~~~ Noel ~~~
-Nie musiałeś się mnie bronić, nie jesteśmy przyjaciółmi-podszedłem do Louisa po spotkaniu i w odosobnionym miejscu.
-Odwal się już, okay?!-wykrzyczałam w twarz siostry.
-Nie odwalę się! Jest pewna granica w mówieniu o innych, tą granicę przekroczyłaś, Noel!-Sona była nieźle poirytowana.
-Nie miałaś odwagi, to ja jej powiedziałam o Nikki! Powinnaś być mi wdzięczna.
-Oh, tak, Noel. Jestem ci wdzięczna za wydanie mnie.-mówiła sarkazmem.
-Czyli co?! Wstydzisz się jej? Swojego życia?! Ona jest skarbem!
Sonia zamknęła buzię i wpatrywała się w podłogę.
-Powinnaś być wdzięczna, że ją w ogóle masz.-oznajmiłam jej.-Nawet nie wiesz jaką jesteś szczęściarą, że Nikki jest twoją córką.-powiedziałam jej smutno.
Sonia się nie odezwała przez dłuższą chwilę. Wyglądała jakby nad czymś myślała.
-Jak możesz mnie osądzać, kiedy sama robisz błędy?!-była wściekła, zaślepiona swoim ograniczonym umysłem.
-Wyjdź z mojego domu.-rozkazałam jej.
Posłuchała. Z nadąsaną miną, wyszła.
Jak mogę ją osądzać? Normalnie. Ona żałuje, że ma dziecko, kiedy ja żałuję, że nie mam. Co za ironia, prawda? Mimo, że bardzo pragnęłam mieć dziecko, wiedziałam, że nie mogę. Od ponad 13 miesięcy nie miałam okresu.. Byłam u ginekologa miesiąc temu, mniej więcej wtedy kiedy był wypadek ojca, nie tylko z powodu taty byłam zdołowana, ale także diagnozą ginekologa. Przeszłam wczesną menopauzę. Nie jest mi dane mieć dziecka naturalnymi siłami. Nie zajdę w ciążę, chyba, że przez in vitro, ale to nie zmienia faktu, że dziecko nie będzie moje.
To dlatego nie chciałam dać szansy Rupertowi, nie chciałam, żeby cierpiał tak jak ja. Nikt nie wie o diagnozie, która zaważyła na moim całym życiu. Boję się wypowiedzieć te słowa na głos, boję się, że pogodzę się z tym. Cierpię wewnątrz. Nie chcę, aby ból odszedł, nie chcę zapomnieć o mojej niewydolności urodzenia dziecka.
Zaczęłam płakać. Czułam się okropnie z myślą, że nie będę mogła mieć dziecka, że to właśnie mnie dotknęła ta dolegliwość. Czułam się niewystarczająco dobra, czułam się niekobieco.
~~~ Lilianna ~~~
-Po co to zrobiłaś?-zapytał Ed głaszcząc mnie po prawej dłoni swoim kciukiem.-Dobrze wiesz, że nie powinnaś się wtrącać między nie.
-Wiem, ale może potrzebują pomocy.
Ed prychnął pod nosem.
-Noel, ona, powiedzmy, że nie lubi pomocy zewnętrznej, bo gdyby było inaczej, też bym poszedł do niej.
-A ja ci mówię, że pomogłam jej idąc do niej.
-Wątpię, ale niech ci będzie.
Pocałował mnie czuło w polik.
~~~ Harry ~~~
-Nie musiałeś się mnie bronić, nie jesteśmy przyjaciółmi-podszedłem do Louisa po spotkaniu i w odosobnionym miejscu.
-Wiem.-przyznał Louis.-To nie zmienia faktu, że zawsze pozostaniesz w moim sercu i będziesz moim przyjacielem. Cokolwiek między nami zajdzie, zawsze będę cię kochał, Harry. Jesteś mi bliski i mówiąc, że cię kocham, nie przesadzam. Eleanor to moje dziewczyna i ją kocham bardzo, ale ty jesteś moim przyjacielem i także darzę cię uczuciem, wiesz o tym.
-Zraniłeś mnie, Louis.-oznajmiłem mu smutno.-Wyrzekłeś się mnie. Upokorzyłeś. Zachowałeś się tak, jakby te wszystkie lata, były niczym, jakbym ja był niczym.
-Za to cię przepraszam.-powiedział emocjonalnie.
Widziałem w jego oczach łzy, to mnie dotknęło.
-Chcę, abyśmy byli nadal przyjaciółmi, potrzebuję tego i mam nadzieję, że ty też potrzebujesz mnie.
Wpatrywałem się w niego i nie mogłem pojąć, dlaczego jeszcze go nie przytuliłem.
-Wierzę ci i tak, potrzebuję cię, bardzo.-powiedziałem, wtulając się w niego.
~~~ Nicholas ~~~
-Kochanie, nie smuć się.-przytuliłem Amandę.-Wszystko będzie dobrze.
-Wcale, że nie będzie. Zraniłam moje córki i nierealne jest, aby były znowu moje.-była rozhisteryzowana.
-Ona zawsze będą twoje, cokolwiek się stanie.
-Ale one nie chcą być moje, w tym problem. Opuściłam je, a teraz nie potrafię ich odzyskać.
-Każda historia ma happy end, będzie dobrze.-pocieszałem ją.
-Chciałabym wierzyć, że ta historia zakończy się happy endem, ale obawiam się, że moje przyszłość nie jest optymistyczna.
-Nie martw się.
-Nie potrafię się nie martwić. Kocham je, zależy mi na nich, a one nawet nie chcą o tym wiedzieć.
-Ale przecież Sonia jest z tobą.
-W sumie to nie jest, okłamała mnie, a kiedy się dowiedziałam, że ma córkę, nakrzyczała na mnie i uciekła.
-Ma córkę?-byłem zaskoczony.
-Tak, Nikki.
-Nie potrafię się nie martwić. Kocham je, zależy mi na nich, a one nawet nie chcą o tym wiedzieć.
-Ale przecież Sonia jest z tobą.
-W sumie to nie jest, okłamała mnie, a kiedy się dowiedziałam, że ma córkę, nakrzyczała na mnie i uciekła.
-Ma córkę?-byłem zaskoczony.
-Tak, Nikki.
~~~ Rupert ~~~
Wszedłem do mieszkania Noel. Dziewczyna siedziała osowiała na kanapie, jej mina wyrażała 0 emocji, tylko oczy były lekko opuchnięte. Wiedziałem, że płakała, ale nie znałem powodu. Dosiadłem się do niej, a ona usiadła na mnie ukradkiem. Szatynka lekko oparła głowę o moje ramię i ciężko jęknęła.
-Była tu Sonia, pokłóciłyśmy się.-miała chrypkę, co znaczyło, że było coś jeszcze, ale nie chciała powiedzieć.
-Tylko tyle?
Spojrzała na mnie i szybko spuściła wzrok.
-Tak.-skłamała, wiedziałem.
Nie chciałem, aby powiedziała coś, o czym nie jest gotowa rozmawiać. Poczekam - uznałem.
-Na pewno nie chcesz o tym porozmawiać?-chciałem się upewnić.
-Chcę.-oznajmiła.-Ale nie teraz.
Czułem, że nie powinienem naciskać, więc zostawiłem to tak jak jest. Przytuliłem się bardziej do niej, pozwoliłem sobie na zaśnięcie. Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Podniosłem się ze sofy i poszedłem jej poszukać. Niestety, ale zastałem tylko Alana śpiącego na łóżku w jej sypialni. Wziąłem komórkę telefoniczną w dłoń i zadzwoniłem na jej numer.
-Halo?-odebrała cichym głosem.
-Gdzie jesteś?-spytałem ją, patrząc na godzinę, był 16.
-U ginekologa, rutynowe badanie.
-No dobrze.-uwierzyłem jej.-Kiedy będziesz?
-Za godzinę.-rozłączyła się.
____________
To już przedostatni rozdział. @_@ Niedługo ukaże się ostatni rozdział i epilog. Zapraszam do zakładki "moje inne blogi". :)
-Tylko tyle?
Spojrzała na mnie i szybko spuściła wzrok.
-Tak.-skłamała, wiedziałem.
Nie chciałem, aby powiedziała coś, o czym nie jest gotowa rozmawiać. Poczekam - uznałem.
-Na pewno nie chcesz o tym porozmawiać?-chciałem się upewnić.
-Chcę.-oznajmiła.-Ale nie teraz.
Czułem, że nie powinienem naciskać, więc zostawiłem to tak jak jest. Przytuliłem się bardziej do niej, pozwoliłem sobie na zaśnięcie. Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Podniosłem się ze sofy i poszedłem jej poszukać. Niestety, ale zastałem tylko Alana śpiącego na łóżku w jej sypialni. Wziąłem komórkę telefoniczną w dłoń i zadzwoniłem na jej numer.
-Halo?-odebrała cichym głosem.
-Gdzie jesteś?-spytałem ją, patrząc na godzinę, był 16.
-U ginekologa, rutynowe badanie.
-No dobrze.-uwierzyłem jej.-Kiedy będziesz?
-Za godzinę.-rozłączyła się.
____________
To już przedostatni rozdział. @_@ Niedługo ukaże się ostatni rozdział i epilog. Zapraszam do zakładki "moje inne blogi". :)


Nie jestem wstanie pożegnać się z Noel, z blogiem. Niee.... błagamm...! :)
OdpowiedzUsuńPs. Cudowne jest.
Dziękuję. :) No, ale trzeba. Tylko z Noel trudno ci się pożegnać? No wiesz co! :D
UsuńNie, no nie tylko. jest przecież Ed i Lili, Rupert, Patrick. :)
UsuńA Sonia? :) No dobra, nie będę szalona, da ci spokój. @_@
Usuń