wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 33.

~~~ Noel ~~~

Jest już 5 stycznia, a ja nadal czuję się jakbym dopiero wstała 1 stycznia. Nadal widzę twarz tej dziewczyny, jej nagie ciało. Dreszcze przechodziły mnie kiedy tylko przypominałam sobie urywki kiedy się kochałyśmy w nocy. Mimo, że byłam naprawdę mocno pijana, pamiętałam odrobinę co się działo. Było mi naprawdę przyjemnie. Wątpię, abym była lesbijką, zawsze wolałam chłopaków od dziewczyn, ale teraz? Teraz nie byłam niczego pewna. Miałam mnóstwo obaw. Bo, co jeśli naprawdę jestem homo? Mimo, że się nie czuję tak?
Czułam wstyd i wstręt do samej siebie. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się stało. Alkohol często wzbudzał we mnie dziwne pomysły, które realizowałam, ale takie coś było po raz pierwszy. Nie podobało mi się to. Wiedziałam, że to był błąd, który nie może się powtórzyć.
Usunęłam numer telefonu Monic. Nie mogłam pozwolić sobie na kolejny taki występ, a następnym razem, zadbam, aby Monic, koleżanka kolegi Harry'ego, nie pojawiła się na imprezie, żadnej. Nie chciałabym się na nią natknąć. Wiem, że to egoistyczne, ale nie poradzę nic na to. Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział o tym co sie wydarzyło w nocy. 
Wyszłam z domu Ed'a. Ubrana ruszyłam na przystanek autobusowy, akurat przyjechał, więc wsiadłam do niego. Usiadłam w pierwszy rzędzie czerwonego autobusy, na parterze i czekałam, aż dojedzie do kamienicy, w której się umówiłam z mężczyzną, którego kamienica z kilkoma mieszkaniami jest własnością.

~~~ Ed ~~~

Wpatrywałem się w Ruperta, który wydał mi się przygnębiony. Mówił, że przez najbliższe tygodnie go nie będzie, że jest zajęty. Oznajmił mi, że musi wyjechać do rodziny, że niby jego mama jest chora, z tego co ja słyszałem od niej samej, ma się bardzo dobrze jej zdrowie.
-Nie rozumiem.-odparłem.
Rudzielec spojrzał na mnie zmęczony.
-Jadę do rodziny, nie ma nic w tym zdaniu takiego, czego można by nie zrozumieć., okay?-wydawał się być rozdrażniony.
-O co chodzi?-usiadłem bliżej niego na sofie.-Rozmawiałem tydzień temu z twoją mamą i nic jej nie było, nawet zapewniła mnie, że jeśli by się źle poczuła, zadzwoni do mnie.
Próbowałem się dowiedzieć czegoś więcej. Po zaskoczonej minie chłopaka wiedziałem, że nie spodziewał sie tego.
-O nic, po prostu potrzebuję chwili samotności. Mam dość, okay? Chcę być sam. Muszę przemyśleć co nie co.-wstał z kanapy i ubierał kurtkę.
-Chcesz być sam? Chcesz pomyśleć w samotności? Co ty, zakochałeś się nieszczęśliwie?-zaśmiałem się.
Ten tylko spojrzał nerwowo na mnie i wyszedł w ciszy z mojego domu.
A więc się zakochał. Ciekawe w kim.

~~~ Sonia ~~~ 

-Masz coś dla mnie?-zapytał Patrick wchodząc do swojego gabinetu.
-W sumie to niewiele. Jedynie mogę ci powiedzieć, że sponsorzy się zgadzają na rozbudowanie restauracji.-uśmiechnęłam się do mojego pracodawcy.
Mężczyzna zaśmiał się z radości. Uścisnął mnie lekko i znowu się zaśmiał. Spojrzał na mnie rozradowany.
-Wiesz co to znaczy, So?! To oznacza, że dostaniesz większą pensję, lepsze stanowisko, ale będziesz musiała mi pomagać w najbliższych miesiącach. Teraz się rozbudujemy, a w następnych latach, postawimy nasze restauracje, po jednej w Manchester'ze, Liverpoolu, Portsmouth i Bristolu. Będzie dobrze, naprawdę dobrze.
Był zachwycony z tego wszystko, nie chciałam mu odbierać radości, ale musiałam go ściągnąć na ziemię, za to mi płacił.
-Jeszcze sponsorzy nie wyrazili swojej opinii co do naszych restauracji w miastach, w pozostałej Anglii.-odparłam, a ten wydawał się być nie przejęty.
-Będą zgodni, sfinansują wszystko, bez żadnych oporów. Przynosimy dochody, nasze jedzenie nie jest złe, wyróżniamy się.-był zadowolony z siebie.-W pozytywnym sensie, oczywiście.-dopowiedział.
-Oczywiście.-zaśmiałam się radośnie.

~~~ Louis ~~~

Patrzyłem niespokojnie w sufit i leżałem na moim łóżku. Moje myśli błądziły wokół tego wszystkiego co się dzieje.
-Jestem żałosny..-mówiłem pod nosem cicho do siebie.-Żeby przejmować się opinią innych..
Mimo, że chciałem mieć wszystko w nosie, nie potrafiłem. Nie z tym. Nie byłem homofobem, ale nie chciałem być postrzegany jako homoseksualny mężczyzna. Nie potrafiłbym mieć na to wszystko wylane.
Czułem jak moje oczy zaczynają się szklić, nawet kiedy jest przetarłem, nic nie pomogło. Czułem się źle z tym, że ktoś może w ogóle myśleć w taki sposób o mnie.
Harry też jest emocjonalny, ale.. On zdaje się być mniej wrażliwy na ten temat. Bynajmniej wygląda na to, że mniej go obchodzi czy będą go postrzegać jako geja, niżby mnie. Dlaczego? Dlaczego mnie musi dotykać to, co go nie? Dlaczego mnie nie rusza to co go? Dlaczego się przyjaźnimy, jeśli nie jesteśmy tacy sami?
Będąc z Harrym, automatycznie mój humor się poprawia, ale kiedy nie jestem z nim, nie przeszkadza mi to. To jest dziwne. Czasem się zastanawiam czy to wszystko w ogóle ma sens. Jakoś nie mogę uwierzyć, że to wszystko zniknie pewnego dnia. Trudno mi pojąć fakt, że pismaki przestaną opowiadać bzdury o naszej orientacji seksualnej. Chyba nikt nie chciałby, aby ktoś postrzegał go w inny sposób, niż on jest.

~~~ Liliana ~~~

Na samo wspomnienie tego dnia, wzbierała się we mnie złość. Nie mogłam powstrzymać uderzenia w poduszkę kiedy powróciłam myślami do tamtej sytuacji.
Podałam rękę niewysokiej blondynce.
-Lili.-powiedziałam.
-Sonia.-odparła z uśmiechem.
Była taka swobodna. Nie przeszkadzało jej, że jej matka odeszła od jej ojca, od niej i jej siostry, aby znaleźć sobie wdowca i wychowywać jego córkę. Dla mnie ta cała sytuacja była chora. A ten ślub?! Ha ha ha, ogromny, kiepski żart. Najgorsze było to, że ich pieprzona ceremonia ślubna miała się odbyć tydzień po ważnej dla mnie dacie, dacie śmierci mojej mamy, Anastazji. Może to głupie ale ciągle żyłam w nadziei, że moja rodzicielka powróci do mnie, że wszystko znów będzie dobrze, ale jak można się domyśleć, nie powróciła do mnie. Miała wypadek samochodowy, mój ojciec prowadził, ale to ona zginęła, co jest niesprawiedliwe. 
Wróciłam myślami do świata rzeczywistego.
-Więc już przeglądałaś wcześniej suknie ślubne?-spytała córka Amandy.
-Tak, ale nie mam określonego typu sukni.-odparła przyglądając się suknią na wieszakach.
Znalazłam wzrokiem kremową sofę w ogromnym, białym pokoju, usiadłam na niej. Nie chciało mi się kroczyć przy tej jędzy. Jakoś nie zależało mi na tym. Zawsze wtrąca się tam, gdzie nie trzeba - najbardziej denerwująca mnie cecha.
-A może ty mi pomożesz?-moja przyszła macocha spojrzała na mnie.
Zmierzyłam ją oraz suknie wiszące na wieszakach. Dwie blondynki się zaśmiały.
-Nie, dzięki.
-Nienawidzi zakupów.-usprawiedliwiła mnie Amanda, a Sonia uśmiechnęła się szeroko.
-Noel też nie lubi spędzać godzin w sklepach, szczególnie jak to nie jej zakupy.
Jeżeli "Noel", druga córka Amandy jest taka jak ją opisuje Sonia, chyba się polubimy, tym bardziej, że wcale nie jest zadowolona, że ich matka kręci się wokół nich po tylu latach.
Brała mnie wściekłość na samą myśl, że ojciec dziś zaproponował przyspieszyć datę ślubu, o tydzień wcześniej, w ten sam dzień, co mama zginęła z jego winy. Nie mogłam tego pojąć. To było dla mnie naprawdę dotykające.
Śmierć mojej mamy, to był mój słaby punkt, a on chciał zbezcześcić jej dzień?!

~~~ Noel ~~~


-Kupiłam mieszkanie.-oznajmiłam na podwórzu Ed'owi.
Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
-Nie wiedziałem nic o tym, że nawet zamierzasz.-przyznał.
-Nie chciałam zapeszać.-oznajmiłam mu.
Zaciągnęłam się spokojnie papierosem, a rudzielec po raz kolejny był zdziwiony.
-Ty palisz?-zapytał retorycznie.
-Ty też i się nie czepiam.-odparłam z uśmiechem.
-Nie spodziewałem się.-oznajmił.-Zawsze wypierałaś się, że kiedykolwiek zaczniesz palić.
-Mieliśmy po 12 lat, wyluzuj.
-Wiem, Noel.
Spojrzał na mnie tymi swoimi oczami. Przejrzał mnie.
-To ty, prawda? To ty doprowadziłaś Ruperta do wyjazdu na kilka tygodni?
Odwróciłam się od niego, ale za chwilę stanął przede mną.
-Odpowiedz mi.
-Tak.-westchnęłam ciężko.-Ja.
-Jak?-był naprawdę zaskoczony, że ja i jego przyjaciel w pewien sposób polubiliśmy się, a raczej on mnie, z tego co wiadomo oficjalnie każdemu.
-Jakoś sie we mnie zadurzył, ale gwarantuję ci, że mu przejdzie, to tylko głupie zauroczenie.-odparłam spokojnie zaciągając się papierosem.
-On już dawno się nie zauroczył. Musi być coś w tobie co mu się naprawdę podoba.
-Chcesz powiedzieć, że ty się ze mną przyjaźnisz, mimo, że tego czegoś nie mam?-udawałam urażoną.
-Przyjaźnię się z tobą, bo jesteśmy podobni, bo cię lubię.-oznajmił mi z uśmiechem.-On cię mocno polubił bo w tobie coś ujrzał, coś czego już dawno nie widział.-mówił z jakąś zabawną pasją.
-Przejdzie mu.-powiedziałam szorstko.

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, dużo się dzieje, choć nie rozumiem do końca co jest z Louisem. :D No coż... trzymaj tak dalej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo zrozumiesz o co chodzi z Louisem, ale ostrzegam, to jedynie moja wyobraźnia! :-)

      Usuń
    2. Niestety nie wiem jak jest na prawdę, na prawdę nie wiem nic o nich, więc cieszę się, że to Twoja wyobraźnia (pewnie o wiele ciekawsze)

      Usuń
    3. Mam rozumieć, że nie jesteś fanką One Direction? :-)

      Usuń
    4. Nie, słucham zupełnie innej muzyki, ale czasem ich piosenek zdarzy się posłuchać. :)

      Usuń
    5. Rozumiem, też jestem tego typu fanem 1D. :-)

      Usuń