem się ponownie.
Rudzielec spojrzał na mnie i prychnął pod nosem, co wywołało u Noel uśmiech - pierwszy w tych dwóch dniach. Dziewczyna wpatrywała się ciekawsko w Ed'a z uśmiechem na ustach. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały - wybuchli śmiechem. W mgnieniu oka całą nasza czwórka zanosiła się śmiechem. Może to głupio zabrzmi, ale polubiłem śmiech tej dziewczyny, jest taki dźwięczny, perlisty, kiedy się go słyszy, wtedy chce się samemu śmiać.
-Widzę, że wyszłaś z dołka?-spojrzałem na Nell.
-Powiedzmy, że jestem na urlopie.-zażartowała.
Jej wzrok mówił milion rzeczy. Kiedy patrzyła w moje oczy, przelała na mnie mnóstwo swoich własnych uczuć. Chciałem krzyczeć, gdy spostrzegłem cierpienie w niej, które do nikąd się nie wybiera. Wzbudziła we mnie coś więcej niż zwyczajnego mnie. Pragnąłem dla niej lepiej - aby była szczęśliwa, żeby nie martwiła się, nie wpadała w dołki.
Nim się obejrzałem, siedziałem tylko ja i Noel w salonie.
-Gdzie oni poszli?-zapytałem a szatynka uśmiechnęła się rozkosznie.
-Po balony.-po jej minie widziałem, że chce płakać i śmiać się jednocześnie.
-Czym się martwisz?-wpatrywałem się w nią badawczo.
Westchnęła ociężale. Wiedziałem, że zadałem złe pytanie. Zasmuciła się, a była radosna - zepsułem jej humor.
-Wszystkim?-uśmiechnęła się nerwowo.
Patrzyłem na nią pytająco. Nie odpowiadało mi to, że jej odpowiedź była taka ogólna.
-Chodzi o ojca, o Sonię, Nikki, moją matkę..-widziałem, że jej ciężko.-O mnie.-unikała mojego spojrzenia.-Wiesz, trudno jest walczyć ze samym sobą. Z własnymi uczuciami.
-Może czas przestać ukrywać uczucia i zacząć je uwidaczniać. Założę się, że twoje uczucia są wyjątkowo piękne.-po wypowiedzeniu tych słów, chciałem zapaść się pod ziemię.
Nie żebym żałował ich, powiedziałem prawdę, to co chciałem, ale żałowałem, że je wypowiedziałem na głos.
Mimo to, że się ośmieszyłem - Noel przestałą unikać mojego wzroku, sama swój podniosła. Nasze spojrzenia się przecięły. Widziałem ten żar, który był w jej oczach. Długo się nie odzywała. Pewnie zastanawiała się nad tym co właśnie usłyszała.
Kiedy tak czekałem na jej reakcję, ona zaczęła chichotać. Na mój pytający wzrok powiedziała.:
-Prawie ci uwierzyłam, ty amancie.-jej śmiech tym razem nie wzbudził we mnie rechotu.
Poczułem się źle. Przez tyle czasu, ona nadal uważa, że żartuję.
Dlaczego tak trudno jej uwierzyć, że ktoś chce ją pokochać - że ktoś zaczyna ją kochać mimo, że nie wie nawet dlaczego.
~~~ Liliana ~~~
Leżałam na moim świeżo zaścielonym łóżku i patrzyłam w sufit. Zastanawiałam się nad pewnym zdarzeniem, które wydarzyło się przed kilkoma dniami, w Boże Narodzenie, w południe, za Londynem. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś zainteresował się mną, a nie Danielle. Dokładnie ta sama osoba, ale nie mówił ani razu o niej.
-Ed..-jęknęłam cicho do samej siebie.
W oczach stanął mi obraz słodkiego rudzielca, jego błękitnych oczu, nieskazitelnie pięknych oczu.
Mogłabym wpatrywać się w nie wieczność. - Ta myśl zaskoczyła mnie. Wiedziałam, że to prawda. Mimo krótkiego czasu jaki spędziłam z nim, polubiłam go, bardzo, bardziej niż się spodziewałam. Na początku uważałam go za gwiazdkę, której uderzyła sodówka do głowy, ale najwyraźniej pomyliłam się.
-Nie wiem co on w niej widział.-szept wkradł mi się na usta.-Danielle ani nie jest miła, ani jakoś szczególnie ładna.-mruczałam cicho do siebie.
Nim spostrzegłam zaczęłam mówić do samej siebie najgorsze cechy Dan. Zdenerwowana wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
-Boże.. Jestem zazdrosna o chłopaka, z którym zamieniłam kilka słów. No dobra, nie kilka, trochę więcej. Jednak to nie zmienia faktu, że nie znam go za dobrze - prawie w ogóle go nie znam. A teraz gadam sama ze sobą.-uderzyłam się lekko w policzek z otwartej dłoni, nie został nawet ślad.
W momencie kiedy się delikatnie uderzyłam, do mojego pokoju weszła Amanda ze swoim głupim uśmiechem. Zdezorientowana spojrzała na mnie.
-Przewidziało mi się czy właśnie uderzyłaś samą siebie?-zapytała wchodząc w głąb pomieszczenia.
-Przewidziało ci się.-skłamałam i w tym samym czasie usiadłam na łóżko.-Czego chcesz?-spytałam oschle.
Kobieta przechyliła głowę w prawo, później w lewo, następnie się wyprostowała.
-Pragnę cię powiadomić, że ślub został przyspieszony.-mówiła z szerokim uśmiechem.-Ślub wraz z weselem odbędzie się 18 stycznia.
-I dlaczego ty mi to mówisz? Ojciec sam pofatygować się nie mógł?-zakpiłam.
-Pojechał wysłać zaproszenia oraz musi zamówić osobiście salę w centum Londynu, będzie pod wieczór.-już miała wychodzić, kiedy się obróciła ponownie w moją stronę.-Mamy oboje nadzieję, że zostaniesz dziś z nami, Nowy Rok, spędzony samotnie, nie wróży nic dobrego na przyszłość.-jej słowa wzbudziły we mnie irytację.
-Będę robić co chcę. Prędzej rzucę sie pod samochód, niż spędzę z wami Sylwestrową noc.-widziałam, że po moich słowach zrobiło jej się smutno, ale jakoś nie mogłam wydusić z siebie przeprosin.
Bez słowa wyszła z mojego pokoju. Wiedziałam, że źle ją potraktowałam, ona chciała dobrze, a ja zachowałam się jak debilka. Po prostu trudno mi zaufać komuś, kto chce zastąpić mi własną matkę. Niby już od dawna jest z moim ojcem, ale jakoś średnio mi pasuje to, że mój własny, biologiczny ojciec zdradzał moją rodzicielkę.
Nawet nie zdążyłam dokładnie wysiedzieć miejsca na łóżku, kiedy mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo?-odebrałam widząc, że dzwoni do mnie osoba, która już raz mi poprawiła humor.
-Co ty na to, abyś przyszła do mnie dziś?-głos Ed'a rozległ się w słuchawce.
-Po co?-zapytałam ciekawa.
-Impreza, a dokładnie bal maskowy.
-Bal maskowy?-spytałam.
-No tak, przed chwilą to powiedziałem.-zaśmiał się.
-Oczywiście, że przyjdę.-potwierdziłam.-O której?
-O 22 zaczyna się zabawa. Będę czekać na ciebie w środku.-na jego słowa zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu.
-A są jakieś wymogi co do imprezy?
-Jak sama nazwa mówi, musisz być w masce.-znowu usłyszałam jego dźwięczny śmiech.
-Do zobaczenia w takim razie.-rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy.
~~~ Sonia ~~~
Patrzyłam niemo w przestrzeń. Obecnie byłam w szpitalu, siedziałam wraz z Nikki na niebieskich siedzeniach przed salą mojego ojca. Nienawidziłam się za to, że nie mogłam pomóc mu. Byłam bezradna - czułam odrazę do tego uczucia. Kiedy ktokolwiek nie mógł wpłynąć na coś co się dzieje wokół niego/niej, nie jest miło, trudno uwierzyć w to. Zawsze życie układa się, ale czasem dobre zakończenia nie dotyczą niektórych ludzi. Było mi źle, z samą sobą. Byłam pewna, że Noel czuje tak samo, a bynajmniej czuła. Teraz już sama nie wiem co ona czuje. Uciekła stąd, ode mnie, od Nikki, od ojca. Pewnie już się wyprowadziła.
Nie uśmiecha mi się spędzać Nowy Rok w szpitalu, ale nie mam wyjścia. Co mam innego robić? Upić się do upadłego? Użalać się nad sobą? Czy pójść do baru z Nikki? To jakiś żart? A może mam oglądać komedię w domu, kiedy mój ojciec umiera? Nigdy nie potrafiłam oderwać myśli od czegoś co mnie niepokoiło, co mnie denerwuje..
Spojrzałam na córkę, która oparła się o moje ramię i przymknęła oczka. Wyglądała jak mały aniołek. Taka kruszynka. Wszyscy mówią, że jest podobna do mnie, przynajmniej do mnie młodszej, kiedy miałam tyle lat ile i ona. Wiem, że geny za to odpowiadają, ale jednak nie widzę siebie w niej, mi bardziej przypomina jej ojca..
Westchnęłam. Nie czułam zmęczenia, nie mogłam iść spać. Ona zasnęła, a ja? Pomrukując nad swoim losem, wstałam i wzięłam Nikki na ręce. Pod jej ciężarem lekko się zatoczyłam w prawo i zahaczyłam o jedno z niebieskich plastikowych, szpitalnych krzesełek. Po chwili złapałam równowagę i wyprostowałam się. Niosąc małą, szłam do przodu, mijając innych ludzi - odwiedzających, pacjentów, lekarzy, pielęgniarki - starałam się nie uronić ani jednej łzy, mimo trudu, udało się, nie pokazałam jak ciężko mi na duszy. Doszłam do samochodu i od razu ułożyłam jedynaczkę na siedzeniu z tyłu, zapięłam jej pas i zamknęłam drzwi. Usiadłam z przodu, za kierownicą i odpaliłam auto. Wyjechałam z parkingu przed szpitalem, następnie ruszyłam w kierunku domu, w którym się wychowywałam.
* 5 minut później *
Wnosząc dziecko do domu, do salonu, prawie w ogóle nie odczułam jej ciężaru. Położyłam ją na kanapie i przykryłam ją fioletowym, pluszowym kocykiem. Usiadłam obok niej i wpatrywałam się w ściany, które otaczały mnie.
Co dalej?
Nie wiedziałam co robić. Czekałam na jakiś znak. Czekałam, czekałam i czekałam jeszcze dłużej. Znak ociągał się. Chciałam walić głową w ściany, które - jak wydawały mi się - nadawały się do tej czynności. W pewnej chwili usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Było już dość późno, dlatego się zdziwiłam. Zaskoczona osobą dzwoniącą do mnie - odebrałam.
-Mam jeszcze urlop.-oznajmiłam niepewnie.
-Oczywiście. Jako, że jest kilka minut przed 24, życzę ci spełnienia marzeń, żebyś więcej zarabiała, zdrowia dla ciebie i rodziny oraz miłości.-słyszałam procenty w głosie mojego pracodawcy.
-Jest dopiero przed 22, ale to nic.-zaśmiałam się sztywno.-Tobie też życzę zdrowia, szczęścia, miłości.-odwzajemniłam życzenia, mimo wszystko nie mogłam wycisnąć z siebie milszego głosu.
Byłam załamana. Nie potrafię udawać innych uczuć niż odczuwam, niestety - nie jestem fałczywą osobą. Nie potrafię dawać złudnych nadziei innym.
Po krótkiej ciszy między nami - bo w słuchawce słyszałam, że po jego stronie jest niezła impreza, było naprawdę głośno - odezwał się Patrick.-Sonia, co myślisz na spotkanie ze mną? Tak jakby randka?-spytał.
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.-oznajmiłam zaskoczona pytaniem szefa.
W słuchawce usłyszałam ciche odchrząknięcie, następnie jego reakcję.
-Masz rację.-mówił już ochłonięty.-Pewnie i tak nic z tego dobrego, by nie wyszło.
Po rozłączeniu się z mężczyzną czułam się inaczej. Po tylu latach poczułam, że ktoś się mną zainteresował, ktoś inny niż dzieciak o brązowych włosach, który kręci z każdą dziewczyną, którą spotka. Czy naprawdę tak dużo żądałam? Czy żądanie kogoś kto się mną zainteresuje i nie będzie moim szefem to tak dużo?
-Bal maskowy?-zaśmiałem się z pomysłu Harry'ego.
-No tak. Czemu niby nie?-szatyn spojrzał na mnie.
-No nic, nic.-śmiech nie zniknął z mojej buzi.
-A ja uważam, że to dobry pomysł.-Ed zaczął się przyglądać zamówionym przez Harry'ego alkoholu.
-A ty czasem nie przesadzasz?-spytałem mierząc go.
-Spokojnie. Nie przesadzę z tym.-podniósł jedną z butelek.-Będę miał towarzystwo, a nie chcę zrobić złego wrażenia.
-Czyżby nasz Teddy się zadużył w szatynce, której imienia nie zna?-zaśmiałem się ponownie.
Rudzielec spojrzał na mnie i prychnął pod nosem, co wywołało u Noel uśmiech - pierwszy w tych dwóch dniach. Dziewczyna wpatrywała się ciekawsko w Ed'a z uśmiechem na ustach. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały - wybuchli śmiechem. W mgnieniu oka całą nasza czwórka zanosiła się śmiechem. Może to głupio zabrzmi, ale polubiłem śmiech tej dziewczyny, jest taki dźwięczny, perlisty, kiedy się go słyszy, wtedy chce się samemu śmiać.
-Widzę, że wyszłaś z dołka?-spojrzałem na Nell.
-Powiedzmy, że jestem na urlopie.-zażartowała.
Jej wzrok mówił milion rzeczy. Kiedy patrzyła w moje oczy, przelała na mnie mnóstwo swoich własnych uczuć. Chciałem krzyczeć, gdy spostrzegłem cierpienie w niej, które do nikąd się nie wybiera. Wzbudziła we mnie coś więcej niż zwyczajnego mnie. Pragnąłem dla niej lepiej - aby była szczęśliwa, żeby nie martwiła się, nie wpadała w dołki.
Nim się obejrzałem, siedziałem tylko ja i Noel w salonie.
-Gdzie oni poszli?-zapytałem a szatynka uśmiechnęła się rozkosznie.
-Po balony.-po jej minie widziałem, że chce płakać i śmiać się jednocześnie.
-Czym się martwisz?-wpatrywałem się w nią badawczo.
Westchnęła ociężale. Wiedziałem, że zadałem złe pytanie. Zasmuciła się, a była radosna - zepsułem jej humor.
-Wszystkim?-uśmiechnęła się nerwowo.
Patrzyłem na nią pytająco. Nie odpowiadało mi to, że jej odpowiedź była taka ogólna.
-Chodzi o ojca, o Sonię, Nikki, moją matkę..-widziałem, że jej ciężko.-O mnie.-unikała mojego spojrzenia.-Wiesz, trudno jest walczyć ze samym sobą. Z własnymi uczuciami.
-Może czas przestać ukrywać uczucia i zacząć je uwidaczniać. Założę się, że twoje uczucia są wyjątkowo piękne.-po wypowiedzeniu tych słów, chciałem zapaść się pod ziemię.
Nie żebym żałował ich, powiedziałem prawdę, to co chciałem, ale żałowałem, że je wypowiedziałem na głos.
Mimo to, że się ośmieszyłem - Noel przestałą unikać mojego wzroku, sama swój podniosła. Nasze spojrzenia się przecięły. Widziałem ten żar, który był w jej oczach. Długo się nie odzywała. Pewnie zastanawiała się nad tym co właśnie usłyszała.
Kiedy tak czekałem na jej reakcję, ona zaczęła chichotać. Na mój pytający wzrok powiedziała.:
-Prawie ci uwierzyłam, ty amancie.-jej śmiech tym razem nie wzbudził we mnie rechotu.
Poczułem się źle. Przez tyle czasu, ona nadal uważa, że żartuję.
Dlaczego tak trudno jej uwierzyć, że ktoś chce ją pokochać - że ktoś zaczyna ją kochać mimo, że nie wie nawet dlaczego.
~~~ Liliana ~~~
Leżałam na moim świeżo zaścielonym łóżku i patrzyłam w sufit. Zastanawiałam się nad pewnym zdarzeniem, które wydarzyło się przed kilkoma dniami, w Boże Narodzenie, w południe, za Londynem. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś zainteresował się mną, a nie Danielle. Dokładnie ta sama osoba, ale nie mówił ani razu o niej.
-Ed..-jęknęłam cicho do samej siebie.
W oczach stanął mi obraz słodkiego rudzielca, jego błękitnych oczu, nieskazitelnie pięknych oczu.
Mogłabym wpatrywać się w nie wieczność. - Ta myśl zaskoczyła mnie. Wiedziałam, że to prawda. Mimo krótkiego czasu jaki spędziłam z nim, polubiłam go, bardzo, bardziej niż się spodziewałam. Na początku uważałam go za gwiazdkę, której uderzyła sodówka do głowy, ale najwyraźniej pomyliłam się.
-Nie wiem co on w niej widział.-szept wkradł mi się na usta.-Danielle ani nie jest miła, ani jakoś szczególnie ładna.-mruczałam cicho do siebie.
Nim spostrzegłam zaczęłam mówić do samej siebie najgorsze cechy Dan. Zdenerwowana wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
-Boże.. Jestem zazdrosna o chłopaka, z którym zamieniłam kilka słów. No dobra, nie kilka, trochę więcej. Jednak to nie zmienia faktu, że nie znam go za dobrze - prawie w ogóle go nie znam. A teraz gadam sama ze sobą.-uderzyłam się lekko w policzek z otwartej dłoni, nie został nawet ślad.
W momencie kiedy się delikatnie uderzyłam, do mojego pokoju weszła Amanda ze swoim głupim uśmiechem. Zdezorientowana spojrzała na mnie.
-Przewidziało mi się czy właśnie uderzyłaś samą siebie?-zapytała wchodząc w głąb pomieszczenia.
-Przewidziało ci się.-skłamałam i w tym samym czasie usiadłam na łóżko.-Czego chcesz?-spytałam oschle.
Kobieta przechyliła głowę w prawo, później w lewo, następnie się wyprostowała.
-Pragnę cię powiadomić, że ślub został przyspieszony.-mówiła z szerokim uśmiechem.-Ślub wraz z weselem odbędzie się 18 stycznia.
-I dlaczego ty mi to mówisz? Ojciec sam pofatygować się nie mógł?-zakpiłam.
-Pojechał wysłać zaproszenia oraz musi zamówić osobiście salę w centum Londynu, będzie pod wieczór.-już miała wychodzić, kiedy się obróciła ponownie w moją stronę.-Mamy oboje nadzieję, że zostaniesz dziś z nami, Nowy Rok, spędzony samotnie, nie wróży nic dobrego na przyszłość.-jej słowa wzbudziły we mnie irytację.
-Będę robić co chcę. Prędzej rzucę sie pod samochód, niż spędzę z wami Sylwestrową noc.-widziałam, że po moich słowach zrobiło jej się smutno, ale jakoś nie mogłam wydusić z siebie przeprosin.
Bez słowa wyszła z mojego pokoju. Wiedziałam, że źle ją potraktowałam, ona chciała dobrze, a ja zachowałam się jak debilka. Po prostu trudno mi zaufać komuś, kto chce zastąpić mi własną matkę. Niby już od dawna jest z moim ojcem, ale jakoś średnio mi pasuje to, że mój własny, biologiczny ojciec zdradzał moją rodzicielkę.
-Halo?-odebrałam widząc, że dzwoni do mnie osoba, która już raz mi poprawiła humor.
-Co ty na to, abyś przyszła do mnie dziś?-głos Ed'a rozległ się w słuchawce.
-Po co?-zapytałam ciekawa.
-Impreza, a dokładnie bal maskowy.
-Bal maskowy?-spytałam.
-No tak, przed chwilą to powiedziałem.-zaśmiał się.
-Oczywiście, że przyjdę.-potwierdziłam.-O której?
-O 22 zaczyna się zabawa. Będę czekać na ciebie w środku.-na jego słowa zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu.
-A są jakieś wymogi co do imprezy?
-Jak sama nazwa mówi, musisz być w masce.-znowu usłyszałam jego dźwięczny śmiech.
-Do zobaczenia w takim razie.-rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy.
~~~ Sonia ~~~
Patrzyłam niemo w przestrzeń. Obecnie byłam w szpitalu, siedziałam wraz z Nikki na niebieskich siedzeniach przed salą mojego ojca. Nienawidziłam się za to, że nie mogłam pomóc mu. Byłam bezradna - czułam odrazę do tego uczucia. Kiedy ktokolwiek nie mógł wpłynąć na coś co się dzieje wokół niego/niej, nie jest miło, trudno uwierzyć w to. Zawsze życie układa się, ale czasem dobre zakończenia nie dotyczą niektórych ludzi. Było mi źle, z samą sobą. Byłam pewna, że Noel czuje tak samo, a bynajmniej czuła. Teraz już sama nie wiem co ona czuje. Uciekła stąd, ode mnie, od Nikki, od ojca. Pewnie już się wyprowadziła.
Nie uśmiecha mi się spędzać Nowy Rok w szpitalu, ale nie mam wyjścia. Co mam innego robić? Upić się do upadłego? Użalać się nad sobą? Czy pójść do baru z Nikki? To jakiś żart? A może mam oglądać komedię w domu, kiedy mój ojciec umiera? Nigdy nie potrafiłam oderwać myśli od czegoś co mnie niepokoiło, co mnie denerwuje..
Spojrzałam na córkę, która oparła się o moje ramię i przymknęła oczka. Wyglądała jak mały aniołek. Taka kruszynka. Wszyscy mówią, że jest podobna do mnie, przynajmniej do mnie młodszej, kiedy miałam tyle lat ile i ona. Wiem, że geny za to odpowiadają, ale jednak nie widzę siebie w niej, mi bardziej przypomina jej ojca..
Westchnęłam. Nie czułam zmęczenia, nie mogłam iść spać. Ona zasnęła, a ja? Pomrukując nad swoim losem, wstałam i wzięłam Nikki na ręce. Pod jej ciężarem lekko się zatoczyłam w prawo i zahaczyłam o jedno z niebieskich plastikowych, szpitalnych krzesełek. Po chwili złapałam równowagę i wyprostowałam się. Niosąc małą, szłam do przodu, mijając innych ludzi - odwiedzających, pacjentów, lekarzy, pielęgniarki - starałam się nie uronić ani jednej łzy, mimo trudu, udało się, nie pokazałam jak ciężko mi na duszy. Doszłam do samochodu i od razu ułożyłam jedynaczkę na siedzeniu z tyłu, zapięłam jej pas i zamknęłam drzwi. Usiadłam z przodu, za kierownicą i odpaliłam auto. Wyjechałam z parkingu przed szpitalem, następnie ruszyłam w kierunku domu, w którym się wychowywałam.
* 5 minut później *
Co dalej?
Nie wiedziałam co robić. Czekałam na jakiś znak. Czekałam, czekałam i czekałam jeszcze dłużej. Znak ociągał się. Chciałam walić głową w ściany, które - jak wydawały mi się - nadawały się do tej czynności. W pewnej chwili usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Było już dość późno, dlatego się zdziwiłam. Zaskoczona osobą dzwoniącą do mnie - odebrałam.
-Mam jeszcze urlop.-oznajmiłam niepewnie.
-Oczywiście. Jako, że jest kilka minut przed 24, życzę ci spełnienia marzeń, żebyś więcej zarabiała, zdrowia dla ciebie i rodziny oraz miłości.-słyszałam procenty w głosie mojego pracodawcy.
-Jest dopiero przed 22, ale to nic.-zaśmiałam się sztywno.-Tobie też życzę zdrowia, szczęścia, miłości.-odwzajemniłam życzenia, mimo wszystko nie mogłam wycisnąć z siebie milszego głosu.
Byłam załamana. Nie potrafię udawać innych uczuć niż odczuwam, niestety - nie jestem fałczywą osobą. Nie potrafię dawać złudnych nadziei innym.
Po krótkiej ciszy między nami - bo w słuchawce słyszałam, że po jego stronie jest niezła impreza, było naprawdę głośno - odezwał się Patrick.-Sonia, co myślisz na spotkanie ze mną? Tak jakby randka?-spytał.
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.-oznajmiłam zaskoczona pytaniem szefa.
W słuchawce usłyszałam ciche odchrząknięcie, następnie jego reakcję.
-Masz rację.-mówił już ochłonięty.-Pewnie i tak nic z tego dobrego, by nie wyszło.
Po rozłączeniu się z mężczyzną czułam się inaczej. Po tylu latach poczułam, że ktoś się mną zainteresował, ktoś inny niż dzieciak o brązowych włosach, który kręci z każdą dziewczyną, którą spotka. Czy naprawdę tak dużo żądałam? Czy żądanie kogoś kto się mną zainteresuje i nie będzie moim szefem to tak dużo?
Nie ma co się zastanawiac, niech Noel będzie z Rupertem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
OdpowiedzUsuńBoże, jakie plany. :-D Oczywiście rozważam tą kwestię.
UsuńSonia i Patrick, Patrick i Sonia ^^
OdpowiedzUsuńLili spodobała się Edowi Ojoj..wyczuwam nadchodzące napięcie xD
Będzie napięcie - oczywiście - nie tylko jedne! :-)
OdpowiedzUsuń