~~~ Noel ~~~
Niegdyś idealne małżeństwo, teraz podzieleni - państwo Global kłócili się w kuchni. Już przed kilkoma miesiącami zaczęło się między nimi psuć, relacja między tym dwojgiem jeszcze bardziej się pogorszyła ostatnimi czasy.
-Zarabiam więcej od ciebie, więc to oznacza, że marnujesz moje pieniądze!-wykrzyczał pan Global, kładąc na nacisk "moje".
-Jeśli tak, to ty nadwyrężasz moje ciało!-kobieta zaczęła, a jednak to mężczyzna teraz wychodzi na idiotę.
-Nie kochamy się od czterech miesięcy! Nie dzielimy pocałunków od siedmiu miesięcy! I ty chcesz mi powiedzieć, że nadwyrężam twoje ciało?!-mężczyzna był oburzony.
-A ty chcesz mi powiedzieć, że marnuję twoje pieniądze?! Może za moją pensję mam utrzymać cały dom, dziewczynki i jeszcze nas?!-kobieta była równie oburzona i zdenerwowana.
Kłócili się długo przed i długo po. Jednak tutaj chodzi o wcześniej wspomniane dziewczynki - gdzie one były? Nie, nie było ich w kuchni, nie, nie było ich w salonie i nie, nie były w swoich pokojach ani na dworze. Zaciętą kłótnie obie obserwowały z miejsca, z którego widać dużo, ale osób ukrytych tam nie widać. Otóż miejsce pod schodami, gdzie były różne pakunki, pudła i inne rzeczy, w których dziewczynek nie było widać. Blondynka wyglądała na otępiałą podczas, kiedy patrzyła na kłócących się rodziców. Szatynka miała tłok w głowie, była zdenerwowana i do tego miała ochotę krzyczeć. Było im źle to na pewno, ale czy wiedziały, że ich maleńkie myśli "niech przestaną i niech któreś podda się" przerodzi się w większą kłótnię, rozwód a później kilkoma latami samotności? Nie, nie wiedziały, nawet nie przypuszczały tego - nie chciały ich rozstania, chciały spokoju, który jakby nie było - pojawił się po odejściu matki.
*** Godzina później ***
-Od razu powiedz prawdę! Odchodzisz, bo Noel jest inna i nie radzisz sobie!-ojciec stał naprzeciwko spakowanej, jeszcze - pani Global.
-To nie tak, że nie zależy mi, boję się, że nie dam rady, jasne?!
-Jasne.-mężczyzna otworzył drzwi kobiecie.-Wyjdziesz i nie masz po co wracać. Wyjdziesz, a dziewczynki zapomną o tobie.-mimo słów mężczyzny - kobieta wyszła z torbami z domu.
Podniosłam się pospiesznie z mojego łóżka i krzyknęłam zapobiegawczo - niestety na darmo.
To był tylko sen ze wspomnień..
Miałam złe przeczucie co do mojej matki i Sonii, która chce się z nią spotkać. Byłam wściekła, że znów chce być w naszym życiu, nie wiem czy na pewno nie chciałam jej, ale to po prostu działało na moje myśli negatywnie..
Położyłam się ponownie na łóżku i zaczęłam się zastanawiać o pozytywach i negatywach ponownego pojawienia się mojej matki.
~~~ Ed ~~~
Niegdyś idealne małżeństwo, teraz podzieleni - państwo Global kłócili się w kuchni. Już przed kilkoma miesiącami zaczęło się między nimi psuć, relacja między tym dwojgiem jeszcze bardziej się pogorszyła ostatnimi czasy.
-Zarabiam więcej od ciebie, więc to oznacza, że marnujesz moje pieniądze!-wykrzyczał pan Global, kładąc na nacisk "moje".-Jeśli tak, to ty nadwyrężasz moje ciało!-kobieta zaczęła, a jednak to mężczyzna teraz wychodzi na idiotę.
-Nie kochamy się od czterech miesięcy! Nie dzielimy pocałunków od siedmiu miesięcy! I ty chcesz mi powiedzieć, że nadwyrężam twoje ciało?!-mężczyzna był oburzony.
-A ty chcesz mi powiedzieć, że marnuję twoje pieniądze?! Może za moją pensję mam utrzymać cały dom, dziewczynki i jeszcze nas?!-kobieta była równie oburzona i zdenerwowana.
Kłócili się długo przed i długo po. Jednak tutaj chodzi o wcześniej wspomniane dziewczynki - gdzie one były? Nie, nie było ich w kuchni, nie, nie było ich w salonie i nie, nie były w swoich pokojach ani na dworze. Zaciętą kłótnie obie obserwowały z miejsca, z którego widać dużo, ale osób ukrytych tam nie widać. Otóż miejsce pod schodami, gdzie były różne pakunki, pudła i inne rzeczy, w których dziewczynek nie było widać. Blondynka wyglądała na otępiałą podczas, kiedy patrzyła na kłócących się rodziców. Szatynka miała tłok w głowie, była zdenerwowana i do tego miała ochotę krzyczeć. Było im źle to na pewno, ale czy wiedziały, że ich maleńkie myśli "niech przestaną i niech któreś podda się" przerodzi się w większą kłótnię, rozwód a później kilkoma latami samotności? Nie, nie wiedziały, nawet nie przypuszczały tego - nie chciały ich rozstania, chciały spokoju, który jakby nie było - pojawił się po odejściu matki.
*** Godzina później ***
-Od razu powiedz prawdę! Odchodzisz, bo Noel jest inna i nie radzisz sobie!-ojciec stał naprzeciwko spakowanej, jeszcze - pani Global.
-To nie tak, że nie zależy mi, boję się, że nie dam rady, jasne?!
-Jasne.-mężczyzna otworzył drzwi kobiecie.-Wyjdziesz i nie masz po co wracać. Wyjdziesz, a dziewczynki zapomną o tobie.-mimo słów mężczyzny - kobieta wyszła z torbami z domu.
Podniosłam się pospiesznie z mojego łóżka i krzyknęłam zapobiegawczo - niestety na darmo.
To był tylko sen ze wspomnień..
Miałam złe przeczucie co do mojej matki i Sonii, która chce się z nią spotkać. Byłam wściekła, że znów chce być w naszym życiu, nie wiem czy na pewno nie chciałam jej, ale to po prostu działało na moje myśli negatywnie..
Położyłam się ponownie na łóżku i zaczęłam się zastanawiać o pozytywach i negatywach ponownego pojawienia się mojej matki.
~~~ Ed ~~~
Leżałem na sofie z nogami u góry, a głowa zwisała mi swobodnie. Nim spostrzegłem co się dzieje, Rupert i Harry wlecieli do mojego domu, salonu i rzucili się na mnie. Zaczęli na raz mówić i pokrzykiwać, nie rozumiałem ani słowa z ich paplaniny.
-Cicho!-wydusiłem jak najgłośniej spod ich ciał.
Wyglądało na to, że chyba zapomnieli o co się kłócili, po co przyszli, bo spojrzeli na mnie jak na wariata. Powoli podnieśli się i pomogli mi wstać z podłogi.
-Co wy tu robicie?-zapytałem po chwili, kiedy złapałem oddech.
I znów zaczął się harmider. Dwie osoby nadające tak szybko i tak głośno, ze od razu moja głowa chciała eksplodować. Wsadziłem sobie dwa palce do buzi i głośno zagwizdałem. Cisza jaka nastała aż mnie przeraziła. Patrzyli na mnie i co chwilę zerkali w swoją stronę.
-Po co przyszliście, pojedynczo.-zaznaczyłem.
Uśmiechnęli się do siebie, a później do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, ale nadal nie wiedziałem o co chodzi.
-Jest wtorek, we wtorek zawsze oglądamy horrory.-powiedział Rupert.
-Raz, tylko raz we wtorek oglądaliśmy horror.-powiedziałem zaczepnie, ale oni nadal się głupkowato uśmiechali.
-Słyszeliśmy, że spotkałeś się z Danielle, a później z Noel. Opowiadaj jak było?-Harry wybuchł radośnie i zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać.
Rupert zmierzył go wzrokiem i zaśmiał się z jego podekscytowania. Usiedliśmy na sofie i już spokojniej powiedział.
-No mów, chcemy wiedzieć, czy jesteś już znów z Danielle, a może Noel już zajęła jej miejsce?
-Noel jest moją przyjaciółką, nic więcej.-powiedziałem patrząc groźnie na Hazzę.
-Spokojnie. Tylko tak powiedziałem.-podniósł ręce w geście poddania.
-To powiesz nam, czy jesteś już z Danielle?-Rupert odezwał się rozpychając się i coraz bardziej leżąc na sofie.
-Niby powiedziała, że jest jej przykro, że mi nie wierzyła w moją uczciwość, ale sądzę, że nadal w jakimś procencie nie wierzy mi. A Noel poradziła mi, abym w pewien sposób zadbać o jej wiarę we mnie.-cmoknąłem w powietrzu.
Chłopaki zmierzyli się spojrzeniami.
-A jaki jest ten pomysł?-zapytał Harry.
-Nie powiem, bo zapeszę.-odpowiedziałem dumnie.
-Ale ona wie.-szatyn wyczekiwał aż wyjawię pomysł.
-Noel mi podpowiedziała, dlatego wie. Trudno o osobę, która do mi pomysł i sama o tym nie wiedziała.-zaśmiałem się.
-Ale..-tym razem rudzielec chciał coś powiedzieć.
-Żadnego ale.-powiedziałem i zepchnąłem Ruperta z sofy, na której już nie było miejsca przez jego ciało.
Kiedy jego ciało zderzyło się z podłogą i spojrzał na mnie jak dziecko, któremu odebrało się ulubioną zabawkę - wszyscy zaczęliśmy się śmiać bez opamiętania.
~~~ Sonia ~~~
Zadzwonić? Nie, nie.. Ale może.. Tak, zadzwonię. Ale co jeśli..? Nie, nie mogę..
Biłam się z myślami, czy zadzwonić do szatyna, z którym miałam zderzenie samochodowe. Nie byłam pewna czego on chce ani czego ja oczekuję.
Siedziałam na kanapie wpatrzona w telefon komórkowy. Nawet kiedy usłyszałam jak Noel wchodzi do domu, nie przestałam się wpatrywać w ekranik komórki. Usłyszałam śmiech, który pewnie wydobył się z ust mojej siostry.
-Do kogo chcesz zadzwonić, ale brak ci odwagi?-dosiadła się do mnie, na sofę i patrzyła na mnie prawie nie mrugając.-Do matki?-jej humor się pogorszył.
-Nie, nie do matki.-widziałam na jej twarzy ulgę.-Poznałam niedawno fajnego chłopaka, ale nie wiem czy jest wart zachodu.-powiedziałam, a ona się podniosła z kanapy.
-To sie dowiedz, bo mi świrujesz.-zaśmiała się i poszła do swojego pokoju śmiejąc się ze mnie.
I znów zaczął się harmider. Dwie osoby nadające tak szybko i tak głośno, ze od razu moja głowa chciała eksplodować. Wsadziłem sobie dwa palce do buzi i głośno zagwizdałem. Cisza jaka nastała aż mnie przeraziła. Patrzyli na mnie i co chwilę zerkali w swoją stronę.
-Po co przyszliście, pojedynczo.-zaznaczyłem.
Uśmiechnęli się do siebie, a później do mnie. Odwzajemniłem uśmiech, ale nadal nie wiedziałem o co chodzi.
-Jest wtorek, we wtorek zawsze oglądamy horrory.-powiedział Rupert.
-Raz, tylko raz we wtorek oglądaliśmy horror.-powiedziałem zaczepnie, ale oni nadal się głupkowato uśmiechali.
-Słyszeliśmy, że spotkałeś się z Danielle, a później z Noel. Opowiadaj jak było?-Harry wybuchł radośnie i zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać.
Rupert zmierzył go wzrokiem i zaśmiał się z jego podekscytowania. Usiedliśmy na sofie i już spokojniej powiedział.
-No mów, chcemy wiedzieć, czy jesteś już znów z Danielle, a może Noel już zajęła jej miejsce?
-Noel jest moją przyjaciółką, nic więcej.-powiedziałem patrząc groźnie na Hazzę.
-Spokojnie. Tylko tak powiedziałem.-podniósł ręce w geście poddania.
-To powiesz nam, czy jesteś już z Danielle?-Rupert odezwał się rozpychając się i coraz bardziej leżąc na sofie.
-Niby powiedziała, że jest jej przykro, że mi nie wierzyła w moją uczciwość, ale sądzę, że nadal w jakimś procencie nie wierzy mi. A Noel poradziła mi, abym w pewien sposób zadbać o jej wiarę we mnie.-cmoknąłem w powietrzu.
Chłopaki zmierzyli się spojrzeniami.
-A jaki jest ten pomysł?-zapytał Harry.
-Nie powiem, bo zapeszę.-odpowiedziałem dumnie.
-Ale ona wie.-szatyn wyczekiwał aż wyjawię pomysł.
-Noel mi podpowiedziała, dlatego wie. Trudno o osobę, która do mi pomysł i sama o tym nie wiedziała.-zaśmiałem się.
-Ale..-tym razem rudzielec chciał coś powiedzieć.
-Żadnego ale.-powiedziałem i zepchnąłem Ruperta z sofy, na której już nie było miejsca przez jego ciało.
Kiedy jego ciało zderzyło się z podłogą i spojrzał na mnie jak dziecko, któremu odebrało się ulubioną zabawkę - wszyscy zaczęliśmy się śmiać bez opamiętania.
~~~ Sonia ~~~
Zadzwonić? Nie, nie.. Ale może.. Tak, zadzwonię. Ale co jeśli..? Nie, nie mogę..
Biłam się z myślami, czy zadzwonić do szatyna, z którym miałam zderzenie samochodowe. Nie byłam pewna czego on chce ani czego ja oczekuję.
Siedziałam na kanapie wpatrzona w telefon komórkowy. Nawet kiedy usłyszałam jak Noel wchodzi do domu, nie przestałam się wpatrywać w ekranik komórki. Usłyszałam śmiech, który pewnie wydobył się z ust mojej siostry.
-Do kogo chcesz zadzwonić, ale brak ci odwagi?-dosiadła się do mnie, na sofę i patrzyła na mnie prawie nie mrugając.-Do matki?-jej humor się pogorszył.
-Nie, nie do matki.-widziałam na jej twarzy ulgę.-Poznałam niedawno fajnego chłopaka, ale nie wiem czy jest wart zachodu.-powiedziałam, a ona się podniosła z kanapy.-To sie dowiedz, bo mi świrujesz.-zaśmiała się i poszła do swojego pokoju śmiejąc się ze mnie.
Przesadzałaś mówiąc, że będzie aż tak słaby! Nie jest źle :)
OdpowiedzUsuńP.
Nie jest źle? To nie tak, że cię nie cenię za to, że mnie wspierasz, ale to nie podniosło mi opini na ten rozdział! :-D
UsuńOczywiście dziękuję za komentarz. :-)