~~~ Noel ~~~
Piątek.. Nie powiem, że jestem dobrej myśli co do rozmowy z moim ojcem jutro czy w niedzielę.. Prawdę mówiąc - boję się. Słowa, które może wypowiedzieć mogą boleć - oczywiście nie muszą, może panikuję na zapas, ale.. Właśnie, zawsze jest "ale", to takie denerwujące słowo! Nienawidzę go używać, a tym bardziej słyszeć - ostatecznie mam chęć kogoś udusić, bo wiem iż w takiej sytuacji, kiedy ktoś powie "ale", już wiem, że tego nie dostanę bądź się myliłam. Niestety, ale nie lubię się mylić, nienawidzę nie mieć racji - czuję się jakby dana osoba chciała się wywyższać w ten sposób - ona miała rację i niby jest lepsza, nie ważne, że to ja zawsze miałam rację - tym razem to ona ją ma i pokazuję mi środkowego palca.
Boże! O czym ja do cholery myślę?! Koniec z jedzieniem krówek przed snem. Zawsze po nich miałam rano myśli filozoficzne, ale teraz? Co jest ze mną nie tak..
-Wstawaj już, bo się spóźnisz na rozmowę o pracę!-krzyknęła z głębi domu moja siostra.
-Chyba choroba powróciła!-skłamałam i schowałam się pod łóżko jak kiedyś, gdy nie chciałam iść do szkoły.
Nie musiałam długo czekać, aby Sonia znalazła się w moim pokoju po wypowiedzianych przeze mnie słów. Leżałam pod łóżkiem ledwo oddychając, tym samym patrząc jak nogi mojej siostry przesuwają się powoli.
-Noel, gdzie ty do cholery jesteś?-zapytała zniecierpliwiona.-Nie uważasz, że jesteśmy za duże na takie zabawy?-słyszałam jak otwiera szafę i jest westchnięcie, gdy ściągła pościel z łóżka.-Daj spokój, musisz iść poszukać tej pracy. Nie będziesz wiecznie na moim garnuszku. Dobrze wiesz, że tak nie można.-przymknęłam na chwilę oczy, lecz gdy je otworzyłam wiedziałam twarz Soni - naprzeciwko mnie, a jej oczy były bardzo blisko moich.
-Kurwa!-krzyknęłam wystraszona, a blondynka wpadła w niepohamowany śmiech.
Jeszcze z lekko dygoczącym ciałem yśliznęłam się spod łóżka i spojrzałam morderczym wzrokiem na siostrę.
-I to niby ja jestem dzieckiem?-założyłam dłonie na biodra.
-Chcę zauważyć, że to nie ja schowałam się pod łóżko.-choć nadal się śmiała, zaczęła wstawać z ziemi na nogi.-Poza tym, musisz dziś iść na rozmowę o pracę. Nie mówię, że masz sie trzymać tej pracy - jak znajdziesz lepszą, to odejdzesz z niej.-jęknęłam na jej słowa.
-Ale Sonia..-patrzyłam na nią wzrokiem kochaka ze Shreka i podwinęła dolną wargę do góry.
-Jak dziecko..-zaśmiała się.-Musisz iść się przygotowywać, masz dziś rozmowę o pracę.-położyła przelotnie mi rękę na ramieniu i po chwili ulotniła się z mojego pokoju.
Jeszcze ziewnęłam kilka razy i przeczesałam włosy palacami u rąk. Tupnęłam zderwowana nogą i ruszyłam do łazienki.
Nie chce mi się.. Cholenie mi się nie chce iść na tą rozmowę kwalifikacyjną! Jeszcze gdyby to była praca, na którą mam wykształcenie, ale nie. Mam zostać kelnerką w restauracji, w której pracuje Sona. To idiotyzma, nie ważne co powiem i co zrobie, nie ważne jak bardzo zrażę do siebie dyrektora - praca jest już moja. Zajebiście - nie ma co. Moje wykształcenie opiera się na pedagogice, a nie - na byciu kelnerką. Niestety nikt nie chce przyjąć dziewczyny, która niedawno skończyła studia. No nic, muszę pracować tam - mimo, że nie chcę.
Po umyciu się i wysuszeniu włosów, poszłam do kuchni, w której zastałam Sonie. Uśmiechała sięciepło do mnie, a ja miałam wrażenie, że coś chce powiedzieć.
-Coś ci się stało?-zapytałam lekko zirytowana jej dobrym humorem.
-Tak. To znaczy nie.-jej powieka zacząłe nerwowo drgać.
-Przecież widzę.-usiadłam w ręczniku na krześle przy stole.
-Widzę, że tobie się nie śpieszy.-zmieniła temat, co zauważyłam, lecz uznałam, że lepiej unikać tamtego tematu.
-Zaraz pójdę się ubrać, ale najpierw chcę coś zjeść.-zabrałam sprytnie z jej talerza ostatnią z kanapek z pomidorem.
-Ejj!-chciała mi ją zabrać z rąk, ale na jej nieszczęście polizałam ją i szybko włożyłam do ust.-Fajnie.-mruknęła i włożyła telerz do zlewu.-Dziś ty zmywasz, wieczorem.-dodała, patrząc jak już chcę zabrac sięza zmywanie.
-Ale teraz jest mniej naczyń,-spojrzałam na nią.
-No właśnie. Jako, że zjadłaś moją ostatnią kanapkę, na którą miałam chęć, dziś ty zmywasz po wszystkich.-wyszła z kuchni do Niki, a ja do swojego pokoju.
Po krótkich poszukiwaniach znalazłam "idealny" ubiór na rozmowę o pracę. Wyszłam już umalowana, ubrana i w koturnach. Na korytarzu spotkałam Sonię i Niki. Dziewczyna się zaśmiała i podeszła bliżej mnie, zaczęła przyglądać się krzyżykom - za to moja siostra tylko zmierzyła mnie wzrokiem i wzdychnęła.
-Idziemy.-mruknęła i cała nasza czwórka wyszła z domu.
Wsiedliśmy do samochodu Soni, która ruszyła pod budynek szkolny dziewczynki.
-To cześć mała.-cmoknęłam ją w polika, tym samym zostając w samochodzie.
Moja siostra poszła z Niki do przedszkola, a ja zaczęłam rozmyślać.
Muszę jakoś go zniechęcić, aby mnie nie przyjął do tej nędznej roboty. Co jak co, ale ambicje mam i nie zamierzam obsługiać idiotów, którzy bardzo często sami nie wiedzą co chcą.
-Chcesz go zniechęcić do siebie?-nawet nie zauważyłam jak blondynka wsiadła do auta i je odpaliła.
-Tak jak widzisz.-spojrzałam na nią podderwowana.
-Nie będę cię pouczać, bo chyba sama wiesz co chcesz robić. Pomimo wszystko chcę ci powiedzieć tylko, że nie ważne co zrobisz - masz znaleźć pracę, jako kelnerka albo ktoś inny. Nie ważne jako kto, ważne, że nie będę jako jedyna pracować.-skończyła swój monolog głośnym westchnięciem.
-Znajdę pracę, gdy będzie wystarczająco dobra dla mnie.-mruknęłam.
-Wystarczjąco dobra?-zerknęła na mnie zdziwiona.-Co ty, królewna?-zakpiła.
-Nie, ale słowa, że "żadna praca nie hańbi" to kłamstwo.
-Że niby być kelnerką to jest hańba?
-W moim mniemaniu, owszem. To tak samo jakbym się puszczała za pieniądze.-skłamałam mimo wszystko.
-Ah, Noel. Nigdy nie zrozumię twojego rozumowania. Niestety, ile razy to ja nie chciałam cię zrozumieć - zawsze mi się nie udaje.-zrezynowała i zaparkowała przed restauracją.
~~~ Rupert ~~~
-Ed?!-pukałem w drzwi domu przyjaciela, niestety nikto od dłuższej chwili mi nie otworzył.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wykręciłem numer rudzielca. W ciągu kilku sekund usłyszałem za drzwiami domu dzwonek jego telefonu. Nie minęło kilka sekund, a ja usłyszałem jak coś spada na podłoge i się rozbija. Nie byłem pewny co, więc szybkimi, sprawnymi ruchami złapałem za klamkę i popchnąłem drzwi. Na szczęście były otwarte, więc nie sprawiło mi trudności wejście do środka domu.
-Sheeran, do cholery!-podbiegłem do rudzielca i pomogłem zbierać z podłogi rozbitą szklankę.
Kiedy już szkło znalazło się w koszu na śmieci, spojrzałem na chłopaka. Jego głowa zwisała ponuro w dół, a ręce miał na oczach - chyba nikogo nie zdziwi to, że po chwili usłyszałem dźwięk szlochu.
Westchnąłem i dosiadłem się do przyjaciela na kanapę. Położyłem mu dłoń na ramieniu, a ten się we mnie wtulił.
-Ej, bo pomyślę, że się we mnie zakochałeś.-zażartowałem, a ten zaśmiał się na chwilę, jednak zaraz znów na jego (już odsłoniętą) twarz wtargnął żal oraz smutek.-Co się stało?-zapytałem zdziwiony jego ponurym humorem.
-Danielle.. Ona i ja mamy przerwę, ale nie jestem pewny, czy warunki jakie jej dałem są dobre. Boję się, że znajdzie innego, który będzie dla niej lepszy.-szeptał.
-Nie ma lepszego faceta dla Danielle, niż ty.-dałem mu lekkiego kuksańca w bok.-A teraz powiedz mi szczegółowo, dlaczego daliście sobie przerwę?-spytałem patrząc na niego.
Zaczął opowiadać o dziewczynce, z którą miał wspólną przeszłość - że to ona zrobiła mu lekki burdel w głowie. Nie obwiniał jej, można by powiedzieć, że był promienny kiedy o niej mówił. Był zły na Dan, że nie rozumiała go - choć on tak bardzo potrzebował wsparcia z jej strony.
Piątek.. Nie powiem, że jestem dobrej myśli co do rozmowy z moim ojcem jutro czy w niedzielę.. Prawdę mówiąc - boję się. Słowa, które może wypowiedzieć mogą boleć - oczywiście nie muszą, może panikuję na zapas, ale.. Właśnie, zawsze jest "ale", to takie denerwujące słowo! Nienawidzę go używać, a tym bardziej słyszeć - ostatecznie mam chęć kogoś udusić, bo wiem iż w takiej sytuacji, kiedy ktoś powie "ale", już wiem, że tego nie dostanę bądź się myliłam. Niestety, ale nie lubię się mylić, nienawidzę nie mieć racji - czuję się jakby dana osoba chciała się wywyższać w ten sposób - ona miała rację i niby jest lepsza, nie ważne, że to ja zawsze miałam rację - tym razem to ona ją ma i pokazuję mi środkowego palca.
Boże! O czym ja do cholery myślę?! Koniec z jedzieniem krówek przed snem. Zawsze po nich miałam rano myśli filozoficzne, ale teraz? Co jest ze mną nie tak..
-Wstawaj już, bo się spóźnisz na rozmowę o pracę!-krzyknęła z głębi domu moja siostra.
-Chyba choroba powróciła!-skłamałam i schowałam się pod łóżko jak kiedyś, gdy nie chciałam iść do szkoły.
Nie musiałam długo czekać, aby Sonia znalazła się w moim pokoju po wypowiedzianych przeze mnie słów. Leżałam pod łóżkiem ledwo oddychając, tym samym patrząc jak nogi mojej siostry przesuwają się powoli.
-Noel, gdzie ty do cholery jesteś?-zapytała zniecierpliwiona.-Nie uważasz, że jesteśmy za duże na takie zabawy?-słyszałam jak otwiera szafę i jest westchnięcie, gdy ściągła pościel z łóżka.-Daj spokój, musisz iść poszukać tej pracy. Nie będziesz wiecznie na moim garnuszku. Dobrze wiesz, że tak nie można.-przymknęłam na chwilę oczy, lecz gdy je otworzyłam wiedziałam twarz Soni - naprzeciwko mnie, a jej oczy były bardzo blisko moich.
-Kurwa!-krzyknęłam wystraszona, a blondynka wpadła w niepohamowany śmiech.
Jeszcze z lekko dygoczącym ciałem yśliznęłam się spod łóżka i spojrzałam morderczym wzrokiem na siostrę.
-I to niby ja jestem dzieckiem?-założyłam dłonie na biodra.
-Chcę zauważyć, że to nie ja schowałam się pod łóżko.-choć nadal się śmiała, zaczęła wstawać z ziemi na nogi.-Poza tym, musisz dziś iść na rozmowę o pracę. Nie mówię, że masz sie trzymać tej pracy - jak znajdziesz lepszą, to odejdzesz z niej.-jęknęłam na jej słowa.
-Ale Sonia..-patrzyłam na nią wzrokiem kochaka ze Shreka i podwinęła dolną wargę do góry.
-Jak dziecko..-zaśmiała się.-Musisz iść się przygotowywać, masz dziś rozmowę o pracę.-położyła przelotnie mi rękę na ramieniu i po chwili ulotniła się z mojego pokoju.
Jeszcze ziewnęłam kilka razy i przeczesałam włosy palacami u rąk. Tupnęłam zderwowana nogą i ruszyłam do łazienki.
Nie chce mi się.. Cholenie mi się nie chce iść na tą rozmowę kwalifikacyjną! Jeszcze gdyby to była praca, na którą mam wykształcenie, ale nie. Mam zostać kelnerką w restauracji, w której pracuje Sona. To idiotyzma, nie ważne co powiem i co zrobie, nie ważne jak bardzo zrażę do siebie dyrektora - praca jest już moja. Zajebiście - nie ma co. Moje wykształcenie opiera się na pedagogice, a nie - na byciu kelnerką. Niestety nikt nie chce przyjąć dziewczyny, która niedawno skończyła studia. No nic, muszę pracować tam - mimo, że nie chcę.
Po umyciu się i wysuszeniu włosów, poszłam do kuchni, w której zastałam Sonie. Uśmiechała sięciepło do mnie, a ja miałam wrażenie, że coś chce powiedzieć.
-Coś ci się stało?-zapytałam lekko zirytowana jej dobrym humorem.
-Tak. To znaczy nie.-jej powieka zacząłe nerwowo drgać.
-Przecież widzę.-usiadłam w ręczniku na krześle przy stole.
-Widzę, że tobie się nie śpieszy.-zmieniła temat, co zauważyłam, lecz uznałam, że lepiej unikać tamtego tematu.
-Zaraz pójdę się ubrać, ale najpierw chcę coś zjeść.-zabrałam sprytnie z jej talerza ostatnią z kanapek z pomidorem.
-Ejj!-chciała mi ją zabrać z rąk, ale na jej nieszczęście polizałam ją i szybko włożyłam do ust.-Fajnie.-mruknęła i włożyła telerz do zlewu.-Dziś ty zmywasz, wieczorem.-dodała, patrząc jak już chcę zabrac sięza zmywanie.
-Ale teraz jest mniej naczyń,-spojrzałam na nią.
-No właśnie. Jako, że zjadłaś moją ostatnią kanapkę, na którą miałam chęć, dziś ty zmywasz po wszystkich.-wyszła z kuchni do Niki, a ja do swojego pokoju.
Po krótkich poszukiwaniach znalazłam "idealny" ubiór na rozmowę o pracę. Wyszłam już umalowana, ubrana i w koturnach. Na korytarzu spotkałam Sonię i Niki. Dziewczyna się zaśmiała i podeszła bliżej mnie, zaczęła przyglądać się krzyżykom - za to moja siostra tylko zmierzyła mnie wzrokiem i wzdychnęła.
-Idziemy.-mruknęła i cała nasza czwórka wyszła z domu.
Wsiedliśmy do samochodu Soni, która ruszyła pod budynek szkolny dziewczynki.
-To cześć mała.-cmoknęłam ją w polika, tym samym zostając w samochodzie.
Moja siostra poszła z Niki do przedszkola, a ja zaczęłam rozmyślać.
Muszę jakoś go zniechęcić, aby mnie nie przyjął do tej nędznej roboty. Co jak co, ale ambicje mam i nie zamierzam obsługiać idiotów, którzy bardzo często sami nie wiedzą co chcą.
-Chcesz go zniechęcić do siebie?-nawet nie zauważyłam jak blondynka wsiadła do auta i je odpaliła.
-Tak jak widzisz.-spojrzałam na nią podderwowana.
-Nie będę cię pouczać, bo chyba sama wiesz co chcesz robić. Pomimo wszystko chcę ci powiedzieć tylko, że nie ważne co zrobisz - masz znaleźć pracę, jako kelnerka albo ktoś inny. Nie ważne jako kto, ważne, że nie będę jako jedyna pracować.-skończyła swój monolog głośnym westchnięciem.
-Znajdę pracę, gdy będzie wystarczająco dobra dla mnie.-mruknęłam.
-Wystarczjąco dobra?-zerknęła na mnie zdziwiona.-Co ty, królewna?-zakpiła.
-Nie, ale słowa, że "żadna praca nie hańbi" to kłamstwo.
-Że niby być kelnerką to jest hańba?
-W moim mniemaniu, owszem. To tak samo jakbym się puszczała za pieniądze.-skłamałam mimo wszystko.
-Ah, Noel. Nigdy nie zrozumię twojego rozumowania. Niestety, ile razy to ja nie chciałam cię zrozumieć - zawsze mi się nie udaje.-zrezynowała i zaparkowała przed restauracją.
~~~ Rupert ~~~
-Ed?!-pukałem w drzwi domu przyjaciela, niestety nikto od dłuższej chwili mi nie otworzył.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i wykręciłem numer rudzielca. W ciągu kilku sekund usłyszałem za drzwiami domu dzwonek jego telefonu. Nie minęło kilka sekund, a ja usłyszałem jak coś spada na podłoge i się rozbija. Nie byłem pewny co, więc szybkimi, sprawnymi ruchami złapałem za klamkę i popchnąłem drzwi. Na szczęście były otwarte, więc nie sprawiło mi trudności wejście do środka domu.
-Sheeran, do cholery!-podbiegłem do rudzielca i pomogłem zbierać z podłogi rozbitą szklankę.
Westchnąłem i dosiadłem się do przyjaciela na kanapę. Położyłem mu dłoń na ramieniu, a ten się we mnie wtulił.
-Ej, bo pomyślę, że się we mnie zakochałeś.-zażartowałem, a ten zaśmiał się na chwilę, jednak zaraz znów na jego (już odsłoniętą) twarz wtargnął żal oraz smutek.-Co się stało?-zapytałem zdziwiony jego ponurym humorem.
-Danielle.. Ona i ja mamy przerwę, ale nie jestem pewny, czy warunki jakie jej dałem są dobre. Boję się, że znajdzie innego, który będzie dla niej lepszy.-szeptał.
-Nie ma lepszego faceta dla Danielle, niż ty.-dałem mu lekkiego kuksańca w bok.-A teraz powiedz mi szczegółowo, dlaczego daliście sobie przerwę?-spytałem patrząc na niego.
Zaczął opowiadać o dziewczynce, z którą miał wspólną przeszłość - że to ona zrobiła mu lekki burdel w głowie. Nie obwiniał jej, można by powiedzieć, że był promienny kiedy o niej mówił. Był zły na Dan, że nie rozumiała go - choć on tak bardzo potrzebował wsparcia z jej strony.
Biedny Ed...dobrze, że ma tak wspaniałego przyjaciela ;D Jaka Noel jest leniwa! i te jej filozofie... szkoda gadać, ale chyba za to ją uwielbiam xD
OdpowiedzUsuńSzczerze to chciałam przedstawić Harrego Stylesa jako najlepszego przyjaciela Ed'a, ale nie! Ostatnimi czasy zaczynam szaleć i rudzielce mnie kręcą.. Tak wiem - dziwna jestem ^^.
UsuńCo do Noel. Hm.. Już taka jest. Co prawda - nie rozpuszam jej i nie dam jej więcej lenistwa i więcej bluzgania, niż tyle ile potrzeba. Jej myśli się wywodzą tylko z tego powodu, że czasem przesadza z cukrem..xD
Przyznam, że jest jedną z kilku głównych bohaterów moich wszystkich opowiadań, które lubię najbardziej. :-)
W końcu dłuższy rozdział :D
OdpowiedzUsuńEpic wiiin ;p
Czekam na kolejny ;*
Dłuższy? Hmm.. No nie wiem, może kilka linijek ^^.
UsuńPo Nowym Roku rozdział się pojawi. :-P
zapraszam do mnie, tez mam opowiadanie o ed'ie i One Diredction:)))
OdpowiedzUsuńEdzie*
UsuńZobaczę. :-P
Usuń