~~~ Patrick ~~~
Tak długo czekałem na ten moment. Mimo spędzonego czasu osobno, nadal ją kochałem, wręcz poczułem, że darzę ją większym uczuciem, niż dostrzegałem. Chciałem ją pocałować, od samego wejścia do lokalu. Nie potrafiłem być aż tydzień na wolnym, już po 12 godzinach, chciałem przy niej stać, przytulić ją i ucałować. Pragnąłem ją, potrzebowałem jej ciepła.
Wybuchnęła płaczem i złapała swoimi dłońmi swoją twarz. Wiedziałem o jego priorytetach, że pragnie mieć przede wszystkim dużo dzieci, chce być ojcem, który sobie poradził z gromadką dzieci. Byłem pewny, że jej nie zostawi z powodu jej braku mocy posiadania dzieci, ale nie mogłem jej obiecać, że jego miłość będzie równie sina. Znam Ruperta, nawet dobrze, ale nie mam kurwa zielonego pojęcia jak postąpi! Jak mogła właśnie do mnie przyjść?!
Tak długo czekałem na ten moment. Mimo spędzonego czasu osobno, nadal ją kochałem, wręcz poczułem, że darzę ją większym uczuciem, niż dostrzegałem. Chciałem ją pocałować, od samego wejścia do lokalu. Nie potrafiłem być aż tydzień na wolnym, już po 12 godzinach, chciałem przy niej stać, przytulić ją i ucałować. Pragnąłem ją, potrzebowałem jej ciepła.
Kiedy wszedłem do lokalu, patrzyła na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, w pełni zaskoczona, ale uśmiechnęła się.
-To jak, szefie, tylko 12 godzin wolnego?-zaśmiała się.
-Nie potrzeba było mi więcej, aby coś zrozumieć.-poszliśmy do mojego gabinetu.
-To znaczy co?
-To, że cię kocham, Sonia.
Chwyciłem jej twarz w dłonie i pocałowałem subtelnie. Dziewczyna chwilę nie odwzajemniała pocałunku, zapewne z powodu szoku, ale w mgnieniu oka poddała się pocałunkowi.
~~~ Ed ~~~
-Jestem niepewna czegoś i chcę tobie coś powiedzieć, potrzebuję rady, a jako, że jesteśmy przyjaciółmi.. Bo nimi jesteśmy, prawda?-Noel dziwnie się zachowywała.
-Tak jesteśmy przyjaciółmi.-odpowiedziałem obawiając się o czym ona chce rozmawiać.
Na zewnątrz zaczynało się robić ciemno, co było normalne biorąc pod uwagę to, że była zima.
Szatynka była w totalnej rozsypce. Jej oczy były pełne łez, które czekały na dobry moment, aby wypłynąć. Jej usta zrobiły się czerwone z niemocy i żalu, który czuła.
-Nie wiem co robić!
-Powiedz co się stało, może pomogę.-szepnąłem do niej.
Patrzyła na mnie niepewnie. Westchnęła ciężko i zaczęła mówić.:
-Około miesiąc temu, dowiedziałam sie o tym, że nie mogę mieć dzieci. Od ponad 13 nastu miesięcy nie mam okresu, to było dziwne i na początku grudnia poszłam do ginekologa, dowiedziałam się, że przeszłam przedwczesną menopauzę. Nie wiem jak o tym powiedzieć Rupertowi. Źle sie z tym czuję. Nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że nie urodzę mojego dziecka, że nie będę mogła być matką.
Z każdym następnym smutnym słowem, czułem się nie na miejscu. Byłem całkowicie zaskoczony i żałowałem, że to ja byłem pierwszy, który się dowiedział, co gorsze - miałem udzielić jej rady, nie to, że nie chciałem, bałem się, że doradzę jej źle. Bałem się cokolwiek powiedzieć, obawiałem się, że tylko pogorszę jej stan psychiczny.
-No, co powiesz?-patrzyła na mnie pełna zguby.
Odchrząknąłem, jednocześnie łapiąc się za głowę.
-Nie powinnaś się bać powiedzieć Ruperowi prawdy. On cię kocha, zrozumie i pokocha jeszcze bardziej.-powiedziałem jej pewnym głosem, mimo, że sam nie byłem pewny niczego.
Wiedziałem, że potrzebuje kogoś, kto jej pomoże, da choćby nadzieję.
Dziewczyna patrzyła na mnie zawiedziona. Jej oczy się zaszkliły, mocno pociągnęła nosem.
-Od zawsze Rupert chciał mieć dużą rodzinę.-powiedziała rozżalona.-Jak możesz wierzyć w słowa, że pokocha mnie bardziej, kiedy mu powiem, że nie mogę mu urodzić nawet jednego?!
Wybuchnęła płaczem i złapała swoimi dłońmi swoją twarz. Wiedziałem o jego priorytetach, że pragnie mieć przede wszystkim dużo dzieci, chce być ojcem, który sobie poradził z gromadką dzieci. Byłem pewny, że jej nie zostawi z powodu jej braku mocy posiadania dzieci, ale nie mogłem jej obiecać, że jego miłość będzie równie sina. Znam Ruperta, nawet dobrze, ale nie mam kurwa zielonego pojęcia jak postąpi! Jak mogła właśnie do mnie przyjść?!
-Jesteś moim przyjacielem.-powiedziała cicho, nie patrząc na mnie.-Powinieneś mi coś doradzić.-szeptała.-A nie, mówić, że powinnam mu wszystko powiedzieć, że zrozumie!
Wybuchła złością, wstała z kanapy i wyszła czym prędzej z salonu.
Zawaliłem. Znowu. Wiedziałem o co jej chodzi, czułem jej uczucia, a nic nie zrobiłem. Byłem pewny, że kryje się o wiele, wiele więcej spraw, które sprawiły u niej taki humor.
Noel także pragnęła od dzieciństwa, że będzie miała gromadkę dzieci, zawsze stawiała, że chłopców będzie miała najwięcej, po prostu tak czuła. Najwyraźniej myliła się, Bóg nie obdarzył jej tym darem.. W sumie, co tutaj ma Bóg do jej niepłodności? Coraz częściej wątpię w boga, po prostu zaczyna mi się wydawać, że nie istnieje.
~~~ Sonia ~~~
-Dzwonimy, aby panią poinformować, że mimo, że pani nie zezwoliła na odłączenie aparatury od pani ojca, jego funkcje mózgu, ustały. Proszę poinformować o śmierci bliskich i w ciągu tygodnia odebrać zwłoki Finna Globala.-powiedział mężczyzna w słuchawce, dzwoniący ze szpitala.
Załamałam się, kolejna sprawa, która rozdzieli mnie z Noel. Moja własna siostra mnie będzie nienawidzić, kiedy jej to wszystko powiem..
~~~ Noel ~~~
Weszłam niepewnie do mojego mieszkania. Byłam niespokojna, chciałam płakać, przejść do sedna, w którym on kłamie, że jest wszystko w porządku i zapewnia, że jego miłość nie jest mniejsza, chciałam już, aby mnie przytulił w teraźniejszości, żeby za kilka miesięcy ze mną zerwał i było po sprawie. Miałam pesymistyczne myśli, które zaczynały mi sie wydawać jedyną opcją.
-Co się stało, kochanie?-spytał podchodząc do mnie.
Spojrzałam na niego, głęboko w oczy. Przełknęłam ślinę cicho, wpatrując się w niego.
Po prostu powiedz to prosto z mostu.
-Rupert.. Jestem bezpłodna.-wyszeptałam mu.
~~~ Patrick ~~~
Podeszła do mnie Sonia z nieszczęśliwą miną. Nic nie mówiąc, wtuliła się we mnie. Po chwili odsunęła się ode mnie i spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
-Spierdoliłam wszystko, wiesz, Patrick? Jak własna matka może wstydzić się swojego dziecka? Jak można okłamać siostrę, w sprawie stanu zdrowia ojca? Jak mogłam się spotkać z Amandą, kiedy sama mam nadal do niej uraz? Jak mogę być sobą, i być z tego dumna?!
Rozpłakała się, nie patrząc czy ktoś usłyszy nas z mojego gabinetu. Otarłem kciukiem o jej polik, po którym spływała łza.
-Wszystko będzie dobrze.-obiecałem jej.-Noel ci wybaczy, tak samo Nikki. A z Amandą się zobaczy, może się zmieniła na lepsze.
Przytuliła mnie szybko, podziękowała i szybko zaczęła wycierać twarz od łez, w czym jej pomogłem z uśmiechem. Dotarło do mnie jeszcze bardziej, że naprawdę mi na niej zależy. Po prostu ją pokochałem nieświadomie.
__________________________
No więc, tak kocham tego bloga, że zdecydowałam jeszcze dodać jeden rozdział i dopiero epilog. Tak też przypominam, że to już jest PRZEDOSTATNI ROZDZIAŁ. :)

Hahah...uwielbiam Cię Jeszcze jeden rozdział! ♥, Wspaniale się czyta, wspaniale. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ci, że tak wiernie przy mnie jesteś, poprawiasz mi humor. :)
Usuń