~~~ Noel ~~~
Patrzyłam zdumiewająco na moją matkę, która bez jakichkolwiek słów piła herbatę w salonie, w domu naszego ojca. Spojrzała na mnie chwilowo i westchnęła.
-Witaj, Nella.-powiedziała.
Nie odpowiedziałam. Zmarszczyłam czoło i poszłam do siebie do pokoju, gdzie zastałam Nikki. Spytałam się co tu robi, a ona odpowiedziała, że Sonia nie chce, aby ta kobieta w salonie dowiedziała się, że istnieje.
-Co?-nie zrozumiałam.-Powiedziała ci to wprost?-zdenerwowałam się.
-Nie.. Wywnioskowałam to.-jej delikatny głosik zadźwięczał.
-Pomimo swojego wieku jesteś mądra, wiedz to.-przytuliłam ją.
-Nie jestem taka mała..-zaśmiałyśmy sie.
-Wiem skarbie, wiem.
* Jakiś czas później *
Wyszłam z pokoju nawet nie oddziałując na inne osoby, rzeczy, ogólnie na wszystko. Pewnie gdybym widziała się z boku, miałabym tylko pewność, że wyglądam jak duch.
Bywa..
Nawet jak zobaczyłam moją matkę w salonie, nie zareagowałam. Miałam ją gdzieś. Sam fakt, że przyjechała, że ośmieliła się wejść do porzuconego przez nią domu, obrzydzał mnie, wznosił we mnie ciśnienie, ale dałam radę, nie odezwałam się, tylko krzywo na nią spojrzałam i szłam dalej. Sonia weszła do salonu, kiedy ją minęłam ciężko oddychała, słyszałam jak przełyka ślinę. Ubrałam adidasy i po prostu wyszłam z domu. Nie zmierzałam w jakieś straszne miejsce, szpital, no dobra, dla niektórych jest straszny, dla mnie nie, może troszkę.
~~~ Amanda ~~~
-Prawie w ogóle nie zareagowała na mnie.-powiedziałam zaskoczona do Sonii.
-Nie dziw się. Odkąd dowiedziała się, że ojciec jest w szpitalu, milczy. To straszne, tak milczeć, jak dziecko.-odpowiedziała.
-Była zżyta z ojcem?-spytałam.
-Od kilku miesięcy nie. Nie wiem co się stało. Po prostu zaczęli prawie w ogóle nie rozmawiać ze sobą, ja zawsze miałam z nim słaby kontakt, to Noel była jego oczkiem, pewnie jak wyzdrowieje to od razu sprawdzi co z nią. Mimo wszystko, nie mam jakiegoś żalu.
-Ona była oczkiem dla niego, a ty dla mnie.
-Nie rozmawiałyśmy ponad 5 lata. Gdybym była twoim oczkiem, zainteresowałabyś sie tym, że..-o mało wygadałam się o Nikki.
-O czym?
-O niczym..-ucięłam rozmowę cicho.
~~~ Ed ~~~
-Czyli już możemy wracać?-spytałem ucieszony na wieść, że koniec mojego suportu, a kolejny dopiero w lutym.
-Tak.-odparła moja menadżerka.
-No to jazda! Chcę być najbliższym samolotem w Anglii, w Londynie.-odparłem.
-Spokojnie, chłopie.-po ramieniu poklepał mnie ze śmiechem Harry.
*Trzy godziny później *
~~~ Noel ~~~
-Och tato, wiesz jak dziwnie się czuję z tym, że już nie możemy porozmawiać?-szepnęłam do ojca trzymając go za rękę.
Siedziałam na stołku obok jego łóżka.
Wyglądał tak staro. Rzadko się spotykaliśmy ostatnim czasem. Mieliśmy spór. Wiedziałam, że miał rację, ale mimo wszystko, nie chciałam tego przyznać. Z resztą, w kolejnym sporze to ja miałam rację. Wiedziałam, że jest chory, że grozi mu zawał, ale on to ubrał w żart, mówił, że na coś trzeba umrzeć.
Głupiec.. Czemu chciał mnie, Sonię i Nikki zostawić? Nie powiedział. Tylko szepnął kilka miesięcy temu, że boli go to wszystko, że nie wytrzymuje psychicznie, jest sam, czuł się tak nawet jak byłyśmy z nim.
-Wygrałeś.-szepnęłam lekko kołysząc jego dłonią.-Ruszę dalej..-pocałowałam go lekko w jego chłodny, biały polik.
Wstałam ze stołka i poszłam do parku. Miałam spotkanie. Z Rupertem. On był teraz ze mną. Nie Ed, którego potrzebowałam, miałam Ruperta, drugiego rudzielca, który był tak samo niesamowitą osobowością.
~~~ Rupert ~~~
Od kilku tygodni tylko myślę o niej. Nie wiem nawet dlaczego. Tyle razy byłem niby zakochany, i jestem pewny, że to nie to uczucie. Czuję coś silnego, ale czy to miłość?
Patrzyłem na szatynkę zajadającą ciepłego loda w milczeniu. Wyglądała tak niezdarnie, jeśli było to możliwe. Starała się uniknąć pianki nad ustami co jej się nie udawało i ciągle się wycierała dłonią. Chciałem się śmiać, ale mimo wszystko nie mogłem. Tylko uśmiechnąłem się pod nosem na widok jej zielonych oczu, które wpatrywały się w dal parku, bez żadnego skrępowanie obserwowała ludzi, dzieci i dorosłych.
Kiedy tylko skończyła jeść loda, spojrzała na mnie.
-Powinnam już iść. Muszę się spakować. Nie będziesz na pewno ci pasuje przejażdżka do Londynu?-spytała wstając.
-Mieszkam tam, poza tym, nudzę się, a chcę coś robić.-potwierdziłem.
-To za godzinę przed kawiarnią.-obróciła się na pięcie i pognała w stronę swojego domu.
~~~ Sonia ~~~
Usłyszałam jak wchodzi Noel do domu. Nawet nie zdążyłam wejść do jej pokoju, a ta już wybiegła z niego z plecakiem. Postawiła go na podłodze i błyskawicznie ubierała buty. Kiedy się podniosła, zmierzyłyśmy się nawzajem.
-Wyjeżdżam stąd.-powiedziała pewna siebie.
-Dlaczego?-zapytałam, ale ta mnie zignorowała.
-Co to oznacza?! Co chcesz przez to powiedzieć?!-krzyczałam wściekła.
-To, że czekanie aż się obudzi jest bezsensu, lekarze szans nie dają! Jego stan się pogorszył! Wracam do Londynu, zamierzam zamieszkać gdzieś indziej, nie z tobą!-Noel była podburzona.
-Niby dlaczego się wyprowadzasz!?
-Nie zamierzam mieszkać z dorosłą osobą, która ukrywa przed własną matką, ze ma dziecko! Nie będę mieszkać z idiotką, która odnowiła kontakt z wyrodną matką, kobietą która nas zostawiła!
-Daj spokój.-chciałam dotknąć jej ramienia, ale ta szybko wzięła plecak w dłonie i wybiegła z domu.
Patrzyłam zdumiewająco na moją matkę, która bez jakichkolwiek słów piła herbatę w salonie, w domu naszego ojca. Spojrzała na mnie chwilowo i westchnęła.
-Witaj, Nella.-powiedziała.
Nie odpowiedziałam. Zmarszczyłam czoło i poszłam do siebie do pokoju, gdzie zastałam Nikki. Spytałam się co tu robi, a ona odpowiedziała, że Sonia nie chce, aby ta kobieta w salonie dowiedziała się, że istnieje.
-Co?-nie zrozumiałam.-Powiedziała ci to wprost?-zdenerwowałam się.
-Nie.. Wywnioskowałam to.-jej delikatny głosik zadźwięczał.
-Pomimo swojego wieku jesteś mądra, wiedz to.-przytuliłam ją.
-Nie jestem taka mała..-zaśmiałyśmy sie.
-Wiem skarbie, wiem.
* Jakiś czas później *
Wyszłam z pokoju nawet nie oddziałując na inne osoby, rzeczy, ogólnie na wszystko. Pewnie gdybym widziała się z boku, miałabym tylko pewność, że wyglądam jak duch.
Bywa..
Nawet jak zobaczyłam moją matkę w salonie, nie zareagowałam. Miałam ją gdzieś. Sam fakt, że przyjechała, że ośmieliła się wejść do porzuconego przez nią domu, obrzydzał mnie, wznosił we mnie ciśnienie, ale dałam radę, nie odezwałam się, tylko krzywo na nią spojrzałam i szłam dalej. Sonia weszła do salonu, kiedy ją minęłam ciężko oddychała, słyszałam jak przełyka ślinę. Ubrałam adidasy i po prostu wyszłam z domu. Nie zmierzałam w jakieś straszne miejsce, szpital, no dobra, dla niektórych jest straszny, dla mnie nie, może troszkę.
~~~ Amanda ~~~
-Prawie w ogóle nie zareagowała na mnie.-powiedziałam zaskoczona do Sonii.
-Nie dziw się. Odkąd dowiedziała się, że ojciec jest w szpitalu, milczy. To straszne, tak milczeć, jak dziecko.-odpowiedziała.
-Była zżyta z ojcem?-spytałam.
-Od kilku miesięcy nie. Nie wiem co się stało. Po prostu zaczęli prawie w ogóle nie rozmawiać ze sobą, ja zawsze miałam z nim słaby kontakt, to Noel była jego oczkiem, pewnie jak wyzdrowieje to od razu sprawdzi co z nią. Mimo wszystko, nie mam jakiegoś żalu.
-Ona była oczkiem dla niego, a ty dla mnie.
-Nie rozmawiałyśmy ponad 5 lata. Gdybym była twoim oczkiem, zainteresowałabyś sie tym, że..-o mało wygadałam się o Nikki.
-O czym?
-O niczym..-ucięłam rozmowę cicho.
~~~ Ed ~~~
-Czyli już możemy wracać?-spytałem ucieszony na wieść, że koniec mojego suportu, a kolejny dopiero w lutym.
-Tak.-odparła moja menadżerka.
-No to jazda! Chcę być najbliższym samolotem w Anglii, w Londynie.-odparłem.
-Spokojnie, chłopie.-po ramieniu poklepał mnie ze śmiechem Harry.
*Trzy godziny później *
~~~ Noel ~~~
-Och tato, wiesz jak dziwnie się czuję z tym, że już nie możemy porozmawiać?-szepnęłam do ojca trzymając go za rękę.
Siedziałam na stołku obok jego łóżka.
Wyglądał tak staro. Rzadko się spotykaliśmy ostatnim czasem. Mieliśmy spór. Wiedziałam, że miał rację, ale mimo wszystko, nie chciałam tego przyznać. Z resztą, w kolejnym sporze to ja miałam rację. Wiedziałam, że jest chory, że grozi mu zawał, ale on to ubrał w żart, mówił, że na coś trzeba umrzeć.Głupiec.. Czemu chciał mnie, Sonię i Nikki zostawić? Nie powiedział. Tylko szepnął kilka miesięcy temu, że boli go to wszystko, że nie wytrzymuje psychicznie, jest sam, czuł się tak nawet jak byłyśmy z nim.
-Wygrałeś.-szepnęłam lekko kołysząc jego dłonią.-Ruszę dalej..-pocałowałam go lekko w jego chłodny, biały polik.
Wstałam ze stołka i poszłam do parku. Miałam spotkanie. Z Rupertem. On był teraz ze mną. Nie Ed, którego potrzebowałam, miałam Ruperta, drugiego rudzielca, który był tak samo niesamowitą osobowością.
~~~ Rupert ~~~
Od kilku tygodni tylko myślę o niej. Nie wiem nawet dlaczego. Tyle razy byłem niby zakochany, i jestem pewny, że to nie to uczucie. Czuję coś silnego, ale czy to miłość?
Patrzyłem na szatynkę zajadającą ciepłego loda w milczeniu. Wyglądała tak niezdarnie, jeśli było to możliwe. Starała się uniknąć pianki nad ustami co jej się nie udawało i ciągle się wycierała dłonią. Chciałem się śmiać, ale mimo wszystko nie mogłem. Tylko uśmiechnąłem się pod nosem na widok jej zielonych oczu, które wpatrywały się w dal parku, bez żadnego skrępowanie obserwowała ludzi, dzieci i dorosłych.
Kiedy tylko skończyła jeść loda, spojrzała na mnie.
-Powinnam już iść. Muszę się spakować. Nie będziesz na pewno ci pasuje przejażdżka do Londynu?-spytała wstając.
-Mieszkam tam, poza tym, nudzę się, a chcę coś robić.-potwierdziłem.
-To za godzinę przed kawiarnią.-obróciła się na pięcie i pognała w stronę swojego domu.
~~~ Sonia ~~~
Usłyszałam jak wchodzi Noel do domu. Nawet nie zdążyłam wejść do jej pokoju, a ta już wybiegła z niego z plecakiem. Postawiła go na podłodze i błyskawicznie ubierała buty. Kiedy się podniosła, zmierzyłyśmy się nawzajem.
-Wyjeżdżam stąd.-powiedziała pewna siebie.
-Dlaczego?-zapytałam, ale ta mnie zignorowała.
-Co to oznacza?! Co chcesz przez to powiedzieć?!-krzyczałam wściekła.
-To, że czekanie aż się obudzi jest bezsensu, lekarze szans nie dają! Jego stan się pogorszył! Wracam do Londynu, zamierzam zamieszkać gdzieś indziej, nie z tobą!-Noel była podburzona.
-Niby dlaczego się wyprowadzasz!?
-Nie zamierzam mieszkać z dorosłą osobą, która ukrywa przed własną matką, ze ma dziecko! Nie będę mieszkać z idiotką, która odnowiła kontakt z wyrodną matką, kobietą która nas zostawiła!
-Daj spokój.-chciałam dotknąć jej ramienia, ale ta szybko wzięła plecak w dłonie i wybiegła z domu.

Ostatnio bardzo buntowniczo tworzysz głównych bohaterów w Twoich opowiadaniach ;) Zwróciłaś uwagę?
OdpowiedzUsuńBuntowniczo? Hmm.. W sumie, nie zauważyłam, aczkolwiek coś w tym może być.
UsuńWróciłaś i ja też wróciłam:p Cieszę się, że już jesteś.:)
OdpowiedzUsuńTeż się cieszę, że wróciłyśmy. :-)
Usuń