sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 29.

~~~ Ed ~~~

-Wyrwać się z domu bez przyczyny jest nawet dobrze, nie sądzisz?-spojrzałem na Noel, która tylko zerknęła na mnie i od razu spuściła wzrok.-Oh, daj spokój, będzie dobrze.-pocałowałem ją w polik i odwróciłem się do chłopaków.-Skąd wytrzasnęliście takie miejsce niedaleko Londynu?-zaśmiałem się na widok kanap z czerwonej skóry, baru, który obsługiwały różnobarwne kobiety w różowych fartuszkach i starej maszyny, do której wrzucało się drobne i zamawiało się muzykę, która akurat jest dostępna.
Ściany były obklejone tapetą niczym z lat 80, co przyznam - podobało mi się. Okolice Londynu, takie miejsce. Nawet nie wiedziałem, że będę mógł odwiedzić takie miejsce! Może i za bardzo się podniecam, ale podoba mi się tutaj, jest niesamowicie..
-Jeszcze przed wyjazdem do Nowego Jorku znalazłem to miejsce z Louisem.-odezwał się Harry.
Rupert uśmiechnął się pod nosem.-Idę po piwo, chcecie coś?-spytał.
-Mi i Harre'mu weź też, Noel chcesz coś?-chciałem wszystko przyspieszyć.
-Pójdę zobaczyć co mają w menu.-mruknęła wstając z kanapy, ruszyła w stronę baru a za nią rudzielec.
Spojrzałem na Harre'go.-Coś się znowu dzieje między tobą a Louisem? Jakieś kolejne załamania w przyjaźni?-pytałem, a brunet tylko potrząsnął lokami w odpowiedzi "tak".
-Chcesz porozmawiać?-zapytałem.
-Zły czas i miejsce na takie rozmowy.-mruknął cicho patrząc w kierunku jakiejś dziewczyny siedzącej samej kilka stolików dalej. Miała ciemne włosy, delikatne rysy twarzy, podobała mi się. W pewien sposób działa na mnie.
-Fajne włosy..-szepnąłem sam do siebie, a szatyn zaczął się śmiać cicho z aprobatą.

~~~ Noel ~~~

-Jak może smakować ciasto z kajmakiem?-szepnęłam do siebie ironicznie.-Przecież to wygląda jak rzygi. Jak coś wyjęte psu z gardła.-patrzyłam w menu.
Po bardzo krótkiej chwili usłyszałam jak ktoś się śmieje nad moim uchem, nie byle kto, już tyle z nim przebywałam, że rozpoznałam jego śmiech - Rupert.
Ostatnimi tygodniami to on był przy mnie, raz nawet nocowałam u niego w mieszkaniu, może z trzy razy. Ale nic się nie wydarzyło - ma kilka sypialni dodatkowych - i to raczej dobrze. Raz nocuję u Ed'a, drugi raz u Ruperta i jak na razie jest dobrze, nie wiem jak długo, ale na razie - oficjalnie mieszkam u Ed'a, ale czasem i on chce spokoju, co rozumiem. Szukam pracy, co jest trudne, na dodatek - robię szkołę zaoczną z pedagogiki i prawdopodobnie będę pracować w szkole, ale nic nie jest jeszcze pewnego. Telefonów od siostry nie odbieram, wiem, ze nie wróciła jeszcze do Londynu, a matka nie ma mojego telefonu co wydaje mi sie znakomite, nie wybaczę jej, nigdy. W takich momentach przypominam sobie słowa w piosence Ed'a - In Memory. Napisał tą piosenkę, kiedy jego kuzyn - Patrick - popełnił samobójstwo, mieliśmy około 10 lat, rudzielec załamał się, z resztą ja też, w końcu byłam nim zauroczona, miał 15 lat, był taki jak my, sam i dziwny, nie radził sobie bo nikogo nie miał a to jest straszne - nie mieć nikogo, rodzina nie była taka jaka powinna, zawsze nie był "dość dobry", był "tym złym" - bolało go to, miał dość, zrobił to i niestety mu się udało - powiesił się, w dniu kiedy wszyscy wyjechali a on został sam w domu. Ja też nigdy nie zapomnę go, to pewne, a dziś jest jego rocznica śmierci, aż jestem ciekawa czy Ed pamięta.. To mojej sytuacji bardziej pasuje - Moody Ballad. Jednak nie chcę się rozczulać. Moja matka jest kłamczuchą, a ojciec umiera - pogodziłam się z tym.
-Nad czym myślisz?-zapytał ciepło Rupert.
-Co zamówić.-odpowiedziałam.-Osiem kawałków ciasta francuskiego z malinami i bitą śmietaną.-poprosiłam kobietę za ladą, a ona odpowiedziała mi uśmiechem oraz powiedziała, że zaraz kelnerka je zaniesie na stół.
Spojrzałam na dłonie rudzielca, w których już były 3 butelki piwa. Nawet nie chciałam wiedzieć jakiego, nie lubię alkoholu, czasem fajnie wypić, ale muszę mieć dzień, a dziś na pewno to nie było to.
Usiadłam na poprzednie miejsce i zapatrzyłam się w stół. Nie czułam się dobrze. W ogóle się nie czułam. Nie wiedziałam co powinnam czuć. Było mi źle, ciężko na duszy.
-Co ci?-szturchnął mnie lekko uśmiechnięty Ed, a Harry i Rupert dyskutowali o jakimś filmie akcji.
-Dziś wigilia, a my siedzimy w jakiejś małej, przydrożnej kawiarence.-spojrzałam na niego i powiedziałam wymijająco.
-I o to ci chodzi?-szepnął.
-Nie tylko..
-To o co?
-Nie ważne.-mruknęłam zajmując się ciastem, które przyniosła kelnerka.
-Jak chcesz.-dał sobie spokój.
Postanowiłam siedzieć, nic nie robić, zjeść a następnie skupić swoją uwagę na kolorowych ścianach.

~~~ Sonia ~~~

-Nikki! Wychodź. Pomóż mi nakryć do stołu!-stałam w kuchni i czekałam aż blondyneczka przyjdzie, ale czas leciał, a ona nie pojawiała się.-Nikki!-zdenerwowałam się.
Zostawiłam robienie makowca i poszłam do pokoju Noel, w którym małam często przesiadywała. Od razu jak weszłam do pokoju, córka wstała spod okna. Zauważyłam, że płakała. Podeszłam bliżej i uścisnęłam ją, co niechętnie odwzajemniła.
-Co się stało?-spytałam.
-I tak nic nie zmienisz!-słyszałam jej zrozpaczony głos.
-Skarbie.. Skąd wiesz.
-Kiedy przychodzi ta kobieta, karzesz mi tu siedzieć, ale ja nic złego nie zrobiłam! To niesprawiedliwe!-wyrzuciła z siebie, a ja automatycznie pogrążyłam się w smutku i żalu.
-Przepraszam cię. Nie chciałam cię ukarać. Po prostu nie chcę, aby ta kobieta wiedziała, że mam dziecko, ona nie jest taka wyrozumiała na jaką wygląda.
Jeszcze raz ją uścisnęłąm i wstałam z kolan.
-To co, pomożesz mi?-zapytałam.
Nikki pokiwała wesoło głową, żę się zgadza.

~~~ Rupert ~~~

Obserwowaliśmy jak Ed stara się znaleźć wspólny temat z szatynką, która w wielkim zaangażowaniu starała się słuchać muzyki z maszyny. Jednak rudzielec się nie poddwał i nadal starał sie nawiązać rozmowę z dziewczyną.
-Muszę sobie kogoś znaleźć.-odezwał się Harry.
Noel od razu się obróciła i spojrzała na niego - po raz pierwszy dzisiaj - z uśmiechem.
-Raczej wielkich problemów nie będziesz miał. Przecież jesteś Harry Styles.-niby się zaśmiała a jednak było można wyczuć odrobinę kpiny.
Słysząc jej głos, wywnioskowałem, że ma w sobie procenty alkoholowe. Szatyn zmierzył ją nerwowym wzrokiem.
-Jest trudniej niż myślisz.-mruknął.
-Są blisko, a ty patrzysz dalekim wzrokiem.
-Harry ma swój określony typ.-wtrąciłem swoje trzy grosze, po czym się zaśmiałem.
Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco, a chłopak mnie szturchnął w ramię.
-Po pierwsze, woli blondynki.
Noel w ogóle się nie przejęła, że nie jest w typie sławnego, młodego mężczyzny.
-Przecież blondynek też jest dużo.-skomentowała.
-Ale on nie lubi wszystkich blondynek.-powiedziałem, a szatyn lekko się zarumienił.
-Czyli? Lubi z brązowymi oczami? Dużym biustem? Długimi nogami?
-Nie kwestia biustu i nóg. Chodzi o wiek.
-Lubi młodsze? To nie zmienia sprawy. Nadal łatwo je znaleźć, poderwać.
-Niekoniecznie młodsze. Lubi strasze, ale nie za bardzo. Też lubi w swoim wieku. Woli, aby kobieta, z którą  jest, miała jakieś doświadczenie. Harry lubi coś nowego doświadczać.-zacząłem się śmiać, a Noel po chwili dołączyła do mnie.
Kiedy się uspokoiliśmy, dziewczyna zaczęła podpowiadać szatynowi gdzie można najwięcej spotkać blondynki po 22. Obserwowałem jak rudzielec tańczy spokojnie z szatynką, która się wesoło śmiała. Jak widać spodobali się sobie.

* Godzina później *

Szatynka, z którą rozmawiał Ed poszła przed kilkoma minutami z baru, a rudzielec był szczęśliwy, ponieważ dostał jej numer. Imię tej dziewczyny było nadal zagadką, bo chłopak zapomniał nawet zapytać o nie.
-Ciesz się, przynajmniej masz jej numer telefonu.-zażartowała Noel, a Harry chichotał.
-Ale nie wiem jak ją nazwać.-powiedział wpisując numer w telefon.
-Nazwij - "zastępczyni Danielle".-uszczypliwość dziewczyny zdenerwowała rudzielca.
Rzucił jej ostre, ostrzegawcze spojrzenie. Dotknęła go. Wiedziała o tym. Nie wiem czy chodziło jej o to, ale nie zareagowała na to, że zdenerwowała przyjaciela. Może alkohol tak mocno na nią działa.
-O co ci chodzi?-zapytał.
-Jestem ciekawa kogo teraz zastąpisz. Bo wszystkich zastępujesz. Kiedyś mnie. Danielle. Patrick'a.-ostatnie imię wzbudziło w rudzielcu wiele emocji.
Nawet nie wiedziałem kto to. Po minie Harry'ego wywnioskowałem, że też nie wie o kogo chodzi jej. Ed w amoku stuknął wściekle dłonią w stół. Opanowując emocje, wstał z miejsca.
-Co cię do kurwy wzięło, aby wyciągnać brudy?!
-Brudy?! To nie brud!
-Wiem o tym! Tak tylko powiedziałem. Co cię boli!?
-Dziś rocznica, Ed! Kolejna! Zapomniałeś! To mnie boli!-zdenerwowana, bliska płaczu Noel wybiegła z lokalu, a za nią Ed.

~~~ Noel ~~~

Usiadłam na ławce przed lokalem. Patrzyłam w dal. Czułam jak ktoś się przysiadł do mnie. Czułam jego perfumy, podobały mi się, zawsze uwielbiałam je. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu się odważyłam i odezwałam.
-Przepraszam. Po prostu czuję się jakbym rozpadała się na kawałki. Czuję się źle. Mam gorsze dni, w sumie to tygodnie. Potrzebuję cię w pewien sposób. Nie mogę cię zastąpić, wiesz o tym.-powiedziałam siedząc obok Ed'a na ławce.
-Już długo masz złe tygodnie. Może idź do psychiatry..-szepnął zdenerwowany.
-Nie jestem świrem. Poradzę sobie bez antydepresantów.-syknęłam w jego stronę.
-Jak chcesz.-nie przejął się moim jadem.-Nie da się mnie zastąpić?-zakpił ze mnie.-Jakoś Rupertowi się udaje.-jego słowa mnie zraniły.
-Daj spokój.-czułam jak łzy ładują się mi jak pociski pod moimi powiekami.-On to nie ty. To nie to samo!
Spojrzałam na rudzielca pełna bólu. Po chwili wyczuł, że patrzę na niego, więc zerknął i na mnie. Nasze spojrzenie skrzyżowały się.
-Lubisz go?-spytał mnie.
-Jasne. Jest miły.-mój głos lekko drżał.
-Nie chodzi mi o takie lubienie.-odrzekł.-Lubisz go jak Harry'ego, mnie czy kogoś jeszcze więcej?-jego głos wydawał się być podobnie zdenerwowany jak moje myśli.
-Muszę odpowiadać?-pokiwał lekko głową.-Sama nie wiem. Na pewno nie tak jak Harry'ego, nie żeby coś, Harry jest sympatyczny, ale lubię go tylko jako kolege. Przy tobie czuję się swobodnie, nie boję się być sobą. Jednak Rupert.. On.. To takie dziwne.-uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o jego delikatnych oczach.
-Lubisz go, ale nie wiesz w jakim stopniu?-podpowiedział mi mój Ed.
Westchnęłam ze szerokim uśmiechem.-Owszem.-przytaknęłam.-Lubię go, ale wiem, ze mu nie zależy aż tak bardzo, o to chodzi. Nie chcę przerwać naszej nici porozumienia. Nie chcę, aby zrobiło się niezręcznie między nami kiedy mnie odrzuci albo kiedy nam nie wyjdzie.-przysunęłam się do Ed'a, po czym oparłam swoją głowę o jego ramię. A po chwili on oparł swoją głowę o moją głowę.
-Rozumiem.-szepnął cicho do mnie.

8 komentarzy:

  1. tak właściwie rozumiem obawy Noel związane z zaangażowaniem w związek z Rupertem ale myślę, że powinna spróbować mają szansę na sukces, szansa jest zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyciągnj wnioski z mojego opo. i ruszaj do boju! :-)

      Usuń
    2. Rozumiem Noel, nawet boje się, że za bardzo. Strach przed odrzuceniem jest okropny, paraliżujący.
      _____________________
      Jakkolwiek to brzmi - nieważne. Twoje opowiadania pomagają mi.:)

      Usuń
    3. Emily - Nie pozwól, aby strach przed działaniem wykluczył cię z gry. :-) Wiem, że trudno zrobić TEN pierwszy krok, obojętnie w którą stronę, ale nie możemy się bać wieczność. Bęzie co ma być, to kwesia czasu..
      Cieszę się, że moje opowiadania pomagają ci, naprawdę. :-)

      Usuń
    4. Strach, strachem ale czy czasami w ogóle warto walczyć?

      Usuń
    5. Zależy. Jeżeli ci zależy, czemu nie walczyć? Jeżeli jest się pewnym, że się uda - choćby ponad 55% - warto próbować. Często próby nic nie dają, nadal tkwimy w jednym miejscu, dlatego warto na samym początku być ze sobą szczerym czy, aby na pewno chce się tego i czy się uda. Mówią, że lepiej próbować i żeby się nie udało, niż żeby w ogóle się nie starać - nie idę za tym przysłowiem. Uważam, że to czy nam się uda, zależy od nas samych, czy tego chcemy, jeżeli mamy wątpliwości co do chęci, lepiej zostawić to tak jak jest. Jednak lepiej rozwiązać sprawę. Nie robić nadziei innym, sobie. :-)

      Usuń
    6. Nie robić nadziei sobie; myślę, że to jest najważniejsze. To zapamiętam. :)

      Usuń