~~~ Noel ~~~
-Może zacznę od początku.-widziałam po nim, że trudno mu mówić.
Odkąd zamieszkałem w Londynie - szczerze?-przerwał i spojojrzał na mnie.
-Mów, Ed. Oboje będziemy lepiej się rozumieć. Ja będę wiedzieć wszystko o twoim braku wspomnień, a ty się wygadasz. Zapomnij o tych latach rozłąki - bądźmy ze sobą szczerzy..
-..Tak jak kiedyś.-przerwał mi patrząc ciepło w moje oczy, a ja pokiwałam głową z lekkim uśmiechem, który odwzajemnił.
Odkąd zamieszkałem w Londynie, bez ciebie - byłem inny. Nie miałem z kim porozmawiać - wydawało mi się, że jestem kompletnie z innej planety. Moi rodzice nie rozumieli mnie i mojego zachowania, a mój brat zaczął oddalać się ode mnie jeszcze bardziej. W szkole przesiadywałem przerwy oraz lekcje sam. Została mi tylko muzyka, której nie porzuciłem. Mimo wszystko - byłem sam. Chciałem zadzwonić do ciebie, ale wiedziałem, że tylko powiększę tęsknotę za tobą, Noel.-przyglądał się mi cicho.-Kiedy już muzyka nie dawała mi wystarczająco spokoju, zrozumienia ani ciepła - wyszedłem z domu, nawet nie byłem pewny dlaczego i po co. Mijałem przechodniów, którzy patrzyli na mnie jak na wariata, którym w sumie byłem - jednak chodziło o porę, pamiętam, ze było ciemno już. Miałem zaledwie piętnaście lat, nawet nie, więc nie powinnem chodzić sam po mieście o takiej porze. Omijałem tych ludzi i szedłem nadal prosto, kilka skrzyżowań. Coś mnie ciągnęło do przodu.
W pewnym momencie dotarłem w jakiś ciemny zaułek. Czułem strach, a jednoczęsnie chciało mi się śmiać, bo poczułem się jak w słabym horrorze. Kiedy wycofywałem się z tego korytarza, podszedł do mnie jakiś chłopak - było ciemno i nie widziałem jego twarzy, ale po jego posturze zauważyłem, że nie mógł mieć więcej lat niż ja. Podszedł do mnie cicho, a jednak widocznie. Po chwili wyciągnął z kieszeni od spodni jakąś małą torebeczkę z białym proszkiem. Nie trudno zgadnąć, że poddałem się i razem z nim wciągnęliśmy to. W mgnieniu oka poczułem się wolny, jakoś już mi nie zależało na niczym - nie odczuwałem tęsknoty ani smutku, nie było mi też wesoło, jakaś pustka tylko. Później znaleźliśmy razem jakiegoś meżczyznę, który miał alkohol - zaczęliśmy pić, a ja po woli przestałęm kontaktować ze światem. Zaczynałem odczuwać mdłości, coraz większą pustkę umysłową oraz miałem złe przeczucia. Nie władałem swoim ciałem, choć mogłem się poruszać, nie mogłem nic powiedzieć - choć mówiłem i się śmiałem. Zaraz do nas dołączyli inni i znów pojawiły się prochy oraz alkohol. Nie mogłem nic zrobić, po prostu odczuwałem tak wielką ochotę, aby jeszcze trochę wziąć tego i jeszcze wypić. Nie umiałem się powstrzymać. Czułem jak odpływam, nie tak jak we śnie - moje ręce i nogi zaczęły sztywnieć, a mdłości powiększyły się. Głowa dawała mi oznaki, że ma już dość tak jak reszta ciała, ale ja nie mogłem się powstrzemać - nie chciałem przestać. Na kilka chwil urwał mi się kontakt z rzeczywistością i widziałem tylko czerń. Kiedy znów mogłem wszystko obserwować, zauważyłem, ze szedłem z jakimiś ludźmi po jezdzni. Nie podobało mi się to, ale ciało nadal nie było pod moją kontrolą. Nie potrafiłem zrozumieć co ja robię ani co dokładnie słyszę. W pewnej chwili ktoś zaczął się szturachać z jakimś chłopakiem. Podeszłem i chciałem ich rozdzielić, tak ajk inni, ale oni mnie odepchnęli. Nie zauważyłem ani on nadjeżdżającego samochodu i po prostu wpdłem na niego. Ostatnie co pamiętam to białe światło od samochodu. Obudziłem się w szpitalu, ale nikogo nie rozpoznałem. Miałem braki w pamięci i nie pamiętałem własnych rodziców. Oczywiście po kilku miesiącach odzyskałem wspomnienia i już wiedziałem, że są moją rodziną. Jednak nikt o tobie nie wspominał przy mnie i niestety dopiero od kilku tygodni zaczęłem przypominać sobie o tobie.-jego oczy były pełne bólu, nie wiele myśląc przytuliłam go, a on odwzajemnił ten gest.-Już nigdy nie tknąłem narkotyków, a z alkoholem nie przesadzam.-wyznał cicho.
-Dziękuję Ed, że opowiedziałeś mi i nie ukrywałeś przede mną tego.-byłam szczęśliwa, że zaufał mi ponownie.
Kiedy już odsunęliśmy się od siebie, położyłam głowę na jego ramię.
-Mam nadzieję, że tęskniełeś za mną tak mocno jak ja, albo skopię ci tyłek.-rzuciłam mu krótkie spojrzenie i znów wpatrywałam się przezd siebie.
Chłopak się zaśmiał na moje słowa.
-Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi twojego śmiechu oraz wkurzającego "obyś był w sobotę!".-zachichotaliśmy wspólnie ze wspomnień.
*** kilka minut później ***
~~~ Ed ~~~
-Nadal uwielbiam zielony.-szepnąłem wpatrzony w tak utęsknione przeze mnie oczy Noel.
Dziewczyna zarechotała się.
-A ja nadal uwielbiam niebieski.-patrzyła na mnie z takim samym zaciekawieniem.-Tylko, że mi chodziło o twój plecak.-zaśmiała się, na co ja szerzej się uśmiechnąłem.
-Zmieniłaś się.-patrzyłem jak zareaguje.
Przez moment po jej twarzy przebiegło zaskoczenie, następnie uśmiechnęła się złowieszczo.
-A ty się zestarzałeś!-wstała i zaczęła biec przed siebie.
Nie czekając na wiele, także wstałem z ziemi i pognałem w stronę szatynki, śmiejąc się jak wariat.
-Złapię cię i będziesz musiała to odwołać!-krzyczałem za nią, nadal ją goniąc po parku.
-Nawet nie zamierzam, staruchu!-słyszałem jak zabawny śmiech wymyka jej się z ust.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku!-po wykrzyknięciu tych słów, schowałem się za naszym starym dębem tak, aby nie było mnie widać.
-Gdzie ty się schowałeś co, Ed?! Zabawy ci w głowie, może nie tak bardzo jesteś stary..-słyszałem jak jej kroki zbliżały się do drzewa.
Kiedy podeszła już wystarczająco blisko - schwytałem ją w ramiona i zaczełem się śmiać jeszcze głośniej.
-Ed, puść mnie!-wierciła się, czym jeszcze bardziej mnie rozbawiła.
-Oh, Noel. Co by ci teraz zrobić?-zadałem retoryczne pytanie nadal trzymając ją w mocnym uścisku.
-Puścić mnie?-uśmiechnęła sie, a po chwili o boje zaczęliśmy się śmiać jak idioci.
-Poproś.-zażądałem, a ona tylko spojrzała na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
-To taki twój nowy fetysz?-zarechotała, a mnie wybiła z rytmu.
-Co?-pomrugałem kilkakrotnie oczami, patrząc na nią.
Kiedy już zobaczyłem, że zaczyna się dusić ze śmiechu, uśmiechnałem się.
-Poproś, abym cię wypuścił.-czekałem, a ona przez śmiech starała się wymówić słowo.
-Prze.. Przepr..-jej chichot zakłócał wymowe słowa.
-Ja czekam.-patrzyłem na nią z przymróżonymi oczami.
-Przeparszam!-wykrzyczała i poddała się śmiechu.
Po chwili puściłem ją, a ona ledwo trzymając się na nogach - nadal rechotała jak pacjentka szpitalu psychiatrycznego.
-Jak dziecko..-śmiałem się razem z nią.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku.-zacytowała mnie zmienionym głosem, co jeszcze bardziej nas rozbawiło.
-Koniec, boli mnie już brzuch.-dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie poważnie.
Nic nie zrobiłem, tylko się śmiałem z jej powagii i to właśnie ją ponownie rozbawiło.
-Ja nie żartuję, przestań się śmiać!-powiedziała z wyrzutem, nadal chichocząc.
-No to przestań sama.-wydusiłem już czerwony od śmiechu.
-Nie mogę!-śmialiśmy się kolejne pięć minut.
Śmiech po woli uciszał się, a my już leżeliśmy na chłodnej trawie.
-Wreście spokój.-westchnęła.-Która godzina?-zapytała od niechcenia.
-Dochodzi już dziewiętnasta.-mruknąłem patrząc na zegarek w telefonie.
-Chciałabym zostać tutaj służej, Ed, ale nie mogę. Obiecałam ojcu, że będę około dziewiętnastej już w domu.-zaczęliśmy sie zbierać z ziemi.
-Nie ma sprawy, ale obiecaj, że spotkamy się w Londynie.-zacząłem wypisywać mój numer komórki na karteczkę.-Zadzwoń, kiedy będziesz miała czas w ponidziałek i spotkamy się.-wymieniliśmy uśmiech.
-A co jeżeli jestem nawiedzoną fanką i rozdam każdemu ten numer?-zarechotała złowrogo.
-Dziwak.-szturchnąłem ją lekko w ramię.
-Ty jeszcze większy!-oburzona uderzyła mnie w ramie i wpadła w gupawkę.
Po chwili kolejnej dawki śmiechu, wzięła ode mnie mój numer i przy okazji dała mi swój numer telefonu.
-To do ponidziałku, Noel.-uścisnąłem ją.
-Do ponidziałku Ed.-odwzajemniła uścisk.
Odsunęliśmy się od siebie z uśmiechami. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Wcisnąłem jeszcze klakson w pożegnaniu i ruszyłem w stronę powrotną do Londynu. A dziewczyna ruszyła do domu swojego ojca.
Kiedy miałem prostą drogę, wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Sonii, siostry Noel. Odebrała już za drugim sygnałem.
-Dziękuję ci Sonia, gdyby nie ty - to pewnie nasze spotkanie byłoby mniej magiczne.-zaśmiałem się.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję, że będziecie przyjaciółmi, tak jak kiedyś - przyda wam się to. Ja muszę lecieć, bo Nikki mnie woła.
-Dziękuję ci jeszcze raz, So.-rozłączyłem się i schowałem telefon do plecaka - jedną dłonią. Włączyłem radio, ale nie rozpoznałem piosenki, granej przez jakiś zespół.
To naprawdę ona - moja Noel! Tęskniłem za jej wiecznymi śmiechami oraz szmaragdowymi oczami - tak to ona miała być moja przyjaciółką od zawsze i na zawsze. Tylko gdzie tu jest Danielle? Może miała rację? Szukałem Noel tylko, aby ją zastąpić.. Nie, Nie! To nie prawda - Nell jest moją przyjaciółką, nikim więcej - a Dan jest moją miłością.. Prawda?
Byłem rozdarty wewnętrznie. Nie byłem pewny czy Noel i mnie jednak łączy coś więcej - nie byłem pewny swoich uczuć. Byłem zakłopotany, choć nic takiego się nie stało pomiędzy mną a Nell.
Jesteśmy już dorosły, a jednak zauroczenie powróciło - co prawda moja miłość do Dan jest zdecydowanie silniejsza, ale jej tutaj nie ma... Nie ma jej, bo nie potrafi mi zaufać. W związku zaufanie jest potrzebne!
~~~ Danielle ~~~

Muszę do niego zadzwonić - muszę!
Już sięgałam po telefon, ale w ostatniej chwioi - kiedy już wykręcałam jego numer - stchórzyłam.
-Jestem żałosna!-wykrzyczałam na cały dom i pogrążyłam się w kolejnych łzach.
Nie było mi dobrze w obecnej chwili. Niby mu ufałam, ale to uczucie, że może być teraz właśnie z nią - to ono nie pozwalało mi zadzwonić. Mój umysł wymyślał już najgorsze scenariusze tego jak sięśmieją razem, jak patrzą na siebie, jak się całują ze sobą oraz to, ze właśnie mogą się kochać - to było bolesne, choć wiedziałam, że Ed nei zrobi mi tego, to jednak podświadomie moje myśli krążyły w okół tego.
Jestem zazdrosna - przyznaję się, ale kto nie jest kiedy jest zakochany? Kocham go, ale nie potrafię zadzwonić - nie umiem. Jestem za słaba, nie mam odwagii - przecież już nigdy nie będzie tak samo. Niegdy nie będziemy już na siebie patrzeć tak samo, prawda?
~~~ Harry ~~~
-Jak myślisz - spotkają się?-zapytałem Ruperta siedzącego przed telewizorem z pilotem w ręku.
-Na pewno, tylko pytanie czy, aby na pewno się w niej nie zakocha.-zaśmiał się, a mnie mina zrzedła.
-Niby dlaczego ma się w niej zakochać, przecież jest Danielle.-przysiadłem się do niego i patrzyłem na niego.
-Przyjaźnie damsko - męsko to tylko wymysł idiotów, którzy nie umieją wyznać dziewczynie tego, czego czują, bądź na obrót.-odpowiedział nadal oglądając film akcji.
-Ja tam wierzę w przyjaźnie damsko - męskie. Są realne, tym bardziej, że ja się w żadnej nie zakochałem z moich przyjaciółek.-uśmeichnąłem sięzadowolony.
-Są dwa rozwiązania.-spojrzałem na niego zaciekawiony.
-Jakie?-zapytałem, aon także zwrócił się ku mnie.
-Albo jesteś gejem.-oznajmił, a ja chciałem mu przywalić.
-Jesteś idiotą!-oburzyłem się.
-Albo twoje przyjaciółeczki w ukryciu myślały, jakby cię rozebrać.-roześmiał się, a ja nerwowo podrapałem się po głowie.
On naprawdę tak myśli? Oby nie.. Co jeśli am rację, co jeśli one naprawdę chcą ode mnie czegoś więcej..
~~~ Noel ~~~
Położyłam się na łóżko i wtuliłam w siebie małego pluszaka. Nadal nie wierzyłam, że to dzisiejszego dnia spotkałam mojego przyjaciele i do w ponidziałem mam się z nim spotkać - z moim Ed'em! A jednocześnie byłam nadal wstrząśnięta z powodu wypadku, w którym stracił pamięć.
Dlaczego jego rodzina mu o mnie nie wspominała? To troche dziwne, tym bardziej, że zazwyczaj mnie lubili.. Jednak mimo wszystko, Ed nie poddał się i szukał mnie. W jakiś niewiadomy mi sposób, znalazł się tutaj, pod dębem - obok mnie. Na pewno ułożył sobie życie, tylko czemu mi nic nie wspomniał. Zapewne porozmawiamy dłużej w ponidziałek, w Londynie. Boże! Tyle lat czekałam, aby znów go zobaczyć - zobaczyłam go. Tylko, że.. Jesteśmy już dorośli, może nie dojrzali, ale jesteśmy już od kilku lat pełnoletni. Znam tysiące przypadków przyjaciół, którzy są ze sobą bądź kieddyś byli - nie chcę, aby mnie i Ed'a to rozdzieliło. Ja czuję do niego tylko przyjaźń, mimo wszytsko mam nadzieję, że on mnie nie darzy jakimś wyjątkowym uczuciem.. Niby jest udowodnione naukowo, że takie przyjaźnie nie istnieją, chyba, że między homosesualistami - oby się to nie sprawdziło, mimo wszystko.
Położyłam się wygodniej na łóżku i po chwili pogrążyłam się w śnie.
____________________
Nie rozumiem po co pisać długie rozdziały, ale no dobrze - dziś jest wyjątkowo długi.. :-P
Jednak chcę wam przekazać, żebyście się nie przyzyczajały, bo takie tasiemce są kilkorazowe, a nie wieczne - bynajmniej w moim przypadku. :-D
Jak myślicie; Ed zakocha się w Noel i będę mieli gromadkę dzieci? Czy może Ed opamięta się i sam przyjdzie do Danielle z wielkim bukietem róż? Czy Dan odważy sie zadzwonić to rudzielca i jako, że będą już pogodzeni - będą się kochać całe dnie i noce? ^_^
No to jak, myślicie? o_O HahahahahahaxD.
-Może zacznę od początku.-widziałam po nim, że trudno mu mówić.
Odkąd zamieszkałem w Londynie - szczerze?-przerwał i spojojrzał na mnie.
-Mów, Ed. Oboje będziemy lepiej się rozumieć. Ja będę wiedzieć wszystko o twoim braku wspomnień, a ty się wygadasz. Zapomnij o tych latach rozłąki - bądźmy ze sobą szczerzy..
-..Tak jak kiedyś.-przerwał mi patrząc ciepło w moje oczy, a ja pokiwałam głową z lekkim uśmiechem, który odwzajemnił.
Odkąd zamieszkałem w Londynie, bez ciebie - byłem inny. Nie miałem z kim porozmawiać - wydawało mi się, że jestem kompletnie z innej planety. Moi rodzice nie rozumieli mnie i mojego zachowania, a mój brat zaczął oddalać się ode mnie jeszcze bardziej. W szkole przesiadywałem przerwy oraz lekcje sam. Została mi tylko muzyka, której nie porzuciłem. Mimo wszystko - byłem sam. Chciałem zadzwonić do ciebie, ale wiedziałem, że tylko powiększę tęsknotę za tobą, Noel.-przyglądał się mi cicho.-Kiedy już muzyka nie dawała mi wystarczająco spokoju, zrozumienia ani ciepła - wyszedłem z domu, nawet nie byłem pewny dlaczego i po co. Mijałem przechodniów, którzy patrzyli na mnie jak na wariata, którym w sumie byłem - jednak chodziło o porę, pamiętam, ze było ciemno już. Miałem zaledwie piętnaście lat, nawet nie, więc nie powinnem chodzić sam po mieście o takiej porze. Omijałem tych ludzi i szedłem nadal prosto, kilka skrzyżowań. Coś mnie ciągnęło do przodu.
Kiedy już odsunęliśmy się od siebie, położyłam głowę na jego ramię.
-Mam nadzieję, że tęskniełeś za mną tak mocno jak ja, albo skopię ci tyłek.-rzuciłam mu krótkie spojrzenie i znów wpatrywałam się przezd siebie.
Chłopak się zaśmiał na moje słowa.
-Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi twojego śmiechu oraz wkurzającego "obyś był w sobotę!".-zachichotaliśmy wspólnie ze wspomnień.
*** kilka minut później ***
~~~ Ed ~~~
-Nadal uwielbiam zielony.-szepnąłem wpatrzony w tak utęsknione przeze mnie oczy Noel.
Dziewczyna zarechotała się.
-A ja nadal uwielbiam niebieski.-patrzyła na mnie z takim samym zaciekawieniem.-Tylko, że mi chodziło o twój plecak.-zaśmiała się, na co ja szerzej się uśmiechnąłem.
-Zmieniłaś się.-patrzyłem jak zareaguje.
Przez moment po jej twarzy przebiegło zaskoczenie, następnie uśmiechnęła się złowieszczo.
-A ty się zestarzałeś!-wstała i zaczęła biec przed siebie.
Nie czekając na wiele, także wstałem z ziemi i pognałem w stronę szatynki, śmiejąc się jak wariat.
-Złapię cię i będziesz musiała to odwołać!-krzyczałem za nią, nadal ją goniąc po parku.
-Nawet nie zamierzam, staruchu!-słyszałem jak zabawny śmiech wymyka jej się z ust.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku!-po wykrzyknięciu tych słów, schowałem się za naszym starym dębem tak, aby nie było mnie widać.
-Gdzie ty się schowałeś co, Ed?! Zabawy ci w głowie, może nie tak bardzo jesteś stary..-słyszałem jak jej kroki zbliżały się do drzewa.
Kiedy podeszła już wystarczająco blisko - schwytałem ją w ramiona i zaczełem się śmiać jeszcze głośniej.-Ed, puść mnie!-wierciła się, czym jeszcze bardziej mnie rozbawiła.
-Oh, Noel. Co by ci teraz zrobić?-zadałem retoryczne pytanie nadal trzymając ją w mocnym uścisku.
-Puścić mnie?-uśmiechnęła sie, a po chwili o boje zaczęliśmy się śmiać jak idioci.
-Poproś.-zażądałem, a ona tylko spojrzała na mnie z wytrzeszczonymi oczami.
-To taki twój nowy fetysz?-zarechotała, a mnie wybiła z rytmu.
-Co?-pomrugałem kilkakrotnie oczami, patrząc na nią.
Kiedy już zobaczyłem, że zaczyna się dusić ze śmiechu, uśmiechnałem się.
-Poproś, abym cię wypuścił.-czekałem, a ona przez śmiech starała się wymówić słowo.
-Prze.. Przepr..-jej chichot zakłócał wymowe słowa.
-Ja czekam.-patrzyłem na nią z przymróżonymi oczami.
-Przeparszam!-wykrzyczała i poddała się śmiechu.
Po chwili puściłem ją, a ona ledwo trzymając się na nogach - nadal rechotała jak pacjentka szpitalu psychiatrycznego.
-Jak dziecko..-śmiałem się razem z nią.
-Przecież jesteśmy tego samego wieku.-zacytowała mnie zmienionym głosem, co jeszcze bardziej nas rozbawiło.
-Koniec, boli mnie już brzuch.-dziewczyna wyprostowała się i spojrzała na mnie poważnie.
Nic nie zrobiłem, tylko się śmiałem z jej powagii i to właśnie ją ponownie rozbawiło.
-Ja nie żartuję, przestań się śmiać!-powiedziała z wyrzutem, nadal chichocząc.
-No to przestań sama.-wydusiłem już czerwony od śmiechu.
-Nie mogę!-śmialiśmy się kolejne pięć minut.
Śmiech po woli uciszał się, a my już leżeliśmy na chłodnej trawie.
-Wreście spokój.-westchnęła.-Która godzina?-zapytała od niechcenia.
-Dochodzi już dziewiętnasta.-mruknąłem patrząc na zegarek w telefonie.
-Chciałabym zostać tutaj służej, Ed, ale nie mogę. Obiecałam ojcu, że będę około dziewiętnastej już w domu.-zaczęliśmy sie zbierać z ziemi.
-Nie ma sprawy, ale obiecaj, że spotkamy się w Londynie.-zacząłem wypisywać mój numer komórki na karteczkę.-Zadzwoń, kiedy będziesz miała czas w ponidziałek i spotkamy się.-wymieniliśmy uśmiech.
-A co jeżeli jestem nawiedzoną fanką i rozdam każdemu ten numer?-zarechotała złowrogo.
-Dziwak.-szturchnąłem ją lekko w ramię.
-Ty jeszcze większy!-oburzona uderzyła mnie w ramie i wpadła w gupawkę.
Po chwili kolejnej dawki śmiechu, wzięła ode mnie mój numer i przy okazji dała mi swój numer telefonu.
-To do ponidziałku, Noel.-uścisnąłem ją.
-Do ponidziałku Ed.-odwzajemniła uścisk.
Odsunęliśmy się od siebie z uśmiechami. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Wcisnąłem jeszcze klakson w pożegnaniu i ruszyłem w stronę powrotną do Londynu. A dziewczyna ruszyła do domu swojego ojca.
Kiedy miałem prostą drogę, wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Sonii, siostry Noel. Odebrała już za drugim sygnałem.
-Dziękuję ci Sonia, gdyby nie ty - to pewnie nasze spotkanie byłoby mniej magiczne.-zaśmiałem się.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję, że będziecie przyjaciółmi, tak jak kiedyś - przyda wam się to. Ja muszę lecieć, bo Nikki mnie woła.
-Dziękuję ci jeszcze raz, So.-rozłączyłem się i schowałem telefon do plecaka - jedną dłonią. Włączyłem radio, ale nie rozpoznałem piosenki, granej przez jakiś zespół.
To naprawdę ona - moja Noel! Tęskniłem za jej wiecznymi śmiechami oraz szmaragdowymi oczami - tak to ona miała być moja przyjaciółką od zawsze i na zawsze. Tylko gdzie tu jest Danielle? Może miała rację? Szukałem Noel tylko, aby ją zastąpić.. Nie, Nie! To nie prawda - Nell jest moją przyjaciółką, nikim więcej - a Dan jest moją miłością.. Prawda?
Byłem rozdarty wewnętrznie. Nie byłem pewny czy Noel i mnie jednak łączy coś więcej - nie byłem pewny swoich uczuć. Byłem zakłopotany, choć nic takiego się nie stało pomiędzy mną a Nell.
Jesteśmy już dorosły, a jednak zauroczenie powróciło - co prawda moja miłość do Dan jest zdecydowanie silniejsza, ale jej tutaj nie ma... Nie ma jej, bo nie potrafi mi zaufać. W związku zaufanie jest potrzebne!
~~~ Danielle ~~~
Muszę do niego zadzwonić - muszę!
Już sięgałam po telefon, ale w ostatniej chwioi - kiedy już wykręcałam jego numer - stchórzyłam.
-Jestem żałosna!-wykrzyczałam na cały dom i pogrążyłam się w kolejnych łzach.
Nie było mi dobrze w obecnej chwili. Niby mu ufałam, ale to uczucie, że może być teraz właśnie z nią - to ono nie pozwalało mi zadzwonić. Mój umysł wymyślał już najgorsze scenariusze tego jak sięśmieją razem, jak patrzą na siebie, jak się całują ze sobą oraz to, ze właśnie mogą się kochać - to było bolesne, choć wiedziałam, że Ed nei zrobi mi tego, to jednak podświadomie moje myśli krążyły w okół tego.
Jestem zazdrosna - przyznaję się, ale kto nie jest kiedy jest zakochany? Kocham go, ale nie potrafię zadzwonić - nie umiem. Jestem za słaba, nie mam odwagii - przecież już nigdy nie będzie tak samo. Niegdy nie będziemy już na siebie patrzeć tak samo, prawda?
~~~ Harry ~~~
-Jak myślisz - spotkają się?-zapytałem Ruperta siedzącego przed telewizorem z pilotem w ręku.
-Na pewno, tylko pytanie czy, aby na pewno się w niej nie zakocha.-zaśmiał się, a mnie mina zrzedła.
-Niby dlaczego ma się w niej zakochać, przecież jest Danielle.-przysiadłem się do niego i patrzyłem na niego.
-Przyjaźnie damsko - męsko to tylko wymysł idiotów, którzy nie umieją wyznać dziewczynie tego, czego czują, bądź na obrót.-odpowiedział nadal oglądając film akcji.
-Ja tam wierzę w przyjaźnie damsko - męskie. Są realne, tym bardziej, że ja się w żadnej nie zakochałem z moich przyjaciółek.-uśmeichnąłem sięzadowolony.
-Są dwa rozwiązania.-spojrzałem na niego zaciekawiony.
-Jakie?-zapytałem, aon także zwrócił się ku mnie.
-Albo jesteś gejem.-oznajmił, a ja chciałem mu przywalić.
-Jesteś idiotą!-oburzyłem się.
-Albo twoje przyjaciółeczki w ukryciu myślały, jakby cię rozebrać.-roześmiał się, a ja nerwowo podrapałem się po głowie.
On naprawdę tak myśli? Oby nie.. Co jeśli am rację, co jeśli one naprawdę chcą ode mnie czegoś więcej..
~~~ Noel ~~~
Dlaczego jego rodzina mu o mnie nie wspominała? To troche dziwne, tym bardziej, że zazwyczaj mnie lubili.. Jednak mimo wszystko, Ed nie poddał się i szukał mnie. W jakiś niewiadomy mi sposób, znalazł się tutaj, pod dębem - obok mnie. Na pewno ułożył sobie życie, tylko czemu mi nic nie wspomniał. Zapewne porozmawiamy dłużej w ponidziałek, w Londynie. Boże! Tyle lat czekałam, aby znów go zobaczyć - zobaczyłam go. Tylko, że.. Jesteśmy już dorośli, może nie dojrzali, ale jesteśmy już od kilku lat pełnoletni. Znam tysiące przypadków przyjaciół, którzy są ze sobą bądź kieddyś byli - nie chcę, aby mnie i Ed'a to rozdzieliło. Ja czuję do niego tylko przyjaźń, mimo wszytsko mam nadzieję, że on mnie nie darzy jakimś wyjątkowym uczuciem.. Niby jest udowodnione naukowo, że takie przyjaźnie nie istnieją, chyba, że między homosesualistami - oby się to nie sprawdziło, mimo wszystko.
Położyłam się wygodniej na łóżku i po chwili pogrążyłam się w śnie.
____________________
Nie rozumiem po co pisać długie rozdziały, ale no dobrze - dziś jest wyjątkowo długi.. :-P
Jednak chcę wam przekazać, żebyście się nie przyzyczajały, bo takie tasiemce są kilkorazowe, a nie wieczne - bynajmniej w moim przypadku. :-D
Jak myślicie; Ed zakocha się w Noel i będę mieli gromadkę dzieci? Czy może Ed opamięta się i sam przyjdzie do Danielle z wielkim bukietem róż? Czy Dan odważy sie zadzwonić to rudzielca i jako, że będą już pogodzeni - będą się kochać całe dnie i noce? ^_^
No to jak, myślicie? o_O HahahahahahaxD.
Moim zdaniem Ed będzie z Noel; a Dan z którymś z innych bohaterów; jednak najpierw do Ed przeprosi Dan i Noel będzie miała z tego powodu "depresję". ;)
OdpowiedzUsuńP.
No nieźle P. kombinujesz, ale.. Właśnie zawsze jest ale. ^_^
UsuńNie napiszę ci co będize - bo po co pisać późniejsze historie? :-P
Jednak zdradzę ci, że z powodu Ed'a i Noel ich rozdarć uczuciowych będą problemy i możliwe, że ciekawe sytuacje. :-)
chociaż bym błagała na kolanach nie mów mi co się wydarzy! ;) Już tym mnie zachęciłaś wystarczająco bardzo :)
UsuńP.
PS http://www.youtube.com/watch?v=cGG3ZQbLmUY polecam Ci ten koncert Ed'a; chociaż długaśny to bardzo energetyczny!
Nie powiem! :-)
UsuńZa chwilę sprawdzę ten koncer Ed'a. :-P
Wonderful.
nie lubię Danielle :P
OdpowiedzUsuńale też nie chciałabym żeby Ed był z Noel ;d
świetny rozdział :D
Co za niezdecydowanie. :-P
UsuńDziękuję. :-)
Czy dzisiaj jest dzień nowego opowiadania? :))
OdpowiedzUsuńP.
Owszem. :-)
UsuńWonderful.
Ależ mam silną intuicję ;P
UsuńP.
To prawda. :-P
UsuńWonderful.