~~~ Sonia ~~~
Czy to normalne, że siostry, które miały zazwyczaj dobry kontakt, teraz, unikają siebie? To dołujące.
Zdecydowałam się na wyjazd do Londynu. Moja obecność tu i tak nic nie zmieni, a urlop mi się kończy, dobrze by było gdybym nie spóźniła się 3 stycznia do pracy. Jutro z samego rana wyjeżdżam do mojego mieszkania. Szpital ma mój numer, więc w razie potrzeby - zadzwonią.
~~~ Ed ~~~
Było już 20 minut po 22. Goście już od 21.40 zaczęli się schodzić do mojego mieszkania, na imprezę. Co chwila rozglądałem się za urokliwą szatynką, która wzbudzała we mnie dużo pozytywnych emocji. Jednak nie rozpoznałem rysów twarzy szatynki w żadnych mijających próg domu, dziewczyn w maskach. Nawet nie zauważyłem, kiedy jakaś ciemnowłosa dziewczyna położyła na moim ramieniu swoją dłoń. Obróciłem się w jej stronę. Jej ciemnofioletowa maska pasowała do liliowej sukienki za kolano, z falbanami u dołu. Wyglądała czarująco.
-Witam, pana.-po jej głosie wywnioskowałem, że to właśnie ta dziewczyna, którą wypatrywałem.
-Witam, panienkę.-odpowiedziałem, zaśmialiśmy się.
Muzyka zaczęła brzmieć głośniej. Widziałem, że chce coś powiedzieć, ale i tak bym nic nie usłyszał ze względu na hałas, wiedziała to.
-Może pójdziemy gdzieś indziej? Gdzieś gdzie jest ciszej?-spytałem, a ona pokiwała głową.
Złapałem ją za rękę, aby mnie nie zgubiła. Zaprowadziłem ją do mojego pokoju, gdzie zastałem jakąś dziewczynę obściskującą się z Harry'm.
~~~ Harry ~~~
Kiedy tylko Ed znalazł mnie u siebie z June, od razu po wyjściu z jego pokoju, rozstałem się z nią. Impreza się rozkręcała, a moją uwagę przyciągały coraz to ładniejsze dziewczyny - z niektórymi nawet szedłem na górę, aby się odstresować. Najwyraźniej Tom, mój znajomy, nadal ma świetny gust. Szkoda, że mimo po załatwieniu tych wszystkich dziewczyn, sam nie przyszedł. Musiał się uczyć do sprawdzianu, który ma 3 stycznia. Często jestem zadowolony z tego, że ja uczę się nie w szkole, a w domu, z chłopakami z zespołu. Właśnie.. Louis. Miałem do niego zadzwonić.
Kiedy wykręcałem jego numer, wpadła na mnie jakaś dziewczyna z czarną maską na twarzy. Na widok blond włosów, od razu przypomniałem sobie śliczną Sonię. Już długo nie gościła w mojej głowie.
-Przepraszam.-nie rozpoznałem jej.2
-Nie gniewam się.-uśmiechnąłem sie do dziewczyny i odszedłem od niej, niezainteresowany.
Poszedłem w kąt i znowu wykręciłem numer to mojego przyjaciela.
-Numer tymczasowo nie osiągalny. Proszę spróbować później albo nagrać się na pocztę głosową. Po usłyszeniu sygnału, nagraj wiadomość.
Usłyszałem krótkie "piiip" i zacząłem mówić.:
-Louis, myślę, że powinniśmy porozmawiać. Mam dość. Jestem teraz na imprezie u Ed'a, miałeś przyjść, nie ma cię. Jeżeli to przez to co mówili, olej to. Powtarzam, musimy porozmawiać.
Chciałem krzyczeć. Osobiście jestem przerażony tym, że menażerowie zaczęli ustawiać nas po kątach. To okropne, musieć się wyrzec samych siebie. Ograniczają nas. Jestem wyczerpany samym byciem tym kim powinienem być, w rodzinnym domu i z przyjaciółmi (nie publicznie) mogę być tylko sobą i nikim więcej.
Schowałem telefon do kieszeni u spodni. Wyprostowałem się i uśmiechnąłem sztucznie. Ruszyłem w stronę tłumu. Przecież ktoś musi zabawiać gości.
~~~ Rupert ~~~
Przyglądałem się, przez dłuższy czas, dziewczynie stojącej w kącie. Miała na sobie czarną sukienkę do kolana, z koronki a pod nią normalny, czarny materiał, a maska z materiału (także czarnej koronki) na twarzy, wyglądała nieziemsko. Wiedziałem kto to, jej włosy ją zdradziły, grzywka, która teraz zapuszczona, sięgała do końcówek uszu, a lekkie falowane włosy dodawały jej uroku. Podszedłem do niej z dwoma lampkami szampana.
-Chcesz szampana?-spytałem mając na sobie czarny garnitur, a srebrną maskę na połowie twarzy.
Spojrzała na mnie i zamrugała, bez słowa wzięła ode mnie jedną z lampek szampana i upiła łyk.
-Nudzisz się, co? Ja też. Trochę tu nudno..-próbowałem rozpocząć rozmowę, ale szatynka była daleko myślami.
Tak stałem z nią, razem obserwowaliśmy ludzi, którzy wyglądali na dobrze się bawiących. W rytm muzyki niektórzy tańczyli, inni sobie podśpiewywali, a jeszcze inni po porstu się uśmiechali i rozmawiali między sobą. Na zewnątrz mogło się zobaczyć kilku reporterów, ale kiedy nikt nie wychodził z domu, poszli sobie, w sumie to dobrze się stało.
Nawet nie zorientowałem się kiedy obok mnie nie było Noel. Rozejrzałem się za koronkową dziewczyną. Nigdzie jej nie widziałem. Zdecydowałem się wyjść na dwór i tam jej poszukać.
~~~ Lilianna ~~~
Jego delikatne pocałunki na moich ustach, szyi, karku, obojczykach doprowadzały mnie do szaleństwa. Była już po kilku lampkach szampana, a on po kilku kieliszkach wódki. Czułam z nim swobodę, aczkolwiek nie chciałam posunąć się dalej, dlatego kiedy chciał rozpiąć mi sukienkę, powstrzymałam go słowami.:
-Nie jestem gotowa.-spojrzał na mnie i uśmiechnął się rozumiejąc.
Tym razem to ja go pocałowałam mocno. Moje dłonie znalazły się na jego plecach, w sumie to pośladkach. Jego ręce wędrowały po moich udach, biodrach, nawet jedna znalazła sie w moich włosach.
Czułam jak motyle w moim żołądku wywiercają mi dziurę. Czułam się naprawdę miło, dobrze właśnie z nim. Byłam pewna, że bez mojej zgody, nie posunie się dalej.
~~~ Noel ~~~
Wieczorne powietrze muskało moje poliki. Nie mogłam tam stać jak głupia. Nie czuję sie lepiej w tym tłumie, co więcej, dołuje mnie to wszystko.
Wyszłam przez drzwi balkonowe, na podwórko przed domem, na kilku stolikach były świeczki, co dawało cudowny efekt. Usiadłam na trawie za basenem, skryta między krzewami, drzewami. Wzrok skierowałam w górę, na niebo, obserwowałam ciemne niebo i świecące gwiazdy. Tak wpatrzona w mrok, muzyka była tylko dodatkiem, czułam samotność, na którą sama siebie spisałam. Moje samopoczucie jeszcze bardziej zmalało. Nie miałam za ze Ed'owi, że jest z gośćmi, ani Rupert'owi, sama od niego odeszłam, a Harry? On to inna bajka, to kolega, nawet nie przyjaciel, choć pewnie jest nawet dobrym przyjacielem, bo inaczej Ed się by z nim nie przyjaźnił.
Poczułam czyjąś obecność. Obróciłam głową w lewo. Ujrzałam rudzielca, który był tak samo wpatrzony w niebo tak jak ja przedtem. Moje oczy znowu powędrowały w górę, aby oglądać księżyc i gwiazdy na niebie. Nawet nie minęła minuta, a wyczułam na sobie czyiś wzrok, wiedziałam, że to Rupert mi się przygląda. Udawałam, że nie czuję jest jego wzroku, że jego oddech tuż przy moim uchu jest dla mnie niezauważalny. Kiedy usłyszałam, że lekko się przybliżył, jego usta musnęły moje ucho, przebiegł mnie miły dreszcz, ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak zrobił. Obróciłam się jak oparzona, tym samym oddalając się od niego. Rudzielec dostał rumieńce, co wzbudziło we mnie uśmiech w duchu, na zewnątrz tylko go mierzyłam przerażona. Nie wiedziałam czemu to zrobił. Dlaczego okazał mi taką czułość, przecież on nie może mnie lubić bardziej niż koleżankę, nikt nie może.
-Czemu to zrobiłeś?!-krzyknęłam na niego.
Chłopaka usta zadrżały, po czym wygięły się w grymasie. Jego oczy były dla mnie zagadką, w delikatnym mroku, świetle świeczek, wyglądały niesamowicie pięknie. On milczał, ja cofnęłam się kilka kroków od niego.
-Dlaczego?!-stanęłam, a on zaczął podchodzić w grymasie smutku.
-Dlaczego?!-zaśmiał się gorzko.-Bo już nie raz mówiłem ci, że mi się podobasz, nie reagujesz na to, wyśmiewasz to, żartujesz, nie wierzysz. Postawiłem na czyny.-do zderzenia ze mną zostały mu dwa małe kroki.
Patrzyłam w ziemię, starając się nic nie mówić. Nie mogłam na niego spojrzeć, bałam się, że odkryje coś więcej.
-Naprawdę nie możesz uwierzyć, że ktoś może chcieć czegoś więcej niż tylko przyjaźni?-przysunął się o jeden krok.-Nie możesz uwierzyć, że ktoś może cię pragnąć, pożądać?-czułam jego oddech na twarzy, szyi.-Nie możesz uwierzyć, że tą osobą jestem ja?
Natychmiast spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnęłam się słabo i przymknęłam oczy. Po chwili, kiedy otwarłam oczy i spokojnie powiedziałam.:
-Jestem lesbijką, Rupert.-mina mu zrzedła, od razu się cofnął o te trzy kroki.
Obróciłam się do niego bokiem i poszłam do domu, zostawiając go tam samego. Podeszłam do baru, wzięłam kilka kieliszków i jeden za drugim piłam wódkę, popijając sokiem pomarańczowym, władowałam w siebie ponad osiem kieliszków wódki. Czułam jak moja głowa pulsuje. Chciałam zapomnieć co się wydarzyło. Pragnęłam zapomnieć co powiedziałam.
__________________
Wiem, że w rzeczywistości, Harry był w NY, z Taylor, ale na potrzeby opowiadania, jest na przyjęciu Ed'a.
Tak więc jest nowy rozdział, po dość długim oczekiwaniu. Wiem, że nie zachwycam. Jednak brak weny i mnie dopadł, ponownie. Nie zawieszę bloga, bo nie ma w tym sensu iż pewnie wrócą mi pomysły dość szybko. Jak widać, liczba czytających coraz to się zmniejsza. Zastanawia mnie to, ponieważ nie wiem czy to kwestia, że młodzież ma lepsze rzeczy do robienia czy to jest wina mojego pisania. No nic. Nie czepiam się, też nie będę narzekać na małą ilość komentarzy. Jednak wiedzcie, że zauważam to, że jest was mała ilość.
Czy to normalne, że siostry, które miały zazwyczaj dobry kontakt, teraz, unikają siebie? To dołujące.
Zdecydowałam się na wyjazd do Londynu. Moja obecność tu i tak nic nie zmieni, a urlop mi się kończy, dobrze by było gdybym nie spóźniła się 3 stycznia do pracy. Jutro z samego rana wyjeżdżam do mojego mieszkania. Szpital ma mój numer, więc w razie potrzeby - zadzwonią.
~~~ Ed ~~~
Było już 20 minut po 22. Goście już od 21.40 zaczęli się schodzić do mojego mieszkania, na imprezę. Co chwila rozglądałem się za urokliwą szatynką, która wzbudzała we mnie dużo pozytywnych emocji. Jednak nie rozpoznałem rysów twarzy szatynki w żadnych mijających próg domu, dziewczyn w maskach. Nawet nie zauważyłem, kiedy jakaś ciemnowłosa dziewczyna położyła na moim ramieniu swoją dłoń. Obróciłem się w jej stronę. Jej ciemnofioletowa maska pasowała do liliowej sukienki za kolano, z falbanami u dołu. Wyglądała czarująco.
-Witam, pana.-po jej głosie wywnioskowałem, że to właśnie ta dziewczyna, którą wypatrywałem.
-Witam, panienkę.-odpowiedziałem, zaśmialiśmy się.
Muzyka zaczęła brzmieć głośniej. Widziałem, że chce coś powiedzieć, ale i tak bym nic nie usłyszał ze względu na hałas, wiedziała to.
-Może pójdziemy gdzieś indziej? Gdzieś gdzie jest ciszej?-spytałem, a ona pokiwała głową.
Złapałem ją za rękę, aby mnie nie zgubiła. Zaprowadziłem ją do mojego pokoju, gdzie zastałem jakąś dziewczynę obściskującą się z Harry'm.
~~~ Harry ~~~
Kiedy tylko Ed znalazł mnie u siebie z June, od razu po wyjściu z jego pokoju, rozstałem się z nią. Impreza się rozkręcała, a moją uwagę przyciągały coraz to ładniejsze dziewczyny - z niektórymi nawet szedłem na górę, aby się odstresować. Najwyraźniej Tom, mój znajomy, nadal ma świetny gust. Szkoda, że mimo po załatwieniu tych wszystkich dziewczyn, sam nie przyszedł. Musiał się uczyć do sprawdzianu, który ma 3 stycznia. Często jestem zadowolony z tego, że ja uczę się nie w szkole, a w domu, z chłopakami z zespołu. Właśnie.. Louis. Miałem do niego zadzwonić.
Kiedy wykręcałem jego numer, wpadła na mnie jakaś dziewczyna z czarną maską na twarzy. Na widok blond włosów, od razu przypomniałem sobie śliczną Sonię. Już długo nie gościła w mojej głowie.
-Przepraszam.-nie rozpoznałem jej.2
-Nie gniewam się.-uśmiechnąłem sie do dziewczyny i odszedłem od niej, niezainteresowany.
Poszedłem w kąt i znowu wykręciłem numer to mojego przyjaciela.
-Numer tymczasowo nie osiągalny. Proszę spróbować później albo nagrać się na pocztę głosową. Po usłyszeniu sygnału, nagraj wiadomość.
Usłyszałem krótkie "piiip" i zacząłem mówić.:
-Louis, myślę, że powinniśmy porozmawiać. Mam dość. Jestem teraz na imprezie u Ed'a, miałeś przyjść, nie ma cię. Jeżeli to przez to co mówili, olej to. Powtarzam, musimy porozmawiać.
Chciałem krzyczeć. Osobiście jestem przerażony tym, że menażerowie zaczęli ustawiać nas po kątach. To okropne, musieć się wyrzec samych siebie. Ograniczają nas. Jestem wyczerpany samym byciem tym kim powinienem być, w rodzinnym domu i z przyjaciółmi (nie publicznie) mogę być tylko sobą i nikim więcej.
Schowałem telefon do kieszeni u spodni. Wyprostowałem się i uśmiechnąłem sztucznie. Ruszyłem w stronę tłumu. Przecież ktoś musi zabawiać gości.
~~~ Rupert ~~~
Przyglądałem się, przez dłuższy czas, dziewczynie stojącej w kącie. Miała na sobie czarną sukienkę do kolana, z koronki a pod nią normalny, czarny materiał, a maska z materiału (także czarnej koronki) na twarzy, wyglądała nieziemsko. Wiedziałem kto to, jej włosy ją zdradziły, grzywka, która teraz zapuszczona, sięgała do końcówek uszu, a lekkie falowane włosy dodawały jej uroku. Podszedłem do niej z dwoma lampkami szampana.
-Chcesz szampana?-spytałem mając na sobie czarny garnitur, a srebrną maskę na połowie twarzy.
Spojrzała na mnie i zamrugała, bez słowa wzięła ode mnie jedną z lampek szampana i upiła łyk.
-Nudzisz się, co? Ja też. Trochę tu nudno..-próbowałem rozpocząć rozmowę, ale szatynka była daleko myślami.
Tak stałem z nią, razem obserwowaliśmy ludzi, którzy wyglądali na dobrze się bawiących. W rytm muzyki niektórzy tańczyli, inni sobie podśpiewywali, a jeszcze inni po porstu się uśmiechali i rozmawiali między sobą. Na zewnątrz mogło się zobaczyć kilku reporterów, ale kiedy nikt nie wychodził z domu, poszli sobie, w sumie to dobrze się stało.
Nawet nie zorientowałem się kiedy obok mnie nie było Noel. Rozejrzałem się za koronkową dziewczyną. Nigdzie jej nie widziałem. Zdecydowałem się wyjść na dwór i tam jej poszukać.
~~~ Lilianna ~~~
Jego delikatne pocałunki na moich ustach, szyi, karku, obojczykach doprowadzały mnie do szaleństwa. Była już po kilku lampkach szampana, a on po kilku kieliszkach wódki. Czułam z nim swobodę, aczkolwiek nie chciałam posunąć się dalej, dlatego kiedy chciał rozpiąć mi sukienkę, powstrzymałam go słowami.:
-Nie jestem gotowa.-spojrzał na mnie i uśmiechnął się rozumiejąc.
Tym razem to ja go pocałowałam mocno. Moje dłonie znalazły się na jego plecach, w sumie to pośladkach. Jego ręce wędrowały po moich udach, biodrach, nawet jedna znalazła sie w moich włosach.
Czułam jak motyle w moim żołądku wywiercają mi dziurę. Czułam się naprawdę miło, dobrze właśnie z nim. Byłam pewna, że bez mojej zgody, nie posunie się dalej.
~~~ Noel ~~~
Wieczorne powietrze muskało moje poliki. Nie mogłam tam stać jak głupia. Nie czuję sie lepiej w tym tłumie, co więcej, dołuje mnie to wszystko.
Wyszłam przez drzwi balkonowe, na podwórko przed domem, na kilku stolikach były świeczki, co dawało cudowny efekt. Usiadłam na trawie za basenem, skryta między krzewami, drzewami. Wzrok skierowałam w górę, na niebo, obserwowałam ciemne niebo i świecące gwiazdy. Tak wpatrzona w mrok, muzyka była tylko dodatkiem, czułam samotność, na którą sama siebie spisałam. Moje samopoczucie jeszcze bardziej zmalało. Nie miałam za ze Ed'owi, że jest z gośćmi, ani Rupert'owi, sama od niego odeszłam, a Harry? On to inna bajka, to kolega, nawet nie przyjaciel, choć pewnie jest nawet dobrym przyjacielem, bo inaczej Ed się by z nim nie przyjaźnił.
Poczułam czyjąś obecność. Obróciłam głową w lewo. Ujrzałam rudzielca, który był tak samo wpatrzony w niebo tak jak ja przedtem. Moje oczy znowu powędrowały w górę, aby oglądać księżyc i gwiazdy na niebie. Nawet nie minęła minuta, a wyczułam na sobie czyiś wzrok, wiedziałam, że to Rupert mi się przygląda. Udawałam, że nie czuję jest jego wzroku, że jego oddech tuż przy moim uchu jest dla mnie niezauważalny. Kiedy usłyszałam, że lekko się przybliżył, jego usta musnęły moje ucho, przebiegł mnie miły dreszcz, ale nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak zrobił. Obróciłam się jak oparzona, tym samym oddalając się od niego. Rudzielec dostał rumieńce, co wzbudziło we mnie uśmiech w duchu, na zewnątrz tylko go mierzyłam przerażona. Nie wiedziałam czemu to zrobił. Dlaczego okazał mi taką czułość, przecież on nie może mnie lubić bardziej niż koleżankę, nikt nie może.
-Czemu to zrobiłeś?!-krzyknęłam na niego.
Chłopaka usta zadrżały, po czym wygięły się w grymasie. Jego oczy były dla mnie zagadką, w delikatnym mroku, świetle świeczek, wyglądały niesamowicie pięknie. On milczał, ja cofnęłam się kilka kroków od niego.
-Dlaczego?!-stanęłam, a on zaczął podchodzić w grymasie smutku.
-Dlaczego?!-zaśmiał się gorzko.-Bo już nie raz mówiłem ci, że mi się podobasz, nie reagujesz na to, wyśmiewasz to, żartujesz, nie wierzysz. Postawiłem na czyny.-do zderzenia ze mną zostały mu dwa małe kroki.
Patrzyłam w ziemię, starając się nic nie mówić. Nie mogłam na niego spojrzeć, bałam się, że odkryje coś więcej.
-Naprawdę nie możesz uwierzyć, że ktoś może chcieć czegoś więcej niż tylko przyjaźni?-przysunął się o jeden krok.-Nie możesz uwierzyć, że ktoś może cię pragnąć, pożądać?-czułam jego oddech na twarzy, szyi.-Nie możesz uwierzyć, że tą osobą jestem ja?
Natychmiast spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnęłam się słabo i przymknęłam oczy. Po chwili, kiedy otwarłam oczy i spokojnie powiedziałam.:-Jestem lesbijką, Rupert.-mina mu zrzedła, od razu się cofnął o te trzy kroki.
Obróciłam się do niego bokiem i poszłam do domu, zostawiając go tam samego. Podeszłam do baru, wzięłam kilka kieliszków i jeden za drugim piłam wódkę, popijając sokiem pomarańczowym, władowałam w siebie ponad osiem kieliszków wódki. Czułam jak moja głowa pulsuje. Chciałam zapomnieć co się wydarzyło. Pragnęłam zapomnieć co powiedziałam.
__________________
Wiem, że w rzeczywistości, Harry był w NY, z Taylor, ale na potrzeby opowiadania, jest na przyjęciu Ed'a.
Tak więc jest nowy rozdział, po dość długim oczekiwaniu. Wiem, że nie zachwycam. Jednak brak weny i mnie dopadł, ponownie. Nie zawieszę bloga, bo nie ma w tym sensu iż pewnie wrócą mi pomysły dość szybko. Jak widać, liczba czytających coraz to się zmniejsza. Zastanawia mnie to, ponieważ nie wiem czy to kwestia, że młodzież ma lepsze rzeczy do robienia czy to jest wina mojego pisania. No nic. Nie czepiam się, też nie będę narzekać na małą ilość komentarzy. Jednak wiedzcie, że zauważam to, że jest was mała ilość.


Oh.! Jak to teraz Noel odkręci? Przecież też do niego coś czuje o.O
OdpowiedzUsuńTak, czuje coś do niego, ale sama nie jest pewna czy to coś większego niż zwykłe zauroczenie, boi się powiedzieć mu, że podoba jej się, bo nie chce rezygnować z kolegi oraz nie chce dawać mu złudnych nadziei. Jest pełna obaw. :-)
OdpowiedzUsuńMusiałam też tak obrócić sprawę, ponieważ zacznie się coś innego i jak nawalę wszystko na raz to nawet ja się pogubię. :-)